Więcej informacji: Arylcykloheksaminy w Narkopedii [H]yperreala
kurde, spodobała mi się keta w chuj, ale to przyszło po którejś torbie, gdy dobrze poznałem ten związek. kiedy zobaczylem o co w tym chodzi, zacząłem traktować K jako pole, arenę do konfrontacji i dialogu ze swoją "mroczną stroną", z której mogę też spojrzeć na życie, priorytety, przeszłość i przyszłość, czy potrzeby z innej perspektywy.
a psychodelików nigdy nie lubiłem właśnie dlatego, że odbierały mi zdolności percepcji na podstawowym poziomie, czego bardzo nie lubię. Tak też było na początku z ketą - skołowanie i odmóżdżenie. to chyba jedna z tych substancji, w których sam musisz znaleźć sens odpowiedni do swojego stanu umysłu. ciekawa substancja.
Pierwsze podejście, test ok 100mg sniff (metoda mierzenia w miare orientacyjna: pół na pół). Wcześniej wypita perła w ilości 1. Stwierdziłem, że puszcze sobie film, wybrałem pierwszy lepszy z dysku "kapitan marvel". Polożyłem się na łóżku i patrze w ekran czując jak ładuje sie K. Wtedy utwierdziłem się w przekonaniu, że za pierwszym razem miałem to samo tylko nie samo, działało podobnie. Bardzo ciężko mi było się ruszyć, myśli kreciły się wokół ostatnich wydarzeń i rozkminiałem jakie podjąć dalsze kroki. Wszystko zdawało się nie mieć w ogóle znaczenia. Co do filmu to raz go przewinąłem ale kompletnie nie ogarniałem o co w nim chodzi. Po ok godzinie strasznie mnie zmuliło na spanko ale chciałem się jeszcze umyć, co było trochę problematyczne ale się udało. Położyłem sie, zasnąłem praktycznie odrazu.
Na drugi dzień obudziłem się w miarę normalnym stanie. Nie przekonał mnie ten trip do siebie, nie czułem chęci powtórzenia tego. Wieczorem wyszedłem ze znajomymi testować eme. Zarzuciłem ok 300 mg, po 2h wróciłem na chatę, jeszcze przez godzinę przeleżałem w łóżeczku z tej eufori i stwierdziłem, że dobra ale tym razem dziura. Dawka orientacyjnie, rzecz jasna, ok 160mg-170mg. Specjalnie długo się nie zastanawiałem i poszedł sniff.
Tym razem puściłem muzykę, zgasiłem światło i położyłem się w łóżku.
Muzyka bardzo dobrze mi się zgrywała z tripem. Czułem jakby moję ciało nie istniało, nie odczuwałem go fizycznie. Nie istniały na ten moment dla mnie żadne problemy. Czułem się jakbym płynął cały czas przez strumienie różnych energii(i chyba to był ten sławny K hole?). Po ok 30 min coś mnie z tego wybiło i choć chciałem wrócić tam dociągając ok 100-200mg (ciezko mi było określić na tamten moment) jednak się nie udało.
Bardzo ciężko mi się spało i teraz mając popołudnie jak to piszę odczuwam nieprzyjemny zjazd.
Podsumowując: Małe ilości nie są dla mnie, a dziure chetnie wpadne ale dam sobie na razie czasu na odpoczynek.
20 listopada 2019mucha__ pisze: Jakieś sposoby na zapobieganie takim wypadkom?
Dodam jeszcze ze czesto troche wiecej dostaje (czasami z pol g).
Oczywiscie z marketow.
No i nigdy zadnych mdlosci.
Antydepresyjnie najlepiej dziala racemiczna,ale te wbrew pozorom ciezko dostac, bo ogolnie sie vendorom nei oplaca - dziala duzo slabiej na NMDA stad poczucie pizdy mniejsze i cpun mniej zadowolony
Chodzi mi o to czy mniejsze dawki daja pobudzenie i zupełnie inne efekty niz przy wyższych dawkach K?
Dlaczego ograniczenie marihuany do listy chorób to katastrofa dla pacjentów – historia Adriana
Czechy luzują prawo konopne. Duży krok naprzód, ale z gwiazdką
Mikrodawkowanie LSD przegrywa walkę z depresją ze zwykłą kawą?
Przez ostatnią dekadę w Dolinie Krzemowej (ale nie tylko) funkcjonowało przekonanie, że mikrodawkowanie psychodelików to „szwajcarski scyzoryk” dla mózgu – poprawia fokus, libido i leczy depresję. Najnowsze, rygorystyczne badanie kliniczne pokazuje jednak coś zupełnie innego. Pacjenci przyjmujący placebo (w tym przypadku kofeinę) radzili sobie z depresją lepiej niż ci na LSD.
Rząd za, kantony przeciwko: Czy Szwajcaria zalegalizuje marihuanę?
Parlament federalny chce zdekryminalizować konopie indyjskie w Szwajcarii. Jednak już etap konsultacji pokazuje, że sprzeciw wobec projektu jest duży.
Przełom w walce z depresją: jedna dawka DMT działa trzy miesiące
Wyobraź sobie, że jedna dawka substancji, trwająca zaledwie kilka minut, mogłaby rozpędzić ciężką depresję na pół roku. Naukowcy z Imperial College London przetestowali dimetylotryptaminę (DMT) u osób, u których standardowe leki zawiodły. Wyniki? Rewolucyjne. Czy to przełom w walce z depresją lekooporną, która dotyka milionów?
