Słowem wstępu. Psychika od dziecka zszargana. Patologia, alkoholizm, bieda, dręczenie. Wszystko to wywołało skłonność do stanów depresyjnych, fobii, prób samobójczych. Skończyło się ucieczką w używki, rozpieprzonym życiem i masą długów. Generalnie dno.
Lata zajęło mi wyjście na prostą. Niestety, jak to w życiu, wszystko powtórnie się posypało. Wróciłam do punktu wyjścia. Czuję bezsilność i bezradność.
Obecnie wróciłam do palenia mj i niestety totalny brak chęci do życia zabijam stymulantami. Głównie amfetamina- ciąg trwa już trzy miesiące (w tym jedynie tydzień przerwy). Psychika upadła i fizycznie nie najlepiej- zaburzenia odżywiania, nerwobóle, hormonalny meksyk, serce dokucza, poważne zaburzenia snu. Nawet włosy zaczęły siwieć... Czuje, że to wszystko zwiastuje mój upadek.
Wychodziłam już z takiego gowna. Jednak wtedy był ktoś lub coś na czym mi zależało. Dziś nie zależy mi na niczym. Dodatkowo wyjechalam za granicę i mogę liczyć jedynie na siebie.
Największym problemem dla mnie są lęki. Dopadają z zaskoczenia. Wypełniają całą moja głowę. Robi mi się duszno, poce się. Zastanawiałam się czy nie pomóc sobie jakimś opio, ale nie chce z jednego syfu wejść w drugi.
Mam ostatnie 3G fety, mj pod dostatkiem. Myślę, ze najrozsądniej będzie najpierw wykluczyć stymulanty. Jakieś rady? Jak dawkować? Jakie braki w organizmie uzupełnić? Jak zatrzymać ten cały autodestrukcyjny proces? Wiem, że będzie bolało. Wiem, że muszę się zmierzyć z tymi lękami. Czy ktoś z was ma doświadczenie z leczeniem psychiatrycznym/ psychologicznym w Anglii?
Już samo napisanie tego mi pomogło. Przyznałam się do problemu przed wami, a przede wszystkim przed sobą. Jestem pustką.
życzę szybkiego powrotu do żywych
skrzynkaprzodownik@protonmail.com
with regards, przodownik
Tak tylko teoretyzuję... :rolleyes:
-przestać ćpać
-witaminki + dużo płynów i dobra dieta,
-zajęcie czasu pracą / sportem / hobby
i lepiej bądź cierpliwa, po takim ciągu doprowadzenie organizmu do porządku sporo zajmie
ale najpierw musisz się pogodzić z tym, że życie nie jest takie fajne jak narkotyki
Akurat na rowerze uwielbiam jeździć i mam w planach zakup :) czekam na wiosnę. Da trochę więcej perspektyw...
Jeśli chodzi o zrozumienie, ze "narkotyki nie są fajne" doskonale wiem. Nieraz doprowadziły mnie do krytycznych stanów. Jednak jak widać jestem marną istotą.
Wciągając pierwszą kreskę tego ciągu domyślałam się jak to się skończy, ale było mi tak cholernie wszystko jedno. Wtedy wydawało mi się, że i tak wszystko zniszczone... No nic, na ten moment może nic nie zbuduje, ale spróbuje chociaż nie iść w stronę dna.
Dzięki za wskazówki ;-)
11 marca 2018overandout pisze: -przestać pytać o dawkowanie gdy chcesz przestać ćpać
-przestać ćpać
-witaminki + dużo płynów i dobra dieta,
-zajęcie czasu pracą / sportem / hobby
i lepiej bądź cierpliwa, po takim ciągu doprowadzenie organizmu do porządku sporo zajmie
ale najpierw musisz się pogodzić z tym, że życie nie jest takie fajne jak narkotyki
Potrzeba czasu. Odstaw scierwo , zanim sie dziewczyno wykończysz.
Znajdz kogos , kto Ci w tym pomoże - bedzie kurewsko ciężko.
Bez leków sie nie obędzie ( takie moje zdanie ) - wrócisz do siebie. Później pomyślisz o odstawce albo sie wjebiesz w leki
witaminki i dobra dieta przy.... :D ja pierdole
jest tak- masz wyrzuty sumienia i moralniaka bo straciłaś równowagę psychiczną. ćpanie pomogło na chwile uciec ale juz wiecej z tego plusów nie będzie
jestes wszystkiego swiadoma, sama, bez nadziei.
proponuje Ci wycpac fete do konca a ziolo serio wyjebac gdyz pewnie masz taką nerwówkę że stąd te lęki. później zamknij sie sama w pokoju, miej piwo fajki, filmy, wode i tak bezmyslnie przez kilka dni patrz sie w ekran nie mogac spac.
po tym wszystkim zrozumiesz ze znów jestes czysta i jezeli nikt cie nie namówi nie przebywasz wsrod takich ludzi to jakos bedzie. powodzenia
11 marca 2018analisa pisze: Największym problemem dla mnie są lęki. Dopadają z zaskoczenia. Wypełniają całą moja głowę.
11 marca 2018analisa pisze: Zastanawiałam się czy nie pomóc sobie jakimś opio, ale nie chce z jednego syfu wejść w drugi.
Co do benzodiazepin to nawet o tym nie myśl, z tego jest bardziej przejebane wyjść niż z morfiny po paromiesięcznym ciągu - piszę z własnego doświadczenia.
11 marca 2018analisa pisze: Jak zatrzymać ten cały autodestrukcyjny proces?
Powodzenia.
Aktualnie sytuacja wygląda następująco... Gdy skończył się zapas wytrzymałam 4 dni. Spałam po 15 godzin a w pracy nie miałam na nic siły. Jadłam bardzo dużo. Jednak lęki mocno nie dokuczały. Bardziej brak serotoniny i brak kontroli nad myślami. "Jestem lalką voodoo z bąbelkowej pianki
Pojebane? bo lubię nakłuwać plastik". Męka.. W związku z obecnym mottem #j3bacwszystko zadzwoniłam do ziomka. Najgorsze jest to ze przynosi mi to, wystarczy sms.. muszę jakoś zbanować tą opcję :D więc wróciłam do punktu wyjścia...
Dlaczego wciągam węże? Bo dzięki temu czuje chęć na cokolwiek... czuje się jak kiedyś na trzeźwo. Jednak coraz częściej zamiast tego mam ból głowy, brak snu i alienacje. Nie biorę tego by odciąć się od problemów. One są permanentnie zakorzenione w moich myślach...
Pewne okoliczności sprawiły, że nie mogę liczyć na niczyja pomoc. Muszę się z tym zmierzyć sama. Jestem w obcym kraju. Lekarze tutaj działają inaczej. Nie są chętni do pomocy. Poza tym muszę sama się utrzymać więc nie mogę sobie pozwolić na brak pracy. Farmakologia, detoksy..odpada.
Idzie wiosna... często była iskrą do zmian. O losie, czemu dałeś mi łatwość do popadania w nałogi..
Jeśli np chodzi o mj to dziwna relacja. Zaczęłam palić 8 lat temu. Początki były wooow, moja wyobraźnia nawet mnie samą zadziwiala. Potem zaczęłam zauważać, ze jednak nie jest tak piękna. Razem z nią dostajesz zamulenie, kaszel, kilka dodatków kg, czasami problemy prawne i finansowe.. itd. Jednak od 3 lat stosuje taka technikę: przestaje palić kwiecień/maj, lato spędzam aktywnie, a jesienią gdy możliwości są ograniczone, a najlepsza opcja wydaje się zostać w domu.. zaczynam palić :D z jednej strony jest to moja słabością bo wciąż do niej wracam. Z drugiej strony nie odczuwam tak bardzo jej negatywnych skutków. Jednak wciąż ponawiam te same błędy. Jest to świadectwem mojej głupoty. Jednak to, ze to dostrzegam jest świadectwem mądrości :D
Dużo myślę o tym..by w końcu wziąć się w garść. I mam świadomość, ze po prostu muszę się z tym zmierzyć. Na trzeźwo. Zawsze uważałam że biorąc coś zaciagamy dług tego szczęścia. I potem trzeba je oddać z odsetkami...
Nie takie walki mam za sobą. Najcięższa była z kryształem. Prawie mnie zabił, prawie wykończył psychicznie. Miałam stany pochodzące pod psychoze jednak wyszłam z tego prawie cało. Może uda się i tym razem...?
Również życzę powodzenia ☺
Psychoaktywny kameleon. Dlaczego marihuana to nie psychodelik?
Polska 2026 wygląda jak Stany Zjednoczone w 1996
O polskim systemie leczenia uzależnień opioidowych - z perspektywy pacjenta po dziewięciu ośrodkach.
Alkohol i konopie wpływają na kierowców w odmienny sposób
Gwałtowny wzrost w trzech województwach. Rozkręca się nowa epidemia
W trzech województwach zanotowano gwałtowny wzrost zatruć. Dane Głównego Inspektora Sanitarnego są zatrważające. Eksperci mówią już o groźnej epidemii.
Ekspert: Środki psychoaktywne zwiększają ryzyko schizofrenii
Specjaliści zauważają radykalny przyrost liczby pacjentów ze schizofrenią i innymi zaburzeniami psychotycznymi, wśród osób, które wcześniej przyjmowały środki psychoaktywne. Z dr hab. n. med. Pawłem Krukowem rozmawia Lilianna Kaczmarczyk.
Palacze wiedzą, że tytoń wywołuje raka, gorzej znają zagrożenia dla serca
Nowe badanie obejmujące ponad 240 tys. palaczy w 46 krajach wskazuje, że wciąż słabo rozumiemy szkody sercowo-naczyniowe wywołane przez tytoń, co rodzi pytania, czy dziesięciolecia ostrzeżeń zdrowotnych przynoszą skutek.
