Grasssior pisze:Spoiler:
Ludzie będą Ci mówić: "bądź bardziej pewny siebie!" Tylko, że pewność siebie nie spada z nieba, ani nie jest nikomu dana, ot tak. Pewność siebie przychodzi wraz z praktyką. Im dłużej będziesz ćwiczył, tym bardziej pewny siebie się staniesz.
To zależy tylko od Ciebie.
Musisz polubić siebie takiego, jakim jesteś, z zaletami i wadami. Wydaje mi się, że zbyt bezkrytycznie postrzegasz towarzystwo. A tak naprawdę to nikt nie jest idealny. Każdy ma swoje wady, ale nikt ich nie pokazuje - stąd u Ciebie myśl, że wszyscy są lepsi, że życie Cię dobija.
Najlepiej pomogłaby tutaj jakaś kobitka, z którą mógłbyś co nieco powyprawiać ;-)
Tyle, że do kobit trzeba pewności siebie i koło się zamyka :rolleyes:
Wydaje mi się że nie ma tu drogi naokoło, a jedynie 'przez'. Bo inaczej możesz sobie pomagać dragami/lekami, ale problem i tak w końcu wróci, a Ty będziesz miał na szyji jeszcze bagaż nałogów.
And speak my point of view,
But it's not sane...
Grasssior pisze:mam setki ciekawych przemyśleń
Jeśli tak, to może problem w tym, że nie potrafisz tego zamienić na słowa. Komunikacja to przede wszystkim mowa + mimika i inne gesty. Obraz jest punktem wyjściowym, żeby się porozumieć trzeba go przekształcić na konkretne słowa.
Jeśli mam rację, to receptą jest ubrać myśli w słowa. Do zwykłych rozmów dodać wewnętrzne wypowiedzi. Np kiedy normalnie mówisz komuś "cześć", w myślach możesz dodać jakieś uwagi, coś, co mogłoby być początkiem dalszej rozmowy, albo coś więcej o tej osobie, czy twojego stosunku do niej. Byłaby to jakaś forma treningu i przełamania pustki. Nikt by ci nie wytknął wtedy, że coś źle powiedziałeś, bo nie usłyszy. Rozwijać to i z czasem te wypowiedzi stałyby się bardziej dopracowane i będziesz chciał je wypowiedzieć na głos. Byłoby po problemie.
Zawsze miałem problem z zapamiętaniem imion, kiedy ludzie naokoło mówili do mnie po imieniu ja jeszcze po rozmowie nie mogłem sobie przypomnieć imienia rozmówcy. Od pewnego czasu staram się doklejać w myślach do "cześć" imię i nazwisko i inne uwagi. Problem już jest w zaniku.
Just before u draw yr terminal breath
Life´s a piece of shit when u look at it
Life´s a laugh and death´s a joke-it´s true
You´ll see it all a show keep on laughing as u go
Just remember that the last laugh is on u
Moglbys przytoczyc rowniez inne informacje na temat: jak wewnetrzna narracja ulepszyla twoje zycie? Od czego mam zaczac? Kiedy uzywac wewnetrzej narracji? W jakich sytuacjach? Jakich bledow mam uniknac?
Moze jakas literatura na ten temat, albo doswiadczenia innych ludzi w internecie?
Grasssior pisze:Ludzie pomóżcie mi przestać nienawidzić siebie, czuję się nudną i głupią osobą. Gdy jestem sam myślę dużo, czasami w nocy jak nie mogę spać mam setki ciekawych przemyśleń. Ale gdy idę do ludzi te refleksje całkowicie zanikają, czuję pustkę i zupełnie nie potrafię podzielić się swoim zdaniem, rzecz zmienia się na chwilę pod wpływem alkoholu lub kodeiny ale nie mogę być całe życie pijany albo naćpany w towarzystwie. Gdy rozmawiam z kimś i chcę powiedzieć własny pogląd to się gubię, mówię niespójnie i czuję wstyd. Żyję dlatego, że boję się śmierci, ciągle z uczuciem że urodziłem się za karę. Przestałem dbać o cokolwiek w życiu, wyczekując momentu śmierci (chociaż wiem pewnie że gdyby przyszło mi umierać to płakałbym za życiem). Byłem u psychologa który stwierdził że nic mi nie jest.
z tego co piszesz widać że niezbyt się lubisz więc z tym na pewno jest problem - a psycholog widać do najlepszych nie należy..
a ile masz lat ?
extraviado pisze: Moze jakas literatura na ten temat, albo doswiadczenia innych ludzi w internecie?
W skrócie udało mi się opuścić grono osiedlowych niedojebów potykających się o własne nogi i zasilić szeregi normalnych ludzi. Straciłem wiele lat błądząc, w depresji, nerwicy, pustce próbując zachować pozory normalności. Wykonywałem program obowiązkowy marząc, żeby to się skończyło. Zupełna niezdolność do rozmowy to jeden z moich dotychczasowych nemezisów.
Dopiero niedawno sformułowałem moje dwa proste punkty filozofii życiowej.
Do skuteczności narracji jestem całkiem przekonany. Jest to dla mnie przeniesienie do własnego życia stanu flow jaki mamy czytając książkę, oglądając film. W gruncie rzeczy nie obchodzi mnie czy Nicolas Cage komuś tam spuści łomot czy nie. Tu treścią są moje sprawy i życie.
Kiedy o tym zapominam i wydaje mi się, że po prostu jestem fajny, nie muszę nic robić, szybko jestem korygowany bo wracają stare demony.
Byłem w dużej części uczuciem pustki, bólem i strachem. Teraz moja świadomość jest bardziej opowieścią, tamte negatywne rzeczy zostały wyparte jakby na zewnątrz. Nie jestem już tymi negatywnymi uczuciami.
Wydaje mi się, że normalni ludzie po prostu to mają w standardzie.
Dystans to kolejna fajna rzecz którą dzięki temu mam. W tej chwili kiedy spotyka mnie porażka reaguję rzeczowo w stylu "co zrobić, żeby było lepiej", zamiast natychmiastowego zesztywnienia, ucisku w żołądku i innych rewelacji.
Słowa są dla mnie teraz czymś w rodzaju szkieletu myślowego na którym są obrazy, pomysły, skojarzenia.
Sama metoda wynika z obserwacji, że żeby się wypowiedzieć trzeba przetworzyć informacje, odwołać się do pamięci. Powoduje to coś w rodzaju ogarnięcia.
Inna rzecz to to, że kiedy próbowałem myśleć obrazami, schematami (nie mówię, żeby wypierać obrazy z głowy, są zajebiście potrzebne) ciągle się zatrzymywałem w tym myśleniu. Myślenie słowami trwa jakiś czas i zanim skończysz wypowiedź przychodzą następne pomysły. Powstaje jakiś tok, flow.
Co do praktyki wewnętrznej to można bawić się tonami głosu. Zmieniać je, np głos narratora z Dnia świra, głos lektora czytającego kryminał, ulubionego muzyka albo człowieka którego podziwiasz. Lubię narrację z piosenek Henrego Rollinsa. Facet jest w refleksyjny w bardzo charyzmatyczny sposób. Lubię pożyczać ten wyzywający, męski ton. Samo to skłania do ogarnięcia się. W dodatku dużo utworów Rollins Band jest o wychodzeniu w męski sposób z psychicznego gówna.
Uważam, że należy dokładać narrację do rutynowych czynność i powoduje to, że działamy świadomie, bo o tym mówimy. Przykładowo kilkukrotne wracanie się i sprawdzanie, czy zamknąłem drzwi - koniec tego.
Właściwie przestałem się nudzić, nagle lubię spacerować. Gdzie jest moja agorafobia?
Można wyobrażać sobie, że opowiada się o tym co się dzieje partnerowi. Rzeczy na które nie zwróciłbym uwagi stają się ciekawe i kiedy przychodzę do domu i słyszę "jak tam dzisiaj?" już mam co powiedzieć.
Doklejanie dodatkowych rzeczy do rozmów też takich których nie wypada powiedzieć jest fajne.
Każda okazja jest dobra, żeby mówić. Wtrącam swoje uwagi do rozmów w radiu. Kiedyś wydawało mi się, że ludzie wypowiadający się publicznie to jakiś kosmos, nieosiągalna umiejętność.
W końcu ja jestem kurwa refleksyjny i mam coś do powiedzenia.
Podsumowując może pomogę komuś wycofanemu z podobnymi problemami do moich skrócić poszukiwania jego drogi. Ja poznałem co to zjebane życie, może ktoś znajdzie rozwiązanie w tym co ja.
Samo gadanie może sprawić, że staniesz się jednym z tych pierdolących głupoty ludzi przy których myślisz tylko, żeby uprzejmie skończyć rozmowę. Dlatego ważny jest też punkt drugi. :)
Just before u draw yr terminal breath
Life´s a piece of shit when u look at it
Life´s a laugh and death´s a joke-it´s true
You´ll see it all a show keep on laughing as u go
Just remember that the last laugh is on u
Grasssior pisze:Ludzie pomóżcie mi przestać nienawidzić siebie, czuję się nudną i głupią osobą. Gdy jestem sam myślę dużo, czasami w nocy jak nie mogę spać mam setki ciekawych przemyśleń. Ale gdy idę do ludzi te refleksje całkowicie zanikają, czuję pustkę i zupełnie nie potrafię podzielić się swoim zdaniem, rzecz zmienia się na chwilę pod wpływem alkoholu lub kodeiny ale nie mogę być całe życie pijany albo naćpany w towarzystwie. Gdy rozmawiam z kimś i chcę powiedzieć własny pogląd to się gubię, mówię niespójnie i czuję wstyd. Żyję dlatego, że boję się śmierci, ciągle z uczuciem że urodziłem się za karę. Przestałem dbać o cokolwiek w życiu, wyczekując momentu śmierci (chociaż wiem pewnie że gdyby przyszło mi umierać to płakałbym za życiem). Byłem u psychologa który stwierdził że nic mi nie jest.
xzx
Wydaje mi się, że warto dokładnie sobie spisać to co chcesz przekazać, żeby nie żałować później, że nie powiedziałeś tego co chciałeś. (Ja sam bym nigdy tak nie zrobił z wizją, że ktoś znajduje i czyta moją kartkę :wall: albo nosiłbym ją ciągle zestresowany przy sobie i sprawdzał, czy nie wypadła mi z kieszeni ).
Just before u draw yr terminal breath
Life´s a piece of shit when u look at it
Life´s a laugh and death´s a joke-it´s true
You´ll see it all a show keep on laughing as u go
Just remember that the last laugh is on u
Ja się wybieram tam właśnie ale jakoś zawsze ciężko te 100zł mi zorganizować. Z tym spisaniem to dobry pomysł, ja tak właśnie zrobię.
tymczasem1a pisze:A co Ci specjalista zdiagnozował? Co mu powiedziałeś? Co przepisał?
Powiedziałem o lęku, smutku o tym jak z trudem funkcjonuję. Depresja i nerwica, nawet nie ważna była dla mnie diagnoza. Naczytałem się wtedy dobrych rzeczy o fluoksetynie, którą dostałem i przedłużałem sobie wiele razy. Później u internisty, wciskając kit, że regularnie bywam u psychiatry. Trwało to dosyć długo, było mi całkiem dobrze przy fluo + kawa.
(tu wpisałem streszczenie swojego życia, ale skasowałem bo to nudy)
Tej zimy eizod fluo + wenla- najpierw skutki uboczne, później przypomniało mi się, że to jest fajne i stwierdziłem, że lata bez leczenia to strata czasu, ale dwa leki to było za dużo - na zmianę wyniesienie i zmuła. Pewność siebie na plus stąd decyzja, że leków nie potrzebuję.
Ogólnie na forum panuje opinia, że srri mulą człowieka i że to "gówno". Mi jakoś lekarz wybił leki z głowy tą kombinacją.
Jest cały dział o antydepresantach na hyperrealu.
Do psychologa nie poszedłem, bo dawniej, poza tym, że się bałem i wstydziłem, nie wierzyłem w psychoterapię.
Na kasę chorych nie idziesz, bo nie masz uprawnień, czy terminy za długie?
Just before u draw yr terminal breath
Life´s a piece of shit when u look at it
Life´s a laugh and death´s a joke-it´s true
You´ll see it all a show keep on laughing as u go
Just remember that the last laugh is on u
Ciemna strona zieleni: Wszystko, co musisz wiedzieć o negatywnych skutkach nadużywania konopi
Śmierć na zamówienie. Z dostawą na oddział psychiatryczny
Narkomani i nędza. Niemcy wolą się tu nie zapuszczać. "Sytuacja nie do przyjęcia"
Picie we wczesnej dorosłości powiązane z problemami poznawczymi w średnim wieku
Stres i alkohol idą w parze. Alkohol może pomagać w radzeniu sobie ze stresem, ale jednocześnie zmniejsza zdolność mózgu do samodzielnego rozwiązywania problemów. To może prowadzić do częstszego sięgania po kieliszek, by poradzić sobie z kolejnym stresem. Z drugiej strony pijąc więcej narażamy się na większy stres z powodu złych decyzji podejmowanych pod wpływem alkoholu. Pojawia się samonapędzający się mechanizm, z którego trudno się wyrwać z powodu zmian w mózgu. Naukowcy z University of Massachusetts Amherst donoszą, że picie alkoholu w celu radzenia sobie ze stresem we wczesnej dorosłości ma negatywny wpływ w wieku średnim, nawet jeśli przez kilka dekad nie piliśmy.
Marihuana zaburza pamięć na różne sposoby
Palenie marihuany nie tylko pogarsza pamięć. Aktywny składnik konopi ją reorganizuje – odkryli badacze z Washington State University (USA).
Cannabis trafia do supermarketów w Niemczech. Netto sprzedaje nasiona marihuany jak zwykłe warzywa
Jeszcze niedawno coś takiego byłoby nie do pomyślenia. W niemieckim supermarkecie obok nasion pomidorów czy bazylii pojawiły się… nasiona cannabis. Popularna sieć Netto rozpoczęła testową sprzedaż produktu, który budzi ogromne zainteresowanie klientów i wywołuje dyskusję o nowych realiach po legalizacji. Wszystko odbywa się jednak zgodnie z obowiązującym prawem, które pozwala dorosłym na domową uprawę konopi. Dla wielu osób to znak, że marihuana w Niemczech powoli staje się zwykłym elementem rynku, a nie tematem tabu.
