niestety nic z tego (zły wpływ alkoholu i muzyki)
niestety
zły wpływ
A jeśli nie uda się zrealizować planów to co? Już nie ma sensu żyć? A jakby tak nie trzymać się ich tak kurczowo i zobaczyć, co będzie? Do tego wziąć się za siebie, bo takie stany mogą być powodowane choćby przez... niedobory? Może akurat po detoksie i terapii witaminowej przyszłość stanie się bardziej kolorowa.
Zabicie siebie
Skończenie swojego życia...heh,
ale co to znaczy? Co to znaczy "się" zabić?
co to znaczy skończyć życie?
Dla jednego życie się kończy kiedy wyrzucą go z pracy
dla jednego koniec życia jest wtedy kiedy ukochany/a go rzuci
dla większości koniec życia wiąże się ze śmiercią
ale co to znaczy?
Moim zdaniem to właśnie ta niepewność, że nie wiesz, jakkolwiek mądry i zajebisty byś nie był nie wiesz co się stanie z tobą po śmierci. To jest obca rzeczywistość. A wszystko co obce przeraża ludzi. Mnie też. I właśnie to moim zdanie sprawia, ze zajebanie się jest trudne i jest pojmowane jako akt odwagi. Bo to jest krok w nieznane.
Ja osobiście teraz wiem, że nigdy, przenigdy nie popełnię samobójstwa. Chyba, ze dragi, alkohol albo jakaś skrajna sytuacja sprawią, że stracę kontrolę. Ale mimo to wiem, że nawet jeśli czeka mnie wiele okropieństw.
To co te kilka lat zdarza się szansa...na coś zajebistego.
I jeśli jej nie przegapię to może zdarzyć się w tym życiu jeszcze chwila,
kiedy wstanę i krzyknę:
NIE MOGŁEM BYĆ SZCZĘŚLIWSZY!
i choćby tylko na ten głupi, nic nie warty dla ludzkości moment...
warto czekać warto!
A zdechnąć i tak zawsze zdążysz.
A nawet nie unikniesz tego.
To nie jest Twoja decyzja.
To jest decyzja losu, którą możesz co najwyżej przyspieszyć.
Virus X
IMO Samobójstwo, to jest tylko i wyłącznie ucieczka od problemów, z którymi nie możemy sobie dać rady. Pomijając już tym wszelakie kwestie religijne jest to bardzo odważny krok mimo wszystko. Szkoda mi takich osób, które nie powiedziały sobie dam radę. Osobiście miałem chwile zwątpienia chciałem nawet pozbawić się życia, ale nigdy nie pozbawił się tego cuda jakim jest życie, cokolwiek tak naprawdę oznacza.
Masterfilter pisze:@duke
Tak, cierpienie JEST czymś najgorszym.
.
imo, to właśnie cierpienie może być bodźcem, do samodoskonalenia, dzięki któremu polepszymy jakość swojego życia i wzniesiemy się na poziom wyżej. można z tego wiele wynieść.
co innego, gdy ktoś trwa w tym marazmie, uciekając w używki. to jest gorsze niż samobójstwo. to wegetacja. wtedy z cierpienia nie można nic wynieść.
Do rzeczy: kilka lat temu średnio kilkanaście razy dziennie myślałem o śmierci i nie widziałem dla siebie nadziei na szczęśliwe życie - przynajmniej świadomie, bo jednak jakaś część mnie powstrzymywała ten krok. Dziś? Nie ma dnia, żebym przynajmniej połowy czasu nie spędził zachwycając się samym istnieniem, nawet jeśli nic nie robię(a robię coraz więcej, bo mam powód - kocham życie i chcę go doświadczać :-)).
Tylko tyle chciałem napisać - naprawdę się da. Nie pisze tego człowiek szczęsliwy od zawsze - tyle, co się wycierpiałem, nikomu nie życzę, ale teraz nie wyobrażam sobie, jak to jest być nieszczęśliwym.
Na koniec dorzucę jedną, uniwersalną metodę, która w końcu bez pudła każdego doprowadzi do szczęścia: tu i teraz. Zwyczajne świadome obserwowanie własnego umysłu, odczuć, ciała, świata zewnętrznego - bez utożsamiania się z czymkolwiek, bez odpływania umysłem w przyszłość, przeszłość czy wyobrażenia a przede wszystkim bez myślenia o efektach. Z czasem jest to coraz łatwiejsze, coraz mniej w tym wszystkim identyfikacji a więcej radości z czystego faktu doświadczania - nawet, jeśli jest to smutek, bo żadne "negatywne" odczucie nie wyklucza szczęścia!
Na początek polecam usiąść wygodnie i utrzymywać w sobie poczucie "jestem". Nie określać, czym jestem, nie myśleć o tym, po prostu czuć i obserwować z tego punktu.
Kuba Powiatowy pisze:Pisałem kiedyś z borraską na te tematy i to właściwie jego słowa. Rzekł, że dla Twojej duszy lepsze jest zabójstwo niż samobójstwo. No ale tu dotykamy kwestii wiary, chociaż w tym przypadku nie katolickiej. Nie mam zamiaru nikogo do niczego przekonywać. Sam się nad tym zastanawiałem przez pewien czas i zachowuję do tego dystans chociaż nie ma zamiaru się przekonywać czy jest tak czy inaczej.
Tyle jest do przeżycia, do zobaczenia, do poznania, do zrobienia że żyjąc bardzo dynamicznie nie jesteśmy w stanie wszystkiego ogarnąć, a jeszcze skracanie sobie świadomie życia (krótkiego bądź co bądź) jest dla mnie kompletnie irracjonalne.
A co do ludzi z "problemami". Często problem siedzi w ich psychice i ich głowie. Sami siebie zapędzili w gówno z którego twierdzą że nie są w stanie się wygrzebać. Ale od tego są inni ludzie, który mogą wnieść świeże poglądy i inne spojrzenie na sprawę. Trzeba rozmawiać, nie dusić się we własnym sosie, wyjść do ludzi, otworzyć się na świat.
Z resztą uważam że każdy z nas ma realny wpływ na swój los. Sami budujemy swoją rzeczywistość. Jeśli coś nam nie odpowiada to trzeba to zmienić. Trzeba się zebrać do kupy i działać, a nie leżeć/siedzieć w czterech kątach w izolacji i biadolić, użalać się nad sobą jak to jest ciężko i jakie to życie beznadziejne.
0202122 pisze:Mam dość kontrowersyjne zdanie w tym temacie, ale uważam że nikt zdrowy na umyśle nie myśli o odebraniu sobie życia, a tym bardziej nie popełnia samobójstwa.
* * *
Kiedy spoglądam wstecz, widzę siebie pozostającego za mną daleko w tyle.
Młodzież i marihuana w Polsce – jak realnie minimalizować ryzyko?
Marihuana negatywnie wpływa na płodność kobiet? Nowe badania kanadyjskich naukowców
Mąż polskiej noblistki myślał, że "popadł w szaleństwo". Badania nad psychodelikami w PRL
Spali w lesie i zażywali narkotyki. Policja zatrzymała rodziców trójki dzieci
Jedna z mieszkanek zadzwoniła na policję i poinformowała, że rodzice wraz z trójką dzieci w wieku 1, 4 i 6 lat przez ostatnią dobę przebywali w samochodzie, w lesie. Na miejsce natychmiast skierowano policyjny patrol.
1 dziennie i ryzyko drastycznie rośnie. Alarm: Polacy nic sobie z tego nie robią
Nawet niewielkie ilości alkoholu mogą istotnie zwiększać ryzyko raka jamy ustnej – wynika z badania opublikowanego w „BMJ Global Health”, które szczególnie alarmujące dane przynosi z Indii.
Fałszywy narkotest, prawdziwe konsekwencje. Jak policyjna procedura zniszczyła życie 20-latka
W teorii miał to być rutynowy patrol drogówki. W praktyce - początek koszmaru, który na wiele tygodni wywrócił życie młodego człowieka do góry nogami. Fałszywie dodatni wynik policyjnego narkotestu, medialny rozgłos i społeczny ostracyzm okazały się silniejsze niż późniejsze, prawdziwe wyniki badań krwi. Bo gdy prawda w końcu wyszła na jaw, szkody były już nieodwracalne.
