Więcej informacji: Lizergamidy w Narkopedii [H]yperreala
jestem tu gdzie jestem!
pilleater pisze: Nie wiem jak inni, ja tam nigdy nie wiedziałem ile ug na papierze miałem. Ma trzymać i kolorować szary z papieru toaletowego świat. Później ma stopniowo schodzić a oczy mają być czarne. Dobry cały papier z 12h potrzyma jak nie lepiej, a ile na nim jest to tylko wie ten karton i ten co odmierzał. A co diler powie to zależy od tego czym się naszprycował jakiś czas wcześniej
PS. Sorry za tak oczywiste dla niektórych objaśnienia, ale chciałbym żeby Ci, dla których treść jest mniej oczywista również nie mieli wątpliwości. Robię to dlatego, że ostatnio jeden forumowicz źle zinterpretował treść mojego posta mimo tego, że według mnie był on całkowicie jasny i jednoznaczny.
Z jednej strony, można policzyć "chłonność" blottera, rozrobić LSD z jakimś płynem aby miało odpowiednie stężenie i moczyć blottery (chłonność / ilość kartoników w blotterze = dawka)... a może inaczej ? Ma ktoś jakąś wiedzę na ten temat ? Kapanie na karton wydaje mi się mało efektywne (oczywiście jeśli już to kapanie przez maszynę, wątpię, żeby ktoś robił z zakraplaczem nad taśmą
Po dzisiejszym robię przerwę
Oczywiście można byłoby obliczyć to na styk. W sumie to sprowadzałoby się to do dwóch opcji. Pierwsza jest taka, że okazało się, że płynu jest za mało, a to oczywiście jest sytuacja, którą wyżej opisałem. Druga możliwość jest taka, że płynu trochę zostało. Wtedy wystarczy obliczyć różnicę początkowej ilości płynu i ilości, która została. Wtedy dowiesz się ile płynu się wchłonęło, następnie wykorzystując znane Ci stężenie liczysz ile LSD się wchłonęło i dzielisz tą ilość na liczbe części, z których składa się cały blotter. Jak sam pewnie widzisz, "zapakowanie" roztworu w papier nie jest trudne, o ile nie chcesz wiedzieć z superdokładnością, jaką dawke zawierają twoje papirusy. Będąc szczerym to powiem Ci, że po chwili namysłu Twój pomysł wydaje mi się chyba najlepszy, o ile nie przeszkadza Ci, że trochę płynu zostało (można go wykorzystać później...ale nie zbyt późno ze względu na niestabilność LSD).
PS.O ile dobrze pamiętam, gdzieś na forum był tekst, w którym objaśniano sposób, w jaki preparuje się ciecz, którą ma wchłonąć papier, ale nie pamiętam na ile ona była obiektywna (to znacyz nie wiem czy ktoś sobie to napisał, bo tak gdzieś słyszał, czy to był obiektywny tekst). Tam była mowa o glukozie czy innym cukrze, który się wykorzystuje.
jestem tu gdzie jestem!
Wchodzić zaczęło po pół godzinie. Polepszenie humoru, w sumie taki sztucznie doklejony banan na ryju. Lekki chaos, poczucie dziwności. Z czasem doszły leciutkie zniekształcenia widzenia i ogólnie zrobiło się bardzo pozytywnie i przyjemnie. Efekty bardzo przypominały te, jakie doświadczyłem po bromo-dragonfly czy DOC, za wyjątkiem braku nieprzyjemnych objawów fizycznych (a to duży plus ;p).
Jako, że było trochę słabo, dorzuciliśmy po 225 DXM ;p Na samym kwasie czuliśmy się bardzo energetycznie i już chcieliśmy wychodzić z mieszkania podziwiać świat, ale jak wszedł ten diaboł dex, wgniotło nas w podłogę więc tam sobie poleżeliśmy. Doznaliśmy fizycznej euforii. A potem już przyszedł stan, znany mi tripów RC czy grzybków, który nazywamy 'podłączeniem do Absolutu'. Wiecie, poczucie dotknięcia Czegoś Wyższego, boskości, sensowności, takie mistyczne kwasowe oświecenie ;)
Następny kwas już zdecydowanie cały, na łonie natury. Z pewnością będzie pięknie.
A taki miks - fajny, dobrze się komponuje (dxmu samego już nie używam ;p), ale chyba tylko jeśli ktoś chce poleżeć sobie na łóżku i pozwiedzać wewnętrzny wszechświat.
Bezimienna, bezkształtna energia, która przenika wszystkie żywe istoty.
Czyste wezwanie dla naszej wewnętrznej natury,
aby zbudziła się z naszego codziennego życia, naszego strachu.
Ogólnie czuję się dość zawiedziona tym tripem. Nie wszystko było przemyślane tak, jak być powinno, ale człowiek uczy się na błędach ;) Najgorsze było jednak to, że przez cały czas towarzyszył mi strasznie dziwny ból w krzyżu, jakby ciągnący za kręgosłup, który minął wraz z ostatnimi efektami. Nie mogłam się przez niego dokładnie skupić na tym, co w głowie, chociaż i tak przemyśleń nie było zbyt wiele.
Na granicę bad tripa doprowadził mnie pocałunek, bo kiedy zobaczyłam czarne Bieganowe oczy, skojarzyły mi się z Ufo, a wokół nas nagle zaczęła pojawiać się mgła przypominająca kokon. To mnie trochę przetyrało, ale dałam radę udźwignąć swoje myśli idące w złym kierunku, tak jak przy patrzeniu na swoje źrenice w lustrze ;)
Podobało mi się to, że myśleliśmy z Bieganem o tym samym, widzieliśmy w danym momencie to samo i rozumieliśmy się doskonale, mówiąc po prostu, że wszystko jest "Dziiiiiwne :D". Inaczej przeżywaliśmy tripa i momentami pragnęliśmy jakiejś trzeciej osoby, która powiedziałaby coś od siebie, ale we dwójkę też było miło i bardziej intymnie. Ciekawe rzeczy działy się w głowie, myśli były nierozłączne z muzyką i fraktalami. Była też chęć wyjścia na dwór, ale było zbyt późno (zbyt ciemno!), żeby się zapuszczać na bloki za pierwszym razem.
Ogólnie doszłam chyba do kilku ciekawych wniosków, które powinny wskazać mi drogę do zmienienia pewnych rzeczy w sobie, dojścia do ładu ze swoją głową i to jest fajne :)
Do następnego tripa się poprawię i zdam porządniejszą relację z całego papierka 200ug w lepszych set&settings, zapewne na łonie natury. :)
Tylko s&s dobre.. wtedy nawet 2papiery zjesz i bedzie spoko.
edit: heh :D najwyżej nabierzesz troche pokory ;]
Marihuana to gorsze wyniki w nauce i stres emocjonalny
Pacjenci szukają ulgi w bólu. Jak zmienia się podejście do medycznej marihuany w Polsce
Dlaczego ograniczenie marihuany do listy chorób to katastrofa dla pacjentów – historia Adriana
Spali w lesie i zażywali narkotyki. Policja zatrzymała rodziców trójki dzieci
Jedna z mieszkanek zadzwoniła na policję i poinformowała, że rodzice wraz z trójką dzieci w wieku 1, 4 i 6 lat przez ostatnią dobę przebywali w samochodzie, w lesie. Na miejsce natychmiast skierowano policyjny patrol.
1 dziennie i ryzyko drastycznie rośnie. Alarm: Polacy nic sobie z tego nie robią
Nawet niewielkie ilości alkoholu mogą istotnie zwiększać ryzyko raka jamy ustnej – wynika z badania opublikowanego w „BMJ Global Health”, które szczególnie alarmujące dane przynosi z Indii.
Fałszywy narkotest, prawdziwe konsekwencje. Jak policyjna procedura zniszczyła życie 20-latka
W teorii miał to być rutynowy patrol drogówki. W praktyce - początek koszmaru, który na wiele tygodni wywrócił życie młodego człowieka do góry nogami. Fałszywie dodatni wynik policyjnego narkotestu, medialny rozgłos i społeczny ostracyzm okazały się silniejsze niż późniejsze, prawdziwe wyniki badań krwi. Bo gdy prawda w końcu wyszła na jaw, szkody były już nieodwracalne.
