Sprowadzenie kodeiny do formy zawiesiny lub przyjęcie jej w formie płynnej mieszanki (syrop) daje mocniejszy, lecz krótszy haj. Przykładowo, 300 mg kodeiny z Antidolu po poprawnej ekstrakcji, powinno działać bardziej intensywnie i szybciej się zakończyć, niż 300 mg w formie innych tabletek. Niektórzy rozgryzają tabletki lub kruszą je i mieszają je z jakimś napojem. Osobiście wysypywałem tabletki Thiocodin do złożonej na pół ulotki z opakowania, a następnie rozgniatałem i wałkowałem je pustą butelką po piwie. Powstały w ten sposób (jebany) pył wsypywałem do pełnej w połowie butelki Coca-Coli, wstrząsałem dokładnie i wypijałem. Dawało mi to nawet kilka razy mocniejszy haj, niż spożycie całych tabletek. Pamiętaj, że taka metoda intoksykacji silniej uzależnia i działa o wiele krócej.
Mam dobre życie. Studiuję na ciężkim, ale przyszłościowym kierunku, jestem generalnie zdrowa, ale nie mogę się uwolnić od myśli o kodeinie w najbardziej “żałosnej” formie, thio.
Zaczęłam w listopadzie 2024. Nie pamiętam dokładnie okoliczności ale miałam wtedy zjebany czas psychicznie. koda pocieszyła mnie wtedy srogo, ale wraz z samym stanem psychicznym tak mi zniszczyła układ nagrody, że kolokwia zdałam naprawdę chyba wolą bożą (bo o nauce nie było mowy). Cały czas trzymałam się małych dawek, bo powyżej 100mg dostawałam podejrzanych bezdechów (może dziwny metabolizm, bo już 120mg mnie naprawdę robi). Jak zjadłam jakieś pierwsze 3-4 paczki to ogarnęłam, że chyba wjebalam się trochę psychicznie, bo nie mogę przestać myśleć o kolejnych razach.
Również przez wyjątkowo spierdoloną koncetrację poszłam w końcu do psychiatry na diagnozę ADHD - bez kłamania, mówiłam prawdę dlaczego podejrzewam te zaburzenie, magik przyznał racje i dał metylofenidat. O kodzie mu nie wspomniałam bo wstyd w chuj.
Teraz mi mija prawie 2 miesiące na MPH i prawie 2 miesiące bez kody, ale nadal nie potrafię się uwolnić od myśli o niej, stąd ten wątek.
kodeina nie zabrała mi nic w życiu. Nie przećpałam tyle, żeby to mnie zabolało finansowo, ze studiów jeszcze nie wyleciałam, po kodzie miałam najradośniejsze, a właściwie najspokojniejsze chwile mojego życia. Zdrowie mam świetne bo rzadko i mało brałam.
Chyba dlatego cholerstwo kusi z czasem coraz bardziej zamiast coraz mniej. Przypomniało mi się słynne “odbicie się od dna” i przyznaję rację, że w moim przypadku mogłoby pomóc, ale nie chcę się oczywiście do tego doprowadzić. Mam idiotyczne przeświadczenie że przecież ta paczka po 2 mcach niebrania, a później tu i ówdzie kolejna, nie zrobi ze mnie menela na dnie, więc w gruncie rzeczy i tak nie dobije do dna (a przynajmniej nie prędko), więc w gruncie rzeczy mogę brać dalej bo z Medikinetem nie zawalę studiów, i może impulsy będą bardziej do pohamowania.
To tyle z moich idiotycznych wymówek. Czy tacy ludzie jak ja muszą dotknąć dna, mimo że w gruncie rzeczy… nawet się jeszcze porządnie nie wjebali?
Przeniesiono do wątku ogólnego —
Czy tacy ludzie jak ja muszą dotknąć dna, mimo że w gruncie rzeczy… nawet się jeszcze porządnie nie wjebali?
Także ja Ci nie będę tego ułatwiać, nie. Tacy jak Ty mają wybór co zrobią i albo są słabi i będą się oszukiwać, albo wezmą się w garść i tego nie zrobią. Nie ma tak łatwo, siebie możesz oszukiwać, ale mnie w kulki nie zrobisz. Jesteś tu tylko po potwierdzenie tego i po nic więcej. Prawdę o nałogu przecież znasz i nie musisz pytać o nic nieznajomych narkusów.
Trzymam kciuki, póki co robisz sobie tylko fundamenty pod głupią decyzję, ale póki ona nie zapadła, to nadal jesteś wolnym człowiekiem. Życzę Ci, żeby tak zostało.
Może brzmię jak stary dziad który pierdoli nad uchem "Narkołyki złue!", ale taka prawda. Może nie skończysz jak menel, może nie będziesz nawet brać dużo, a może po kilku miechach uznasz że morfina na mg jest tańsza i wskoczysz w Majkę IV. Przeżyjesz skręta, uznasz że pierdolisz i nie bierzesz więcej, minie znowu kilka miech "w sumie to skręt nie był taki zły" i lecimy od nowa.
Nie warto stara
Nie dotykajcie opoidów i benzodiazepin! To nie jest droga życiowa.
Albo masz przestać, albo masz łoić w opór. Skąd takie przekonanie, że jak to ujęłaś "musisz sięgnąć dna". Kto tak powiedział? Trzeba walczyć i odraczać to ile się da. Każdy ma tylko bardziej, lub mniej przerąbane?
Skąd wiesz, że kodeina zryła ci układ nagrody, ale nie te problemy, o których mówiłaś, albo coś innego?
Akurat celowo odpowiedziałem na ten post, bo widzę duże podobieństwo do mojej sytuacji, dla mnie tez koda to był swego rodzaju plaster i remedium na protokół spierdolenia w życiu, więc jak chcesz to pisz na priw, bo na serio podobieństwo sytuacji jest uderzające, a tu jak wiadomo ktoś się zaraz przypierdoli (co jest jedną z głównych przyczyn dla których ja zacząłem brać kodę-przypierdalanie się ludzi: przełożonych, randomów na ulicy, urzędników, dresów, pani w bibliotece, rodzinki, hejterów na netach, sprzedawców, kasjerów, czy nawet userów tutaj). Natura ludzka jest taka, że sensem życia jest albo przypierdalanie się całe życie, albo skręcenie w stronę jak my tutaj.
03 maja 2025ThrowawayReddi pisze: kodeina nie zabrała mi nic w życiu. Nie przećpałam tyle, żeby to mnie zabolało finansowo, ze studiów jeszcze nie wyleciałam, po kodzie miałam najradośniejsze, a właściwie najspokojniejsze chwile mojego życia. Zdrowie mam świetne bo rzadko i mało brałam.
Chyba dlatego cholerstwo kusi z czasem coraz bardziej zamiast coraz mniej. Przypomniało mi się słynne “odbicie się od dna” i przyznaję rację, że w moim przypadku mogłoby pomóc, ale nie chcę się oczywiście do tego doprowadzić. Mam idiotyczne przeświadczenie że przecież ta paczka po 2 mcach niebrania, a później tu i ówdzie kolejna, nie zrobi ze mnie menela na dnie, więc w gruncie rzeczy i tak nie dobije do dna (a przynajmniej nie prędko), więc w gruncie rzeczy mogę brać dalej bo z Medikinetem nie zawalę studiów, i może impulsy będą bardziej do pohamowania.
To tyle z moich idiotycznych wymówek. Czy tacy ludzie jak ja muszą dotknąć dna, mimo że w gruncie rzeczy… nawet się jeszcze porządnie nie wjebali?
Przeniesiono do wątku ogólnego —![]()
Powiem Ci tak. Nie ma co brać pomimo pokusy, nie zalecam. Z resztą będziesz bardzo chciała to weźmiesz no chyba, że na ten kryzys chęci wzięcia znajdziesz jakieś rozwiązanie (ja np słucham Toncia w takim czasie i pomaga). Jak nie weźmiesz to good for you, bo nie ułatwisz sobie dostępu(tak to nazwę) do skręcenia na złą drogę. Jak chodzisz na terapię nie bój się o tym porozmawiać. Razem z terapeutą możecie szukać rozwiązania twojego problemu. Jak masz szanse na uzyskanie pomocy to kojrzystaj, a nie bierz te tableteczki i rozpierdalaj sobie życie i układ pokarmowy
Trzymaj się tam
I do them drugs to stop the f-food cravings
~Lana Del Rey "Boarding school"
No i jeszcze dlaczego te przestrogi zawsze - wydaje mi sie, bo nie moge sie przeciez za innych wypowiadac, choc podejrzewam ze jest podobnie - dopoki widzisz tylko pozytywy dopoty masz zafalszowany obraz. Czy decyzje a w zasadzie deklaracje podjete bez poznania obydwu mozna traktowac absolutnie serio?
I kurwa mac, kazdy to zna i pamieta bo tego sie nie zapomina. Jak ktos zna jedno i drugie i nie jest totalnym chujem, to raczej takie przestrogi beda. Zachecac przeciez nie trzeba.
Pobudzanie ukladu nagrody nie jest sensem zycia, jest sensem przezycia, ww uklad ewolucyjnie to watchdog taki jest. Premiuje dzialania zwiekszajace szanse na przetrwanie jako jednostka i jako gatunek. Tylko tyle. A ze do samego przetrwania sie dzis za bardzo wysilac nie trzeba to jest jak jest. W dupach sie poprzewracalo od tego dobrobytu :)
Tylko moze lepiej je zostawic, na takie momenty w zyciu, kiedy beda naprawde potrzebne.
Do Ptaszyny szanownego i jego peanow nt kodeiny to bym radzil z lekkim dystansem podchodzic, bo gosc jest ewidentnie na etapie "Eureka, panaceum na wszystko odkrylem!", wiec romans sobie kwitnie w podobno 2tyg odstepach. Chujowo troche, bo tylko wiecej czasu straci i bedzie tkwil w konsekwentnie budowanej anhedonii, zaleczajac "plastrem".
Pijanemu i zakochanemu sie nie przetlumaczy, wiec to chyba dla rozrywki bardziej.
Lekarza sie nie ma co wstydzic, co ty myslisz ze ty jedna thio jadlas? Jakby nie cpuny to by Zaklady Farmaceutyczne Unia dawno zbankrutowaly pewnie. A tak maja bestseller. Bez reklam. Kaszel, rozwolnienie i Weltschmertz znika za jednym zamachem, bez recepty.
Niemniej - dobrze ze na razie przemilczalas, na cholere miec wpisane stosowne F w papierach, potem nic fajnego nie chca przepisac (choc zdarzali sie i tacy co kodeinistom pojscie na metadon proponowali, elo). I z papierami do niektorych prac moze byc problem. Ale jak sobie nie poradzisz sama, to idz i sie nie wstydz, bo czego? Ze niczego "powazniejszego" sobie nie ogarnelas?
Naprawde, nie ma sie co wstydzic, bo samo dazenie do stanu wywolywanego przez endorfiny i opiaty ludzie maja zakodowane w najbardziej prymitywnej (napewno? e, chyba nie... raczej przeceniamy swiadomosc i podswiadomosc) warstwie ukladu nerwowego. Tak ze, normalna ludzka rzecz.
Problemem nie jest dzialanie, problemem jest latwosc z jakim mozesz je uzyskac. Ale jw. nigdy nie mow nigdy, btw, uklad nerwowy da sie ustawic pod wyrzut endorfin na okreslony trigger, nie trzeba od razu mamuta zabijac na kolacje, ani miss swiata jebac. Ani flakow sulfogwajakolem. Same zalety fiu fiu.
Czy trzeba siegac dna - zalezy, jednym dopiero to da impuls do ogarniecia ze tak naprawde to pol zycia przysypiaja w opiokocyku, a mieli w planach isc na spacer. Ale jak umiesz sie uczyc na czyis bledach to nie musisz. Tam zreszta nic nowego nie ma, moze procz igiel i miksow zeby lepiej pogrzalo, potem zeby cokolwiek, kurwa, pogrzalo w ogole, ale fabula jest z grubsza ta sama. Krotko mowiac - niby zajebiscie ale nuda troche.
Btw, jak cie 120mg zgina, to wez sobie neoazarine moze nastepnym razem, kiedys.
Powodzenia.
PS a koledze wyzej napisze to co chyba chce przeczytac.
No stary, oczywiscie ze koda jest zajebista. Proste ze jasne. Masz racje, za meczarnie dnia powszechniego nalezy sie porzadne zgrzanie, jak psu zupa. No jak nie jak tak. A jak jeszcze tak zajebiscie kontrolujesz sytuacje, ze raz na CALE 2 tygodnie (to ludzie az tyle zyja?) bierzesz, to masz _zajebiscie_ silna wole i cie podziwiam. Bez kitu. Nawet mozesz w sumie w tym tygodniu wyjatek zrobic i spozyc extra, bo sie przypierdalaja jakies polglowki, trzeba odreagowac, wiadoma sprawa. A w zasadzie jak sie typiara w aptece krzywo popatrzy, to nie wiem jak ty, ale poszedlbym do drugiej i wzial jeszcze jedna paczke, lepiej receptorki posmyra, w ramach rekompensaty za ten afront. Za te, kurwa, jej mac, zniewage nikczemna! Pol kraju psyche leczy srodkiem na suchy kaszel, ale to akurat na wyjatkowo wrazliwego, inteligentnego czlowieka musiala sie krzywo spojrzec... ehh... zawsze biednemu wiatr w oczy, kotwica w plecy i chuj w dupe, niestety...
Dobranoc
Ale co.to.za życie, raz na dwa tygodnie .
I co, jak wolne to sobie siedzisz i nie myślisz żeby poprawic nastrój?
Przecież wiekszosc ktora wali nawet weekendowo , potem na tyg na lekkim duposcisku żyje.
A nawet jeśli teraz nie jest to silne , to takie się zacznie.
Nie wierze, ze pomału motywacja nie zanika do dzialania na trzeźwo.
Trzeba by być jakimś robotem by to przeskoczyć.
Pijesz alkohol ?
Może mierze swoją miarą, ale wydaje mi się że mozg jest po prostu tak skonstruowany ze zrobi nas w końcu w chuja w sprawie kontrolowanego użycia narkotyków.
A nawet jakby trzymać się ram , to bardziej męczące będzie takie planowanie niż np apontany na jakiejś wycieczce . Jak przedmówca pisał.
Może później anhedonia i spadki produktywnosci wystąpią niz u osoby w ciagach , ale koniec końców będziesz w gorszym położeniu z psychika niż przed braniem.
To jest tylko odkładanie w czasie tego co nieuniknione xd
The methapor of Life
ledzeppelin2@safe-mail.net
Co do przerw 2 tygodnie to nie są zawsze dwa tygodnie. Np teraz będzie nabite 5 tygodni, już są ponad 3. I jak na razie to jakiegoś wielkiego ciśnienia nie czuję. Nie działa to na zasadzie: ale bym zajebał sobie kodę i co chwilę wykluwające się natrętne myśli, odliczanie dni. Gorszy problem jest w robocie, bo jej nie lubię i tam takie myśli pojawiają się częściej, bo tam się co jakiś czas ktoś przypierdala i wtedy odechciewa mi się żyć i czuję się jak śmieć. Wiem, że napiszesz mi, że to stadium prodomalne do wjebania, albo że to już jest alarm, ale ja o tym wszystkim wiem. Wydaje mi się, że mówisz do mnie jak do upośledzonego dziecka, które nie rozumie jak działa cyrograf i jak mózg, układ nagrody oszukuje osobę uzależnioną. Dobrze wiem jak działają te podszepty, usprawiedliwienia i tok myślenia. U osób w ciągu są myśli: "Dobra, kończę z tym, ale jeszcze tylko raz, jeszcze ta ostatnia paczka, żebym miał dobre stadium wyjściowe", albo jest przymierzenie się, ale paczka leży i "trzeba odstawiać stopniowo, więc wezmę trochę, żeby nie wywoływać szoku"
No, a w moim przypadku podszepty wyglądają inaczej, ale też się pojawiają.
Nie rozumiem jednak, albo źle rozumiem co wy jej sugerujecie. Czy waszym zdaniem ona musi się wjebać na dno, najlepiej od razu, więc niech zacznie teraz walić oporowe dawki ciągiem, po co czekać? Serio? Może was źle zrozumiałem, jeśli tak to wyprowadźcie mnie z błędu, ale moim zdaniem nawet jeśli to prędzej czy później nastąpi to lepiej odraczać to w czasie jak tylko się da i starać się zachować zdrowie, tolerkę i portfel, czyli jak najdłużej trzymać się jak najdalej od granicy sięgnięcia dna, która być może zostanie przekroczona. Tym bardziej, że to jest tak drogie, że się we łbie nie mieści. Tyle co kosztowałby ciąg kody miesięcznie to kosztuje utrzymanie, opłaty, rachunki i coś jeszcze by zostało.
A co do tego co piszesz, że to jest nieuniknione @freezinmoon to pamiętaj, że ja już 14 lat odkładam w czasie to co jest nieuniknione i tak od 14 lat słucham, że niedługo się wjebię w ciąg. Moim zdaniem pisanie, że to się koniecznie musi tak skończyć też może być szkodliwe, bo np koleżanka uzna, że przecież i tak jest jej pisane dno i pogrąży się w ciągu szybciej, straci więcej i doprowadzi do nieodwracalnych zmian. Chcecie pomóc, bo piszecie, że już to znacie, a z drugiej strony wygląda jakbyście chcieli pogrążyć.
Czechy luzują prawo konopne. Duży krok naprzód, ale z gwiazdką
Śmierć na zamówienie. Z dostawą na oddział psychiatryczny
Rzetelna historia kryminalizacji konopi (USA + kontekst międzynarodowy)
Medyczna marihuana – brak dowodów, by pomagała w zaburzeniach i uzależnieniach?
Naukowcy z Australii i Wielkiej Brytanii przejrzeli kilka baz danych, poszukując w nich recenzowanych artykułów naukowych opublikowanych pomiędzy 1 stycznia 1980 roku a 13 maja 2025 roku, w których opisano wyniki badań dotyczących przede wszystkim wpływu leczenia kannabinoidami na zaburzenia psychiczne i neurorozwojowe oraz uzależnienia. W ten sposób znaleźli i przeanalizowali wyniki 54 randomizowanych badań obejmujących blisko 2500 uczestników. Wyniki metaanalizy, opublikowane właśnie w Lancet Psychiatry, są dość rozczarowujące dla entuzjastów medycznej marihuany.
Alkohol wciąż na czele uzależnień w Holandii
Alkohol pozostaje najczęstszą przyczyną leczenia uzależnień w Holandii i odpowiada za 43 procent wszystkich przypadków terapii. Tak wynika z najnowszych danych krajowego systemu monitorowania problemów związanych z alkoholem i narkotykami za 2025 rok.
Farmakoterapia przewlekłego bólu w USA – nowy i nie do końca bezpieczny wzorzec
Okryte złą sławą leki opioidowe przez lata stanowiły w USA. fundament farmakoterapii przewlekłych dolegliwości bólowych. Naukowcy z Uniwersytetu Michigan zdecydowali się sprawdzić czy opioidy są nadal tak często wykorzystywane w leczeniu chronicznego bólu.
