TripNote

Luźne dyskusje na tematy związane z substancjami psychoaktywnymi

Moderator: Wszyscy moderatorzy

Posty: 326 Strona 32 z 33
Rejestracja: 2016
  • 13 / / 0


Aż muszę to opisać! Grzyby + MDMA, najprzyjemniejszy trip mojego życia na imprezie psytrance, mistyczna ekstaza i miliony cudów wokół mnie. Najpierw trochę potańczyłam i rozmawiałam z bardzo pozytywnymi ludźmi, a kiedy mnie trzepnęło z największą mocą, mogłam już tylko leżeć. CEVy były przepiękne, a poczucie niewzruszonego spokoju i zachwytu było silniejsze niż cokolwiek innego. Od samego początku byłam bardzo dobrze i lekko nastawiona, ale ten trip przerósł moje oczekiwania :-)
Rejestracja: 2007
Użytkownik nieaktywny
  • 769 / 35 / 0


Wracam z najodleglejszej podróży, przyczyniły się ku temu 2produkty.
Poznałem konstrukcję wszechświatta.
Od początku. Napompowanym dopaminowym rauszem, postanawiam dopalić zioło, które okazało się syntetykiem, co zafundowało przepaleniem.
Naglę zaczął mienić się śnieg zielonym odcieeniem, fraktale zaczęły przybierać na sile. Po chwili podziwiałem idealną konstrukcję dopasowanych do siebie energetycznych pól. Przypominały romby, inaczej dwie piramdki czubkami odwrócone. Egipcjanie, byli najbliżej. Te kwadraciki były ze sobą idealnie zespolone, świecące brzegami, ujrzałem czystą energię. Momentami pole energetycznee napierało tak silnie o barwie jasnobordowej, że nie mogłem ustać, trip z pogranicza serio. Między innymi otoczony fraktalami wpadłem w próżnię, gdzie nie rodzą się myśli. Piękno Oevów, śmiało mogę porównać do tych tryptaminowych (intensywnością)
Więc dowiedziałem się, że taką geometryczną, elementarną konstrukcję mogło zbudować tylko numer1, to pewniak. Tak zaprojektował i zostawił na pastwę losu :P
To takie miejsce, w którym pragnąłbym tkwiić na wieki, cudowne przeżycie, bardzo osobliwe. Objaśniłem, na ile potrafiłem, Wyobraz sobie bycie cudem, w cudownym miejscu doświadczającego niezwykłego zasilenia poza planetarnego.

Bezpieczne wkłucie po kanadyjsku

Autorzy Krytyki Politycznej odwiedzaja pokój do bezpiecznych iniekcji w Vancouver, gdzie osoby uzależnione mogą przyjąć narkotyki pod okiem personelu medycznego.

Naukowcy opracowują tanie sensory do wykrywania narkotyków

„Dzięki miniaturyzacji będziemy w stanie obniżyć koszty związane z produkcją danych sensorów, jak również sprawimy, że będą one przenośne, przez co będzie można ich używać m.in. na lotniskach, dworcach kolejowych czy na ulicach”
Rejestracja: 2017
Użytkownik nieaktywny
  • 31 / 1 / 0


S&S Wieczór, własny pokój. Matula z partnerem w pokoju obok spokojnie śpią. Leżę w swoim ukochanym królestwie (łóżku) na którym kilka godzin temu kochałem się z najwspanialszą kobietą, która pojawiła się w moim życiu. Przyjąłem niedawno 900 mg kodeiny (dziś już po raz drugi). Jest idealnie - jak zawsze. Błogie ciepło spotęgowane Aviomarinem oblewa każdy kwant mojego ciała. Myśli zwalniają. Przeglądam swoje ulubione forum oraz sam się na Nim udzielam (zbierałem się do tego już kilka dobrych lat). Gdzieś za oknem topniejący śnieg kapie rytmiczne rozbijając się o parapet mojego okna niczym klif rozdziera potężną falę morską. Jest ciemno jest cicho i jest ciepło. Jest dobrze.
Rejestracja: 2013
  • 445 / 25 / 1


(S&S: Bezpiecznie w swoim łóżku, zaawansowane stadium fascynacji DXM, pisane na zjeździe zaraz po tripie dawno temu)
Po jakiejś połowie godziny od zakończenia zarzucania zacząłem słyszeć głosy w głowie, które po krótkim czasie przerodziły się w dość intensywny "potok myśli". Oglądaliście może film animowany "Czerwony Kapturek - prawdziwa historia"? Występowała (?) tam pewna wiewiórka, która strasznie szybko nawijała. Mniej więcej z taką prędkością nawijały głosy w mojej głowie, które na dodatek przyspieszały coraz bardziej i bardziej aż zaczęło mnie to z lekka przerastać. Nie było to jakoś specjalnie nieprzyjemne, choć przyzwyczajenie się do tego zajęło mi kilkanaście sekund, co na DXM wydawało się wiecznością. Teraz przypominało to już bardziej bełkot niż szybką mowę, ale o dziwo wszystko rozumiałem. Co więcej, wiedziałem skąd brały się dane myśli. Jedna wywoływała kolejną, skojarzoną sensem z tą poprzednią, jak w dziecięcej zabawie w skojarzenia. Czułem się, jakbym był podłączony do elektronicznej encyklopedii i w każdym momencie miał dostęp do bogatej bazy danych, której rolę pełniła moja głowa. Przyznam, że takie uczucie przeżyłem po raz pierwszy, mimo iż korzystałem z dobrodziejstw DXM już wiele razy (...)
Rejestracja: 2017
  • 504 / 46 / 0


moj pierwszy trip raport ;

Data : 2.8.2017
set&settings : przygotowana dobra muzyka, cos do picia, fajki... Pokoj, lozko. Standard
co : DXM, THC
Cel : przyjemny, muzyczny trip
Nastawienie : pozytywne, lekkie poddenerwowanie, lekki stres, ostrożność
okolicznosci : poprzednimi dniami THC

23.00 - 90 mg DXM
23.10 - 30 mg DXM +
23.15 - 30 mg DXM + ( razem 150 mg )
23.30 - 0,2g THC ( bongo )
1.00 - uniesienie duszy ponad ciało, euforia, lekkie halucynacje,powidoki,cienie i zarysy przedmiotow na scianie, podniecenie, uśmiech,
zamulenie, retrospekcje z 2000-2007r ( czy to jest raj? Wyglada jak raj. Czuje sie tam jak w raju ).
"rzeczy instynktowne sa niemozliwoscia, a latanie i odkrywanie siebie na nowo staje sie dziecinnie proste..."
1.30 - ide do kuchni, w zasadzie nie wiem po co, moze chcialem sie napic?
1.35 - po 5 minutach wyginania, rozciagania i gadania do siebie jak to ja mam grubo otwieram lodowke, ale wlasciwie po co, przeciez nie jestem
glodny. Zaczynam rozumiec ze DXM to tez szmata. Ryja tez wygina.Prawie jak hex en.
1.40 - sluchanie techno oraz ogladanie rave'ow sprowokowalo mnie do tanczenia w kuchnii. Muzyka nie byla porzebna
2.00 - staram sie nabic jeszcze jedna lufe,wlasnie, staram sie.krzątam sie po pokoju, nie wiem o co mi chodzi, co mialem zrobic a co juz zrobilem.
Pale fajke przez okno usmiechajac sie do siebie. Widze muzyke za pomoca kolorow. Techno wkreca sie na leb wiec tancze shuffle po pokoju
2.10 - dalej trzyma, jak dobrze ze trzyma. A morda dalej lata...
4.00 - ale ten acodin jest zajebisty, ale dlaczego jest zajebisty?
4.30 - jeszcze trzyma, faza jak po ] Jagermeisterku z colą, ale bez nudności. Kreci sie w glowie kiedy obracasz sie na drugi boczek, ale to przyjemne.
No robi jak jager, bardzo przyjemnie!. To prawda, pisali ze nie idzie zasnac...

Następnego dnia ...

Data : 3.8.2017
set&settings : cos do picia, fajki... Pokoj, lozko. Standard
co : kodeina, THC
Cel : przyjemne odprezenie, czill do oporu
Nastawienie : zamulenie, dopiero wstalem przeciez
okolicznosci : poprzedniej nocy DXM + THC

10.20 - 150 mg kodeiny od razu po obudzeniu ( pusty zoladek )
10.40 - stan jakby upojenia alkoholowego ( bez negatywnych skutkow jak zawroty glowy, bóle itp )
10.50 - 0,3g THC
12.25 - zamulenie, sennosc, dobry humor
12.30 - ide na rower, jezdzi sie jakby na chmurce, powoli przyjemnie...
12.55 - kodeinowy sposob postrzegania rzeczywistosci, pale fajki przyjebany do ziemii
czuje sie jakbym nie spal 2 noce ale sie trzymam. coraz bardziej sie poce. moglem
wziac ta wode, ale po co wlasciwie wode?
14.00 - chce isc do domu napic sie wody, ale nie chce juz wracac, dlaczego ide do domu? przeciez
nie chce!
16.00 - juz nic nie czuje. ale bylo bardzo przyjemnie. kurwa, raz dziala ta kodeina raz nie. polkne 300 mg / 450 mg to spac mi sie tylko zachciewa
a teraz 150 mg i jest super???

Wieczór ...

Data : 4.8.2017
set&settings : cos do picia, muzyka, fajki... Pokoj, lozko. Standard
co : kodeina, THC, DXM
Cel : przyjemne odprezenie, efekty wizualne
Nastawienie : calkiem pozytywne, ale nie tak jak wczoraj.
okolicznosci : poprzedniej nocy DXM + THC

23.30 - zjadam 150 mg DXM i 150 mg kodeiny od razu.
00.00 - fale gorąca, coraz bardziej sie poce. bulgotanie w brzuchu
00.30 - dzieje sie cos niedobrego, zaczynam czuc niepokój. wiedzialem juz ze wkreca sie bad trip, ale wkreca sie szybciej niz wczoraj, intensywniej.
01.00 - im bardziej myslalem , ze nie chce bad tripa, tym szybciej sie pojawil. zawroty glowy, panika... Staralem sie uspokoic, bob marley,
jakas spokojna muzyka. Zamknalem oczy i bylo jeszcze gorzej, choroba lokomocyjna, pijany helikopter. w miedzy czasie efekty wizualne -
caly pokoj w kalejdoskopach, calkiem zajebiscie. Aby zejsc z smutnej pizdy postanowilem isc spac, glupie ale dziala. Odlozylem laptopa i
przewrocilem sie na 2 boczek. Zamiast samemu sie uspokajac, zaczalem myslec o tym co widze ( o tym co umysł widzi, oczy przeciez mam zamkniete,
nie? ).Kiedy sie juz uspokoiłem wrocilem do laptopa.
01.30 - o nie. kurwa nie znowu to ! winda spada na dół wraz z moim dobrym humorem. Znowu zawroty glowy... moge porownac ten stan do tego jak czuje
sie czlowiek chwile przed zgonem alkoholowym. tak, wlasnie tak
02.00 - dawno juz spałem.

Jest 13;10 jak wklepuje tu ten TR ., a caly czas mam problemy z widzeniem, zamulenie, jak po alkoholu. wczesniej - maly ból głowy. Generalnie jestem zadowolony z obu tripów. Tu opisałem
swoj 1 i 2 raz z DXM. Niczego nie zaluje.
Rejestracja: 2017
  • 5 / 2 / 0


Dawkowanie:bieluń Surmikwiat (datura Metel)-jedno opakowanie=10 nasion
bieluń Indiański (datura Inoxia)-jedno opakowanie=10 nasion
Bieluń dziędzierzawa(datura Stramonium)-jedno opakowanie=10 nasion
bieluń kolczasty (datura Ferox)-jedno opakowanie=10 nasion
Lulek czarny (Hyoscyamus Niger)-jedno opakowanie=ponad 200 nasion
Pokrzyk wilcza jagoda (Atropa belladonna)-jedno opakowanie=10 nasion
Indyjska belladonna (Atropa Acuminata)-jedno opakowanie=ponad 10 nasion
mandragora Jesienna ( M. Autumnalis )-jedno opakowanie=3 nasiona
mandragora Lekarska (M. Officinarum)-jedno opakowanie=2 nasiona
oraz roślina którą dostałam w gratisie dzięki czemu dowiedziałam się że jej spożycie także przynosi ciekawe efekty:
Aksamitka Estragon Mex. (Tagetes Lucida)-jedno opakowanie=ponad 30 nasion


Rodzaj przeżycia:Pierwszy raz

Set&Setting:Nastawienie pozytywne, przez cały czas trwania fazy przebywałam sama w moim mieszkaniu.


Wiek:24 lat


Doświadczenie:alkohol, tussidex, acodin, thiocodin, sudafed, napoje energetyzujące



Już na samym wstępie pragnę zaznaczyć iż jest to mój pierwszy raport napisany na tej stronie, natomiast ja sama nie jestem osobą towarzyską i nie stosuje substancji psychoaktywnych w celu urozmaicenia zabawy z znajomymi. Jestem typem introwertyczki która już od dziecka interesuje się duchami, ezoteryką, świadomymi snami itp. Od dawna już potrafię opuścić własne ciało oraz latać w snach bez zażywania czegokolwiek. Do zażywania substancji halucynogennych natomiast podchodzę poważnie, podobnie jak kiedyś podchodziły do tych tematów plemiona indiańskie. Jestem typem osoby która zdecydowanie nie myśli schematycznie oraz wybaczcie ale jako iż rzadko rozmawiam z ludźmi słabo są mi znane młodzieżowe czy też ćpuńskie slogany.

Po upiciu się alkoholem jakieś kilkanaście razy substancja ta zaczęła działać na mnie zdecydowanie bardziej negatywnie niż pozytywnie, więc od kilku lat nie miałam alkoholu w ustach i jakoś zupełnie mnie do niego nie ciągnie. Po alkoholu przerzuciłam się na różne rodzaje leków które wymieniłam w rubryce "doświadczenie", działały one znacznie ciekawiej od alkoholu tak samo jak on nie przynosząc na samym początku żadnych skutków ubocznych, dlatego je bardzo polubiłam. Niestety, po jakimś roku efekty uboczne zaczęły się nasilać...wymioty, bóle głowy, bóle brzucha, znacznie mniejszy poziom energii oraz znieczulenia na ból niż na początku...Dlatego aktualnie korzystam z nich sporadycznie, nie częściej niż raz w miesiącu. Fajek, w sensie nikotyny nigdy nie paliłam i nie zamierzam. Działają bardzo słabo i tylko wtedy kiedy się od nich uzależnisz w ogromnym stopniu niszcząc organizm więc nie widzę w tym jakiegokolwiek sensu? Jak już pewnie zdążyliście zauważyć posiadam bardzo ciekawy rodzaj organizmu który od niczego się nie uzależnia, a wręcz przeciwnie-im częściej jakąś psychoaktywną substancję stosuję tym bardziej mój organizm jest do niej negatywnie nastawiony. Dlatego postanowiłam poszukać czegoś nowego, a jako iż nie chciało mi się czekać aż moje nasiona konopi urosną postanowiłam wypróbować coś w stylu maści czarownic.

To, co zażyłam nie było jednak do końca maścią, w zasadzie...to w ogóle nie było maścią. xD Zmieliłam bowiem wszystkie nasiona wymienione w rubryce "Dawkowanie", wymieszałam je z letnią wodą i wypiłam około godziny 15.00.

Ps. Nasiona kupiłam od użytkowniczki Allegro o nazwie MagickFind, którą swoją drogą serdecznie polecam! Na prawdę miła osóbka, przyjemnie się z nią rozmawia i zawsze do zamówienia doda jakieś gratisy. Nie to co te durne aptekarki które za każdym razem kiedy kupowałam od nich leki były wredne i starały się mnie namówić do zrezygnowania z zażywania owych leków, pierdoląc mi coś o tym, że można się od nich uzależnić. -_- Sory, poniosło mnie, no ale serio, czemu takie wredne, namolne, wścibskie i nie szanujące wolności innych ludzi babsztyle istnieją tylko w aptekach a ekspedientki w normalnych sklepach i supermarketach nie prawią żadnych morałów klientom kupującym alkohol i papierosy? Totalny brak logiki...Oczywiście owe aptekarki są kolejnym powodem tego, dlaczego postanowiłam spróbować czegoś innego, i wiecie co, zdecydowanie nie żałuję!

Halucynacje których doświadczałam po zażywaniu Tussidexu, Acodiniu oraz Thiocodinu były na zdecydowanie niższym poziomie niż te których doznałam po owych nasionkach. Po lekach halucynacje ukazywały mi się tylko przy zasłoniętych żaluzjach i wyłączonym świetle. W dodatku nie były one kolorowe tylko czarno-białe więc nie miałam żadnego problemu z tym aby odróżnić je od rzeczywistości. Podwyższenie dawki leków nie dawało żadnych pozytywnych rezultatów, ponieważ wtedy zasypiałam lub zamulało mnie w tak ogromnym stopniu, że przez kilka godzin siedziałam w jednym miejscu niczym jakaś roślina, a obraz wokół siebie miałam tak zamglony niczym jakiś pijak po wypiciu kilku butelek litrowej wódki. Natomiast w przypadku owych nasion po raz pierwszy w życiu doświadczyłam tak niesamowicie realistycznych halucynacji że miałam na prawdę ogromny problem aby je odróżnić od rzeczywistości, i to przy włączonym świetle!

Po godzinie od wypicia powolutku dało się zacząć wyczuwać ich działanie. Część omamów była zdecydowanie przyjemna i pozytywna, niestety druga część przeraziła mnie nie na żarty.

Zacznę od tych neutralnych:

Przez dość długi czas, nie pamiętam jak długi ale kojarzę iż zdarzenie to powtórzyło się wielokrotnie-rozmawiałam na różne tematy z moją babcią, którą wiele razy zapytałam o to czy ona na prawdę tu jest, ponieważ mimo tego iż wyglądała jak prawdziwa co chwila się pojawiała i znikała. ._. Niestety nie pamiętam o czym z nią gadałam(ps. moja babcia nadal żyje wiec nie mógł to być duch xD). Pokłóciłam się także z moim bratem oraz chłopakiem mojej mamy których również zobaczyłam. Nie lubię przebywać w ich towarzystwie, dlatego na prawdę ulżyło mi kiedy w tym przypadku w 100% ZROZUMIAŁAM iż były to tylko halucynacje gdy zniknęli. xD

Jeśli chodzi o pozytywne:

Najmilej wspominam sytuację w której złączyłam dłonie tak jak gdybym trzymała w nich jakąś kulę. W jej wnętrzu natomiast znajdowały się różowe oraz pomarańczowe iskierki które poruszały się za każdym razem kiedy w nie dmuchałam, na prawdę ślicznie to wyglądało. *o*

Na ścianie, szafach, oraz mojej własnej dłoni(która przez chwilę robiła za telewizor xD) pojawiały się i znikały różne postacie z bajek, jednak szczerze mówiąc były one średnio realistyczne, czyli trochę bardziej niż po Acodinie.

Doświadczenia negatywne:

Pająki, latające mrówki i inne robale ;-;

Niestety było to najbardziej realistyczne doświadczenie. Nawet gdy faza mi się skończyła nie byłam pewna co do tego czy były to tylko halucynacje, więc musiałam później sprawdzić jak wygląda sytuacja pod i za każdą szafą. xD

Zaczęło się od tego, że mój kot o imieniu Nilo zrzucił niechcący z pralki jeden z moich ciuchów do swojej kuwety. Kiedy weszłam do łazienki w moich oczach owa bluzka zaczęła pulsować niczym bijące serce. Pomyślałam, że najprawdopodobniej jakiś wielki pająk złożył tam swoje jaja które niebawem zaczną się wykluwać, i zaczęły! Roje małych mrówek oraz pająków zaczęły wychodzić z bluzy i rozchodzić się po całej podłodze. ;-; Z drugiej strony...Dobrze że nie dorosłych! Wydało mi się trochę dziwne to, że mrówka złożyła jaja w tym samym miejscu co pająk, jednak nie zdawałam sobie sprawy z tego, że halucynacje mogą wyglądać aż tak realistycznie. Postanowiłam się ich pozbyć i je pozabijać, wylałam więc cały ocet na ich "gniazdo" czyli moją bluzkę z której się wykluwały. Usłyszałam jak gdyby wszystkie ich jaja zaczęły smażyć się na oleju. Wtedy wziełam spray na owady i wypsikałam nim całą łazienkę, wtedy sytuacja w miarę się uspokoiła, moja bluza przestała "oddychać" a ich liczba zredukowała się do minimum. Niektóre osobniki pająków które przeżyły zaczęły między sobą walczyć. Przypomniało mi się, że pająki są gatunkiem kanibalistycznym co mnie jeszcze bardziej uspokoiło. Niestety kiedy usiadłam na moim fotelu w pokoju coś zaczęło gryźć mnie w szyję opuszczając się na dół na przeźroczystych nitkach z żyrandola! Przestraszyłam się jednak po chwili zrozumiałam w końcu, że to halucynacje, ponieważ kiedy spojrzałam na podłogę w łazience owe robale zaczęły się raz pojawiać, raz znikać, omam na szczęście zaczął przechodzić...Posprzątałam mojemu biednemu kotkowi w kuwecie który przez kilka godzin nie miał możliwości się w niej załatwić, jednak nie miałam jeszcze odwagi zaglądać do wnętrza mojej równie biednej bluzki którą dokładnie obejrzałam dnia następnego stwierdzając iż nie ma w niej ani jednego jaja czy też martwego robala. ^ ^"



Mimo tych, niekoniecznie przyjemnych doświadczeń postanowiłam za miesiąc wypróbować po raz kolejny ową mieszankę rozdrobnionych nasion, jednak następnym razem popiję ją energetykiem ponieważ halucynogennie zadziałała bardzo silnie, jednak energetyzująco zdecydowanie słabo.

Skutki uboczne: Lekkie problemy przy chodzeniu, brak możliwości przeczytania napisanego tekstu, przez pierwsze godziny po spożyciu straszna suchość w gardle. Czyli jak zwykle kiedy mój organizm poznaje nowy specyfik-bardzo słabe.

Długość działania-bardzo długo, 12h silnego efektu+co najmniej kolejne 24h lekkiego efektu, który u mnie pod koniec wywołał lekką euforię.

Polecam i pozdrawiam! :yay:

Zapomniałam dopisać jeszcze jednego pozytywnego doświadczenia:
Włączyłam pralkę aby wyprać ciuchy. Kiedy pod koniec włączył się tryb wirowania zaczął on brzmieć dla mnie niczym melodyjna muzyka. Zaczęłam śpiewać w jej rytm, rymując ze sobą całe zdania. Nie sprawiało mi to żadnego problemu co mnie na prawdę zszokowało. To się nazywa wena twórcza na dragach.
Ps. Odradzam stosowania wyższych dawek, ponieważ zbyt wysoka dawka owych roślin może spowodować uszczerbek na zdrowiu.
Rejestracja: 2010
Użytkownik nieaktywny
  • 241 / 32 / 0


A, machnę notkę.

Substancja: Psilocybe Cubensis.
S&S: ostatni dzień urlopu, popołudnie, w mieszkaniu ja i moja lepsza połowa. Wrzucamy grzyby i idziemy na spacer do lasu, do którego dzieli nas jakieś pięć minut drogi.
Dawka: ja 2g a żeńska Makrela 3,5g.
Wiek: niedługo będzie trzydzieści.
Doświadczenie: z grzybami ileś tam razy, straciłem rachubę.

Pogoda jest bardzo ładna, więc o siedemnastej wrzucamy grzyby na puste żołądki (ostatni posiłek sześc godzin wcześniej, w brzuchu już burczało) i ruszamy do lasu. Zaczyna wchodzić podejrzanie szybko - po 15 minutach czuję już wyraźny bodyload. Bez mdłości, ale niepokój jest dość silny, do tego dochodzi irytujące ziewanie. Po pół godzinie się uspokajam, ale mam wrażenie, że efekty nie narastają - kolory są trochę nasycone, myślenie klarowne i to właściwie tyle. Wchodzimy na skraj lasu i idziemy naprzód polną drogą, podziwiając niebo. Słońce powoli zachodzi, a na horyzoncie pojawia się wał ciężkich, czarnych chmur, które powoli zasłaniają słońce. Wieje wiatr, liście są tak bardzo zielone, a po ziemi zaczynają pełzać fraktalne wzory. Cały czas mam wrażenie, że widzę w piachu kształty, ale nie potrafię ich rozpoznać, a gdy staram się je zobaczyć - znikają. Jest dość przyjemnie, ale to wszystko. Bez przerwy chce mi się sikać, nie mam pojęcia skąd się we mnie wzięło tyle wody.

Po godzinie docieramy do kapliczki pod starym dębem. Jest tam pień, na którym można usiąść, więc siadamy. Podczas marszu czułem się dobrze, ale gdy siadam, to czuję, że cały jestem zrobiony z ciężkiej, zmęczonej życiem gumy. Patrzę na chmury i odkrywam, że niepostrzeżenie załączyło mi się pełne HD. Kolory wyłażą z otoczenia, wszystko jest mocne i intensywne, widzę każdą nitkę w spodniach i każde ziarnko piasku - i to się nie kończy. Gdy wpatruję się w odległe domy, gdzieś na horyzoncie, wówczas ziemia zaczyna falować, a skraj pola widzenia drży i wygina się. Czuję głęboki spokój, ale też dziwne, "kryształowe" uczucie w głowie, jakby przelewała się przez nią zimna woda. Coś we mnie się trzęsie, myśli płyną powoli, od jednej do drugiej, umysł jest czysty i skoncentrowany jak szpilka. Faza narasta i zaczynam czuć niepokój, który skutkuje nieprzyjemnymi myślami. Na szczęście łatwo je odepchnąć. Moja kobieta siedzi obok i milczy. Studiuje uważnie kałużę, oczy ma wielkie jak pięciozłotówki, ale gdy ją pytam, co widzi, słyszę tylko, że jest w porządku. Na moje oko jest w zupełnie innym świecie, nie zawracam jej głowy.

Faza się stabilizuje, zgaduję, że to już peak. Otoczenie przestaje falować. Nie mam żadnych CEVów ani OEVów, tylko wizja full hd, ale bez zmiany barw otoczenia, ego także pozostaje nienaruszone. Myślę sobie o różnych sprawach i ciągle mam ochotę coś robić; pójść gdzieś albo coś w tym stylu. Z braku lepszego pomysłu wyciągam zeszyt i rysuję sobie długopisem jakieś bazgroły. Wciąga mnie to na tyle, że nie zauważam nadchodzącego chłodu.

Robi się zimno, słońce zaszło, więc wracamy do domu - przed nami i tak pół godziny marszu. O ile wcześniej czułem się nastawiony na odbieranie otoczenia, to teraz zaczyna się introspekcja. Myślę sobie o życiu i o śmierci, o znajomych i rodzinie, a nastrój jest lekko melancholijny, ale spokojny. Wiatr wieje w gałęziach drzew, na niebie pojawiają się pierwsze gwiazdy. Gdy się im przyglądam, pojawiają się wokół nich delikatne wzory, przypominające płatki śniegu. Ciemność ma intensywną, granatową barwę. Jesteśmy oboje tak rozluźnieni, że potykamy się o korzenie, ale jest to raczej zabawne niż nieprzyjemne.

W domu nie zapalamy światła, po ciemku jest przyjemnie. Kładę się do łóżka i leżę z rękami splecionymi na brzuchu. Działanie grzybów odczuwam wciąż falami, ale nie jak po kwasie, tutaj to raczej schodki. Najpierw działają na jakimś poziomie, potem opadają i zatrzymują się na kilkanaście minut na kolejnych schodku. Wpierw wchodziło schodkami w górę, a teraz schodzi. W ciemności widzę jakieś blade wzory, które przesuwają się po ścianach. Skupiają się wokół środka pola widzenia, gdy dać się im rozkręcić, pojawiają się delikatne, eteryczne spirale i krzyżujące się linie energii, na których drgają kalejdoskopowe obrazy. Przez moment wydaje mi się, że widzę powoli wirujące świerki, na których siedzą sowy - jest ich osiem i wyrastają symetrycznie ze środka, obracając się delikatnie. Nie myślę o niczym i jest przyjemnie. Nie czuję się naćpany, umysł jest klarowny, czysty i niewzruszony. Jeśli na co dzień jaźń jest wykuta z ciężkiego, nieprzezroczystego kamienia, a po dużej dawce grzybów rozwiewa się jak mgła, to moja świadomość jest teraz kryształowa - lżejsza, przejrzystsza, ale wciąż mocna i trwałą, bez rys i skaz.

Dziewczynę nachodzi chęć na amory, więc wypadam z transu i bierzemy się do roboty. Jest strasznie dziwnie, odczucia dotykowe nie zgrywają się z wizualnymi, a wizualne z dźwiękowymi, więc wydaje mi się ciągle, że zamiast jednej kobiety mam w łóżku trzy %-D W dodatku każda jest jakaś długa, powykręcana i ma za dużo kończyn, jak ośmiornica. Trudno nam się skupić, niby jest przyjemnie, ale myśli ciągle uciekają mi w różne strony i niewiele z tego wszystkiego wynika poza tym, że po około dwudziestu minutach się męczymy i nie udaje nam się dojść. Grzyby to kiepski afrodyzjak, mj nadaje się do tego bez porównania lepiej. Dajemy sobie spokój, nie tym razem to następnym.

Faza schodzi powoli, schodek po schodku i zaczynam czuć się normalnie. Trochę leżymy i rozmawiamy, potem robię herbatę. Gdy kończymy ją pić, wyczuwam, że wróciłem na ziemię. Efekty psychodeliczne zeszły, zostało tylko pobudzenie. Jest w pół do jedenastej, pięć i pół godziny po wrzuceniu grzybów. Moja kobieta jest bardzo zmęczona i idzie spać. Zasypia szybko, ale ja nie mam ochoty na sen, więc wyciągam sobie z lodówki piwo i siadam do czytania. Wypijam piwo, książka mnie zmula i około północy idę spać.

Zasypiam. Nic mi się nie śni.
Rejestracja: 2017
  • 7 / / 0


Możesz mi opowiedzieć coś na temat praktyk wychodzenia z ciała?
Rejestracja: 2014
  • 35 / 19 / 0


[mention]flaka2580[/mention]

złe rzeczy sie przyczepiają do ludzi którzy praktykuja wyjscia z ciala,

stany lekowe, koszmary , dreczenia i niepotrzebna ciekawosc która prowadzi wiadomo gdzie.

Tak, na swoim przypadku mówie i na kilku innych, z reszta poczytaj skutki uboczne w necie.

To nie jest kurwa zabawa a najzwyczajniejsze otwarcie czegos w sobie na złą energie jak kundalini czy inne gówno po którym ludzie szukaja pomocy.

Komentarz do edycji - JSC
Spoiler:
Rejestracja: 2011
Użytkownik zbanowany
  • 1182 / 95 / 0


@up
[mention]JSC[/mention] to brzmi jak tripnota z TripNote...


MODERATORZE! [ Grafika zewnętrzna - wgrywaj jako załącznik aby była widoczna bezpośrednio ]

[mention]jan potocki[/mention] trafiłeś skurczybyku, amfetamina+klonazepam+mj, ale niedziela to mój jedyny wolny dzień więc proszę się ode mnie odpieprzyć. Zarzuć lepiej jakimś ciekawym artykułem geopolityczno-historycznym - JSC
Posty: 326 Strona 32 z 33
Wróć do „Substancje psychoaktywne”
Na czacie siedzi 56 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość