TripNote

Luźne dyskusje na tematy związane z substancjami psychoaktywnymi

Moderator: Wszyscy moderatorzy

Posty: 326 Strona 29 z 33

exT

Rejestracja: 2009
  • 74 / 6 / 0


^Coś tam się znajdzie, ale nic na siłę. Niektóre rzeczy są zabawne/ciekawe tylko w tym małym wycinku czasoprzestrzeni, w którym miały miejsce i przeważnie tylko dla doświadczającej ich osoby.
Rejestracja: 2013
  • 319 / 7 / 0


^Do tego powinien być zachowany kontekst który nie każdy rozumie albo nie wydaje się dla niego tak zabawny jak jest w rzeczywistości. Ale przyznaje, czekam na kolejne raporty tego typu %-D

Organizatorzy imprez opisują najdziwniejsze sposoby szmuglowania na nie narkotyków

Jeśli jest jakaś zasada, która nagminnie łamana jest we wszystkich klubach, barach i na festiwalach muzycznych, z pewnością będzie nią ta dotycząca narkotyków i zakazu i ich wnoszenia...

Bonus RPK wypuścił nowy singiel. "Jestem niewinny i zdania nie zmieniam"

Bonus RPK, przekonuje, że jest niewinny. Artysta wypuścił singiel zatytułowany "Poprawa prawa", w którym porusza wszystkie swoje prawne problemy. "Zostałem skazany za narkotyki, których nigdy przy mnie nie znaleziono"
Rejestracja: 2015
  • 498 / 13 / 25


Set&Setting - pełen spontan, nic do stracenia.
200mg 4,4-DMAR + 450mg DXM + lufka maczany 2NE1 (1:25) + 2 piwa
Czekając na wyjście do znajomych z niecierpliwości postanowiłem zjeść opakowanie acodinu, którym miałem się podzielić z kumplem, ale stwirdziłem że nie będę go truł. Jak wychodziłem z domu zacząłem czuć działanie deksa, ale nie było za przyjemnie. Stwierdziłem że wezmę ze sobą 2 piwka do plecaka i zawiniętą w folię nabitą lufkę do kieszeni. Po drodzę do znajomego wypiłem piwa. Gdy byłem u niego wytłumaczyłem mu że acodinu w aptece nie było i jak tylko zebrała się cała reszta postanowiliśmy sprawdzić nowe cudeńko, którę ogarnął jeden z nas. Tak więc podzieliliśmy grama równo na 5 kresek i każdy pierdyknął sniffa z miną jakby coś nam wyżerało nos od środka. Po chwili czułem jak coś wjeżdża mi na mózg tak że nie jestem w stanie opanować dziwnych myśli, tak jakbym był ubezwłasnowolniony umysłowo. "Ej chopaki.. niefajnie" to jedyne co udało mi się wybełkotać w stronę reszty, przy czym widziałem że reszta też nie czuje się zachwycona działaniem, przy czym ja jeszcze czułem wyraźnie kolegę deksa z głowie. Rzuciłem w ich stronę że idę do domu bo mam taką bombę że tu nie wysiedzę. Nie zatrzymywali mnie, zresztą sami nie byli w stanie ogarnąć się za bardzo. Zbiegłem po schodach na dół i już wiedziałem że źle zrobiłem. Cały obraz mi migotał i nie poznawałem gdzie jestem, wszystko widziałem zniekształcone. Byłem tak spanikowany że nie wiedziałem co robić, nie wiedziałem w którą stronę do domu ani nawet gdzie jest dom. Wiedziałem że muszę się uspokoić (i w tym momencie popełniłem największy błąd). Stanąłem za drzewem, rozpakowałem lufkę i z trudem rozpaliłem. Gdy skończyłem wiedziałem że to był zły pomysł. "Jak wrócić do domu?!", "A jak umrę?!", "Co powiedzą rodzice?!". Zrozpaczony usiadłem przy drzewie na środku osiedla i zacząłem płakać. Kurwa umieram, przećpałem się i mam - myśli przelatywały mi w głowie jak pociski z kałacha. Nagle podszedł do mnie ktoś i zaczął pizgać po głowie, patrzę co się dzieje a tu jeden z towarzyszy znalazł mnie i z grymasem na ryju oraz słowami na ustach "wstawaj chujcu, przypał robisz tylko. wracaj spowrotem do nas bo z resztą jest nieciekawie" okładał mnie pięściami po glowie. Koniec końców wróciłem do kumpla i tam się jakoś ogarnąłem, ale gdyby nie to że ktoś po mnie nie przyszedł to mogło by być mocno przypałowo.
Rejestracja: 2011
  • 38 / / 0


Ciesz się że wyszedłeś z tego cało, dmara nie mozna laczyc zdaje sie z DXM i to jeszcze w takich dawkach. 200mg dmara to za dużo, nawet solo. Na przyszlosc polecam dowiedziec sie co nieco o substancjach ktore masz zamiar laczyc ;)
Rejestracja: 2015
  • 5 / / 0


Przeklejam opis swojego tripa z forum o marihuanie, niech to będzie przestroga przed "wynalazkami"

Piszę ten trip report ku przestrodze wszystkich.

Co: dop, sztuczne kannabinoidy
Ile: jeden, średni buch z dużej lufki
Wcześniejsze doświadczenia: tylko mj, źle znoszę tytoń i alkohol. leki psychotropowe (SNRI)

Nie byłam przekonana do takich wynalazków, ale postanowiłam raz spróbować. Środek dnia, samopoczucie dobre, odpalałam odcinek Breaking Bad i pakuję niewiele mieszanki do lufki. Tu muszę nadmienić, że w przeciwieństwie do wielu nie mam problemu z paleniem w samotności i nigdy nie miałam bad tripu po samotnym paleniu mj.

Na początku wszystko okej - wchodzi bardzo, bardzo szybko. Faza inna trochę niż po trawce - jakby zostawić większość cech indyjki, ale odjąć to, co nadaje rozluźnienie i dobre samopoczucie. Kolory się wyostrzają, czas trochę zwalnia, ale nie mam gonitwy myśli - wręcz przeciwnie, wrażenie "ciężkości" i jakby tego, że moje myśli stają się bardziej płaskie, jakby puste. Nie jest to specjalnie złe uczucie, raczej niepokojące.

W każdym razie oglądam sobie Heisenberga i nagle czuję, że coś jest nie tak. A mianowicie słyszę, że postacie na ekranie mówią coś innego, niż ja rozumiem w głowie i nie wiem, czemu tak jest. To nie żaden omam - po prostu zapomniałam, że istnieje coś takiego jak język polski i angielski i chociaż rozumiałam, co się dzieje, nie wiedziałam, jak. Ten stan zaczął się pogarszać. Obraz zaczął mi pulsować i się rozlewać, a ja coraz bardziej zapominałam, kim jestem i gdzie jestem. Zaczęło mi się wydawać, że nie ma absolutnie niczego prócz mnie, nie pamiętałam, jak się mówi. Nie widziałam już ekranu, tylko pulsująca plamę, serce waliło mi szybko. I wtedy plama zaczęła się zaciemniać, widziałam tylko pulsującą czerń. Nie pamiętałam już nic, nie czułam swojego ciała, jedyne o czym myślałam, to to, że właśnie chyba umieram. Podobno wrzeszczałam.

W najgorszym, najbardziej straszliwym momencie, wszystko się skończyło. W jednej chwili odzyskałam wzrok i pamięć, byłam przerażona i rozdygotana. Zadzwoniłam na pogotowie. Dobra wiadomość była taka, że po badaniach okazało się, że dop nie zrobił mi żadnej fizycznej krzywdy.

Dodam jeszcze, że to nie było chuj wie co, tylko towar z podobno "bezpiecznego", popularnego sklepu. Po czymś takim w życiu nie tknę niczego, co nie zostało dostatecznie przebadane i najlepiej wyhodowane przeze mnie. Cieszę się, że sprawa skończyła się tylko w ten sposób, chociaż potem musiałam łykać ciężkie leki, aby w ogóle móc zasnąć.
Rejestracja: 2014
  • 88 / 3 / 0


Co? metoksetamina plus 5mapb, jednak ta druga nie grała znaczącej roli.
Ile? Ciężko stwierdzić. Pierwszy rzut - 25, drugi podobnie. Potem 50 piątki. Na koniec 100 MXE, ale okoliczności już w TR.
S&S? Początkowo okej. Później...

21, jutro wstaję do szkoły. Postanawiam wrzucić 25mg do posłuchania muzyki. Weszło elegancko (uwielbiam ten smak :-D). Godzina później, kolejne 25 (no nic, najwyżej później się położę). Lekkie zamieszanie w głowie, ale nadal ogarnięcie, to był czas po dwóch tygodniach grzania tego specyfiku, więc tolerancja była. Muzyka na poziomie +++, idealnie wchodzi Hey i Neighborhood. Dorzuciłem to 5mapb, nie wiem nawet, w jakim celu, ale polubiłem ten miks empatogena z dysocjantem. Wyraźnie przyspieszyło serce i potliwość, wszystko stało się mniej klarowne i bardziej pluszowe. Raczej myśli o tym, że wstaję za kilka godzin odpłynęły gdzieś daleko, miałem lekkie CEVy, mocne odprężenie i ogółem pełna dysocjacyjno-empatogenna miłość.
Co dalej? Chciałem dorzucić dziesięć MXE, na przypieczętowanie. Światła w pokoju nie miałem, jedynie waga lekko rozświetlała to, ile odczynnika wrzucam. Niestety, rozjechane oczy nie zauważyły jednego zera, a waga została zasłonięta przez kawałek biurka.
I w ten sposób miałem w sobie już 150mg MXE. Po dziesięciu minutach wszystko się zmieniło, nastał mocno dysocjacyjno-refleksyjny trip, miałem czystą nienawiść wobec swoich błędów, świadomość win i niedoskonałości, chęć poprawy i życia na nowo. Wiadomo, metoksowe pierdolenie. Ale pierwszy raz takiego czegoś robi wrażenie, to muszę przyznać. 'Winda' wyrywała moje ciało do góry, krążyłem pod sufitem, ważyłem mniej niż piórko, a miałem metry długości. Nie pamiętam żadnej wyprawy na siku, mój pokój był jedną wielką Narnią, zupełnie niezbadanym lądem, który ja, Robinson Metoksoe miałem zwiedzić. CEVy odmiennie inne od znanych z 25i lub b, były zupełnie szare-czarno-ciemno-granatowe, zero innych kolorów, do tego mocno kręciły się, za nie składały się z 'rozet', jak fenylkowe.
Zakończyło się koło piątej rano, do szkoły nie trafiłem i odsypiałem do trzynastej. Warto? Pewnie tak, bo do tej pory (2 miesiące?) nie tknąłem ulubionego specyfiku. Ale to się zmienić może %-D
Rejestracja: 2014
  • 88 / 3 / 0


Co? 25b-nbome
Ile? Kartonik nasączony 1mg substancji, wsunięty pod dziąsło + jedno piwo typu radler
S&S? Zalew, znajomi, zakończenie roku maturzystów. Ogółem super humor.

Po piętnastej wrzucamy po kartonie razem z D. i K. Towarzyszy nam W., B., a później dołącza M. Przechodzimy z miasta w stronę zalewu jakiś kilometr, w tym czasie odczuwamy pierwsze skutki bodyloadu - ciężkie nogi, chęć wymiotowania, dreszcze i dziwne odczucie ciała. Docieramy na betonową skarpę, gdzie siadamy dość wygodnie, rozmawiając i oczekując na efekty. Mi weszło pierwszemu, co objawiło się falowaniem trzcin, betonu i wody. Było tam na serio pięknie, nawet bez kwasów, ale pod wpływem wręcz zapierało mi dech w piersiach. Było bardzo gorąco, słońce dawało we znaki. Sączyłem piwo i cieszyłem się narastającą psychodelą, odkształceniami rzeczywistości i dość dziecięcą i nawiną rozmową ze znajomymi (bardzo ciężko skupić się na czymś poważnym). Przy zamkniętych na chwilkę oczach miałem całe galaktyki i historie na powiekach. Dołączył do nas M, który mocno narzekał, że jest trzeźwy - więc zabrał nasze już (ponoć) puste kartony i wpakował pod dziąsło, finalnie dostał mocnego bodyloadu, wywaliło mu źrenice, lekko pofalował obraz, ale większych efektów nie doświadczył %-D. Opowiedziana mi przez W. historia z wyprawy przy pół-zamkniętych oczach pozwala wizualizować ją w całości w mocno bajkowy i upstrzony fraktalami sposób, polecam opowieści :D.
Koło 17:30 zmierzamy w stronę miasta. Przy wyjściu z zalewu przejeżdża obok nas policja, ten moment trwał c0 najmniej kilka godzin w obiektywnym odczuciu, nic przyjemnego, nie polecam. Jestem dość mocno odmóżdżony, nie umiem określić, co robię, wszystko sprowadza się do 'byliśmy gdzieśtam, robiliśmy cośtam, piliśmy cośtam'. Mam ogromną potrzebę tłumaczenia swojego stanu (zawsze to ja najlepiej ogarniam w towarzystwie i dbam o innych, teraz byłem kompletnie od nich zależny, zwłaszcza w kwestii powrotu do domu), kiedy postronne osoby kompletnie go nie są w stanie zrozumieć. Starówka wygląda bajecznie, tysiące nowych kolorów gra na kamienicach miasta, wszystko wygina się i zaprasza do zwiedzania. Wysłałem B. po coś dla mnie do zjedzenia, przywitałem się ze znajomymi, którzy też byli wtedy na starym mieście, chichocząc niemiłosiernie.
Po powrocie z jedzeniem B. poszliśmy do parku. Wtedy w zasadzie stało się coś dziwnego - utraciłem swoje ego, a rozpatrywałem siebie w kategoriach swoich znajomych - każdy z nich reprezentował jakąś część mnie. Ten trip uświadomił mi dwie rzeczy - nie ważne, pod wpływem czego będziemy - nawet na trzeźwo, będzie nam lepiej razem, niż naćpanym samemu oraz rzucone gdzieś mimochodem 'ALE LEPSZEGO ZIOMKA NIŻ WAS CZTERECH DO POGADANIA SAM ZE SOBĄ NIE ZNAJDĘ' :heart: . Co do wizualnej części parku, to sosny wyginały się, jak śpiewaliśmy Lao Che, ptaki przecinały taflę wody, która opadała w kaskadach, jak Niagara, rzucana szyszka za chwilę znów wracała do ręki, a dym z papierosa robił kilkusekundowe powidoki.
Koło 19 udaliśmy się na przystanek - i powiem szczerze, że tutaj miałem już kompletnie dość. Czekanie w tym stanie nie należy do przyjemnych rzeczy, bo rozmowa się nie klei, nie jest wygodnie, a poczucie niepewności doswierało mi w każdym calu. Do tego pogubiłem strasznie możliwość widzenia swojego ciała - wrażenie braku kończyn i oglądanie siebie jako kolegów nie było niczym przyjemnym, zwłaszcza podczas wsiadania już do autobusu i szukania miejsca (weź usiądź, jak nie widzisz nóg!).
Wysiedliśmy na przystanku i wróciłem do domu. Pozostało mi tylko chować oczka przed rodzicami, bo źrenice miałem jak pięć złotych, co wytłumaczyłem jako 'a po pjaaaaaany nieso jestem mame', po czym całkiem pozytywnie udałem się do łóżka, rozkoszując się już tylko lekkimi falowaniami, już bez uczucia utraty ciała :D.
Zeszło koło 23, stymulacja trzymała do około drugiej w nocy. Przez dwa następne dni czułem lekki ból głowy.

Trip uważam za udany, jednak na drugi raz na pewno nie udam się w tym celu do miasta, nie mając jasnego planu powrotu. Strasznie się bałem, że nie ogarnę, albo coś odwalę, przez co nie bawiłem się najlepiej. Wizualnie ten trip przebił moje poprzednie doświadczenie z 25b, będę na pewno jeszcze z nią próbował c:
Rejestracja: 2015
  • 2 / / 0


TRIP RAPORT KODEINA + MJ. DŁUGI

Witam wszystkich serdecznie, zacznę od pozdrowienia moderatora :-D za jego uprzejmość i chciałbym dodać komunikat do Administracji z propozycją o utworzenie osobnego forum na Hyperze o tematyce Trip Raportów, miejsce gdzie każdy opisze swoją przygodę, żeby inni mogli czerpać z niego wiedzę i doświadczenie innych (mi osobiście swego czasu różne Trip Raporty bardzo dużo pomogły np jak odpowiednio co dawkować i jak to wygląda) a i jeszcze jedno: jeśli znów pomyliłem działy to przepraszam i proszę o przeniesienie :-) więc przechodząc do rzeczy...

Każda jazda zaczyna się od przygotowań, tak też było u mnie, nie było jakichś specjalnych przygotowań tylko po prostu zwykłe obczajenie sytuacji co mam, ile mam, jaki czas, otoczenie itp, wszystko wyglądało pozytywnie lub w miarę pozytywnie więc zabrałem się do roboty.

Godz 21:15 Wpadli kumple, nazwijmy ich B i R, przyjechali z jaraniem, było tego w sumie 1 gram Albańczyka, niby nic ale w sumie trochę się spizgałem, to przez długi paromiesięczny detox, wyszło z 3 syte butle, chmury strasznie gryzące w gardło i płuca, wszystko przebiegało pomyślnie, oczekiwaliśmy lepszego towaru ale było już za późno więc zadowoliliśmy się Albanem.

Godz 22:00 Kumple po niespełna godzince chillu się zebrali do innego ziomka, ja zostałem sobie spokojnie w domku, jutro muszę wstać wcześnie więc się nie szlajam (przynajmniej tak myślałem)

Godz 22:40 Znudzony jak sku****yn zaczynam grzebać po szafkach, a nóż znajdę coś ciekawego (takie szybkie przemyślenie), więc tak zrobiłem, zabrałem się do grzebania, znalazłem stary zegarek, pilnik, klej i pare inych śmieci, gdy nagle moim oczom ukazała się dziwna nieznajoma buteleczka... Ową buteleczką okazała się być jakaś niemiecka mikstura mocno Kodeinowa, buteleczki było jeszcze z 3/4 niewielka, czytam po niemiecku jakiś szajz, po dogłębnej analizie i stwierdzeniu faktów doszedłem że to co tu jest to 400 mg kodeinki, to było na krople i przelicznik był dość toporny, a wyglądał tak: 1g = 16 kropel = 21.72 mg kodeinki. Hmmm po dogłębnym przemyśleniu sytuacji i po stwierdzeniu że to moja pierwsza jazda z Kodeiną to zacznę od 100mg, jak nic nie sieknie to dorzucę kolejne 100, jak znowu nic to walnę pozostałe 200.

Godz 22:55 A słowo czynem się stało, jak powiedziałem tak zrobiłem, starannie (niestarannie) odmierzyłem na oko 100mg plus minus 10, zarzuciłem, smak miało obleśny ale w porównaniu do Benzydaminy z którą mam już spore doświadczenie, to kodeina smakuje jak nektar i ambrozja, no nic, popite tymbarkiem i nic, czekam.

Godz 23:20 coś lekko zaczęło klepać.... Dziwne, bardzo dziwne, trochę o tym czytałem i to tak szybko nie działa, no nic może to placebo? chwila orientu, idę do WC, WOOW... w WC w którym zawsze jest zimno że jaja klekoczą, nagle jest mi wręcz gorąco, a ja w spodenkach i koszulce, wow nieźle, patrzę w lustro i orientuję się że mam źrenice jak szpileczki a przed 40 minuty miałem wielkie od THC jak kot ze shreka... Pomimo złego nastroju i samopoczucia cały tydzień, jakoś mi się polepszyło, delikatny uśmiech na ustach i lepszy humor, czas się odlać.

Godz 22:22 zapalam papierosa i piszę trip raport, jednocześnie stwierdzając że po spaleniu papieroska zarzucę kolejne 100, ciekawe co się stanie, no nie? mnie też to ciekawi, póki co bardzo leciutki i znikomy efekt, inaczej niż zwykle lecz różnica niewielka w porównaniu do innych substancji z jakimi miałem styczność a to mianowicie: Feta, Mj, Benzydamina, DXM, MDMA, LSD-25, Dopalacze, Crystal, Psylocybina, Muscymol, Mistrycyna i pare innych cudów matki natury i chemii.

Godz 22:30 Po spokojnym spaleniu papieroska czekam jeszcze chwilę na zarzucenie kody, w tym czasie puszczam sobie muzyczkę, zwykle słucham Metalu, Rocka i Rapu, ew Reggae, lecz dziś coś sprzed lat, naszła mnie ochota na Techno, dziwne... Ale słucham i jest zajebiste, jeszcze bardziej dziwne że zachciało mi się iść na imprezę w klubie, jakaś gruba muza, alkohol, kobiety, dance, a jestem typem człowieka który stanowczo preferuje Dragi w plenerku lub w domu, indywidualne doświadczenia, a teraz mam ochotę na towarzystwo. Postanawiam zarzucić dodatkowe 100mg może będzie fajnie a nóż sprawdzę, przy odmierzeniu identycznej ilości na łyżce stołowej (skoncentrowany preparat) chcę już zarzucać ale ówcześnie zakręcam buteleczkę i odstawiam na miejsce po czym chwytam za tymbarka, przed zarzuceniem spojrzałem jeszcze na buteleczkę żeby mieć pewność że nic nie pojebałem lecz moim oczom ukazuje się bardzo niepokojący znak informujący iż dany preparat stracił ważność lata temu w roku 2011 do września... O KURWA, 4 lata po terminie to jednak jest kupa czasu... 1 myśl w mojej głowie to nie co mi będzie po tym lecz skąd takie coś sprzed tylu lat znalazło się w mojej szafce rupieci, potem pomyślałem czy aby napewno zarzucić kolejne 100mg, jednak po dogłębnym przemyśleniu iż miałem styczność z najróżniejszymi ilościami, i mixami najróżniejszych substancji typu Psylocybina + THC + Alk + DXM (było srogo) A więc chuj dupa palec (jak to zwykłem mawiać) jedziemy z tym szajsem, lecz przed tym się odleję.

Godz 23:42 Zarzucone, nie mijają 2 minuty i nagle nagła zmiana sytuacji, fizycznie i psychicznie zero zmian, jednak moje myśli o 180 stopni, nagle przeszła mi ochota na techno, ba wręcz zaczęło mnie wkur**ać, zapuściłem rapsy i siedzę sobie w domku, wyglądam przez otwarte okno na nocne niebo, cały czas mam ochotę na towarzystwo, zero zmian, więc postanowiłem wejść na FB i obczaić kto jest a więc szukam... JEST, przyjaciółka :) nazwijmy ją K, więc napisałem i czekam aż coś wejdzie.

Godz 23:48 Przeglądam Mistrzowie, Jeb z Dzidy, i ZMarsa, czyli typowy długi wieczorek w sobotnie noce, piszę z przyjaciółką i wybieram sobie nutki, czekam aż wejdzie coś konkretnego poza lekko rozmazanym wzrokiem, lekkim bólem brzucha, innym podejściem do życia, chęcią na towarzystwo i gorącem.

Godz 00:25 Zero wizualnych zmian, nawet jak zamykam oczy, nie czuję się jakoś specjalnie inaczej, poza tym że jestem lekko pobudzony co jest dziwne bo dzisiaj byłem zmęczony, zwłaszcza po tym MJ, na FB dodała mnie jakaś młoda dziewczyna z Brazylii... I tu się zaczęło robić dziwnie, nie posługuję się biegle Portugalskim więc średnio wiem o co chodzi ale z niewielką pomocą duckduckgo Translate jakoś z nią gadam, zadaje mi dziwne pytania, w tym samym czasie cały czas piszę z przyjaciółką ;) (tu chcę ją pozdrowić :heart: gdy będzie czytać tripraport) Nie jest jakoś specjalnie inaczej, to co wcześniej + mega turbo ochota na jaranie fajek, dopiero spaliłem 3 i właśnie wyciągam 4, czuję się jak bym miał wsadzić do ryja 5 fajek i odpalić na raz bo jestem tak niedosyty. Za chwilę o godzinie 00:40 zarzucam kolejną dawkę bo jest póki co spoko, lekko dziwne uczucie w środku, nie stres ale lekko stresowe uczucie, typowo takie jak gdy czeka się na dillera lub na pizzę będąc zjaranym :) Dziwne.

Godz 00:35 Chuj tam, zarzucam, pamiętam jak to mawiał mój stary przyjaciel: :old: Życie i tak jest jedno, jest nudne i do dupy więc jeśli się już śćpać to tak żeby choć na chwilę odlecieć z tego świata i za pare godzin wrócić. Starannie odmierzam kolejne 100mg, łapię za tymbarka i czekam co się będzie działo, lecz ówcześnie puszczam sobie Elektryczne Gitary, coś mnie naszła ochota na starą muzę.

Godz 00:45 Tym razem nieco więcej niż zwykle bo 80 kropel, niewiele więcej niż wcześniej więc niewielka różnica, z moich wyliczeń wynika że zarzuciłem dokładnie 107,85mg, skoro w 80, 16 zmieści się 5 razy a 16 kropel zawiera 21,72mg to wychodzi mi 107,85 :)

Godz 00:50 Popielniczka pełna i 4 ostatnie fajki :-/ Z nudów zacząłem czytać książkę z Fizyki, dział fizyka jądrowa, i zaczęło mnie zastanawiać z czego kurwa robią Tokamaki które służą do wytwarzania sztucznej plazmy, skoro to ma temperaturę powierzchni słońca a mimo to się nie topi :nuts: , zaczyna mnie też zastanawiać to że błyszczę inteligencją po kodzie, piszę po portugalsku, w tym samym czasie czytam i rozumiem co mi się nie zdarza, fizykę jądrową i używam bardziej wyszukanego słownictwa niż zwykle. Doszedłem do wniosków że ta kodeina musi być bardzo skoncentrowana skoro wyjebałem dość sporo a została jeszcze z 1/3 butelki, nawet spoko. Odnotowałem silne działanie euforyczne, nie takie jak po Mj że cieszę michę z byle czego lecz inne, Pomimo że dzisiaj cały dzień zakuwałem na cholerne poprawki w środę i miałem fatalny humor z tego powodu i niekiedy myśląc o poprawkach których jest masa, lekko ironiczne myśli samobójcze typu (W sumie jak bym skoczył z 10 piętra to bym nie musiał poprawiać he he (ironicznie) )

Godz 01:01 Dopiero spaliłem papierosa, gasiłem peta 30 sek temu a już mam ochotę na kolejnego tak jak bym nie palił conajmniej dobę. Dodatkowo Kodeinka zniwelowała całkowicie senność, o tej godzinie zwykle odpalam film i kładę się do łóżka i momentalnie zasypiam, no chyba że film jest genialny to dotrwam do napisów końcowych i zasypiam jak dziecko :) a teraz jestem pobudzony psychicznie, fizycznie siedzę w miejscu i mnie nie nosi ale z chęcią bym pobiegał :)


Godz 01:05 Doszło do sytuacji kryzysowej, ostatni papieros w paczce... a rano do kawy coś palić muszę, jednak jak to mawiał mądry kolega po fachu :old: Zawsze miej plan B, a jeśli zawiedzie to pamiętaj o planie C. Tak też zrobiłem więc zajrzałem do magicznej szuflady przez którą przewinęły się niesamowite ilości narkotyków, tytoniu, sprzętu do palenia i ćpania i pare innych cudów, i ze starej paczki po fajkach wyciągam 2 papierosy awaryjne zapakowane do dillpacka, czasami jestem z siebie dumny ^_^ . Dodatkowo odkryłem jak muzyka fantastycznie brzmi w takim stanie, każdy utwór jest unikatowy i niesamowity, słucham co chwilę innego kawałka z dosłownie wszystkich gatunków poza Disco Polo i Popem, te stare, te nowe, i te baaardzo stare, nawet klimat "Back to 80's" typu Boney-M, jest po prostu zajebiście ;)

Godz 01:13 Zauważyłem jak niesamowicie długi post napisałem :) a to wręcz dziwne bo jestem małomówny i raczej zbyt leniwy na smarowanie czegoś pare godzin :) A jednak dobry nastrój, papieroski i pobudzenie umysłowe potrafią zdziałać cuda :) czytam wciąż Fizykę i dosłownie pochłaniam wiedzę jak odkurzacz, teraz zaintrygowała mnie budowa zderzacza hadronów :nuts: Hehe fajnie by było jak by mi tak zostało na zawsze, z takimi osiągami był bym jebanym omibusem :-D i by nie doszło do tych cholernych poprawek, ale chyba bym zbankrutował kupując fajki :-D hehe.

Godz 01:25 Niepokoi mnie tylko że jutro muszę wcześnie wstać bo o 10 rano, ale skoro jest już prawie 2 a na spanie nie zanosi mi się ani odrobinę, to chyba posiedzę do 6, pierdolnę mocną kawę albo ze 2 i posiedzę do tej 10 a potem zacznę się ogarniać i przygotowywać do podróży :) miałem szybką wycieczkę do łazienki, standardowo się odlać, spoglądam w lusto i widzę lekkie zombie :-D Wyglądam na zmęczonego z worami pod oczami ale czuję się w pełni sił, wręcz aż nadto, nic mnie nie boli, wszystko jest spoko, to pewnie dlatego że Kodeina to pochodna morfiny :nuts: Kocham Chemię! :-D

Godz 01:35 Ziomuś napisał do mnie na FB, spoko, ziomek z którym mogę śmiało rozmawiać o dragach, poinformowałem go o smarowaniu materiału który mu podeślę po skończeniu i zdałem sobie sprawę że została mi jeszcze 1/3 buteleczki :cool: Ale nie, nie wypiję tego teraz, musi coś zostać na rano :-D W drodze będę się uczył na zaliczenie tego szajsu, nie będzie mnie nic boleć i będę miał dobry humor, same plusy.

Godz 02:05 O kurde, ale ten czas leci, myślałem że minęło z 10 minut a tu pół godziny zleciało, całkiem fajnie się czuję, bania znikoma od początku ale wciąż trzyma :cool: Na początku bani pojawił się tylko lekki ból brzucha, zero odruchów wymiotnych, ból przeszedł po 10 min i jest spoko do teraz :) tak się wciągnąłem w rozmowę z ziomusiem że nie zauważyłem jak czas leci, przyjaciółka K już dawno poszła spać, dalej przesłuchuję playlistę.

Póki co kończę mój niesamowicie obszerny trip raport ponieważ tego jest naprawdę baardzo dużo ;-) Jutro w wolnej chwili walnę Edit i dopiszę to co się jeszcze działo ^_^ Pozdrawiam wszystkich amatorów dobrego Chillu, odpalam papierosa i tym zakończę ;-)


EDIT:

Godz 03:50 Postanawiam zarzucić jeszcze trochę kody ;) Bo skoro i tak nie zasnę a mam jej jeszcze wystarczająco (najwyżej po drodze dokupię innego specyfiku np. Antidol 15) na miejscu wyekstraktuję i chlust ;). Ogółem nocka genialna, od godziny 02:15 rozmawiam tylko z laską z brazylii bo wciągnęła się w temat tak bardzo że jeszcze pare dni rozmów i biegle mówię po Portugalsku xD
Godz 04:00 Zarzucone także ok 80 kropel ;) Cały czas spoko i git, wciąż nie odczuwam zmęczenia, walnę sobie jeszcze kawusię z gatunku siekier 10 łyżek kawy do kubka, trochę cukru, mleka, woda i jazda :D Po zarzuceniu tej dawki kody czuję dziwne uczucie w środku i lekki nie ogar umysłowy jak po 4 dużych kielonach czystej.

Godz 04:20 Godzina jarania trawy :-D ale że nie mam już trawy to zadowolę się kawą. Odkryłem że jeśli robię coś nie skupiając się na tym to robię to niedokładnie jak np chwiejny chód, lekkie trzęsienie się rąk itp., ale to prawdopodobnie efekt nieprzespanej nocy, lecz jeśli się na czymś skupię to robię to lepiej niż normalnie, ciekawe… w czasie gotowania się wody na kawę, wyszedłem na podwórze żeby się przewietrzyć, rozejrzałem się w około z zafascynowaniem, gdy nagle ujrzałem piłkę, i nagle nieodparta chęć pokopania sobie (nie jestem typem gracza futbolowego) dziwne, a więc i ok, podbijam sobie piłkę, podbicie, kolanko, główka i kapki, zrobiłem z 14 podbić… najdziwniejsze jest to że w ogóle nie umiem grać w piłkę i max ile udało mi się kiedykolwiek poza dzisiaj podbić piłkę to 5. Wracając z podwórza wstąpiłem jeszcze do łazienki żeby się po prostu odlać, spoglądam w lustro i widzę zombie prosto z The Walking Dead :-D pojawił się także poranny zarost i większe wory pod oczami, wracam z kawą do pokoju, rozsiadam się wygodnie i popijam sporządzony ówcześnie trunek.
Godz 04:30 Z ciekawości wszedłem na YT (od wczoraj mi nie działało i nie spodziewałem się że zadziała) ku mojemu zdziwieniu działa!, TAK! Odpalam sobie Avenged Sevenfold – So Far Away, otwieram szeroko okno i siadam na parapecie z kawą i papierosem, powiew świeżego powietrza, kawa, fajka, dobra muzyka i wschód słońca to jest to czego mi tak bardzo brakowało, zrobiłem dziś to co chciałem zrobić od dawna lecz z powodu braku czasu i ogólnego przemęczenia nie mogłem zrobić… po prostu odpocząłem, pomimo że pojawiły się lekkie nudności i przeszła mi całkiem bania z kody bo przeszła mi ochota na papierosy i zrobiłem się lekko senny to czuję że znalazłem dziś to czego szukałem… ukojenie, cisza i spokój w natłoku problemów dnia codziennego.
Godz 4:50 Pomimo że skończyły się papierosy i jestem zmęczony a jutro o 15 wyjazd i czeka mnie blisko 6 godzin drogi, to mam świetny humor, w natłoku tego wszystkiego łatwo o depresję do której było mi nie daleko, lecz wreszcie czuję że odpocząłem psychicznie, a więc i odpocznę fizycznie dla równowagi ciała z duszą, w razie gdybym jednak usnął nastawiam budzik na godzinę 10, i na dobry koniec / początek dnia :-D postanawiam się uraczyć zajebistym filmem, wchodzę właśnie na Filmweb i wybieram coś dobrego, tutaj się z wami żegnam i pozdrawiam wszystkich czytelników jednocześnie podziwiając za chęć przeczytania wszystkiego :).

Ogólne dane:
Czas: blisko 7 godzin.
Spożyte substancje:
- Mj – 3 butle z Afgana = średnie zjaranie.
- Kodeina – Blisko 400 – 500mg (było jej więcej w butelce niż to policzyłem, potem przeliczyłem ponownie)
- Kofeina – 1 litr Energy drina o godzinie 16 i 1 mocna kawa o 4:30.
- Nikotyna – Rama fajek ;)
Masa ciała: 78kg Wzrost – 190cm
Doświadczenie z dragami: Dość spore.

Ogólne streszczenie i wrażenia: Bardzo pozytywnie, niesamowita poprawa nastroju, mięśnie mnie przestały boleć, relaks psychiczny i fizyczny, polecam każdemu kto chce odpocząć, brak jakichkolwiek halucynacji czy czegoś w tym stylu, doświadczenie czysto psychiczne.
Owe dane mogą być pomocne dla każdego amatora wrażeń niecodziennych ;) Zbliżają się wakacje i mam zamiar spróbować ponownie wielu środków, starych i nowych więc będę pisał jeszcze wiele obszernych Trip Raportów z uwzględnieniem szczegółowych danych, osobistych przemyśleń i całej reszty :)
Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za przeczytanie –Serainox- Zapraszam do komentowania!!
Rejestracja: 2009
  • 1864 / 53 / 80


Krótkie notki na temat danych substancji.

[Fenyloetyloamina]20minutowa zmiana postrzegania, większe nasycenie kolorów i inny odbiór dźwięków. Po 30min zanik tych efektów. Nędzna adrenergiczna stymulacja przez 15min. Uczucie tak nędznego stanu że nie wiadomo co ze sobą zrobić - lepiej byłoby pozostać trzeźwym. Wyjątkowo dokuczliwe podrażnienie śluzówki, duży piekący ból przy wciąganiu i natychmiastowe odczucie wazokonskryckji w całym ciele. Wejście działania w ciągu 2min od wciągnięcia do peaku, czas działania 20min. Czas mocnego podrażnienia nosa to około 4h w moim przypadku, potem jakoś to odratowałem swoimi sposobami. Ocena: 0/10

[Fenyloetyloamina + SELEGILINA]To samo co wyżej tylko efekty zmiany postrzegania wydłużone 2-3razy, podobnie "stymulacja" wydłużona o podobny okres i podkręcona w działaniu ale nadal poniżej poziomu opłacalności marnowania na ten miks czasu. Ocena miksu: 0/10

[Fenylopiracetam]Po zjedzeniu ładuje się 20-30min do pełni efektów, w działaniu bardzo silny nootrop, średnio stymuluje ale jest to najlepsza forma stymulanta jaką próbowałem. Poszerza wszystkie zmysły, słuch, węch, delikatne wyostrzenie kolorów. Dużo większe skupienie, ogólne przyspieszenie reakcji i procesów myślowych. Minimalnie podwyższone ciśnienie krwi, tętno bez zmian. Zero negatywnych efektów typowych dla stymulantów za to wszystkie oczekiwane efekty występują na dobrym poziomie. Przy za dużej dawce występuje drażliwość.
Ocena: 8/10
Rejestracja: 2015
Użytkownik zbanowany
  • 243 / 5 / 0


S&S - samotny trip wieczorem

16:00 kodeina 300mg
19:00 DXM 150mg + dorzutka 450mg o 20:00

Mój pierwszy tak mocny trip na dyso, rzuciło mnie na coś co uznałabym za p3 lub p4... przez 2 godziny nie mogłam ruszyć nawet palcem i ciągle latałam poza ciałem, przez godzinę nie miałam pojęcia co się ze mną stało i dlaczego mam tak mocny stan. Byłam przerażona, że przegięłam z ilością DXM i kody. Po jakimś czasie przerażenie minęło, uznałam, że jest ciekawie pomimo stanu, który nazwałabym jako ZESTUNOWANA. "Jest ciekawie" przerodziło się w "jest fantastycznie", wizje jakie miałam przed oczami były niesamowite, po raz pierwszy miałam kolorowe wizje na tej substancji, zawsze były ciemne na czarnym tle lub pokolorowane ale niewyraźne, teraz to były prawdziwe, kolorowe obrazy jak na psychodelikach. Czułam się naprawdę wolna i pozbawiona jakichkolwiek więzi z ciałem.

Ocena 8/10
Posty: 326 Strona 29 z 33
Wróć do „Substancje psychoaktywne”
Na czacie siedzi 56 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Bing [Bot] i 2 gości