Dział poświęcony wpływowi substancji psychoaktywnych na działalność człowieka.
ODPOWIEDZ
Posty: 30 • Strona 1 z 3
  • 2 / 2 / 0
Witam,

Nie jestem do końca pewien po co zakładam ten temat. Mam nadzieję, że wybrałem dobry dział, bo piszę tu pierwszy raz, ale czytam od dawna. Generalnym zamysłem tego wątku jest to, czy warto zacząć przygodę z mocniejszymi dragami już w dorosłym życiu. Opiszę tak pewnie dość rozlegle temat i liczę na dyskusje na poziomie z osobami doświadczonymi :)

Mam 30 lat. Moje doświadczenie z substancjami psychoaktywnymi to głównie różne alkohole w różnych dawkach i częstotliwościach, no i palenie trawy, ale raczej rzadko. Odnośnie tematu alkoholu to zacząłem pić dość ostro już w młodym wieku. Wtedy alkohol był dla mnie czymś zupełnie nowym, wydawało mi się, że to jest niewinna zabawa. Pierwsze jakieś poważniejsze skutki odstawienia miałem jakoś pod koniec wakacji między pierwszą a drugą gimnazjum. Popłynęliśmy wtedy ze kumplem i innymi znajomymi w temacie alko dość mocno. Piliśmy przez całe wakacje, było to picie codzienne. Gorzała plus zawsze jakieś browary. Potem wakacje się kończyły, trzeba było się ogarnąć i pierwszy raz czułem że mogę być psychicznie uzależniony. Potem przez kolejne lata bywało że piłem dużo i często. Rzadko bywało, że piłem sam. Tzn wracałem np z osiedla, czułem ze faza odchodzi a nie chciało mi się spać, więc wypijałem kilka kieliszków czystej na szybko i np gadałem z jakąś kumpelą przez telefon po tym. Potem szedłem spać. Generalnie na co dzień kontrolowałem swoje picie i było to picie w ramach jakichś przyjętych norm (np tylko jeden wieczór w tygodniu), ale gdzieś z tyłu głowy miałem, że mam jakąś podatność na silniejsze uzależnienie, więc jak czułem, że za dużo w ostatnim czasie piję i imprezuję to przerywałem ten stan na jakiś czas. Bywało różnie, ten czas trwał np 2-3 tygodnie, czasami kilka miesięcy. Najdłużej bez żadnego alkoholu przeżyłem dwa lata, bo czułem że już wódka wjeżdża mi za bardzo na głowę, tzn robiłem się po niej jakiś prymitywny i często agresywny bez powodu. A może i był powód, tzn jakieś niedokończone sprawy, więc w trzeźwości ogarnąłem wszystko wokół siebie i wróciłem do delikatnego picia.

Po tych dwóch latach były chyba 3 miesiące, gdzie znalazłem sobie towarzystwo które lubiło sobie popić, jeździliśmy po jakichś festiwalach, imprezach, namiotach i tym podobnych i tam wieczory były mocno zakrapiane. W weekendy wychodziliśmy do pubów i też dawaliśmy po garach. Generalnie problem agresji i prymitywnych zachowań zniknął. Stan taki trwał kilka miesięcy, jak napisałem około trzech, no i po tym znowu wewnętrznie czułem, że muszę wrócić na właściwe tory, więc przestałem wychodzić na picie z tymi ludźmi i zająłem się jakimiś innymi tematami.

Co do mojego palenia, to jest tak że pierwszy raz paliłem w wieku 14 lat, bardzo mi się to podobało. Nigdy nie miałem tak, że np paliłem codziennie. Zazwyczaj było to kilka wieczorów w miesiącu, czasami zero wieczorów w miesiącu. Teraz bywa że czasami też tam sobie z kimś zapalę, ktoś mi da tam sztukę i jakoś nie mam ciśnienia, żeby palić bo mam.

No i teraz do sedna. Nigdy w życiu nie brałem jakichś "twardszych" narkotyków. Raz że szczęśliwie w młodości trafiłem w takie towarzystwo, że nikt nie brał. Mieliśmy jednego starszego typa w paczce, który kiedyś był mocno wkręcony w fete i on zawsze nas przed tym przestrzegał, jak ktoś zaczynał kombinować w tym temacie, to ten typ gonił go z naszego towarzystwa. Taki stan rzeczy trwał dość długie lata i jakoś byłem przekonany, że jeśli spróbuję i zacznę się wkręcać, to stracę kumpli. Mimo, że nikt nie był święty, bo mimo że np nie wciągali, to często pili na umór, ale jakoś tak moja młodość obyła się bez dragów. Oczywiście były sytuacje, gdzie w innym towarzystwie ktoś mi proponował jakieś kreski i tego typu atrakcje, ale zawsze odmawiałem, chociaż czasami ciężko było proponującego przekonać.

Potem był czas że poznawałem różne dziewczyny, z różnych środowisk i jedna, taka dość otwarta, opowiadała mi o swoich doświadczeniach seksualnych po mefedronie i innych. Trochę to zrobiło na mnie wrażenie. Opowiedziała mi o tym jak długo trwały te zabawy, jak głębokie były doznania i resztę innych pozytywów. Jak dowiedziała się, że ja nigdy nie próbowałem nic z tych rzeczy bardzo, bardzo nalegała na to, żebyśmy razem skorzystali z takich przyjemności. Ja jako już dorosły i myślący człowiek wahałem się i finalnie odmówiłem jej. Teraz nie wiem czy zrobiłem to słusznie.

O co mi tak naprawdę chodzi? Lata minęły, ze starą, antydragową paczką nie mam już za wiele wspólnego, każdy wyjechał w swoją stronę, założył rodzinę itd. Z jednej strony czuję, że jestem już dorosłym, w miarę rozsądnym człowiekiem, z drugiej co raz częściej zastanawiam się jak to jest z tymi stymulantami. Wiadomo, jak z alkoholem - póki się nie upijesz, to mogą Ci tłumaczyć milion razy jak to jest, a tak do końca nie będziesz tego wiedział, dopóki nie spróbujesz :)

Na dzień dzisiejszy myślę, że chciałbym spróbować. Mam teraz bardzo różne, rozgległe znajomości, mam ludzi doświadczonych w tym temacie. Myślę, ze od strony zdrowotnej nie zrobię sobie krzywdy np biorąc za dużo czy cokolwiek takiego. Nurtuje mnie jednak inna kwestia - jak pisałem wyżej, myślę, że mogę mieć w sobie jakiś "gen" podatności na uzależnienia. Czasami czuję jakby były we mnie dwie różne osoby w tej kwestii. Na co dzień ogarniam i jestem całkiem normalnym człowiekiem z zainteresowaniami, celami które realizuję itd. Jednak takie życie wymaga ode mnie wysiłku. Jakoś ostatnio wiele mi się nazbierało jakichś trudniejszych sytuacji, rok 2018 był dla mnie pod wieloma ważnymi względami mocno przewrotnym rokiem i jakoś wewnętrznie czułem, ze mimo starań nie ogarniam tego wszystkiego psychicznie i postanowiłem na jakiś czas "przestać być aż tak święty i prawy" i zejść na chwilę na gorszą drogę. Zacząłem pić, odkładać jakieś mnie ważne obowiązki na później, siedzieć np ze znajomymi do 3, gdzie o 6 musiałem wstać do pracy i ogarniać cały dzień. Wróciłem też po prawie 4 latach do palenia papierosów. Właśnie to było po alkoholu, ciągnęło mnie już długo, ale zawsze sobie odmawiałem. W końcu podczas powrotu z którejś imprezy powiedziałem sobie - a jebać tam, miesiąc sobie mogę popalić. No i faktycznie tak było. Listopad był dla mnie miesiącem gdzie trochę dużo sobie pozwoliłem, poimprezowałem, korzystałem z życia pełną gębą. Podjąłem kilka nieprzemyślanych decyzji, w kimś tam po drodze się zakochałem, bez perspektyw, ale kilka wieczorów spędziłem całkiem miło. Z dniem 1 grudnia powiedziałem sobie dość takich imprez, nie palę papierosów i póki co się w tym trzymam jakoś bez większych czy mniejszych problemów. Można powiedzieć że ten miesięczny reset dał mi znowu motywację do "zdrowego" myślenia, jakkolwiek głupio to brzmi. Po prostu nazbierało się we mnie już takie ciśnienie, nie ogarniałem wewnątrz siebie wielu spraw i tematów, pobłądziłem sobie miesiąc i czuję się jakoś oczyszczony po tym. W całym moim dorosłym życiu było takich resetów sporo. Czasami dwa razy w roku. Czasami raz na rok, czy raz na dwa lata. Myślę, ze gdybym nie wyznaczył sobie jasnej granicy - tj. 1 grudnia przestaję imprezować i palić, to mógłbym popłynąć z alkoholem jak to dawniej bywało.

Poradźcie - wejść w temat z taką psychiką, czy jednak omijać szerokim łukiem? Z jednej strony mam obawy, bo nie wiem czego się spodziewać. Z drugiej strony bardzo zżera mnie ciekawość i jeśli już, to chciałbym to zrobić w jakiś przemyślany sposób, a nie przypadkowo brać nie wiadomo co, z ludźmi, których nie znam. Zamysł jest taki, żeby spróbować przez jakiś czas, a potem zrobić długą przerwę. Tylko zeby nie było tak jak z tymi papierosami. Dokąd nie zacząłem palić nałogowo, to temat nie istniał. Jak zacząłem i rzuciłem to np przez te ostatnie 4 lata często to w głowie wracało, że chciałbym w danym momencie zapalić.
  • 948 / 279 / 2
To twoje życie nikt za ciebie go nie przeżyje, dlatego też niezależnie co tu napiszemy i tak pewnie zrobisz po swojemu.
Uwaga! Użytkownik A-CoA nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 95 / 19 / 0
osobiście proponuje ci spróbować psychodelików, stymulanty to syf i nie ważne jaką masz psychikę to i tak można bardzo łatwo się wkręcić.
w życiu trzeba wszystkiego spróbować :liść: :nos: :hel:
  • 2 / 2 / 0
żeby jakoś tak bardziej rzeczowo opisać swoją osobowość i to co mam w głowie, to napiszę takie krótkie podsumowanie:

Gdybym mógł mieć dwa życia, to jedno z nich na pewno bym przepił.

Wiem, ze mam tylko jedno życie, więc staram się ogarniać, praca, DOM, przyjaciele, pasja i to mnie powstrzymuje od alkoholizmu. Jednak tak się nazbiera we mnie czasami ciśnienie że nie mogę wytrzymać i wtedy robię sobie taki pijacki reset, dla zdrowia psychicznego.

Wszedł ktoś w takim wieku w temat stymulantów? Da się zrealizować plan "tylko na jakiś czas" czy naprawdę łatwo popłynąć?
  • 948 / 279 / 2
lol przecież nikt ci nie powie jak TY się zachowasz, równie dobrze możesz popłynąć i stracić wszystko, a może być to jednorazowa przygoda, skoro masz problemy z kontrolowaniem picia alkoholu to bardzo prawdopodobne, że będziesz miał problem z tym, żeby zapanować nad innymi używkami, jeżeli naprawdę zależy ci na pracy, domu, przyjaciołach i pasji to zostaw temat narkotyków,

skoro ciągnie cię do stymulantów, ale zależy ci na wyżej wymienionych rzeczach to przejrzyj sobie to forum zwracając uwagę na dział amfetaminy/beta ketony i opisy ludzi co przez nie stracili. Przyjaciele i pasja były wymieniane chyba najczęściej.
Uwaga! Użytkownik A-CoA nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 36 / 11 / 0
Znajdź kobietę. Mi pomogło :) Trzyma mnie od tego z dala - jedyne co to raz na miesiąc/dwa miesiące spędzimy wieczór przy emdeema(swoją drogą ta substancja naprawdę zbliża ludzi do siebie) i to nam wystarcza. Oboje nawet rzuciliśmy palenie. Ja ponad dwa miesiące temu, po sześciu latach. Ona miesiąc temu, po trzech. Nie pakuj się w stymulanty bo dla kogoś z Twoją sytuacją łatwo popłynąć. Po tym co napisałeś wnioskuję, że nie jesteś idiotą i masz coś w glowie. Z fartem :)
Uwaga! Użytkownik Area51 nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 2 / 2 / 0
"Znajdź kobietę" to u mnie odpada, bo nie jestem jakoś kompatybilny ze związkami. Po prostu chyba przez jakieś wydarzenia nie jestem zdolny do uczuć wyższych. Nigdy na nikim mi nie zależało. Nigdy też za nikim nie tęskniłem. Jedyne odczucia do płci przeciwnej to fascynacja fizyczna, pożądanie, ale tylko w seksualnym wymiarze. Generalnie lubię kobiety, lubię z nimi rozmawiać, spędzać czas, chodzić do łóżka, ale jestem jakiś zepsuty w środku i nigdy, przenigdy nic do żadnej nie czułem.
  • 3244 / 553 / 0
Jeśli się zdecydujesz to przed Tobą jeden z najzajebistszych chwil w życiu, które nie jeden przećpany użytkownik tego forum Ci pozazdrości, po mefedronie, MDMA będziesz miał zdolność do uczuć wyższych i może zrozumiesz, że kochasz tą jedną osobę, mistyczny stan zaleje twoje zwoje mózgowe, na początku nawet w to uwierzysz, ale licz się z tym, że przyjdzie za to zapłacić.
Mając czystą kartę, prawdopodobieństwo tego jest niemal pewne bo narkotyki uzależniają, a twoja psychika jest podatna.

Nie odradzam, nie polecam, brałem sam, ale po za ziołem nie biorę proszków od długiego czasu, bo wiem, że na mnie ta iluzja już nie zadziała, a te długodwracalne szkody w mózgu, wysiekane neurony, ewentualne zmiany.... ja możliwość ponownej inicjacji odkładam w czasie ile mogę :retarded:
Potraktuj to na równi z dawaniem dupy.
https://youtu.be/XJPAk9ctb-Q

"Mówiłem nigdy więcej, a czas mi przyniósł plaster
Zagoiło się nieźle skoro goiło z otwartej
Zasypiam w pół do pierwszej, zasypiam w pół do czwartej
Albo znów kurwa nie śpię przez co jeszcze nim zasnę..."
  • 2 / 2 / 0
[mention]pomasujplecki[/mention] no właśnie o tą najbardziej zajebistą chwilę mi chodzi. Koleżanka opowiadała mi, że seks po mefedronie jest to coś zupełnie innego, całkowicie inny wymiar przyjemności i jeszcze wiele na ten temat mówiła. Generalnie mam dylemat czy żyć w niewiedzy, czy jednak przełamać się i podjąć ten krok. Nawet już nie chodzi o sam seks, ale też o wiele innych kwestii.

Większość znajomych ma już rodziny, albo jakieś chociaż tam dłuższe związki. Tak jakby ich życie przeszło na wyższy level. Ja tak naprawdę chyba zawiesiłem się z tą swoją przypadłością w jakiejś przestrzeni i mało jest w moim życiu jakichś namiętności. Jeszcze jakieś 3 lata temu chciało mi się wychodzić do knajp na jakieś alkoholowe posiadówy, jakoś mnie to kręciło, teraz jak już wychodzę to bez takiej ochoty co kiedyś. Mówili mi o fecie, że ona zmienia postrzeganie, że nagle wszystko zaczyna być ważne, nagle wszystko się chce. Sam nie wiem jakby to na mnie działało. Znam sporo ludzi którzy mówią, że oni tylko w weekend, a widzę po nich że grzeją temat w tygodniu. Z jednej strony nie chciałbym zjebać sobie życiorysu, bo wiem że tak naprawdę nie ma obok mnie nikogo kto podałby mi rękę gdybym tego potrzebował. Z drugiej strony jak tak sobie kalkuluje wszystko, robię bilans zysków i strat to za wiele do stracenia nie mam. Nie wyobrażam sobie np swojej starości zupełnie. Obecnie często czuję że "wszystko już w życiu widziałem". Próbowałem zmuszać się do jakichś związków, ale to mi nie wychodziło wcale na dłuższą metę, sam się strasznie w takim udawaniu męczyłem. W sumie osobny temat, ale byłem z tym u specjalistów, bo myślałem, że może jakiś rodzaj depresji czy coś, ale podobno czasem się tak zdarza, że ktoś ma wrodzone zaburzenia tej części osobowości i jest wyłączony ze sfery uczuć wyższych. Generalnie nie jest najgorzej, bo jak o tym poczytałem to zdarza się tak że niektórzy zakochują się, ale w jakichś przedmiotach zamiast w ludziach. Wtedy to by było trochę przegięcie :)
  • 36 / 11 / 0
Śmiej się bądź bagatelizuj to co mówię, ale jesteś bardzo podobny do mnie kiedyś. albo ją do Ciebie, w końcu jestem młodszy.
To czego szukasz to się nazywa bliskość i bezinteresowna miłość drugiej osoby bądź zainteresowanie Tobą samym kogoś innego - bo wszystkie używki lepsze i gorsze z czasem przestaną działać, a wtedy zrozumiesz w jakie bagno się wpakowales, a to o czym mówię nigdy samo się nie kończy. ten "peak" trwa nieraz całe życie.
No i zjazdu nie ma...
Uwaga! Użytkownik Area51 nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
ODPOWIEDZ
Posty: 30 • Strona 1 z 3
Newsy
[img]
Przełom w walce z depresją: jedna dawka DMT działa trzy miesiące

Wyobraź sobie, że jedna dawka substancji, trwająca zaledwie kilka minut, mogłaby rozpędzić ciężką depresję na pół roku. Naukowcy z Imperial College London przetestowali dimetylotryptaminę (DMT) u osób, u których standardowe leki zawiodły. Wyniki? Rewolucyjne. Czy to przełom w walce z depresją lekooporną, która dotyka milionów?

[img]
Liczba recept na medyczną marihuanę znów rośnie. Rzecznik Praw Pacjenta reaguje

Ponownie wzrosła liczba recept wystawianych na opioidy i marihuanę medyczną. Wcześniejszy spadek był efektem zmiany prawa mającego uniemożliwić wystawianie recept na wspomniane substancje w drodze teleporady. O sprawie pisze Rynek Zdrowia.

[img]
Spotkanie z MSWiA. Nadszedł czas na odpowiedzialność, a nie kolejne tragedie

Wczoraj oficjalnie złożyliśmy [tj. Wolne Konopie] w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji wniosek o pilne spotkanie z Ministrem Marcinem Kierwińskim. Równolegle przekazaliśmy list otwarty dotyczący tragicznej śmierci 19-letniego Aleksandra oraz innych dramatów, które w ostatnich latach wstrząsnęły opinią publiczną.