Miałem okres kiedy waliłem ostro DXM. Wiecie ile razy podejmowałem decyzje o niebraniu? Chwilowo wszystko wydawało się proste ale już następnego dnia po robocie do głowy wpadał nowy plan wypadu do apteki i tak w kółko. Wszystko jest proste dopóki nie siądziesz w pokoju i nie będziesz miał co ze sobą zrobić. Podobnie z alko... to już ostatni raz po czym kupujesz nowe piwko.
Każdy się zarzeka, że sam da radę po czym idzie do sklepu lub do apteki. Nie mówię, że się nie da, po prostu jest małe prawdopodobieństwo, że Ci się uda.
7 miesięcy to zdecydowanie za mało... Ale obiecałem sobie, że będę walczyć, tylko śmieszne jest, że nie wiem kiedy tą walke podejmę.
Miałam taki niezgrabny kryzys, bo w pewnym momencie (na etapie redukcji dawek) stwierdziłam, że przyda się jednak pomoc "specjalistów" i że warto udać się po raz kolejny do ośrodka, tym razem z twardym zamiarem, konkretnym postanowieniem. Porozmawiałam trochę z muertogatito, bezczelnie wypytałam ją o jej pobyt w ośrodku, drogę przez uzależnienie aż do pełnego wyzdrowienia. Z miejsca mogę powiedzieć, że jej podejście do tematu jest przyjemnie optymistyczne. Nic nie narzucała, dała wolną rękę, ale to dlatego, że jej się trolling nie załączył. Jakoś tak upolowałam moment. Ostatecznie zrezygnowałam z ośrodka i dalej redukowałam dawki. Robiłam to bez większego ciśnienia, bo nie działało na mnie absolutnie nic, w żadnej postaci i od dłuższego czasu. Byłam już przyzwyczajona do bezwzględnego, całkowitego wyprucia i wyplucia oraz zmarnowacenia. Oczywiście zdarzały się trudniejsze momenty, ale udało się przejść i przez to.
Nie będę pisać wprost, co doprowadziło mnie do tej decyzji i solidnie utrzymało w postanowieniu, ale mogę powiedzieć, że nawet ja nie sądziłam, że kiedyś "to" przyjdzie. Zjawiło się jak pierdolony ksiądz po kolędzie. Zdaje się, że na każdego czeka odpowiedni bodziec. Ja potrzebowałam solidnego, konkretnego wpierdolu. Tak więc jest to możliwe, choćby i przy pomocy drugiej osoby, a ja nie należę do "chętnych do współpracy". Ogólnie jestem dość trudna, a i nawet niektórzy twierdzą, że niemiła.
Nie wiem, o co z tym chodzi.
Dałam sobie nawet wszczepić implant naltreksonowy na próbę (beka), ale nie sprawdza się zbytnio i daje sporo objawów ubocznych, które odczuwalne są 24 na dobę, a to obniża mój komfort życiowy. Niedługo usunę skurwiela i myślę, że będzie to dobre posunięcie.
To będzie zajebiste posunięcie, nawet kosztem innych fatalnych niedogodności, które musiałam znosić po pełnym odstawieniu tego kurestwa.
Nie upieram się, że nie wrócę do opiatów, bo to by był szczyt głupoty i zarozumialstwa. Nie jestem pierdolonym jasnowidzem. Nie wiem, co będzie, ale znam siebie dość dobrze i wiem, że wszystkiego się można spodziewać. Mimo to od dobrych 8 miesięcy nie odczuwam większej potrzeby ponownego wpierdalania się w ten syf.
Ironicznie to kwasowy trip pomógł mi zauważyć w czym tkwi problem, wiem, że te wszystkie wyżej wymienione objawy pojawiają się tylko po paleniu (dzisiaj kontrolnie to potwierdziłam to ;) ), wiem, że muszę ograniczyć na maxa, i jak już to palić tylko z najbliższymi mi ludźmi , bo przy obcych lub dalszych znajomych to jest tak jakbym dosłownie dostawała autyzmu.
Może to po prostu efekt kwasa, ale czuje, że to jest ten moment kiedy się uda.
Wam też tego życzę,
Także jest metoda, spaść na dno, obudzić się po uszy w gównie i zacząć myśleć. Racjonalnie, nie jak na narkotykach z głową w pluszowych chmurkach. "wszystko się ułoży, samo się ułoży, więc dorzucam".
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach
jam błysk wulkanów, a w błotnych nizinach
idę jak pogrzeb z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra, kłębi się rajów pożoga
i słońce, mój wróg słońce! wschodzi wielbiąc Boga.
1,5 roku byłam uzależniona od klonów, pod koniec byłam już w takim stanie, że brałam 20mg dziennie i kompletnie nie ogarniałam rzeczywistości. Szłam do lekarzy i mówiłam wprost, że jestem uzależniona, biorę 20mg dziennie, chcę się leczyć, szukam odpowiedniego ośrodka i do tego czasu żeby mi wypisali, bo jak nie dostarczę kolejnej dawki i odstawię całkowicie z dnia na dzień, to dostanę padaczki lub/i umrę. Stwierdziłam, że nadszedł czas odstawić nie na zasadzie 'odstawię i będę sobie brała od czasu do czasu', tylko 'odstawię i więcej nie wezmę'. Próbowałam jeździć po jakichś ośrodkach, wariatkowach, ale zważywszy na same warunki, nie było na to szans. W jednym miejscu wytrzymałam 1 dzień, na widok drugiego byłam w szoku, same rozmowy z ludźmi prowadzącymi te placówki, lekarzami i ich podejście sprawiły, że z punktu wiedziałam, że tam nie pójdę.
Uwięzienie na bardzo ciasnej przestrzeni bez możliwości wyjścia na dwór, ciasne pokoiki po kilka osób, wszechobecny brud, tynki odrywające się ze ścian, łazienki obalające wszystkie standardy, brak organizacji czasu i nuda przez cały dzień, oraz lekarze czy inni specjaliści, którzy w teorii mają pomóc, a w praktyce odnoszą się do człowieka z nienawiścią i kpiną. Nie piszę teraz o jednym konkretnym miejscu, tylko zestawiam obserwacje z kilku. A jak już w pewnej przyjemnej placówce detoksykacyjnej usłyszałam, że odstawiają benzodiazepiny od razu, jebłam śmiechem i pojechałam po nich jak po łysych kobyłach. Przecież każdy, kto ma choć trochę do czynienia z tematem wie, że natychmiastowe odstawienie benzo po długim ciągu na wysokich dawkach grozi nawet śmiercią. Stwierdziłam wprost, że są debilami, którym nie wiadomo kto dał prawo do prowadzenia takich placówki, bo swoimi metodami 'leczenia' narażają zdrowie i życie pacjentów. I na tym się skończyło szukanie pomocy u instytucji 'wyspecjalizowanych' w tym kierunku.
Po kolei, jak to wygląda, uzależnienie vs warunki panujące w ośrodku. Człowiek odstawiający jakikolwiek narkotyk powinien mieć właściwie przez cały czas jakieś zajęcie, które jednocześnie jest możliwe do wykonania przy jego stanie fizycznym podczas detoxu, ale pozwala na nie myślenie w każdej minucie o tym, jak bardzo chce się przyćpać, jak bardzo boli, jak bardzo już nie mogę tego wytrzymać. Ja gdy odstawiałam klony, a była wtedy wiosna, więc już na tyle ciepło, żeby wychodzić w teren - codziennie szłam na pola, siadałam i pisałam, PISAŁAM, pamiętnik, książkę - różnie. Najważniejsze, że wtedy, gdy pisałam, nie myślałam aż tak bardzo o klonach i bólu albo opisywałam swoje przeżycia, co dawało mi wytchnienie. W ośrodku nie byłoby takiej możliwości. Zamknięta przestrzeń, drzewa mogłabym pooglądać tylko przez okno i cały dzień obijałabym się od ściany do ściany, odpierdalałoby mi i myślałabym wyłącznie o ćpaniu.
Nie wiem, może gdy ktoś trafia na odwyk w takim stanie, że wcześniej leżał zaćpany i zabrudzony gdzieś po rowach... Ja jestem po pierwsze, wychowana pośród dużych przestrzeni, po drugie, nauczona higieny i każdorazowy pobyt gdziekolwiek skończyłby się spierdoleniem stamtąd po góra 3 dniach. W wychodzeniu z uzależnienia najważniejsze są przestrzeń i zajęcie umysłu, czego placówki nie dają. Samo to, że będąc w domu, mogłam codziennie umyć się w normalnych, czystych warunkach i w takich przebywać, a nie mieć do dyspozycji jedynie zapleśniałą, zagrzybiałą pseudołazienkę - to też dużo daje. Wreszcie, jak już pisałam, mogłam zajmować umysł czym innym niż myślenie o klonie a w ośrodku czy psychiatryku cały dzień tułałabym się od ściany do ściany i odstawiała The Walking Dead bez charakteryzacji i scenariusza.
Do tego 'specjaliści', którzy jak to zawsze, zawsze bywa, mają za zadanie pomóc, a ich działanie ma skutek wręcz odwrotny. Zero możliwości wsparcia, rozmowy, nawet namiastki terapii. Zamiast tego odbieranie motywacji, gnojenie, nienawiść bijąca z każdego słowa. Tym, co chcą odstawiać cokolwiek w domu, polecam coś, czego ja nie miałam, o ile oczywiście macie taką możliwość i takiego człowieka w swoim otoczeniu, bo np. ja nie miałam. Byłam ze wszystkim zupełnie sama, pozbawiona wsparcia i w wieku 18 lat poradzić sobie z uzależnieniem nie mogąc liczyć na wsparcie psychiczne ze strony kogoś takiego, jak przyjaciele i rodzina. Ale jeśli ktoś ma taką osobę, czy przyjaciela, czy kogoś z rodziny, kto się nim interesuje naprawdę, a nie tylko powierzchownie, to dużo daje.
Oczywiście podczas odstawiania byłam pod opieką psychiatry, do której jeździłam chyba 2 czy 3 razy w miesiącu. Miałam zeszyt, w którym zapisywałam, jak redukuję dawki, ile biorę każdego dnia, ile schodzę. Pokazywałam jej to, ona pisała mi klony oraz, gdy pojawiła się bezsenność z odbicia, inne leki, po których mogłabym normalnie spać.
Odstawiłam, czego na pewno nie udałoby mi się dokonać w jakiejś cudownej placówce. Zamierzam kiedyś opisać dokładnie cały proces i jak to wyglądało na neurogroove, tylko problem w tym, że prawie nic nie pamiętam z tamtego okresu - raz, że klony, a dwa, że po prostu były to zbyt ciężkie, traumatyczne przeżycia (nie tylko branie i odstawianie benzodiazepin, ale zwłaszcza inne rzeczy, których wtedy doświadczyłam) i mój mózg to wyparł, ponieważ z pamięcią tych przeżyć nie mogłabym w ogóle funkcjonować w codziennej rzeczywistości. Aktualnie czytam stare pamiętniki, jak dojdę, to naskrobię coś ku przestrodze i zobrazowaniu, jak to krok po kroku wygląda.
- Hurrra będę wielką artystką!!!
Z psytrance od 2012 roku.
Jestem odklejona.
Młodzież i marihuana w Polsce – jak realnie minimalizować ryzyko?
Od 2019 roku trwa złota era medycyny psychodelicznej
Rzetelna historia kryminalizacji konopi (USA + kontekst międzynarodowy)
CBŚP rozbiło narkotykowy biznes w darknecie. Zabezpieczono tysiące waporyzatorów, ciastek i batonów
Funkcjonariusze CBŚP rozbili zorganizowaną grupę przestępczą, która przez kilka lat produkowała i sprzedawała narkotyki za pośrednictwem sieci darknet. W ofercie grupy znajdowały się m.in. waporyzatory, ciastka i batony nasączone substancjami psychoaktywnymi THC i HHC. W sprawie zatrzymano 10 osób, z których osiem decyzją sądu zostało tymczasowo aresztowanych.
Fernando i Horacio gotowali "metę", teraz grozi im 20 lat więzienia
Poszukujący pracy obywatele Meksyku trafili, przez Hiszpanię, do gminy Osielsko. Tak brzmiały tłumaczenia zatrzymanych. Teraz w sądzie rozpocznie się proces dwóch obcokrajowców i Marcina P., właściciela posesji, na której działała fabryka metamfetaminy.
Wolne Konopie pukają do drzwi Prezydenta. Czy wykaże się większą odwagą niż Donald Tusk?
Walka o depenalizację posiadania marihuany wchodzi na najwyższy szczebel państwowy. Podczas gdy rząd Donalda Tuska konsekwentnie blokuje jakiekolwiek zmiany w polityce narkotykowej, zwracamy się bezpośrednio do Głowy Państwa. Czy prezydent Karol Nawrocki stanie po stronie wolności obywatelskich i zdrowego rozsądku?
