...czyli jak podejść do odstawienia i możliwie zminimalizować jego konsekwencje
ODPOWIEDZ
Posty: 135 • Strona 12 z 14
  • 438 / 15 / 0
Samodzielne przezwyciężanie nałogu... to się tylko tak łatwo mówi.
Miałem okres kiedy waliłem ostro DXM. Wiecie ile razy podejmowałem decyzje o niebraniu? Chwilowo wszystko wydawało się proste ale już następnego dnia po robocie do głowy wpadał nowy plan wypadu do apteki i tak w kółko. Wszystko jest proste dopóki nie siądziesz w pokoju i nie będziesz miał co ze sobą zrobić. Podobnie z alko... to już ostatni raz po czym kupujesz nowe piwko.
Każdy się zarzeka, że sam da radę po czym idzie do sklepu lub do apteki. Nie mówię, że się nie da, po prostu jest małe prawdopodobieństwo, że Ci się uda.
  • 640 / 118 / 0
Czasem jak się snuję bez sensu po mieście, dochodzę do wniosku, że gdybym uzależnił się od alkoholu albo aptecznych narkotyków, nie dałbym rady walczyć z nałogiem. Każdego dnia walczę ze sobą, aby nie zamawiać prochu i jeśli miałbym do niego dostęp na wyciągnięcie dłoni, przegrywałbym walkę raz po raz. A tak, od podjęcia decyzji minęłoby parę dni do ćpania, dzięki czemu mam bufor bezpieczeństwa i jakoś oddalam myśl o wciąganiu.
Uwaga! Użytkownik DorianGray nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 858 / 50 / 0
Wcale tak nie jest (w moim przypadku), jestem uzależniony od opiatów i nie mam żadnego problemu z przejściem koło apteki czy kupowaniem w aptece apapu. Decyzja o złamaniu abstynencji ma miejsce zawsze wcześniej, nie jestem impulsywny, nigdy nie zdarzyło mi się 'przypadkiem' wejść do apteki bo przechodziłem obok.
  • 438 / 15 / 0
To lepiej nie wypowiadaj się o przezwyciężeniu uzależnienia skoro do tej apteki chodzisz. To tak jakby alkoholik mówił, że nigdy przypadkiem nie pije i się tym chwalił jaki to on silny... przestań błaznować.
  • 1857 / 70 / 80
To że jest wjebany w opio nie znaczy że jest wjebany w Thiocodin i jak przechodzi na skrzyżowaniu koło apteki to mu sie ręce trzęsą, może walić helupe przecież.
  • 0 / 2 / 0
Dla rzucenia nałogu zerwałem ze WSZYSTKIMI znajomościami, zmieniłem pracę, nie wchodziłem na strony typu hyperreal, unikałem filmów, czegokolwiek co by zawierało jakąkolwiek treść tego typu. Jedyne co mi przeszkadzało to to, że myślałem o tym.. na początku bardzo często, potem co raz rzadziej, aż w końcu zacząłem funkcjonować jak przed tym wszystkim. Miesiąc temu przeprowadziłem się. Wcześniej mieszkałem z babcią, która jako jedyna jeszcze chciała mi pomóc dając mi schronienie do czasu aż zarobie na coś swojego. Teraz mieszkając samemu.. eh.. Kiedy człowiek wraca do pustego domu.. jest inaczej. Gonitwa różnych myśli, nudy.. I właśnie nudząc się wszedłem na hajpa. Czytałem co raz więcej, nakręcałem się, by po 3 tygodniach zamówić gram... Jutro przychodzi. Nadal mam wątpliwości, ale wiem też, że co by się nie stało to walne w kabel po raz kolejny.

7 miesięcy to zdecydowanie za mało... Ale obiecałem sobie, że będę walczyć, tylko śmieszne jest, że nie wiem kiedy tą walke podejmę.
Never give up!
  • 2652 / 387 / 0
Musiałam mieć srogi bodziec, żeby odstawić opiaty, ale jest to możliwe, a jeśli możliwe jest odstawienie fentanylu po wielomiesięcznych ciągach na końskich dawkach, to możliwe jest już prawie wszystko, nawet jeśli ćpunery w to nie wierzą.

Miałam taki niezgrabny kryzys, bo w pewnym momencie (na etapie redukcji dawek) stwierdziłam, że przyda się jednak pomoc "specjalistów" i że warto udać się po raz kolejny do ośrodka, tym razem z twardym zamiarem, konkretnym postanowieniem. Porozmawiałam trochę z muertogatito, bezczelnie wypytałam ją o jej pobyt w ośrodku, drogę przez uzależnienie aż do pełnego wyzdrowienia. Z miejsca mogę powiedzieć, że jej podejście do tematu jest przyjemnie optymistyczne. Nic nie narzucała, dała wolną rękę, ale to dlatego, że jej się trolling nie załączył. Jakoś tak upolowałam moment. Ostatecznie zrezygnowałam z ośrodka i dalej redukowałam dawki. Robiłam to bez większego ciśnienia, bo nie działało na mnie absolutnie nic, w żadnej postaci i od dłuższego czasu. Byłam już przyzwyczajona do bezwzględnego, całkowitego wyprucia i wyplucia oraz zmarnowacenia. Oczywiście zdarzały się trudniejsze momenty, ale udało się przejść i przez to.

Nie będę pisać wprost, co doprowadziło mnie do tej decyzji i solidnie utrzymało w postanowieniu, ale mogę powiedzieć, że nawet ja nie sądziłam, że kiedyś "to" przyjdzie. Zjawiło się jak pierdolony ksiądz po kolędzie. Zdaje się, że na każdego czeka odpowiedni bodziec. Ja potrzebowałam solidnego, konkretnego wpierdolu. Tak więc jest to możliwe, choćby i przy pomocy drugiej osoby, a ja nie należę do "chętnych do współpracy". Ogólnie jestem dość trudna, a i nawet niektórzy twierdzą, że niemiła.

Nie wiem, o co z tym chodzi.

Dałam sobie nawet wszczepić implant naltreksonowy na próbę (beka), ale nie sprawdza się zbytnio i daje sporo objawów ubocznych, które odczuwalne są 24 na dobę, a to obniża mój komfort życiowy. Niedługo usunę skurwiela i myślę, że będzie to dobre posunięcie.

To będzie zajebiste posunięcie, nawet kosztem innych fatalnych niedogodności, które musiałam znosić po pełnym odstawieniu tego kurestwa.

Nie upieram się, że nie wrócę do opiatów, bo to by był szczyt głupoty i zarozumialstwa. Nie jestem pierdolonym jasnowidzem. Nie wiem, co będzie, ale znam siebie dość dobrze i wiem, że wszystkiego się można spodziewać. Mimo to od dobrych 8 miesięcy nie odczuwam większej potrzeby ponownego wpierdalania się w ten syf.
Uwaga! Użytkownik Blue_Berry jest zbanowany na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 1 / / 0
pale zioło od kilku lat, dało mi to nic tylko kupe przewalonego hajsu, fobie społeczną, brak pewności siebie, nie potrafię rozmawiać czy zagadać, pustka w głowie, otępienie, kiedyś tak nie było... już kilka razy sobie obiecywałam, że teraz to jest ostatnia sztuka, nic z tego nie wychodziło oczywiście..

Ironicznie to kwasowy trip pomógł mi zauważyć w czym tkwi problem, wiem, że te wszystkie wyżej wymienione objawy pojawiają się tylko po paleniu (dzisiaj kontrolnie to potwierdziłam to ;) ), wiem, że muszę ograniczyć na maxa, i jak już to palić tylko z najbliższymi mi ludźmi , bo przy obcych lub dalszych znajomych to jest tak jakbym dosłownie dostawała autyzmu.
Może to po prostu efekt kwasa, ale czuje, że to jest ten moment kiedy się uda.
Wam też tego życzę,
Uwaga! Użytkownik FajnaLenka nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 4807 / 269 / 0
Samodzielne pokonanie uzależnienia jest realne, z tym że wiąże się z wysoką ceną, zależy na jakim etapie się znajdujemy. Ja, miłośnik speedów, przestałem brać gdy ludzie patrzyli na mnie z wyraźnym wyrazem twarzy jakby patrzyli na chorego który niedługo umrze. Poza tym po ostatnim melanżu z alfą-PVP musiałem zadzwonić po zaufaną przyjaciółkę żeby odwiozła mnie do domu bo sam nie przejdę 10 metrów. Ona niejedno już widziała więc wzięła mnie pod rękę i zabrała na chatę, po drodze pytając czy nie lepiej na pogotowie. Tego było już za wiele. Od półtora roku mam czyste konto, niestety muszę brać leki bo stimy mocno piorą beret.

Także jest metoda, spaść na dno, obudzić się po uszy w gównie i zacząć myśleć. Racjonalnie, nie jak na narkotykach z głową w pluszowych chmurkach. "wszystko się ułoży, samo się ułoży, więc dorzucam".
Ja otchłań tęcz, a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach
jam błysk wulkanów, a w błotnych nizinach
idę jak pogrzeb z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra, kłębi się rajów pożoga
i słońce, mój wróg słońce! wschodzi wielbiąc Boga.
  • 180 / 7 / 0
Uważam wręcz, że samodzielne przezwyciężenie uzależnienia jest dużo lepsze dla organizmu i psychiki niż tułanie się po jakichś ośrodkach.

1,5 roku byłam uzależniona od klonów, pod koniec byłam już w takim stanie, że brałam 20mg dziennie i kompletnie nie ogarniałam rzeczywistości. Szłam do lekarzy i mówiłam wprost, że jestem uzależniona, biorę 20mg dziennie, chcę się leczyć, szukam odpowiedniego ośrodka i do tego czasu żeby mi wypisali, bo jak nie dostarczę kolejnej dawki i odstawię całkowicie z dnia na dzień, to dostanę padaczki lub/i umrę. Stwierdziłam, że nadszedł czas odstawić nie na zasadzie 'odstawię i będę sobie brała od czasu do czasu', tylko 'odstawię i więcej nie wezmę'. Próbowałam jeździć po jakichś ośrodkach, wariatkowach, ale zważywszy na same warunki, nie było na to szans. W jednym miejscu wytrzymałam 1 dzień, na widok drugiego byłam w szoku, same rozmowy z ludźmi prowadzącymi te placówki, lekarzami i ich podejście sprawiły, że z punktu wiedziałam, że tam nie pójdę.

Uwięzienie na bardzo ciasnej przestrzeni bez możliwości wyjścia na dwór, ciasne pokoiki po kilka osób, wszechobecny brud, tynki odrywające się ze ścian, łazienki obalające wszystkie standardy, brak organizacji czasu i nuda przez cały dzień, oraz lekarze czy inni specjaliści, którzy w teorii mają pomóc, a w praktyce odnoszą się do człowieka z nienawiścią i kpiną. Nie piszę teraz o jednym konkretnym miejscu, tylko zestawiam obserwacje z kilku. A jak już w pewnej przyjemnej placówce detoksykacyjnej usłyszałam, że odstawiają benzodiazepiny od razu, jebłam śmiechem i pojechałam po nich jak po łysych kobyłach. Przecież każdy, kto ma choć trochę do czynienia z tematem wie, że natychmiastowe odstawienie benzo po długim ciągu na wysokich dawkach grozi nawet śmiercią. Stwierdziłam wprost, że są debilami, którym nie wiadomo kto dał prawo do prowadzenia takich placówki, bo swoimi metodami 'leczenia' narażają zdrowie i życie pacjentów. I na tym się skończyło szukanie pomocy u instytucji 'wyspecjalizowanych' w tym kierunku.

Po kolei, jak to wygląda, uzależnienie vs warunki panujące w ośrodku. Człowiek odstawiający jakikolwiek narkotyk powinien mieć właściwie przez cały czas jakieś zajęcie, które jednocześnie jest możliwe do wykonania przy jego stanie fizycznym podczas detoxu, ale pozwala na nie myślenie w każdej minucie o tym, jak bardzo chce się przyćpać, jak bardzo boli, jak bardzo już nie mogę tego wytrzymać. Ja gdy odstawiałam klony, a była wtedy wiosna, więc już na tyle ciepło, żeby wychodzić w teren - codziennie szłam na pola, siadałam i pisałam, PISAŁAM, pamiętnik, książkę - różnie. Najważniejsze, że wtedy, gdy pisałam, nie myślałam aż tak bardzo o klonach i bólu albo opisywałam swoje przeżycia, co dawało mi wytchnienie. W ośrodku nie byłoby takiej możliwości. Zamknięta przestrzeń, drzewa mogłabym pooglądać tylko przez okno i cały dzień obijałabym się od ściany do ściany, odpierdalałoby mi i myślałabym wyłącznie o ćpaniu.

Nie wiem, może gdy ktoś trafia na odwyk w takim stanie, że wcześniej leżał zaćpany i zabrudzony gdzieś po rowach... Ja jestem po pierwsze, wychowana pośród dużych przestrzeni, po drugie, nauczona higieny i każdorazowy pobyt gdziekolwiek skończyłby się spierdoleniem stamtąd po góra 3 dniach. W wychodzeniu z uzależnienia najważniejsze są przestrzeń i zajęcie umysłu, czego placówki nie dają. Samo to, że będąc w domu, mogłam codziennie umyć się w normalnych, czystych warunkach i w takich przebywać, a nie mieć do dyspozycji jedynie zapleśniałą, zagrzybiałą pseudołazienkę - to też dużo daje. Wreszcie, jak już pisałam, mogłam zajmować umysł czym innym niż myślenie o klonie a w ośrodku czy psychiatryku cały dzień tułałabym się od ściany do ściany i odstawiała The Walking Dead bez charakteryzacji i scenariusza.

Do tego 'specjaliści', którzy jak to zawsze, zawsze bywa, mają za zadanie pomóc, a ich działanie ma skutek wręcz odwrotny. Zero możliwości wsparcia, rozmowy, nawet namiastki terapii. Zamiast tego odbieranie motywacji, gnojenie, nienawiść bijąca z każdego słowa. Tym, co chcą odstawiać cokolwiek w domu, polecam coś, czego ja nie miałam, o ile oczywiście macie taką możliwość i takiego człowieka w swoim otoczeniu, bo np. ja nie miałam. Byłam ze wszystkim zupełnie sama, pozbawiona wsparcia i w wieku 18 lat poradzić sobie z uzależnieniem nie mogąc liczyć na wsparcie psychiczne ze strony kogoś takiego, jak przyjaciele i rodzina. Ale jeśli ktoś ma taką osobę, czy przyjaciela, czy kogoś z rodziny, kto się nim interesuje naprawdę, a nie tylko powierzchownie, to dużo daje.

Oczywiście podczas odstawiania byłam pod opieką psychiatry, do której jeździłam chyba 2 czy 3 razy w miesiącu. Miałam zeszyt, w którym zapisywałam, jak redukuję dawki, ile biorę każdego dnia, ile schodzę. Pokazywałam jej to, ona pisała mi klony oraz, gdy pojawiła się bezsenność z odbicia, inne leki, po których mogłabym normalnie spać.

Odstawiłam, czego na pewno nie udałoby mi się dokonać w jakiejś cudownej placówce. Zamierzam kiedyś opisać dokładnie cały proces i jak to wyglądało na neurogroove, tylko problem w tym, że prawie nic nie pamiętam z tamtego okresu - raz, że klony, a dwa, że po prostu były to zbyt ciężkie, traumatyczne przeżycia (nie tylko branie i odstawianie benzodiazepin, ale zwłaszcza inne rzeczy, których wtedy doświadczyłam) i mój mózg to wyparł, ponieważ z pamięcią tych przeżyć nie mogłabym w ogóle funkcjonować w codziennej rzeczywistości. Aktualnie czytam stare pamiętniki, jak dojdę, to naskrobię coś ku przestrodze i zobrazowaniu, jak to krok po kroku wygląda.
- Wielcy artyści zawsze dużo ćpają.
- Hurrra będę wielką artystką!!!
Z psytrance od 2012 roku.

Jestem odklejona. :heart:
ODPOWIEDZ
Posty: 135 • Strona 12 z 14
HyperTuba dodaj film
Newsy
[img]
CBŚP rozbiło narkotykowy biznes w darknecie. Zabezpieczono tysiące waporyzatorów, ciastek i batonów

Funkcjonariusze CBŚP rozbili zorganizowaną grupę przestępczą, która przez kilka lat produkowała i sprzedawała narkotyki za pośrednictwem sieci darknet. W ofercie grupy znajdowały się m.in. waporyzatory, ciastka i batony nasączone substancjami psychoaktywnymi THC i HHC. W sprawie zatrzymano 10 osób, z których osiem decyzją sądu zostało tymczasowo aresztowanych.

[img]
Fernando i Horacio gotowali "metę", teraz grozi im 20 lat więzienia

Poszukujący pracy obywatele Meksyku trafili, przez Hiszpanię, do gminy Osielsko. Tak brzmiały tłumaczenia zatrzymanych. Teraz w sądzie rozpocznie się proces dwóch obcokrajowców i Marcina P., właściciela posesji, na której działała fabryka metamfetaminy.

[img]
Wolne Konopie pukają do drzwi Prezydenta. Czy wykaże się większą odwagą niż Donald Tusk?

Walka o depenalizację posiadania marihuany wchodzi na najwyższy szczebel państwowy. Podczas gdy rząd Donalda Tuska konsekwentnie blokuje jakiekolwiek zmiany w polityce narkotykowej, zwracamy się bezpośrednio do Głowy Państwa. Czy prezydent Karol Nawrocki stanie po stronie wolności obywatelskich i zdrowego rozsądku?