Psychedeliki - Szkodliwość

Dział dotyczący grzybów i roślin wykazujących działanie halucynogenne, psychodeliczne, lub dysocjacyjne.

Moderatorzy: Magiczny Ogród, Psychodeliki

Posty: 456 Strona 1 z 46

czy waszym zdaniem powinno się zalegalizować psychodeliki?

33%
tak, bez ograniczeń
505
59%
tak, lecz pod pewnymi warunkami
895
4%
bezwzględnie nie
65
3%
nie mam zdania
50

Liczba głosów: 1515

Rejestracja: 2005
  • 763 / 1 / 0


wątek poświęcony wszelkim możliwym zagożeniom (uzależnienia, zmiany w psyche :-p itp) i niemiłym doświadczeniom jakich zapewne doświadczyliście w swej praktyce, i zagrożeniom wobec psychodelików (np kwestia legalności)

za pomysł na temat nowego wątku dziękuję panu muchomorkowi :-)
Ostatnio zmieniony 27 stycznia 2006 przez GrupaOlewającaWładzę, łącznie zmieniany 3 razy.

 

Rejestracja: 2005
Użytkownik nieaktywny
  • 185 / 6 / 0


[quote="GrupaOlewającaWładzę"]
za pomysł na temat nowego wątku dziękuję panu muchomorkowi ]

prośe bardzoo ;)

"Agresja na Polskę była dla Niemców polem doświadczalnym dla siły metamfetaminy"

Teresa Kowalik i Przemysław Słowiński, autorzy książki „Dragi i wojna – narkotyki w działaniach wojennych” w wywiadzie dla serwisu wPolityce.pl

Okazał policjantom prawo jazdy, którym przed chwilą porcjował dragi

Okazało się, że chwilę wcześniej zażywał narkotyki, które porcjował plastikowym dokumentem.

 

Rejestracja: 2005
  • 378 / 2 / 0


Mam nadzieję, że tu już będzie można dyskutować bez przeszkód. Więc najpierw małe wyjaśnienie moich intencji dla Rysia Ronsona. Napisałam, cytuję, że "nawet głupi małolat będzie wiedzial więcej niż dziś". Nie chodziło mi o próbowanie i wyrastającą z niego wiedzę praktyczną - ot, choćby ja sama wiedzy praktycznej w temacie nie posiadam, a chyba z wiedzą z lektur nie jest u mnie tak źle - tylko raczej o dostęp do informacji. Gdyby psychodeliki były legalne, nie byłoby tak niemiłosiernego straszenia nimi i stawiania ich na równi z heroiną; możliwa byłaby po prostu rozsądna dyskusja na temat korzyści i zagrożeń. Właśnie o dostęp do takich informacji mi chodziło. Dziś kto się postara, może owszem poszukać książki Hofmanna, może zajrzeć na HR i znaleźć tam jakieś rozsądne teksty... A kto się nie postara, ma dostęp tylko do takich informacji, jakich zechcą mu udzielić kolesie z podwórka (zaraz zarzucicie mi obsesję na punkcie podwórka, por. wątek o szamanizmie ;)) czy choćby dil.
Dziś sytuacja jest dość schizofreniczna. Sposoby pisania o psychodelikach są dwa. Pierwszy (tylko dla pism na poziomie, np. "Polityki"): oczywiście uznajemy, że jest to jakieś dziedzictwo kulturowe, przecież nie można pisać np. o Lennonie i nie wspomnieć o psychodelikach... Ten sposób pisania występuje tylko w wersji Doskonały Obiektywizm, można tylko relacjonować kontekst sprzed 40 lat, jakiekolwiek kwestionowanie słuszności i zasadności prohibicji jest niedopuszczalne. Sposób drugi to straszydełka, oczywiście brylują w tym pisma z niższej półki: "Super Express", "Fakt"... Może myliłam się, pisząc, że psychodeliki odgrywają nikłą rolę w polskim dyskursie na temat środków psychoaktywnych (mój artykuł "Psychodeliki w słownikach i encyklopediach") - akurat ostatnio niesamowity wysyp, ciągle ktoś straszy szałwią, gałką, powojem... Czy Waszym zdaniem popularność tych środków w Polsce wzrasta?

 

Rejestracja: 2005
  • 763 / 1 / 0


zewsząd i znikąd pisze:
Czy Waszym zdaniem popularność tych środków w Polsce wzrasta?
spewnością. (dowodem choćby te artykuły)
a tak na uboczu tom ciekaw gdzie się po raz pierwszy spotkaliście z psychodelikami (internet i\lub czasopsma..., tajemniczy kuzyn ;-)).
odnośnie zarzutów, że odbiegam od tematu: przepraszam, nie mogłem się powstrzymać.

 

Rejestracja: 2005
  • 244 / 5 / 0


nie wzrasta, oczywiscie chec pierwszego kontaktu z psychodelikami ma spora ilosc osob, ale wiekszosc (moje przypuszczenie) nie wie lub wie to co uslyszeli, jak one dzialaja ze jest "zajebiscie" i musisz tego sprobowac, jednak czesc osob na temat psychodelikow wpadla "przypadkowo" i dowiaduje sie o nich wiecej, wiedza jest wazna bo moze wziac pod uwage swoje "za i przeciw". Przykladowa statystyka, 100 osob zjada grzyby psilocibe, 60 osob po tym stwierdzi "e to nie dla mnie", 30 powie ale fajne obrazki widzialem kiedys tego jeszcze sprobuje, a 10 odkryje, kurcze inny swiat chce to poznac blizej i bedzie drazylo ten temat przez dluzszy czas. Takie moje zdanie.

 

Rejestracja: 2005
Użytkownik nieaktywny
  • 185 / 6 / 0


zork pisze:
Przykladowa statystyka, 100 osob zjada grzyby psilocibe, 60 osob po tym stwierdzi "e to nie dla mnie", 30 powie ale fajne obrazki widzialem kiedys tego jeszcze sprobuje, a 10 odkryje, kurcze inny swiat chce to poznac blizej i bedzie drazylo ten temat przez dluzszy czas. Takie moje zdanie.
Inny przykład podam: 100 osób zje bielunia bo słyszało że niezłe są po nim "haluny", 50 osób nie przeżyje bo bieluń będzie dla nich za mocną trucizną, 40 osób przezyje i powie sobie że nigdy więcej nie ruszą tego ścierwa i odechce się im psychedelików do końca życia, 10 osób się zachwyci działaniem bielunia i weźmie jeszcze raz, po czym skończy w kaftanie, w wariatkowie (czyt. szpitalu psychiatrycznym).

i tyle chciałem napisać :)

 

Rejestracja: 2006
Użytkownik nieaktywny
  • 313 / 1 / 0


[quote="PanMuchomor"]
Inny przykład podam]

Przypadek bielunia nie jest tutaj żadnym punktem odniesienia. Większość psychodelików nie działa tak drastycznie i nie wywiera aż tak przerażających skutków na organizm. Nawet długotrwałe stosowanie niektórych psychodelików (nawet większości) nie pakuje w kaftan bezpieczeństwa.
bieluń jest przereklamowany, ale jakoś każdy woli się przekonać na własnej skórze :-|

 

Rejestracja: 2005
Użytkownik nieaktywny
  • 185 / 6 / 0


wymieniłem akurat bielunia bo można go mieć w każdej chwili, legalnie i za darmo :)

Osobiście z psychedelików obiecałem sobie że już będę jadł wyłącznie grzyby :)

 

Rejestracja: 2005
  • 378 / 2 / 0


Jak wspomniałam, daję dobry przykład i przenoszę się tu z dyskusją offtopową z wątku o (nie)legalności szałwii; mam nadzieję, że inni pójdą za mną i tu już będziemy spokojnie się kłocili. ;)
(Motto: "Demokracja parlamentarna to pokojowa wojna wszystkich ze wszystkimi" - Lech Wałęsa)
Rysiu Ronson sprzeciwia się ciągnięciu wątku inhalantów, ale myślę, że nie uda się go tak łatwo zostawić. Czy zacząłeś ten wątek - prawda, nie zacząłeś (choć pewnie Twój pseudonim wydatnie go sprowokował ;)), ale jest to przykład bardzo dobitny i szkoda z niego rezygnować.
Po prostu tak się składa, że inhalanty typu właśnie gazu do zapalniczek czy osławionego kleju są jednak bardziej niebezpieczne. Od gazu czy kleju można umrzeć, równie dobrze za pierwszym co za pięćdziesiątym razem. Nałogowe kiranie już się zdarzało nie raz. Łudziłam się, że środki takie jak klej to już przeszłość, ale zdaje się, że każde pokolenie znajduje swoje substytuty narkotyków - oprócz gazu do zapalniczek choćby sporo mniej niebezpieczny Acodin czy w porównaniu z gazem i Acodinem wręcz niegroźna gałka... ;)
Pan Muchomor podaje przykład bielunia, który zresztą też jest takim legalnym substytutem... Jak już się chyba zdążyliście zorientować, wierzę w informację, w pozytywne skutki samego dostępu do rzetelnej informacji. Nie wiem, czy legalizacja psychodelików ograniczyłaby używanie bielunia. Być może jego względna popularność nie wynika tylko z jego legalności, ale i z tego, że dzieciaczki (przepraszam ewentualnie urażonych za sformułowanie) są ciekawe i jak wspomina Norberto, muszą same się przekonać.
Mimo wszystko jestem za legalizacją psychodelików, a co najmniej za dekryminalizacją posiadania środków psychoaktywnych i ogólnie polityką redukcji szkód. Po prostu dlatego, że "mój umysł należy do mnie". Ale oprócz tego tak, choć teoretyczka, autentycznie wierzę w możliwość pozytywnego stosowania psychodelików i absurdem wydaje mi się stawianie ich na równi z heroiną czy fetą.
Oprócz tego zauważcie, że utworzenie "centrów psychodelicznych" pozwoliłoby na pewną kontrolę nad tym, kto po te środki sięga, pozwoliłoby przynajmniej w jakimś stopniu "odsiać" osoby niezrównoważone czy podchodzące do tego na zasadzie - cytuję ze źródeł anglojęzycznych - "Let's get fucked up". Oczywiście to nie rozwiązuje wszelkich problemów - ot, na forum o psychodelikach syntetycznych, na wątku o LSD, trwa właśnie dyskusja w moim odczuciu wręcz dramatyczna... dziewczyna po epizodzie schizofrenicznym pyta, czy może spróbować i ja tak głęboko ją rozumiem, tak bardzo rozumiem, że można słyszeć tysiąc razy "nie możesz" i słyszeć w tych słowach tylko "jesteś gorsza, jesteś odcięta" ("Droga urwana, gdy cel już widoczny, / Przepaść gwałtowna pod biegnące stopy, / Blask słońca chwilę przed burzy nadejściem" - tak opisywałam kiedyś podobne odczucie bycia oddzieloną od czegoś, co "nieskończenie upragnione"), że te słowa nie są w stanie zabić pragnienia. Więc trzeba się liczyć z tym, że być może taka osoba i tak spróbuje na własną rękę...
(Zresztą - to już zabrzmi jak totalna mrzonka, ale ja - skoro niejednokrotnie nazwana wariatką, skoro być może mam skłonności do zaburzeń psychicznych, skoro z całą pewnością odczuwam nietypowo - mam jakąś głęboką empatię wobec takich ludzi, nie potrafię identyfikować się ze szczęściem, a jeśli chodzi o normalność, napisałam kiedyś, że "odmawiam identyfikowania się z tym, co za normalność jest podawane, bo to słowo zatraciło jakąkolwiek opisowość i stało się wyłącznie narzędziem represji". Moja utopia jest taka, że przecież legalizacja psychodelików pozwoliłaby na rozwój badań... jeżeli próbowano tymi środkami leczyć wiele "chorób" psychicznych, może dałoby się stworzyć warunki, w których nawet "odchyleniec" mgółby bezpiecznie spróbować, bo naprawdę czasem nie wystarczy powiedzieć "nie możesz".)
Oprócz tego pamiętajcie, że dużo wiadomo na temat tego, w jakich warunkach nie powinno się tych środków stosować - co notorycznie robią te przysłowiowe "dzieciaczki". Wiadomo choćby, że powinno się mieć przewodnika. Jestem mocno przekonana, że doprawdy o wiele mniej dzieciaczków miałoby "dozywotnio pojebany mózg" (czy jak to Rysio raczył sformułować... i ja nie jestem wobec Ciebie złośliwa, dla mnie po prostu ten środkowy wyraz jest wyrazem obcym), gdyby ktoś pomagał im przejść przez to doświadczenie... a nie tylko wokół grupka kolegów, którzy "biorą kwasa żeby mieć śmiechawkę" i nie bardzo wiedzą, co robić, kiedy ktoś zaczyna łapać paranoję albo wręcz dla zabawy próbują ją komuś wkręcać. W tym zakresie wspominane już "ośrodki" mogłyby odegrać bardzo pozytywną rolę.

 

Rejestracja: 2005
Użytkownik nieaktywny
  • 33 / / 0


zewsząd i znikąd pisze:
Pan Muchomor podaje przykład bielunia, który zresztą też jest takim legalnym substytutem... Jak już się chyba zdążyliście zorientować, wierzę w informację, w pozytywne skutki samego dostępu do rzetelnej informacji. Nie wiem, czy legalizacja psychodelików ograniczyłaby używanie bielunia. Być może jego względna popularność nie wynika tylko z jego legalności, ale i z tego, że dzieciaczki (przepraszam ewentualnie urażonych za sformułowanie) są ciekawe i jak wspomina Norberto, muszą same się przekonać.
Prawda jest taka, że te dzieciaczki niewiele wiedzą o samym bieluniu. Dla nich to poprostu jakaś tam substancja po której się ma halucynacje, ale wątpię, żeby którekolwiek potrafiłoby powiedzieć jaka jest różnica w działaniu pomiędzy np. grzybami, a bieluniem.
Sam kiedyś jak miałem 15 lat poszłem z kumplem na taką konferencję o narkotykach, na której przez 3 dni po kilka godzin wygłaszano różnego rodzaju wykłady na temat drugów. I była tam też mowa o bieluniu właśnie, łącznie z tym jak przyrządzić wywar. No i po tej niezwykle dydaktycznej konferencji, razem z kumplem poszliśmy do ogródka i nazbieraliśmy trochę nasionek. Nie zastanawiając się zbytnio połknęliśmy ok. 15 czy 20 sztuk. Na szczęście to nie był bieluń, bo nic nam się nie stało... Wiem, że postąpilśmy idiotyczne i bezmyślnie, ale na takie właśnie głupie pomysły wpadają dzieciaki i legalność czy nielegalność faktycznie nie ma tu nic do rzeczy. Dzieci w takich przypadkach kierują się ciekawością, a nie zdrowym rozsądkiem.

zewsząd i znikąd pisze:
Mimo wszystko jestem za legalizacją psychodelików, a co najmniej za dekryminalizacją posiadania środków psychoaktywnych i ogólnie polityką redukcji szkód. Po prostu dlatego, że "mój umysł należy do mnie". Ale oprócz tego tak, choć teoretyczka, autentycznie wierzę w możliwość pozytywnego stosowania psychodelików i absurdem wydaje mi się stawianie ich na równi z heroiną czy fetą.
O jakie psychodeliki dokładnie chodzi? Bo to dość szerokie pojęcie, może by je jakoś zawężić? Jeśli jest w Polsce jakaś szansa na legalizację jakiegoś psychodelika to są to grzyby halucynogenne, i z tego co wiem, to chyba w Czechach ostatnio je zalegalizowali. Może by tak wziąść przykład z naszych południowych sąsiadów? No, a oprócz grzybków to przydałoby się coś zrobić z lsd, dmt i meskaliną...
zewsząd i znikąd pisze:
Oprócz tego zauważcie, że utworzenie "centrów psychodelicznych" pozwoliłoby na pewną kontrolę nad tym, kto po te środki sięga, pozwoliłoby przynajmniej w jakimś stopniu "odsiać" osoby niezrównoważone czy podchodzące do tego na zasadzie - cytuję ze źródeł anglojęzycznych - "Let's get fucked up".
(...)
Moja utopia jest taka, że przecież legalizacja psychodelików pozwoliłaby na rozwój badań... jeżeli próbowano tymi środkami leczyć wiele "chorób" psychicznych, może dałoby się stworzyć warunki, w których nawet "odchyleniec" mgółby bezpiecznie spróbować, bo naprawdę czasem nie wystarczy powiedzieć "nie możesz".)
Ten Twój pomysł to jakby żywcem wyciągnięty z jakiejś powieści Huxleya czy Learego...
Hehe, może napisz powieść pt. "Nowy psychodeliczny świat" albo "Rok 2084" ;-)
Sam nie wiem co o tym myśleć, ale skoro np. w Brazylii są jakieś legalnie działające kościoły ayahuascowe czy w Stanach - pejotlowe, to może udałoby się w Polsce coś podobnego stworzyć:? Wiem, że to nie o coś takiego Ci chodzi, ale na początek to już by było coś.
Posty: 456 Strona 1 z 46
Wróć do „Psychodeliki”
Na czacie siedzi 56 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości