Narkomańskie anegdoty z życia wzięte

Dział poświęcony wpływowi substancji psychoaktywnych na działalność człowieka.

Moderator: Wszyscy moderatorzy

Posty: 3039 Strona 303 z 304
Rejestracja: 2010
  • 4122 / 601 / 0

Ciekawe jaki procent farmaceutów ćpa jakieś leki?
Czy to jest jakaś duża skala, bo sporo psychonautow idzie na medyczne kierunki.
Rejestracja: 2017
  • 644 / 173 / 0

Nie chce byc zlosliwy i nie bierzcie tego osobiscie ale jak wyjscie do apteki po tjokodin to wasza najciekawsza "anegdotka" to moze odpusccie pisanie ...
Moje zycie tez nie jest filmem akcji , nie mam sie za przypalowca i jesli brak materialu na pisanie to po prostu nie pisze .

W sumie przypomnialo mi sie jak 5 lat temu dopiero co przyjechawszy do UK przypadkowo wpadlem w dosyc szemrane towarzystwo . Ustawilismy sie z dilem , idziemy na bilard . Jakies piwko , pogralismy troche to kierunek na kwadrat po :liść: . Dotarlismy na miejsce , gospodarz czestuje :skret: . Chata jest dosyc zasyfiona , po podlodze walaja sie kruszki ziola (co wazne dla dalszej czesci historii) . Jeden z nas bierze piatke palenia natomiast M. z zawodu zlodziej :korposzczur: akurat nie byl przy forsie (mozliwosci zarobkowania ograniczala mu zlamana reka , ktora ponoc uszkodzil walac w skron nafukanego :amfa: Afganca bo ten nie chcial oddac mu walizki xD). Nie chcac jednak wyjsc z pustymi rekami wzial odkurzacz i zaczal wyciagac z niego te drobiny mj niczym kalifornijski poszukiwacz zlota przesiewal i wydlubywal cenny kruszec z kurzu i klakow filtra ...
Mina Szkota byla bezcenna (a ponoc to oni sa znani ze skapstwa) , zaczal kisnac niemilosiernie ja symsie o rany co on se o nas pomysli Polaki-robaki wstyd jak skurwysyn . No ale nic , wracamy pomimo , ze kierowca najarany fest - gdy wspomnialem czy to aby dobry pomysl odparl , ze on potrafi prowadzic i tak nie cykaj mlody . Nie minely 3 pacierze jak w srodku nocy niemal wydupcylismy sie z ronda tym Jeepem w poslizgu %-D
Od tamtego czasu staram sie nie zadawac z debilami totez i przygod mniej :świnia:

Zbudować lepszy statek do podróży wewnętrznej: Pytania o DMT

Andrew R. Gallimore jest neurobiologiem, chemikiem i farmakologiem zainteresowanym relacją pomiędzy substancjami psychodelicznymi, mózgiem, świadomością i strukturą rzeczywistości. Poniżej prezentujemy jego wywiad dla portalu Reset.me na temat roli DMT w procesie neurogenezy, neuroprotekcji i neuroewolucji.

Niska dawka gazu rozweselającego przynosi znaczną ulgę w depresji – raport z badań klinicznych

Badanie kliniczne przeprowadzone przez zespół medyków z Uniwersytetu Chicagowskiego i Waszyngtońskiego potwierdziło, iż tlenek diazotu, popularnie zwany gazem rozweselającym lub rozśmieszającym, jest wyjątkowo skutecznym lekiem w leczeniu depresji.

lol

Rejestracja: 2006
  • 3676 / 509 / 0

21 lipca 2021szufladziarz pisze:
21 lipca 2021igla83 pisze:
Ja dostałem pojedynczy paragon, thio x 4 op. więc sam już nie wiem o co tu chodzi, dziwne że jedni się tak boją a drudzy mają to w pizdzie.
mają w pizdzie dopóki nie dostaną kary
Kod: Zaznacz cały
https://mgr.farm/aktualnosci/apteki-musza-uwazac-sprzedajac-leki-na-przeziebienie-inspekcja-karze/
były grube kary, więc trzeba się pilnować %-D

może to była stażystka, jak jakiś magister zobaczy to zrobi korektę i rozbije na 4 paragony

Moze to dopiero po zmianach bylo

Weryfikacja sięgała kilkunastu miesięcy wstecz.

mozna niby na pare paragonow, ale to tez latwo mozna sprawdzic. kto normalny by ryzykowal..
Rejestracja: 2020
  • 593 / 83 / 0

Ja kiedyś jechałem z kumplem trasę i mieliśmy dość poważny wypadek. Ranne jakieś dziecko, matka na nas z p!zdą wychodzi (wypadek był jej winą, a ja najarany fest 15 min wcześniej poszedł gibon samara w drzwiach auta). Sprzątamy auto z przypału, pojawiają się gapie i niebiescy. Pytam ziomka w międzyczasie gdzie to wyjebał on pokazuje palcem dosłownie 2 metry od nas. Myślę sobie "co za debil ja pierdole". Jakimś cudem tego nie zauważyli, obeszło się bez szwanku. Natomiast szkoda auta, poszło się kasować :cojest:
Rejestracja: 2014
  • 2163 / 574 / 5

Wpadł gościu, stary znajomy. Kiedyś tylko alko, teraz dosłownie wszystko.
Poroniony koksem przywiózł butlę N2O, posypałem mu DMXE i lecimy. Fajnie, miło, do 4 rano tak posiedzieliśmy. Na koniec dostał tabsa eti i do spania.
Jak wstałem już go nie było. Jego i pakietu z kilkoma etizami.
Ehhh...
Rejestracja: 2015
  • 22 / 18 / 0

Kilka lat temu. Końcówka wakacji. Mamy z ekipą takie stałe miejsce, w które śmigamy, żeby się odciąć od świata, ludzi, wszystkiego. Wiecie, historia w stylu nadwymiarowy pakiet jarania, ewentualnie jakieś psychodeliki i tona browarów. Zasięgu i tak nie ma, więc nawet lepiej. Ważnym aspektem jest, iż miejsce to położone jest na srogim wypizdowie w pobliżu trójstyku granic Polski, Litwy oraz Rosji.
Podczas organizowania ów wyjazdu, okazało się, że ze stałej ekipy jadę tylko ja i jeden ziomek, co też miało istotny wpływ na późniejsze wydarzenia, gdyż pozostała część paczki to Ci 'ustabilizowani i normalni'.
Wsio gitara, dojechaliśmy na miejsce, zaopatrzeni we wszystko, czego nastawiona na czilałt dusza mogła żądać rozłożyliśmy wędki, muzyczkę i spędzialiśmy czas głównie na rozmowach po jaraniu i piwerku. Być może za dużo spokoju wjechało i zaczynało nas już nosić, czort wie.
Pragnę tu też wspomnieć, że obaj mamy niezdrowe zamiłowanie do sowieckiego sentymentalizmu, tj ciśnięcie beki z ludu pracującego, śpiewanie hymnu ZSRR, ogólnie śmieszkowata fascynacja 'jedynym słusznym ustrojem'.
Przedostatniego dnia wyjazdu postanowiliśmy porządnie się naspawać, wziąć zapas Halnego 7% w plastikowej 1L butli i uderzyć na spacer na trójstyk granic. Oczywiście z dojściem nie było problemu. Było okolo 17-18, więc powoli Słoneczko chyliło się ku horyzontowi. Najwidoczniej nam obu chodziło po głowie to samo, bo żaden z nas nie powiedział tego wprost, tylko naokoło wymyślając jakieś gówno, że dawaj pójdziemy tamtą ścieżką, na mapie pokazuje, że tam jest jeziorko. Wspomnianą ścieżką był pas graniczny pomiędzy Litwą a Rosją. Tak więc idziemy wesoło, jak się okazało z takim samym zamysłem, ale paląc wzajemnie głupa przed sobą, że o co innego chodzi.
O ile granica polsko-litewska wygląda tam tak, że można swobodnie przechodzić, tak rosyjski trójkącik obwarowany jest kilkumetrowym drutem kolczastym, kamerami i tysiącami komunikatów, że zakaz wstępu blabla i ten 'mur' ciągnie się wzdłuż litewskiej granicy i pasa pomiędzy nimi, aż wchodzi w las. Widząc, że jedyna przeszkoda dzieląca nas od dostania się na radziecką ziemię, do kraju który wydał bohaterów ludu pracującego i wszystkich proletariuszy całego świata oraz rewolucji, napierdoleni jak skurwysyn, oddaleni już o dobre parę kilometrów od trójstyku, włączamy z dumą hymn związku radzieckiego. Majestatyczny widok promieni prześwitujących wśród kołyszących się koron drzew skąpanych w czerwonym zachodzącym Słońcu przy akompaniamencie hymnu w jednej chwili zmotywował nas do odbicia w stronę kniei. Brnęliśmy wgłąb i wgłąb, nie wiem ile. Już mieliśmy zawrócić, gdy zobaczyliśmy, że poprzednio widoczny imponujący mur z zasiekami przeistoczył się w przedpotopowe żerdziowe ogrodzenie przeplatane zardzewiałym obwisłym drutem kolczastym. Przy użyciu gałęzi oraz Halnego 7% poradziliśmy sobie z konstrukcją, trafiając na drugą stronę. Upojeni pierwszym zwycięstwem, postanowiliśmy na mapie zlokalizować najbliższą osadę, okazało się 'względnie' niedaleko, lecz trzeba było iść na przełaj lasem. Tak też uczyniliśmy, przedzierając się przez dziewicze lasy, gdzieniegdzie trafiając na bagna, zwierzynę i tym podobne, zachwycając się nienaruszonym stanem zastanego miejsca. Po kilku godzinach drogi (2-3?) zorientowałem się, że zgubiłem telefon. Cofnęliśmy się kawałek, dzwoniąc na mój numer, lecz telefonu ni widu, ni słychu, natomiast spotkała nas inna niespodzianka. Kolega znikąd został powalony na ziemię przez owczarka niemieckiego, a z pobliskich krzaków wyłonił się pocieszny grubszy pan, ubrany cały na matowy zielony. Nie znamy rosyjskiego, więc próbujemy się dogadać po polsku, pocieszny Pan odpowiada po rosyjsku, pyta co tu robimy, na co odpowiadamy, że idziemy do Polszy i pytamy go ostro nakurwieni o drogę do Polszy. Wskazał palcem i pokazał, żeby za nim iść, że tam jest Polsza. No to idziemy. Idziemy kilkadziesiąt minut, po czym pocieszny Pan wyciąga radio, mówi coś po rosyjsku a nieopodal nas ląduje flara sygnalizacyjna. Uspokaja nas i mówi, żebyśmy szli za nim. Idziemy. Chwilę potem ląduje druga flara, a z kolejnej kępy krzaków wyłania się dwóch żołnierzy z rosyjskikmi naszywkami, uzbrojonych w coś przypominającego Kałasznikowa z granatnikiem, pewnie na flary, na broni się nie znam, nie wiem. W tym momencie chwytają nas i wykręcają ręce w tył, po czym mi w akcie łaski trafiają się kajdanki, natomiast koledze sznurek. Ku naszemu wyraźnemu niezadowoleniu, Ci nowi pocieszni panowie byli zdecydowanie mniej pocieszni, gdyż odebrali nam możliwość konsumowania dalej naszego Halnego nektaru oraz JinLingów z przemytu(dla niewtajemnioczonych, nielegalne rosyjskie papierosy przemycane do Polski). Wyciągneli nas za fraki do miejsca, przez które przeskakiwalismy nad rowem, by dostać się do lasu, a naszym oczom ukazał się widok kilku ciężarówek, kilkunastu/może kilkudziesięciu krzątających się uzbrojonych żołnierzy, małych kolorowych chorągiewek wbijanych w miejsca w błocioe, gdzie były nasze odciski butów oraz jednego żołnierza, który fotografował owe odciski.
Żołnierze, którzy nas skuli i prowadzili, kazali nam siadać na trawie, zabrali nam wszystkie przedmioty, lecz nie mogliśmy się porozumieć. Nikt nie znał u nich Polskiego. Piąte przez dziesiąte zrozumieliśmy, że już ściągają tłumacza z Kaliningradu z jednostki i musimy tu czekać. Dnia kolejnego mieliśmy w południe wyjazd do Warszawy. Wciąż pod wpływem Halnego oraz jarania, doszliśmy do wniosku, że przepadną nam bilety, szkoda hajsu. Znów łamaną słowiańszczyzną spróbowaliśmy powiedzieć, że jutro mamy wyjazd i czy zdążymy dziś do Polski. Rosjanin się szeroko uśmiechnął, nachylił i stwierdził -Do Polszy? Siegodnia? Niet, niet niet, Siegodnia w Rasije- wskazał palcem wgłąb Rosji głośno rechocząc. Dopiero wtedy pierwszy raz doszliśmy do wniosku, że w sumie, to mamy przejebane. Kolega jest zapalonym grzybiarzem, w owym radzieckim lesie znalazł pięknego potężnego prawdziwka, postanowił schować go do kieszeni kurtki. Niestety podczas pozbawiania nas rzeczy, żołnierz wyciągając grzyba zapytał ze zdziwieniem -A szto eto?-, na co kolega wzruszył ramionami, odpowiadając -Eto prawdziwek, grzyb-. -W piździec!- usłyszal w odpowiedzi, po czym żołnierz rzucił za plecy grzybem wgłąb lasu. Szkoda. Czekając na tłumacza i obserwując krzątających się funkcjonariuszy, próbowaliśmy coś zagadać. Udało nam się zagadać dwóch gości, którzy nas pilnowali, wymienialiśmy się podstawowymi słówkamik w naszych językach dla zabicia czasu. W pewnym momencie jeden z nich wyjął z kabury pistolet, rozładował go, coś tłumacząc dumnym głosem, że to legendarny Makarov, na co drugi się z nim o coś pokłócił, coś sobie potłumaczyli, po czym ten drugi wyjął magazynek z tego nibykałasznikowa i próbuje mi go dać pokazując coś na zasadzie 'zobacz jakie ciężkie, chcesz potrzymać?'. Skonsternowany pokiwałem przecząco głową i tak mając skute z tyłu ręce, bo w mojej głowie pojawił się scenariusz kulki w łeb w nocy w rosyjskim lesie, pod pretekstem chwycenia za broń żołnierza(byłyby odciski). Udało nam się wynegocjować, żeby nam dali papierosy i zapalniczkę(notabene te przemytnicze nielegalne). Po przybyciu tłumacza, opowiedzieliśmy ściemę, że nie wiedzieliśmy, że to pas graniczny, i szliśmy wzdłuż 'ścieżki', zaczęło się ściemniać, w pobliży żyje dużo dzikiej zwierzyny, wystraszyliśmy się trochę, bo byliśmy w lesie, zabłądziliśmy i trafiliśmy na drewnikany płot, nie spodziewając się, że to granica państwowa, tylko czyjeś ogrodzenie i że jesteśmy uratowani i to cywilizacja. Zapakowali nas do UAZa, wioząc do czegoś co wyglądało jak mini baza wojskowa. Jeepy, UAZy, flaga rosyjska, pełno młodzików z bronią, pełno psów, mały staw z pomostem i jebitny sierp i młot nad wejściem pod dachem. W srodku bardzo klimatyczny wystrój. Wielka analogowo-elektroniczna tablica na kilka metrów z napisem 'AWTOSISTEM' i jakimiś dziurkami i współrzędnymi, jak w grze w statki. Wszędzie dywany i zwisające na kablach żarówki z sufitu. Zostaliśmy zaprowadzeni do pomieszczenia z tapczanem, dywanem, starym telewizorem, meblościanką i biurkiem. Jak się okazało był to swego rodzaju 'salon'. Tłumacz wytłumaczył nam, że muszą sporządzić protokół, a następnie podjąć decyzję o przekazaniu nas stronie Polskiej. Okazało się, nie do końca wiemy skąd, aż do dziś, że polski konsulat już działał w nasze sprawie. Rosjanie kiedy zorientowali się, że jestesmy dwoma porobionymi nieszkodliwymi młodzikami, rozkuli nas, zaprosili do wspólnego oglądania telewizji, podczas gdy tłumacz i gość przy komputerze sporządzali protokół wedle naszych słów. Trwało to kilka godzin, więc dużo rozmawialiśmy przez tłumacza i z nim, sam oficer zaproponował nam kawkę i przyniósł miskę krówek, mogliśmy wychodzić na papierosa kiedy chcieliśmy, czas mijał na rozmowach na temat polityki(oczywiście wazeliniarstwo w postaci pochwał za dokopanie amerykanom w Wietnamie i żalu, że nie jesteśmy już jednym potężnym blokiem bratnich państw), języka, filmów i sprzetu wojskowego, gdyż po filmie, którym był Rambo pierwsza cześć, była transmisja czy tam odtworzenie nagrania z jakiejś parady na Placu czerwonym. Nic z tego nie rozumieliśmy ale było widać, że z pasja opowiadają o tym co te sprzęty mogą i co to w ogóle jest. Cała procedura trzymania nas w tej jednostce trwała 2 dni, aż w końcu dostaliśmy informacje, że zostaniemy oficjalnie przekazani polskiej Straży Granicznej na przejściu w Gołdapi, kilkadziesiąt kilometrów dalej. Pozegnaliśmy się z całą ekipą, okazali się mega w porządku gośćmi, pożyczliśmy sobie powodzenia, wsiedliśmy do kolejnego UAZa i ruszyliśmy w drogę. Dalsza część historii to już właściwie jedynie przekazanie Polakom, spisanie i przetłumaczenie protokołu na przejściu granicznym, przymknięcie przez straż graniczną, mandat na 5 000 rubli oraz okresowy zakaz wstępu na teren Federacji Rosyjskiej, upomnienie od strony polskiej, a o dziwo polacy odwieźli nas kilkadziesiat kilometrów w miejsce z którego wyruszyliśmy, gdyż okazało się, że ludzie u których przebywaliśmy, to bliscy znajomi ludzi z tego posterunku, a w całej miejscowości już huczało o naszym dokonaniu.
Okazało się, że faktycznie bilety były już nieważne i pieniądze przepadły. Spakowaliśmy mandziury, bogatsze o protokoły pisany cyrylicą, piękną pamiątkę ów wyprawy i wyruszyliśmy po udanym wypoczynku do stolicy, do obowiązków dnia codziennego.
Rejestracja: 2008
  • 1760 / 418 / 0

26 lipca 2021DelicSajko pisze:
Wpadł gościu, stary znajomy. Kiedyś tylko alko, teraz dosłownie wszystko.
Poroniony koksem przywiózł butlę N2O, posypałem mu DMXE i lecimy. Fajnie, miło, do 4 rano tak posiedzieliśmy. Na koniec dostał tabsa eti i do spania.
Jak wstałem już go nie było. Jego i pakietu z kilkoma etizami.
Ehhh...
Stary - takie narkomańskie kurwy są najgorsze. U mnie się też kolega od fety czaił na klony. Ale jednak uczciwość w nim wygrała - powiedział że rodzą mu sie takie myśli żeby podebrać mi klona i specjalnie teraz na porobieństwie mi to mówi żeby tego przypadkiem nie zrobił i zjebał "przyjaźni" między nami która trwa już dobre 13 lat, rozkurwiło mnie to troche - ostatecznie dostał 2 za dychę. Normalnie by nie było problemu albo bardzo mało miałem.

A Kolega wyżej- nie wątpie że to wspaniała historia ale troche przegięłeś. Jak ktoś montuje film - to też z reguły wychodzi mu ok 8-10H materiału i musi tak to skroić żeby został tylko sam rdzeń a sam film trwał max 2,5h - zeby to kurva było strawne. Ty żeś takiej obróbki nie zrobił. I naprawdę nie wiem jaką pizdę bym musiał mieć żeby się podjąć czytania tego -szczerze mówie , zamiast zignorować. ale lajki widzę - rekomendacja jest xD
Rejestracja: 2019
  • 81 / 26 / 0

W zamierzchłych czasach, kiedy mieliśmy z kumplem po 16 lat, spaliliśmy kilka wiader, wiec byliśmy nastukani jak szpaki.
Pojechaliśmy z kumplem, oczywiście bez prawa jazdy do sklepu po słodycze i słodki napój. Podjeżdżamy pod sklep i naprzeciwko nas pewnym krokiem idzie jakiś kafar i wyciaga legitymacje policyjna. Zesralismy się jak nigdy, myśląc już o konsekwencjach w niedalekiej przyszłości.
Gość kiedy podszedł prawie pod maskę gestykuluje, ze mamy zawrócić. Nie czekając sekundy uciekliśmy według zalecenia. Kompletnie skonsternowani zaistniała sytuacja, przypomnieliśmy sobie ze w tymże sklepie odbywa się dziś wizytacja Ewy Kopacz, a ten ,,sympatyczny” pan to był BORowiec.
Spodziewać by się mogło, ze to traumatyczne przeżycie skutecznie zniechęciło nas do jazdy pod wpływem. Niestety szybko o nim zapomnieliśmy....
Rejestracja: 2014
  • 2163 / 574 / 5

26 lipca 2021WujekMorda pisze:
Jeszcze mi resztę (jakieś 250mg DMT) wybuchał. Powinien być chociaż na tyle usatysfakcjonowany żeby te cztery czy ile tabsów zostawić heh.
Rejestracja: 2008
  • 1760 / 418 / 0

Paskudztwo w czystym wydaniu. Znajomość zakończona czy i tak nie spodziewasz się po typie niczego więcej i zostanie mu to darowane ? :P
Posty: 3039 Strona 303 z 304
Wróć do „Substancje psychoaktywne a człowiek”
Na czacie siedzi 2469 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości