LSD - bad trip

Pochodne kwasu lizergowego, jak na przykład LSD, czy LSA.
Więcej informacji: Lizergamidy w Narkopedii [H]yperreala

Moderator: Psychodeliki

Posty: 457 Strona 1 z 46
Rejestracja: 2006
  • 96 / / 0


Jak w temacie, czy wiecie jak wygląda bad-trip po LSD? Czy możecie podać jakieś jasne opisy, tego co się widzi, co się czuje? Piszcie, to co czytaliście, co wam ktoś mówił, wszystko.
Myślę, że napiszecie trochę, na ten temat, i nie jednemu podróżnikowi te informacje się przydadzą.
Pozdrawiam.

 

Rejestracja: 2006
Użytkownik nieaktywny
  • 52 / 1 / 0


wyobraź sobie slimaka pelznącego po ostrzu brzytwy (pamieta ktos z jakiego to filmu?) czujesz to psychotyczne uczucie? pomnoż je przez tysiąc. tak wyglada moj badtrip.

Gdzie jesteśmy po dziesięciu latach wojowania z narkotykami?

ONZ powoli orientuje się, że „świat wolny od narkotyków” nie istnieje. Chciałoby się to skomentować słowami: dlaczego tak późno? Ale to w zasadzie wiemy.

31-latka, której dziecko zmarło po nakarmieniu go piersią, uniknie więzienia

Matka z Pensylwanii, której 11-tygodniowy syn zmarł po tym, jak podała mu z piersi mleko przesycone śmiertelnym koktajlem narkotyków, uniknęła więzienia.

 

Rejestracja: 2007
Użytkownik nieaktywny
  • 57 / 1 / 0


Dla mnie bad trip to prawdziwe piekło umysłu. To stan, w którym ze nieświadomości za sprawą jakiegoś bodźca - ktoś Ci coś przykrego powiedział, zobaczyłeś coś albo wystarczy, że sobie coś pomyślałeś - wyłażą na pole świadomości ukryte lęki, kompleksy, nieakceptowane pragnienia etc. I to, co z Ciebie wyjdzie zostaje - nawet nie wiesz, kiedy - podkręcone za sprawą LSD do groteskowych rozmiarów, tak, że przestajesz sobie z tym radzić.

Miałem w swoim życiu dwa bad tripy, jeden po drugim w odstępie paru tygodni - przy czym w pierwszym UCZESTNICZYŁEM, lecz to nie ja, lecz mój ziomek wpadł w bad-trip i wciągnął nas w swój dramat(choć oprócz niego żaden z nas kontroli nie stracił), zaś drugi bad-trip był już mój osobisty, autorski rzec by można :-D

Za pierwszym razem zabarykadowaliśmy się w kilku w domu jednego z nas i wrzuciliśmy. Panoramixy, te z zielonym tłem. Były świetne, pod względem mocy dorównywały Hoffmanowi("baba na rowerze"). Niestety, podczas tripu jeden ziomek, nazwijmy go S., zaczął mieć pretensje do drugiego, nazwijmy go K. S. miał w zwyczaju mieć często pretensje do wszystkich o wszystko i strasznie pokazywać innym, co to on nie jest. Lecz tym razem K. - zamiast jak zwykle puścić to wyrozumiale mimo uszu - wpadł w straszne podniecenie i wściekłość. To, co później się działo przypominało jako żywo sceny z Las Vegas Parano - trudno to w ogóle opisać. Najstraszniejszym motywem był kawałek, w którym K. zaczął ulegać rozdwojeniu jaźni... Choć bardziej odpowiadałoby tu określenie 'rozsiedmiowienie jaźni' bo właśnie 7 osobowości rano, już po wszystkim, doliczyłem się podsumowując minioną noc. Jedna była histeryczna i ciągle płakała, inna była agresywna i się na wszystkich rzucała, trzecia była towarzyska i przyjacielska i cały czas chciała z nami rozmawiać, czwarta potrafiła tylko powiedzieć, gdy coś do niej mówiłeś "Zamknij się! Zamknij się kurwa" - i to tak zimnym i twardym głosem, że aż ciarki przechodziły po plecach - a gdy milknąłeś reagowała "Posłuszny, dobrze". Skojarzenia z filmów sadomaso jak najbardziej na miejscu - to miało właśnie ten chory klimat. W pewnym momencie tripu jedna osobowość jak w kalejdoskopie przechodziła w drugą, niektóre się ze sobą kłóciły. Jedna zaczynała coś mówić, a nagle włączała się inna i jej przerywała i mówiła swoje. Koniec końców okazało się, że K. wcale nie nosił do S. uczuć czysto przyjacielskich - a raczej odczuwał do niego bardzo szeeeroko pojmowaną męską przyjaźń. I wyobraźcie sobie - S. miał w zwyczaju pokazywać innym swoją wyższości i mieć do innych pretensje. Znali się od dawna, więc K. znosił fochy ze strony S. już ho ho. Od jak dawna K. czuł do S. to, co czuł, nie wiem. Nie mógł mu tego zakomunikować ani też nawet się do tego świadomie nie przyznawał przed sobą - pomyślcie, jakie musiał mieć w sobie ciśnienie. W pewnym momencie jedna kropla, jedna głupia odzywka przepełniła czarę goryczy - i to, co do tej pory skryte, wylazło na wierzch i zmieniło się w potwora. Na szczęście nad ranem, gdzieś między 2 a 4 trip się 'wypalił' i K. się uspokoił. Powiem może jeszcze, że od tamtego czasu K. nie tknął już kwasa, a jego przyjaźń z S. 'jakoś tak' powolutku zniknęła i teraz już nie mają kontaktu.

Jakiś miesiąc później - jako że nie mam specjalnie wykształconego instynktu samozachowawczego - wrzuciłem po raz kolejny, tym razem samotnie. Podczas tripu pod wpływem dużej ilości haszyszu(baczek mnie zawsze trochę infantylizuje), który wtedy paliłem i pewnego głupiego filmu(Miasto bogów jak kogoś to interesuje) wylazły ze mnie moje kompleksy i, nie wiem nawet kiedy, totalnie zdominowały mój umysł. Wpadłem w pętlę, potrafiłem myśleć tylko o tym, jaki jestem żałosny i nic nie warty - i tak w kółko. Wkręciłem sobie, że jestem NAJGORSZĄ osobą na świecie, ostatnim z ludzi - dosłownie. Świadomość tego była niesamowicie bolesna. Ten ból nie przypominał absolutnie niczego, czego do tej pory doznawałem. To był zupełnie niefizyczny ból, tak, jakby wam ktoś duszę ściskał w imadle. Coś jak ból po stracie bardzo kochanej osoby, tyle że bez takiego kontekstu i x10000. Nie potrafiłem uwolnić się od tych myśli i w pewnym momencie pomyślałem, że już nie mogę wytrzymać - że skoro jestem tak żałosny i jedyne, co mogę, to cierpieć takie katusze, to już lepiej umrzeć. I na serio zacząłem zastanawiać się nad samobójstwem - śmierć w porównaniu z tym stanem wydawała się cudownie cicha, spokojna i pozbawiona bólu. W tym właśnie momencie zdałem sobie sprawę, że wpadłem w bad trip - i to był kulminacyjny punkt tego tripa. W momencie uświadomienia sobie tego poczułem taką delikatną ulgę, jakby ktoś oblał moją duszę cienkim strumyczkiem zimnej wody. Od końca bad-tripu było jeszcze dużo czasu, jakieś 4 godziny walki z samym sobą, ale w tym momencie już wiedziałem, co muszę zrobić - przetrwać, bo to, co się ze mną dzieje, to nic innego, jak działanie LSD. Poszedłem do pokoju, puściłem Zion Train(kocham ten projekt od tego czasu, jego wibracja dosłownie uratowała mi wtedy życie :-) ) i słuchałem tego aż mi 'jazda' nie zeszła do tego momentu, że mniej więcej wiedziałem, co i jak.

Chciałem jeszcze dodać, że wbrew temu, co się o bad tripach mówi i co można pomyśleć po przeczytaniu tego tam powyżej - bad trip wcale nie jest skondensowanym złem i jak się wkręci, to już kaplica. Aby sobie czegoś nie zrobić trzeba zawsze mieć w głowie takiego małego ludka, który niezależnie ile się czego wrzuci, pozostanie trzeźwy i w pewnych momentach da znać, co się dzieje i że to nie jest prawda tylko groteskowa, narkotyczna wkręta. Takie jakby syntetyczne, 'normalne' spojrzenie z zewnątrz.
A po drugie, jak dla mnie, bad trip posiada niesamowity potencjał, więc jeśli ktoś nie wrzuca kwasów rekreacyjnie, ale by osiągnąć samowiedzę to zła podróż wiele mu może dać. Uwalnia ze smyczy nieświadome treści, dzięki czemu można poznać, co w nas siedzi i jak to na nas na poziomie świadomym oddziaływuje. Choć jest to bardzo ostre, niebezpieczne i ciężkie do opanowania doznanie. Ogromnie wiele się w ten sposób o sobie nauczyłem, a dzięki stawieniu czoła własnym demonom czuję się znacznie silniejszy, niż byłem wcześniej.

 

Rejestracja: 2006
Użytkownik nieaktywny
  • 6 / / 0


gorzej tylko jak to co siedzi w podświadomości jest tak ciężkie, że rozpierdala ci twój mózg i nie możesz nad tym zapanować. Podświadomość staje się świadomością, a dla twojego mózgu jest to zbyt ciężkie doznanie, w pewnym momencie głupiejesz i nigdy byś nie chciał widzieć tego co widziałeś na tripie. Później już po tripie dręczą cię te myśli, kompleksy, masz do siebie żal o jakieś sprawy z dalekiej przeszłości itd. itp. i oczywiście może temu towarzyszyć ten strach/uczucie, który towarzyszył na tripie...

Oczywiście nie można tu generalizować, że każdy tak będzie miał, jeżeli ktoś ma mocną psyche to nawet po wielkim bad tripie podejdzie do tego z dystansem <co nas nie zabije to nas wzmocni> :-D , ale też będzie i taki co się tym załamie i będzie miał problemy z główką :-)

 

Rejestracja: 2006
  • 414 / 2 / 0


A jakie macie sposoby na Bad Tripa, na złagodzenie czy wyjście? Może jakaś muza konkretna pomaga?

 

Rejestracja: 2006
  • 185 / 1 / 0


jest taki jeden sposob, najprostszy i chyba najskuteczniejszy, juz kilka razy wyciagnal mnie z badtripa - to USMIECH

 

Rejestracja: 2006
  • 645 / 2 / 0


Ja myślałem o dobrej tabletce w razie złego samopoczucia ;-)
Ale w razie dobrego treż :-D /candyflipping/

 

Rejestracja: 2007
Użytkownik nieaktywny
  • 14 / / 0


Od jakiegoś czasu mam mocną ochotę spróbowac LSD, ale wizja bad tripa mnie (jak na razie) powstrzymuje. Podobne myśli do tych, ktore opisal Daimonion mam czesto 'na trzezwo', takze wyobrazam sobie co dopiero mogloby byc po kwasie. Chodz pewnie i tak sprobuje i mam nadzieje ze zadnego bad tripa nie bedzie :)

 

Rejestracja: 2006
  • 645 / 2 / 0


Imo ważne jest nastawienie do tej podróży. Jak będziesz się bał albo nie okażesz szacunku to może być nieprzyjemnie.

 

Rejestracja: 2006
  • 38 / / 0


dobson pisze:
Ja myślałem o dobrej tabletce w razie złego samopoczucia ;-)
Ale w razie dobrego treż :-D /candyflipping/
Kurcze w sumie dobra opcja w razie bad tripa... załapujesz to wrzucasz xtc... ciekawe czy to działa... próbował ktoś?
Posty: 457 Strona 1 z 46
Wróć do „Lizergamidy”
Na czacie siedzi 83 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości