Shabu - narkotyk dla współczesnych kamikadze

W Europie Zachodniej pojawił się nowy, wyjątkowo silny narkotyk o nazwie Shabu. Ma on wyjątkowe działanie - euforia po jego zażyciu trwa nawet 36 godzin.

Anonim

Kategorie

Źródło

Super Express
TOMASZ SOMMER

Odsłony

6467
W Europie Zachodniej pojawił się nowy, wyjątkowo silny narkotyk o nazwie Shabu. Ma on wyjątkowe działanie - euforia po jego zażyciu trwa nawet 36 godzin. Już po przyjęciu kilku działek popada się w uzależnienie. Efektem ubocznym są rozległe zawały. Po zażyciu Shabu ludzie często popełniają zbrodnie.

Shabu to syntetyczna substancja wynaleziona podczas II wojny światowej w japońskich laboratoriach wojskowych. To tym specyfikiem szprycowani byli kamikadze - piloci samobójcy. Później przez dziesiątki lat Shabu było najpilniej strzeżoną tajemnicą wojskową. Jednak kilka lat temu narkotyk pojawił się w Stanach Zjednoczonych. Teraz trafił do Europy. - To naprawdę dobry towar. Daje niesamowitego kopa - mówił dziennikarzowi brytyjskiego "Sunday People", któremu udało się kupić Shabu w Londynie, malezyjski dealer Suwan. - 10 gramów Shabu kosztuje w Londynie 100 dolarów. - Wiemy już o tym specyfiku - mówi Keith Hellawell, szef brytyjskiej policji antynarkotykowej. - Niestety, bardzo trudno z nim walczyć, bo to jest biały proszek bez żadnego zapachu.

Do Polski nowy narkotyk jeszcze nie dotarł. - Z tego, co wiem, jeszcze czegoś takiego u nas nie ma - mówi "Super Expressowi" Adam Nyk, szef Poradni Narkotykowej Monaru w Warszawie. - Nie wykluczamy, że polscy narkomani zażywali już Shabu, ale my o tym nic nie wiemy - dodał.

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

kisiel (niezweryfikowany)

prosimy wiecej o tym sabu !!!!!!!! <br>
Was (niezweryfikowany)

Brzmi swojsko - jak schabowy - trzeba bedzie sprobowac ;)
Zajawki z NeuroGroove
  • Grzyby halucynogenne
  • Miks

Jego: mieszkanie, muzyka Estas Tonne, zasłonięte okna, trip 'leżący na kanapie'. Mój: nad wodą pod namiotem.

Na pomysł zażycia grzybków wpadłam niejako z desperacji. Byłam wtedy 25 - letnią alkoholiczką, i to na naprawdę strasznym poziomie (ok. 0,7 wódki dziennie). Ewidentnie zapijałam pewne traumatyczne wydarzenie z przeszłości. Próbowałam odstawić alkohol wielokrotnie, bezskutecznie. Gdy trafiłam na informacje, że psylocybina może mi pomóc chwyciłam się tej myśli jak tonący brzytwy. <SPOJLER - nie udało mi się rzucić picia dzięki psylocybinie. Za to niewyobrażalnie pomogło mikrodawkowanie Amanity Muscarii, na ten moment nie piję od ośmiu miesięcy.

  • Grzyby halucynogenne
  • Inne
  • Marihuana
  • Tripraport

Na wstępie pragnę zaznaczyć, że nie był to mój pierwszy kontakt z psylocybina. Rok temu testowałem na sobie kołpaczki. Prawda jest, że mają śladowe ilości psylo, ale w większej ilości dają bardzo ciekawe efekty, ale do rzeczy...

W miniony weekend postanowiłem sprawdzić, jak działają Holenderskie magiczne trufle. Te, które przyjąłem w swoje ciało nosiły nazwę „Atlantis".
15 gram trufli, które to swoim wyglądem przypominają rodzynki w czekoladzie, a smakiem orzechy.

  • 25C-NBOMe
  • Marihuana
  • Pierwszy raz

Nastawienie bardzo pozytywne, miałem głód psychodelicznych doświadczeń, bo minęło już kilka miesięcy od ostatniego "konkretnego" tripu. Nastrój bardzo lekki, ogólna wesołość i świadomość bycia w dobrym towarzystwie, brak poważniejszych obaw, może trochę lekkomyślne podejście. Przyjęcie głównej substancji krótko po północy w noc sylwestrową, podczas imprezy połączonej z mini-koncertem w domu znajomych. Wszystko odbywało się w jednym z dużych polskich miast. NBOMe brałem sam, wcześniej spaliłem kilka jointów z innymi ludźmi i wypiłem dwa piwa w ciągu ok. 3 godzin. Podczas tripa spaliłem kolejne kilka jointów.

Postanowiłem, że ta noc będzie wspaniała. Po prostu nie mogło być inaczej. Ostateczny plan spędzenia sylwestra ukształtował się w mojej głowie dość późno. Wiedziałem, że na pewno zafunduję sobie jakąś psychodeliczną podróż, problemem był tylko dobór środków i okoliczności. W weekend poprzedzający koniec roku zostałem zaproszony na imprezę w domu kolegi. Muzyka na żywo, dobrzy znajomi - uznałem, że to jest to!

  • Marihuana
  • Pierwszy raz

Bardzo zmieszany, zdenerwowany samą sytuacją. To był pierwszy raz, było to w bloku na balkonie w biały dzień. Ogólnie do mj byłem pozytywnie nastawiony, znajomi - najbliższi przyjaciele + moja dziewczyna.

Cześć. Chce tu opisać moją sytuacja po pierwszym razie, może Wam też się tak zdarzyło, może to normalne. Zaczęliśmy jakoś po południu, było jeszcze jasno na zewnątrz. Nie piliśmy nic przed, ani nic z tych rzeczy, paliliśmy na czysto. Atmosfera ogółem była ekscytująca, bo w sumie każdy pierwszy raz palił. Ja byłem zdenerwowany cała sytuacją, bo co tak w biały dzień palić koło sąsiadów? xD No ale mówię no co tam, zrobimy to w miarę skrycie. Zrobiłem całe oprzyrządowanie wiaderka i wynieśliśmy na balkon. Załadowaliśmy i każdy ściągnął po trochu z jednego wiadra.