Narkotyki w więzieniu

Narkotyki stały się zmorą płockiego więzienia. Rodziny i znajomi skazanych przerzucają je nad murem na spacerniak.

Anonim

Kategorie

Źródło

Gazeta.pl

Odsłony

3401

Problem miała rozwiązać specjalna siatka. - Ale jej nie będzie, centrala obcięła nam budżet o połowę - mówi dyrektor zakładu karnego.

Karta zwinięta w rulon albo mocno związana torebka foliowa, w środku śruba, kamień, cokolwiek ciężkiego. I amfetamina, marihuana, haszysz, heroina. Potem wystarczy stanąć na ulicy, wziąć zamach i już - narkotyki lądują na więziennym spacerniaku. A tam czeka na nie skazany.

- To nic trudnego umówić się wcześniej na przerzut - przyznaje Stanisław Niski, dyrektor płockiego Zakładu Karnego. - Prawo zezwala przecież skazanym na rozmowy telefoniczne. Na oddziałach wiszą aparaty.

Na drugą stronę tęczy

Więźniowie odurzali się zawsze. Kiedyś popularny był czaj (herbata do n-tej potęgi), alkohol. - Ale od dwóch, trzech lat na terenie zakładu nie mam absolutnie żadnych problemów z pijącymi osadzonymi - mówi dyrektor. - Teraz królują narkotyki.

Nie ma reguły. Biorą młodzi i ci po 50. - Byle tylko zapomnieć o tym, co ich otacza. Sprawdzamy ich bardzo często, narkotesty mamy z urzędu miasta - mówią w zakładzie karnym. - Tych najbardziej podejrzanych czasem i po kilka razy dziennie. I bardzo często w moczu znajdujemy substancje odurzające.

Narkotyki docierają do zakładu karnego dwiema drogami.

Pierwsza to odwiedzający.

- Oczywiście, jeśli mamy jakiekolwiek podejrzenia, możemy dokładnie przeszukać osobę, która chce się zobaczyć ze skazanym, łącznie z kontrolą osobistą - opowiada dyrektor. - Tylko że dla chcącego zawsze znajdzie się jakiś sposób. Kobiety przenoszą narkotyki w narządach rodnych albo połykają foliowe zawiniątka. Przyczepiają tylko do nich nitkę, a kiedy są już same z osadzonym, pociągają za nią i po kłopocie. Nie wiem, czy zdają sobie sprawę, że igrają z własnym życiem.

Inna droga to tzw. wrzutki przez więzienny mur. Narkotyki lecą na spacerniak falami, najpierw dwa, trzy razy dziennie, potem kilka tygodni jest spokój, i znowu. - Dobrze, kiedy strażnikowi uda się zobaczyć, co się święci - dodaje Stanisław Niski. - Przejmujemy narkotyki, zgłaszamy wszystko policji. W sumie na tym cała sprawa się kończy.

- Bo w jaki sposób ustalić, kto wrzucił narkotyki za więzienny mur? To kwestia sekund - mówi szef płockiej policji Ryszard Kijanowski. - Nawet gdybyśmy otrzymali zgłoszenie jak najszybciej, szanse są znikome. Dlatego naszym zdaniem nad spacerniakiem powinno być zadaszenie.

Oprócz błękitnego nieba

O dachu nad spacerniakiem myślał i dyrektor zakładu. - Mogłaby być to np. gęsta druciana siatka - mówi. - W sumie żadne przepisy nie mówią, że więzień podczas spaceru ma widzieć niebo, ale tak ogólnie wymaga się, by docierało do nich świeże powietrze.

Tylko że taka siatka nad dwoma spacerniakami (po sto m kw. każdy), kosztowałaby ok. 10 tys. zł. - Nawet obiecałem policji, że od stycznia taka siatka się pojawi. Ale na bieżące utrzymanie zakładu dostałem o połowę mniej niż w ubiegłym roku, zaledwie 310 tys. - dyrektor rozkłada ręce. - Nie stać mnie.


DLA GAZETY

Luiza Sałapa

rzecznik Centralnego Zarządu Służby Więziennej

Na świecie nie ma ani jednego więzienia wolnego od narkotyków. I nie wynaleziono sposobu, jak sobie z tym poradzić. Najbardziej wstrząsające jest to, że substancje odurzające przemycają więźniom ich bliscy, bardzo często dzieci. W ostatnią sobotę w Garbalinie znaleźliśmy 100 tabletek - jeszcze nie wiadomo czego - przy chłopcu, który razem z babcią miał odwiedzić tatę. W ub.r. przejęliśmy 600 takich "dostaw" w całej Polsce. Tak wiem, że to niedużo, ciemna liczba musi być o wiele większa. Spotkaliśmy się nawet z narkotykami włożonymi do wydrążonych kości pieczonego kurczaka. Jak z tym walczyć? W tym momencie najlepiej sprawdzają się psy, mamy ich już ok. 50, mogą korzystać z nich zakłady w okręgach. Ale więźniowie też robią wszystko, żeby je przechytrzyć. Rozsypują w celi pieprz, a nawet szkło, tak, żeby pies się poranił.

A jeśli chodzi o dach - w bardzo wielu zakładach karnych miejsca spacerowe są zadaszone. Pomaga to ustrzec się także ucieczek. I dyrektor płockiego zakładu powinien zrobić wszystko, żeby takie zadaszenie pojawiło się i u niego. To po prostu kwestia zastanowienia się, na co najlepiej przeznaczyć pieniądze.

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

dziq (niezweryfikowany)

nie umieja utrzymac wiezienia wolnego od dragów, a chca zeby w calym kraju ich nie bylo <br> <br>hipokryzja i nieświadomka
Armageddon (niezweryfikowany)

nie umieja utrzymac wiezienia wolnego od dragów, a chca zeby w calym kraju ich nie bylo <br> <br>hipokryzja i nieświadomka
Zajawki z NeuroGroove
  • Dimenhydrynat

Set & Setting: Ciepły, sierpniowy wieczór, działka nad morzem, warunki wprost idealne.

Dawkowanie: 15 tabletek, zażytych "ad hoc", gdyż po długich doświadczeniach z DXM tak mała ilość piguł w przełyku wydaje mi się śmieszna=P

Doświadczenie: DXM(b. wiele razy), Dimenhydrynat(1x), Benzydamina(1x), THC(b. wiele razy), MDMA(kilka razy), Amfetamina(kilka razy), Bromo-Dragonfly(1x), LSA(3x), oraz wszelkiej maści "dopalacze"

Wiek: 20 lat

Waga: 73kg

  • DiPT

Substancja i dawka: 60-70 mg DiPT (diizopropylotryptamina)





Pewnego słonecznego dnia w wakacje 2004 roku zażyłem z rana mniej więcej 60 - 70 mg DiPT\'a. Miałem to od znajomego, który zamówił tą dziwną substancję z research chemicals. Nie chciałem z początku pisać tego TR, bo DiPT wydał mi się na początku mało ciekawą substancją. Z perspektywy czasu jednak wspominam to jako zabawne, nietypowe doświadczenie.


  • Bad trip
  • LSD-25

dojebana chata we wsi Wygoda, uczucie bezpieczeństwa pod względem odległości od miasta, zawsze się martwię o przypał ze strony sąsiadów, współlokatorów etc., natomiast towarzyszami mi byli mój przyjaciel i były partner + jego dziewczyna moje nastawienie było dobre a ów kumpel jest osobą, której najbardziej ufam, natomiast z jego dziewczyną niby się lubimy, ale jest w tym jakaś zazdrość i niezręczność wieczór i trap z głośników

Ponieważ kwas poleciał po pixach, wspomnę najpierw o nich. Były to różowe Donkey Kong o kształcie i wizerunku małpiej głowy. Googlaliśmy te pixy i było parę komentarzy, że ktoś po niej umarł, więc postanowiliśmy wziąć pół (19:45). Później okazało się, że o heinekenach (poprzednie doświadczenie) też tak pisali, a więc chyba o wszystkich są takie informacje. Niemniej dobrze wyszło, bo miło nas porobiło, a starczyło na dłużej. Wiedzcie, że z T. rozstaliśmy się rok temu po czterech latach związku, w tym 6 miesiącach mieszkania razem.

  • Marihuana
  • Marihuana
  • Tripraport

Dobry nastrój. Ładna pogoda. Zioło odmiany Godfather OG 21% thc

T-10min

Wyszłam z domu na spotkanie ze znajomymi, ale że miałam stosunkowo mało czasu, to zrobiłam tłoka sama, w drodze. Miałam przy sobie Godfathera, którego nigdy nie próbowałam.

T+0

Zboczyłam na chwilę z drogi i usiadłam wygodnie w krzakach pod drzewkiem.

T+5min