Ooooo dude let's do it! Let's snort some
3... *bębny*
MeO... *więcej bębnów*
PCE!
Yeeeeeeee!
Wielokrotnie już przyjmowane w tym tygodniu koktajle narkotykowe sprawiły, że obaj zachcieliśmy wincyj.
Wyobraź sobie, że co 25 dni listonosz puka do Twoich drzwi i wręcza Ci przesyłkę od rządu federalnego. W środku nie ma jednak pism z urzędu skarbowego, lecz metalowa puszka przypominająca opakowanie od kawy. Po jej otwarciu widzisz 300 starannie skręconych jointów.
Wyobraź sobie, że co 25 dni listonosz puka do Twoich drzwi i wręcza Ci przesyłkę od rządu federalnego. W środku nie ma jednak pism z urzędu skarbowego, lecz metalowa puszka przypominająca opakowanie od kawy. Po jej otwarciu widzisz 300 starannie skręconych jointów.
Dla Irvina Rosenfelda, maklera giełdowego z Florydy, to rzeczywistość od 1982 roku. To historia o medycynie, rekordach Guinnessa i wielkiej systemowej hipokryzji.
Irvin Rosenfeld to postać nietuzinkowa. W 2006 roku oficjalnie trafił do Księgi Rekordów Guinnessa. W 2014 roku potwierdził swój tytuł osoby, która spożyła największą udokumentowaną ilość marihuany w historii. Dziś licznik wskazuje już ponad 120 000 sztuk.
Skąd ta precyzja? Irvin posiada dokumenty na każdy gram. Podczas gdy inni mogą tylko zgadywać, ile spalili w życiu, Rosenfeld dysponuje rządowymi potwierdzeniami odbioru. Każdy joint, który wypalił przez ostatnie 40 lat, został wyhodowany, skręcony i zewidencjonowany przez władze USA.
Wszystko zaczęło się od diagnozy: rzadka i bolesna odmiana raka kości (liczne wyrośla kostne). Tradycyjne leki nie pomagały. Irvin odkrył, że tylko konopie uśmierzają ból i rozluźniają mięśnie. Po długiej batalii prawnej został przyjęty do programu Compassionate IND (Investigational New Drug).
Był to eksperymentalny program rządu federalnego. Przez lata „rządową trawkę” otrzymywało kilkunastu pacjentów. Choć program zamknięto w 1992 roku pod naciskiem politycznym, osoby już w nim będące zachowały swoje prawa. Dziś żyje już tylko czwórka ocalałych (w tym brat Irvina, Pete), którzy dożywotnio otrzymują darmowe leki od państwa.
Choć legendy krążą o mitycznej odmianie „G13” rzekomo skradzionej z tajnych szklarni, rzeczywistość Irvina była mniej kolorowa.
Rosenfeld wypala średnio 10-12 jointów dziennie. Co najbardziej zadziwiające – on w ogóle nie czuje „haju”.
Dzięki konopiom Irvin prowadzi aktywne życie zawodowe jako makler. W wolnym czasie jako wolontariusz uczy niepełnosprawne dzieci żeglarstwa. Co więcej, mimo wypalenia gigantycznej ilości skrętów, jego płuca są w świetnej kondycji. Regularne badania nie wykazują rozedmy ani spadku wydolności, co jest fenomenem dla lekarzy.
Irvin Rosenfeld to nie tylko pacjent, ale i odważny aktywista. Często pojawiał się na spotkaniach z politykami, kładąc na stole puszkę z napisem „Własność Rządu USA”.
Używał jej jako ostatecznego argumentu przeciwko prohibicji. „Jak możecie twierdzić w ustawach, że marihuana nie ma właściwości leczniczych, skoro co miesiąc wysyłacie mi ją jako lek ratujący życie?” – pytał urzędników.
Swoją historię opisał w książce pt. „My Medicine”. Do dziś pozostaje jednym z najważniejszych symboli walki o dostęp do medycznej marihuany, pokazując, że konopie mogą być bezpiecznym towarzyszem życia przez dziesięciolecia.
Ooooo dude let's do it! Let's snort some
3... *bębny*
MeO... *więcej bębnów*
PCE!
Yeeeeeeee!
Wielokrotnie już przyjmowane w tym tygodniu koktajle narkotykowe sprawiły, że obaj zachcieliśmy wincyj.
Podjarka niesamowita, fascynacja, zaciesz, wysokie oczekiwania, pycha, zuchwałe podejście typu "Należy mi się to i to..." Czyli ogółem mocno przesadzona ambicja, za którą los potrafi ukarać.
ELESDI- Wreszcie Cię mam. Mam i zamierzam skonsumować. Po całych latach (właściwie to niecałym roku, bo o mocy kwaska się dowiedziałem niedawno stosunkowo) poszukiwań, po wielu staraniach, przez ciężar pracy i przez milion poświęceń... KWAS! Mam go. Wpadł mi w ręce.
A tak serio to znalazłem go w rynsztoku przypadkiem.
Przytulny, pełen magii pokój współtowarzysza podróży, przygaszone światło, cisza, spokój a w tle leci album shpongle.
25.10.2007
Cały dzień chodziłem troszkę zdenerwowany, obawiałem się tego, że coś może pójść nie tak, nigdy nie podawałem żadnych substancji, a tym bardziej narkotyków metodą domięśniową, jednak wszystko udało się z nawiązką. Wraz z forumowym kolegą leśnikiem ok. godziny 23, przystąpiliśmy do przygotowań. Sporządzono mieszaninę, 4ml wody do iniekcji z 100mg DPT Hcl, używając grzejnika, żeby troszkę podgrzać wodę, wszystko się ładnie rozpuściło i zostało przefiltrowane przed nabraniem roztworu do strzykawek.
Wreszcze po jakims czasie zdecydowalem sie na dxm. Po szkole poszedlem do
apteki i nabylem Acodin w tabletkach (5,55zl). Zero problemow z recepta:)
Aptekarka miala tylko drobne problemy z drobnymi w kasie;) _Kuracje_
zaczalem dopiero wieczorem. O 21:20 zaladowalem 15 tabletek czyli 225 mg, co
w przeliczeniu daje 3,57 mg/kg. Chcialem zaladowac wszystko, ale wolalem nie
ryzykowac - nastepnego dnia mialem klasowke z matmy. Po 20 minutach
doladowalem jeszcze 5 i poziom podniosl sie do 4,76 mg/kg. Odpalilem gierke
Komentarze