Wpis usunięty z powodów prywatnych.
Młody mężczyzna podsuwał papierek z jakąś substancją swoim kolegom. Strażnikom miejskich tłumaczył, że tak sprawdzali "lekarstwo na kaca od nieznajomego". Policyjny narkotest wskazał, co to był za "lek".
Młody mężczyzna podsuwał papierek z jakąś substancją swoim kolegom. Strażnikom miejskich tłumaczył, że tak sprawdzali "lekarstwo na kaca od nieznajomego". Policyjny narkotest wskazał, co to był za "lek".
Strażnicy miejscy z VI Oddziału Terenowego, którzy patrolowali Pragę-Północ, zauważyli przed sklepem przy Dąbrowszczaków trzech młodych mężczyzn. Jeden kucał przed pozostałymi i podsuwał im papierek z jakąś substancją.
"Zanurzali w niej palec i pocierali dziąsła. Na widok funkcjonariuszy mężczyzna pospiesznie zwinął karteczkę i schował do saszetki, którą miał na ramieniu. Strażnicy podeszli do niego i polecili, by opróżnił saszetkę. W papierku był krystaliczny proszek o słomkowej barwie. Zapewniał funkcjonariuszy, że zawiniątko nie należało do niego. Na pytanie "do kogo w takim razie należy”, opowiedział strażnikom ciekawą historię: jak twierdził, zawiniątko z proszkiem dostał od nieznajomego, który zapewniał, że pomoże mu wyleczyć "kaca". Ponieważ "chory na kaca" nie był pewien, co znajduje się w zawiniątku, postanowił poradzić się dwójki ludzi sprzed sklepu" - informuje w komunikacie stołeczna straż miejska.
Strażnicy mieli zauważyć właśnie moment "testowania" substancji z papierka. Zabezpieczyli pakiecik z proszkiem i wezwali policję. Policyjny test narkotykowy wskazał, że "lekarstwem na kaca" był mefedron. Mężczyzna został zatrzymany, usłyszy zarzuty posiadania narkotyków.
Brak
Dlugo zbieralem sie na napisanie trip raportu o moim pierwszym razie z nielegalnymi uzywkami, ale nadszedl ten moment. Musimy sie cofnac wiele wiele lat wstecz, do momentu w ktorym mialem uwaga - 13 lat. Wiadomo, ze dzieci w tym wieku ulegaja presji rowiesnikow i tak rowniez bylo w tym przypadku. Mlody ja, podjarany tym, ze w koncu uda mu sie sprobowac zielska o ktorym tak wiele pozytywnych rzeczy przeczytal oraz uslyszal, bez wachania wyzydzil pieniadze od dziadka na "pizze z kolegami" xD (chociaz adekwatniej by brzmialo "pizde z kolegami"). Spotykam sie ja, J, Z i N.
Kopenhaga, piękny dzień, pozytywne nastawienie.
Liczymy spadających Duńczyków
Leżymy na dachu kopenhaskiej gliptoteki, spoglądając na ludzi drących się obok, w Tivoli. Kiedy kolejka górska irracjonalnie zwalnia, kiedy spadający swobodnie wagonik zdaje się toczyć powoli w dół, kiedy kręcący się obok ludzie zaczynają ruszać się jak muchy w smole, decydujemy, że pora iść dalej.
* * *
Kiedy zeszłego poranka zaproponowałem żonie, żebyśmy poszli do Tivoli, spojrzała na mnie krzywo i zapytała:
— I będziesz chciał jeździć na karuzelach?
Komentarze