Swoim textem nie chce zachecac do brania srodkow oduzajacych, mowie tylko
wlasne przezycia…
W pięciu stanach USA, w których miała miejsce legalizacja użycia marihuany, wzrosła liczba wypadków samochodowych, w tym tych z ofiarami śmiertelnymi.
W pięciu stanach USA, w których miała miejsce legalizacja użycia marihuany, wzrosła liczba wypadków samochodowych, w tym tych z ofiarami śmiertelnymi.
Od razu zaznaczę, że ten wpis nie ma na celu nikogo zachęcać ani zniechęcać do korzystania z zioła. Jeśli już miałbym do czegoś zachęcać, to do jazdy bez używania jakichkolwiek środków, które mogą negatywnie wpływać na szybkość reakcji, czy koncentrację kierowcy – zarówno nielegalnych jak i legalnych. Ale skoro amerykańska agencja zajmująca się kwestią bezpieczeństwa w transporcie drogowym (IIHS) zwróciła uwagę na zmiany w statystykach, nie sposób tego tematu zlekceważyć.
IIHS do spółki z HLDI (Highway Loss Data Institute) zebrały statystyki ze wszystkich stanów USA i przeanalizowały je pod kątem zmian liczby wypadków w ostatnich latach, a potem spojrzały na wyniki przez pryzmat legalizacji marihuany. Temat zaczyna nabierać rozpędu, bo już ponad 68 proc. Amerykanów jest za legalizacją, przybywa stanów, w których rekreacyjne korzystanie z zioła jest legalne i rośnie ogólne zużycie tego towaru. Podobno wzrost przychodów budżetowych wynikający z opodatkowania tej gałęzi przemysłu zachęca kolejne stany do pójścia w ślady pierwszych odważnych.
Jednak legalizacja marihuany to nie tylko zalety dla budżetu
Doniesienia z Kaliforni, Kolorado, Newady, Oregonu i Waszyngtonu – stanów, w których w ostatnim czasie zalegalizowano korzystanie z marihuany w celach rekreacyjnych – potwierdzają, że efektem ubocznym tej decyzji jest wzrost wypadków drogowych. Zestawienie wyników z okolicznymi stanami, w których korzystanie z marihuany wciąż jest nielegalne wykazało, że w tych wymienionych wyżej liczba wypadków z rannymi jest wyższa o 6 proc., a wypadków śmiertelnych – o 4 proc. Potwierdzają to również ubezpieczyciele z Kolorado, Newady, Oregonu and Waszyngtonu – odnotowali czteroprocentowy wzrost liczby szkód.
Ale zanim pójdziecie palić opony pod sejmem i biegać z transparentami, że marihuana zabija na drogach, proponuję zwrócić uwagę na kilka drobiazgów, które poszerzają obraz badania
W 2015 r. National Highway Traffic Safety Administration (NHTSA) przeprowadziło badanie, z którego wynikło, że samo korzystanie z marihuany nie zwiększa ryzyka doprowadzenia do wypadku. Testy prowadzone na symulatorach wykazały, że po marihuanie kierowcy reagują wolniej, trudniej im skoncentrować uwagę, mają problemy z utrzymaniem pojazdu w pasie ruchu i ogólnie popełniają za kierownicą więcej błędów w porównaniu z prowadzeniem na trzeźwo. Ale z drugiej strony jeżdżą wolniej, rzadziej podejmują próby wyprzedzania i utrzymują większy dystans od poprzedzającego auta. No chyba, że połączymy korzystanie z marihuany z alkoholem – wówczas można mówić o wzroście ryzyka. Według cytowanych na wstępie badań IIHS i HLDI odnotowano mniej przypadków użycia alkoholu, ale wzrosła liczba osób łączących alkohol z paleniem zioła. Ale w takiej sytuacji trudno zrzucać winę na marihuanę.
IIHS zwraca uwagę na jeszcze dwa detale – możliwe, że te wzrosty to efekt nowości – skoro marihuana jest legalna to więcej ludzi jej próbuje, część tylko chwilowo i jak pierwsze zachłyśnięcie nowością minie, popularność spadnie i tabele z wynikami wypadków również. A popularność rośnie, bo niektóre stany zaczęły wykorzystywać legalizację marihuany jako element kampanii dla turystów. I właśnie ci turyści to drugi detal – legalizacja marihuany mogła pociągnąć za sobą zwiększenie ruchu wynikające z odwiedzin mieszkańców ościennych stanów, w których marihuana wciąż nie zostałą zalegalizowana. Szczegółowej analizy pod tym kątem IIHS nie przeprowadziło.
Na koniec wychodzi, że w zasadzie nic się nie zmienia. Przeciwnicy legalizacji mogą rzucać klikbajty, że legalizacja oznacza wzrost liczby wypadków i co do zasady będą mieli rację. A przeciwnicy mogą przywoływać argumenty poświadczające, że sama legalizacja marihuany to nie wszystko, bo działają też inne czynniki. I walka może toczyć się dalej.
Swoim textem nie chce zachecac do brania srodkow oduzajacych, mowie tylko
wlasne przezycia…
Wszystko zaczeło się niewinnie, kumpel zadzwonił "siema, mam bucha wpadaj". No czemu, byłem u niego za 5min spaliliśmy 3 lufki bo więcej nie miał. Normalna faza po mj słuchamy muzyki i gastro. Nagle zadzwonił inny kumpel i powiedział że ma haszysz, każdy wiedział o co chodzi (fake hash). Na początku byłem zaparty że tego już nie pale, a paliłem wcześniej, fajna faza, ale nie chciałem już dłużej tego palić bo wiedziałem że to jest dopalacz i po prostu szkoda zdrowia i kiedyś może to się źle skończyć.
lekkie fizyczne zmęczenie upalnym dniem, wczesny wieczór,pokój z otwartymi oknami, miło nastawiające towarzystwo siostry i to znane wielu osobom uczucie chęci by teraz było lepiej niż poprzednim razem
Nie wiem, czy powinno mnie to martwić, ale bardzo lubię to uczucie uspokojenia w ciągu dnia. To, które pozwala łatwiej mi znieść każde niepowodzenie. To, które stało się złotym zdaniem powtarzanym w myślach zawsze, gdy przypominam sobie swoją słabość. Świat może mi robić co chce, podczas gdy ja mam na niego najlepsze antidotum w postaci stwierdzenia, że dziś i tak coś sobie wezmę;) Tak było i w tym przypadku, którego zaistnienia w nie żałuję w najmniejszym nawet stopniu.