Pozwól mi upaść. Kino narkotykowe w służbie dobra

Kino o uzależnieniu narkotykowym, jeśli chce robić coś więcej niż tylko grozić paluszkiem, powinno spojrzeć na kontekst społeczny i pogrzebać w codzienności osób, które popadają w narkomanię.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

film.org.pl
Jakub Koisz

Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

327

Kino o uzależnieniu narkotykowym, jeśli chce robić coś więcej niż tylko grozić paluszkiem, powinno spojrzeć na kontekst społeczny i pogrzebać w codzienności osób, które popadają w narkomanię. Islandzki dramat w reżyserii Baldvina Zophoníassona zdaje się mówić o młodych Finach rzeczy, które z naszej perspektywy nie były dotychczas poruszane przez tamtejsze kino (choć to nieprawda). To przejmujące, pełne gorzkich przemyśleń studium uzależnienia od dwóch sił, które łapią w swoje macki równie mocno – drugiego człowieka oraz środków odurzających. Niby mieliśmy już to wszystko w powieściach Breta Eastona Ellisa i serialu „Euforia”, ale tutaj dochodzi jeszcze chłód islandzko-fińskich artystycznych rąk. Jak na film o nudzie życia – ogląda się go całkiem emocjonująco.

Reżyser prowadzi fabułę w sposób na tyle uniwersalny i przejrzysty, że rozumiemy, czemu bohaterom może się w życiu nie udać, a przede wszystkim – czemu odwiedzili piekło. Magnea i Stella kradną wartościowe przedmioty mężczyznom, z którymi umawiają się przez sieć na seks. W międzyczasie szwendają się ze swoją równie znudzoną, wciąż powiększającą się paczką, uprawiają miłość oraz, rzecz jasna, biorą używki. To oczywiście eufemizm, nieoddający ilości środków, które dziewczyny wpompowują do swojego krwiobiegu. Stopniowo robi się zbyt intensywnie, aby żyć i kochać, ale zbyt głęboko, aby przestać. I właśnie z tej perspektywy obserwujemy najmroczniejsze oraz najprzyjemniejsze doświadczenia bohaterek ze swoim ciałem, bowiem dwadzieścia lat po upojnych chwilach Stella i Magnea spotykają się ponownie. Ta pierwsza jest po udanej terapii, a drugą w dalszym ciągu dusi nałóg. Uczucie wyparowało, ale pociąg do używek jest jeszcze silniejszy.

Terapeutyczny walor tkwi więc w zdrowiejącej (bo nigdy nie będzie ona w pełni zdrowa) perspektywie kogoś, kto po latach ma okazję spojrzeć na zabawę z zewnątrz. Dzięki temu również odbiorca filmu może przyjrzeć się problemowi uzależnienia z dwóch stron – nieco od wewnątrz, oczami ludzi, którzy kochają się nawzajem, a nienawidzą siebie samych, a także z lotu ptaka, gdy po młodzieńczych wybrykach pozostają już tylko blizny oraz wciąż ropiejące rany. Zophoníasson kocha swoich bohaterów, więc czyni ich niejednoznacznymi. I tak zmęczona życiem Magnea, świetnie zagrana przez Elín Sif Halldórsdóttir, jest postacią tak złożoną, że mimowolnie kibicujemy jej nawet wtedy, gdy czyni niezbyt szlachetne rzeczy. Reżyser wydaje się mówić, że problemy, które doprowadzają nas do upadku, zaczynają się od łatwych do przeoczenia symptomów. Uzależnienie bowiem nie rodzi się wraz z pierwszą dawką środka odurzającego, a o wiele wcześniej – i to spostrzeżenie zdaje się uderzać w sedno wyspiarskiego społeczeństwa. Bardzo zresztą ładnie komponuje się wizualne rozedrganie narkomana z senną, leniwą, ale też depresyjną scenerią skandynawską. Co ciekawe – rzeczywistość islandzkich klubów, zblazowana młodzież i gęsia skórka przywołują na myśl bardzo znajome, nadwiślańskie scenerie jesienno-zimowe, które świetnie pokazał choćby serial „Ślepnąć od świateł”.

Baldvin Zophoníasson poprzez kino niszowe zechciał nam opowiedzieć o początkach uzależnienia oraz okresie, gdy pozostaje ono jedynie cieniem, który zszedł ze ściany naszej młodości. Już Życie na kredycie dowiodło, że świetnie rozumie problemy skandynawskich milenialsów, ale Pozwól mi upaść nie wydaje się być tak autobiograficzne jak poprzednie produkcje, a raczej mocno reportażowe. Reżyser bierze pod lupę znaną mu historię, filtruje to przez własne doświadczenia, a następnie oddaje hołd ofiarom. Takie kino narkotykowe przemawia wyłącznie w imieniu dobra oraz słuszności.

Oceń treść:

Average: 8.5 (2 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • 4-ACO-DMT
  • 4-HO-MET

Set& Setting: cały trip w moim pokoju, prawie cały w łóżku, noc.

Dawkowanie: 100mg 4Aco-DMT+100mg 4Ho-Met, średniej wielkości konopny joint. Waga: prawie 80 kg cielska, mężczyzna.

Doświadczenie-Marihuana, haszysz, DXM, kodeina, tramadol, alkohol, fajki, nikotyna, benzydamina, mnóstwo różnych benzodiazepin, 4Aco-DMT, 4Ho-Met, mieszanki ziołowe z różnych sieci kolekcjonerskich, i pewnie mnóstwo zapomnianych substancji (miałem bujną młodość).

Czas-Jakoś od 21 do 6 rano, dokładnie trudno określić

  • Zolpidem

Raczej ponury. W swoim pokoju w nienajlepszym humorze. Chciałem iść spać.

 

Tabletkę Stillnoxu kładę pod językiem. Po chwili zmywa się cukrowa otoczka. Moje usta wypełnia gorzki smak. Czekam parę minut i z minuty na minutę zaczyna mi się robić lżej, jakby moje ciało pływało w cieczy. Kończę pisać jedną ważną wiadomość do przyjaciela i zamykam komunikator. Cały czas ze słuchawkami na uszach wybieram utwór (Archive – Again), by wyciszyć się przed snem.

Po chwili, ledwo powstrzymując odruch wymiotny podchodzę do umywalki. Popijam gorzkie błoto po rozpuszczonej tabletce i wracam do komputera.

  • Bad trip
  • Kodeina

własny pokój, godzina 23, dobre grzanie

Witam, ja jestem dekoderemakodyny, a to jest mój trip raport. Bez przydługiego wstępu opiszę coś, co do tej pory wydawało mi się raczej niemożliwe. Równanie na wiek autora to mniej więcej cztery do drugiej,hehe.

  • Bieluń dziędzierzawa


  • Substancja: Bieluń

  • Doświadczenie: pierwszy raz

  • Dawka: wywar z 4 dużych kwiatów

  • Metoda: doustnie :-)

  • set & setting spokoj :D[...]


Godzina 22:00 pakuję się do ogródka i zrywam cztery duże i ładnie pachnące czerwone (?) kwiaty. W pobliżu czekają koledzy :D szybko wyskakuję i udaję się w stronę domu by przygotować magiczny wywar, na który długo czekałem.