Paul McCartney: Po DMT ujrzałem Boga

Cóż, jedni po spożyciu widują Lucy z diamentami na niebie, a inni pukają do nieba drzwi. Sir Paul opowiedział o największym odlocie, jakiego doświadczył w życiu.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

AntyRadio.pl
Maciej Koprowicz

Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi (skrócony) przedruk z podanego źróła.

Odsłony

767

Cóż, jedni po spożyciu widują Lucy z diamentami na niebie, a inni pukają do nieba drzwi. Sir Paul opowiedział o największym odlocie, jakiego doświadczył w życiu.

The Beatles nigdy nie należeli do grzecznych chłopców, choć ich wczesny wizerunek mógłby sugerować coś innego. Kiedy akurat nie tworzyli najlepszej muzyki na świecie, znajdowali czas na najrozmaitsze używki.

W połowie lat 60. Beatlesi wkroczyli w świat muzycznej psychodelii, a inspirację dla swoich brzmieniowych wędrówek znajdowali między innymi w halucynogennych narkotykach, zwłaszcza LSD. Przodował w tym John Lennon, autor „Lucy In The Sky With Diamonds” i „I Am The Walrus”, ale i Paul McCartney nie gardził odlotowymi substancjami.

W wywiadzie dla „Sunday Times” sir Paul opowiedział o swoim największym odlocie. Doświadczył go po zażyciu dimetylotryptaminy (DMT), substancji psychoaktywnej pochodzenia roślinnego. Podczas narkotycznego seansu muzykowi towarzyszył jego przyjaciel, sprzedawca dzieł sztuki Robert Fraser. „Macca” pod wpływem DMT miał zobaczyć… samego Boga.

Wokalista szczerze relacjonował:

Natychmiast zostaliśmy przygwożdżeni do sofy. Zobaczyłem Boga, niesamowitą, piętrzącą się istotę i poczułem pokorę. Ten moment nie odmienił mojego życia, ale to był dla mnie trop.

To było wielkie. Ogromny mur, którego szczytu nie mogłem dojrzeć, a ja byłem na samym dole.

Ktoś mógłby powiedzieć, że to tylko narkotyk, halucynacja, ale obaj, ja i Robert, pytaliśmy się nawzajem: „Widziałeś to?”. Obaj czuliśmy, że ujrzeliśmy wyższy byt.

Oceń treść:

Average: 9.4 (5 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Efedryna

Siema!

  • Amfetamina

Raport, który zaraz przeczytasz nie będzie raportem konkretnej jazdy. Będzie raczej zestawieniem ich wszystkich, czyli krótkim narko-rysem.



Może najpierw trochę o mnie. Chodzę do LO w niemałym mieście, jestem typem idealistki i romantyczki. Szkoła:: przeważnie bez problemów. Dom:: jak każdy inny, ale nie narzekam :). Mam wielu znajomych, jednak prawdziwych, zaufanych przyjaciół na palcach jednej ręki da się policzyć.

  • Grzyby halucynogenne
  • Tripraport

bardzo pozytywne

Pomysł pojawił się już kilka lat temu, kiedy to usłyszałam o psilocybe mexicana, lub kolokwialnie mówiąc, “grzybach”. Wtedy jeszcze, był to tylko zamysł, małe ziarenko upchnięte gdzieś w świadomości. Absolutnie jestem zdania, że do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć, aby móc je w pełni doświadczyć. Tyle wstępu, przejdę teraz do mej relacji z tak zwanej wycieczki.
Wspomniane ziarenko, zakiełkowało po przeczytaniu relacji z tripu znajomego, spojrzałam wtedy na grzybki z innej perspektywy, zobaczyłam w tym nie tylko zabawę, ale i coś głębszego.

  • Etanol (alkohol)
  • LSD-25
  • Miks

Nastawienie na ciekawą wycieczkę, bez wygórowanych oczekiwań, radość, że udało się dostać substancję po 1,5 roku poszukiwań. W towarzystwie dwóch kumpli - W., z którym kwasiłem już wcześniej i D. Wyprawa do lasów w pobliżu domu D., listopadowe popołudnie, które szybko zmieniło się w wieczór a potem także noc.

Minęło już półtorej roku od mojej pierwszej i zarazem ostatniej próby z LSD, więc kiedy udało się zdobyć papierki bardzo się ucieszyłem. Planowaliśmy razem z kilkoma kumplami zrobić większą wycieczkę. Generalnie chętnych było dość dużo, bo chyba z 7 czy 8 osób, ale nie mogliśmy znaleźć wspólnego terminu, który by wszystkim pasował. Zadecydowaliśmy więc razem z W i D, że zrobimy jedną mniejszą wyprawę zanim zbierzemy się na tę dużą, właściwą.