Ustawa Liroya utrudniła dostęp do marihuany

Pacjenci potrzebujący leków z kannabinoidami wciąż nie mogą ich zamówić w polskiej aptece. Ani liczyć na refundację tych z importu docelowego.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Rzeczpospolita
Karolina Kowalska

Komentarz [H]yperreala: 
Czytelnikom sugerujemy wzięcie poprawki na fakt, że ustawa w formie, w jakiej ją przyjęto, od zamysłu Piotra Liroya-Marca odbiega dość znacznie.

Odsłony

457

Pacjenci potrzebujący leków z kannabinoidami wciąż nie mogą ich zamówić w polskiej aptece. Ani liczyć na refundację tych z importu docelowego.

Miał być łatwiejszy dostęp – jest podwyżka. Nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, wprowadzająca możliwość sprowadzania do Polski suszu i wytwarzania leków na bazie medycznej marihuany, okazała się martwym prawem. Jej artykuły 33a–33d uznają wprawdzie ziele, wyciągi, nalewki oraz żywicę konopi innych niż włókniste za surowiec farmaceutyczny przeznaczony do sporządzania leków recepturowych, ale ich wytwarzanie jest dziś niemożliwe. Pacjenci sprowadzający leki z zagranicy nie mogą natomiast liczyć na refundację.

LEKARZ NIE PRZEPISZE

Założenia były szczytne – chorzy, którym lekarz przepisze leki z medyczną marihuaną (np. dzieci z padaczką lekooporną czy cierpiący na schorzenia onkologiczne), nie będą musieli ich sprowadzać z zagranicy poprzez import docelowy. Dzięki nowelizacji farmaceutyki mogą zostać wytworzone w Polsce, przez farmaceutę w lokalnej aptece. A to sprawi, że ceny takich leków spadną. Eksperci szacowali, że gram medycznej marihuany mógłby kosztować 50–60 zł, a miesięczna kuracja od 1,5 do 2 tys. zł.

Spodziewając się lawiny wniosków od przedsiębiorców chętnych na import suszu, resort zdrowia postanowił zniechęcić pacjentów do występowania o import docelowy dużo droższych leków z zagranicy. I posługując się ogólną opinią Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT), m.in. o niskiej efektywności takiej terapii wobec możliwych kosztów, uznał, że ich refundacja się nie opłaca. Pacjenci skarżą się, że ich wnioski o refundację leków z medyczną marihuaną sprowadzanych z zagranicy w procedurze importu docelowego spotykają się z odmową. I za kurację muszą płacić z własnej kieszeni, co często przekracza ich możliwości finansowe.

Ministerstwo Zdrowia informuje tylko, że w ciągu ostatnich dwóch lat wydano 194 zgody na sprowadzenie z zagranicy leków zawierających kannabinoidy i 22 odmowy ich refundacji.

IMPORTER NIE SPROWADZI

Na zmianę sytuacji nie ma co liczyć, bo na lek z „polską marihuaną" trzeba będzie czekać co najmniej kilka miesięcy. Najważniejszym problemem jest brak norm, według których aptekarz mógłby go sporządzić – stężenia, dawek, sposobu wytwarzania. W Farmakopei Polskiej, dokumencie określającym wymagania jakościowe produktów leczniczych i surowców farmaceutycznych wydawanym przez Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych (URPL), próżno szukać wytycznych dotyczących leków z medyczną marihuaną.

– To sprawia, że lekarz nie ma jak przepisać leku, farmaceuta go przygotować, a ewentualny dystrybutor sprowadzić surowca do produkcji marihuany – tłumaczy Mariusz Politowicz, farmaceuta i członek Naczelnej Rady Aptekarskiej.

Jego zdaniem do sprowadzania suszu nie zachęca też zła sława, jaką cieszą się leki narkotyczne, jak potocznie nazywa się leki opioidowe. I to nie tylko wśród samych chorych, ale i farmaceutów, którzy realizują receptę na takie leki, a także dystrybutorów i hurtowników.

Nawet jednak jeśli Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych określi wytyczne dla leków z medyczną marihuaną i znajdzie się przedsiębiorca gotowy sprowadzać susz, chorzy zamówią leki w Polsce co najmniej za kilka miesięcy. Przed wprowadzeniem na rynek przedsiębiorca taki musiałby bowiem skierować wniosek o rejestrację surowca do URPL. A urząd ma na decyzję aż 270 dni, czyli dziewięć miesięcy. Kolejnych kilka miesięcy zajęłoby przeszkolenie lekarzy i farmaceutów przygotowujących leki.

Paulina Kieszkowska-Knapik, wspólnik w kancelarii KRK Kieszkowska Rutkowska Kolasiński

Specyfik oczekiwany i potrzebny – co władza przyznała, akceptując ustawę Liroya – zdaniem resortu i AOTMiT znowu stał się zbędny i niepotrzebny. Cierpiącym chorym można tylko współczuć. Pacjenci potrzebujący marihuany leczniczej wpadli w kwadraturę koła. Przy okazji prac nad tzw. ustawą Liroya przyznano wprawdzie, że dostęp do marihuany leczniczej powinien być możliwy, ale uchwalono ustawę widmo, która niczego nie rozwiązała. Dotychczas nie złożono ani jednego wniosku o rejestrację „polskiej marihuany", a wymagania, jakie Ministerstwo Zdrowia wprowadziło już w rozporządzeniu do ustawy, praktycznie paraliżują „szybką ścieżkę" posła Liroya.

Z drugiej strony wobec tego, że pacjenci wygrywali sprawy sądowe o indywidualną refundację zagranicznych leków z marihuaną, resort zamówił opinię AOTMiT, która – ku zdziwieniu pacjentów i lekarzy – stwierdza, że marihuana nic nie daje. A że zmieniono w tym czasie art. 39 o indywidualnej refundacji, ta ogólna opinia jak ulał pasuje do układanki resortu, na podstawie której odmawia się teraz indywidualnej refundacji konkretnym pacjentom. Zmieniony przepis wprost na to pozwala. Paragraf 22 więc trwa.

Oceń treść:

Average: 9 (1 vote)

Komentarze

przemek (niezweryfikowany)

Widać że ten kto pisał ten artykuł nie ma zielonego pojęcia o sprawie ! Jaka ustawa liroya ja się pytam ? Ustawa liroya została zmieniona całkowicie przez PIS i to oni są odpowiedzialni za ten bubel a nie liroy !!!!
Zajawki z NeuroGroove
  • Katastrofa
  • Marihuana

Nastawienie dobre, przed paleniem tego czegoś siedzieliśmy w małym "barze" i piliśmy powoli piwko.

Być może ciężko będzie wam w to uwierzyć i pewnie, gdy widzicie  jako substancję wiodącą marihuanę, to z góry skazuje raport na dno, ale jednak wydarzyło się coś.. coś niezwykłego..

 

     Piątek, siedzimy w barze pijemy piwko po chwili wpada do nas pijany kolega (jak zwykle, taki odpowiednik Dekabrysty z książki "Mistycy i Narkomani") Jest nas czterech, to był zwykły spontan kolega wyciaga lufe i idziemy na przystanek przypalić. Marihuanę paliłem w życiu wiele razy, ale czegoś taiego jeszcze nigdy nie przeżyłem. Jedna lufa - wychodzi po 2 buchy na głowę.

 

  • LSD
  • Retrospekcja

Neutralny nastrój, sceptyczne nastawienie co do jakości kwasu. Samotna noc w domu.

To mój pierwszy TR więc proszę o wyrozumiałość. Do tego wszystko działo się jakiś czas temu.

 

Rano dostałem od znajomego 2 papierki, które podobno zawierały 200ug. Generalnie byłem sceptycznie nastawiony, wcześniej miałem kontakt z pewnym kwasem o mocy 120ug, ale niestety straciłem dojście. Ogólnie rzecz biorąc myślałem, że ten kwas, który miał 200ug, to jakiś słaby sort 30ug.

 

Początek

 

  • Amfetamina


Hmmmm... skoro wszyscy pisza to i ja tezzzzz...

Aha, sorrki z gory za wszelkie potkniecia itede ale troszki mi

sie łapki trzęsą...

Ale to nie moja wina tylko fety :D

  • Grzyby halucynogenne
  • Retrospekcja

Planowane od kilku dni naćpanie się w stałym gronie. Przyjazd do innego miasta w celu odwalenia obowiązków rodzinnych i szybka ucieczka w celu tripowania.

Historia ta stanowi zapis wspomnień z etapu mojego życia, który z perspektywy oceniam jako dość wartościowy, ale jednocześnie pouczający. Nie będzie tu alfy pvp dożylnie i popalonych kabli, bo od zawsze uważałem ten rodzaj zabawy za nic nie warte, krótkodystansowe gówno dla przygłupów, którym nie zależy na życiu. Preferowałem psychodeliki - marię, która działała na mnie za mocno i czasem psychotycznie, a od niedawna lsd i grzyby, których to spróbowałem pierwszy raz już około 3 lata wcześniej.