Mury

slu

Kategorie

Odsłony

1006

Dziś, zawędrowałem przypadkiem w bardzo sentymentalne dla mnie miejsce. Przyniosło to niespodziewanie powrót pewnej starej melodii, która zmieniła kiedyś ten kraj. Mowa o 'Murach' - Jacka Kaczmarskiego. Ile lat minie, zanim to proroctwo, znów się wypełni?

Artur Radosz, Warszawa, 20 Listopada 2007

Komentarze

kryzju (niezweryfikowany)
MURY - Nie są Marka Grechuty tylko Jacka Kaczmarskiego !!!! Fakt, obaj juz nie zyja :)
slu
[quote=kryzju]MURY - Nie są Marka Grechuty tylko Jacka Kaczmarskiego !!!! Fakt, obaj juz nie zyja :) [/quote] ups, rozped, czlek jeszcze z rana nie obudzony wrzucilem wersje kukiza na koniec, bo ma niezle rozpoczecie...
slu
taka mantre sobie na przemian z tym utworem nuce od rana: [quote] dyskryminacja, tortura, ponizenie, manipulacja, dyskryminacja, tortura, ponizenie, manipulacja,dyskryminacja, tortura, ponizenie, manipulacja ... [/quote]
Anonim (niezweryfikowany)
proroctwo się wypełni kiedy WildMonkey przejmie władzę
t0mmy (niezweryfikowany)
mury mialy byc przeciwienstwem populizmu, a staly sie poniekad symbolem zbiorowego myslenia, co totalnie wypacza oryginalny sens tej piosenki.
slu
[quote=t0mmy]mury mialy byc przeciwienstwem populizmu, a staly sie poniekad symbolem zbiorowego myslenia, co totalnie wypacza oryginalny sens tej piosenki.[/quote] kiedy powstawala ta piosenka, raczej ciezko mowic, o populizmie. ot zagrzewajaca do walki piesn, ktora sie stala symbolem pewnej epoki, nie stracila jednak na aktualnosci, mimo, ze zmienil sie niby system. przynajmniej jesli chodzi o nasz sprawe i kilka innych.
Anonim (niezweryfikowany)
Ech... czy ktoś z Was słyszał ostatnią zwrotkę...? Którą dopisal do piosenki później niż resztę? Wszyscy wykorzystują tą piosenkę do "walki z władzą", i uważają, że ona jest z nadzieją i w ogóle. Jakoś nikt nie zwraca uwagi na ostatnią zwrotkę, która całkowicie zmienia sens piosenki. "A mury rosną, rosną, rosną..." zamiast runą. Wszyscy "wygodnie" zapominają o tej zwrotce. Pozdrawiam.
engri (niezweryfikowany)
właśnie. Ta piosenka nie mówi o szczęsliwym końcu, tylko o zastąpieniu jednej niewoli drugą, o upadku rozbudzonej nadzieji. O tym, że obalanie jednego niesprawiedliwego systemu, tworzy podwaliny pod drugi. Zaczyna sie wszysko szczytnymi ideami, a kończy się kolejną niesprawiedliwością. Ci który zaczynali rewolucje w celu zmian na lepsze, wrogowie systemu poprzedniego, stają się także wrogami nowego systemu, bo nowy system także wymaga posłuszeństwa. Tak było zawsze w historii świata. Rewolucja w carskiej Rosji miala uwolnić ten kraj od okrucieństw władzy carkisej, a sprowadziła na niego dziesiątki lat władz komunistów (podłych zwłaszcza w pierwszej ich połowie). Tak samo u nas w 1989. Wyzwolenie spod jarzma komunistów, a narzucenie nowego - klerykalnego i rzekomo wolnego systemu, gdzie należy być poprawnym politycznie i nie poruszać pewnych spraw, gdzie nie można mieć pewnego rodzaju poglądów, gdzie zamiast zgody znowu pogłębia się podziały, gdzie linczuje się często niewinnych ludzi publicznie z pobudek politycznych. Kaczmarski sam był tym "śpiewakiem" - nie czuł się dobrze w nowej Polsce i dlatego na wiele lat nasz kraj opuścił... Teraz gdy nie żyje, politycy wciskają go do swoich politycznych ideologii mimo że on sam, nigdy by się pod nimi nie podpisał. Ale martwy się nie obroni, więc można z nim zrobić wszystko... Dla tych co nie znają ostatniej zwrotki oto ona: Aż zobaczyli ilu ich, poczuli siłę i czas I z pieśnią, że już blisko świt, szli ulicami miast Zwalali pomniki i rwali bruk - Ten z nami! Ten przeciw nam! Kto sam, ten nasz najgorszy wróg! A śpiewak także był sam Patrzył na równy tłumów marsz Milczał wsłuchany w kroków huk A mury rosły, rosły, rosły Łańcuch kołysał się u nóg
Jim (niezweryfikowany)
pamietam to z technikum. A... ...Przecież Było To Tak Dawno Ten Świat Który Otaczał Mnie Bańką Kolorowanką... pamietam, ze wywarla na mnie wrazenie ogromne. butnownicza. i naprawde powoduje dreszcz na plecach jak zimny deszcz. chce nawet kiedys zrobic swoja wersje mocno psychodelicznorockow'a. ;[ ;[
Zajawki z NeuroGroove
  • Amfetamina
  • Etanol (alkohol)
  • Marihuana
  • Miks

Dzień wolny, weekend a rodzice w pracy. Na początku obce miasto, obcy ludzie, mieszkanie jakaś melina - strach, niepewność. Potem z moją ekipą w domu jednego z ziomków - spokojnie, luźno.

Ten dzień miał być spokojnym dniem z koleżanką z klasy. Zabrała mnie do obcego miasta do swojego dostawcy. Złożyłyśmy się na porządną porcje amfy ale ja z góry powiedziałam ,że nie chce przesadzać bo to mój drugi raz dopiero. Ona już jest bardziej doświadczona z tą substancją. Dodam jeszcze ,że jestem młodą, drobną dziewczyną.

15:00 Pierwsza krecha: Uczucie świetne, rozluźniłam się nieco, zachciało mi się gadać, zrobiło mi się swobodniej chociaż byłam w obcym miejscu. Serce i oddech mi przyspieszyło. Włączyliśmy dosyć energiczną muzykę i oczywiście leciała fajka za fajką.

  • Alprazolam
  • Klonazepam
  • Marihuana
  • Pozytywne przeżycie

To było wczoraj, poniedziałek, ja wolne, wszyscy czymś zajęci. Siedzę spokojnie na kanapie, z herbatką, okna zasłonięte jak lubię. Ogólnie Miłe, ciepłe, bezpieczne, znajome miejsce.

Info na wstęp:

Kobieta, 22 lata (no już tuż tuż), z jakimś tam doświadczeniem, o którym info po lewej stronie o ile się nie mylę :D (Bo to mój pierwszy raz tu)

0,5 mg xanaxu (alprazolam)lufka dobrej mjDawka alpry nie duża, ale przez poprzedni była jedzona, z klonem też i kodeina się zdarzyła, więc efekt mógł się jakoś utrzymywać

  • Marihuana

To co przezylem dzis na miescie to totalna porazka. Tak nie przejaralem juz dawno. Zapalilem dzis po szkolce standardowo poloweczke na czterech. Byl spoxik klimat. Gdzies tak okolo 19.30 zdecydowalem sie na powrot do domu. Wysiadlem w centrum miasta przesiadajac sie na inny autobusik. Siedzac na murku pod sadem zaczalem sobie wkrecac, ze czuje sie coraz gorzej. W sumie to nie wiem, czy o byl tylko wkreciol, czy prawda.... w kazdym razie czulem sie coraz gorzej. Ostro napierdalal mnie brzuch. W pewnym momencie poczulem, ze to juz nie zarty i czuje sie na parwde fatalnie.

  • Klonazepam

Około roku 2001 już nie miałam ochoty zmagać się ze sobą. Nic nie

przeżywałam, nic w moim życiu się nie działo, prócz tego, że musiałam lizać

dupy osobnikom poważanym w stadzie, ogólnie wpasowywać się w panujące

porządki i status quo. Męczyło mnie to jak klatka. Byłam zawsze tą  złą, tą

mało tajemniczą, tą nieemanującą kobiecością, po prostu dobrym kumplem do

kieliszka i zwierzeń. Ale też podobno miałam takie hobbi, że obrażałam

ludzi. Po śmierci matki miałam napady lęku i poszłam do doktora, który od