Hail Satan!
Mocne szyfrowanie dysków twardych dostępne praktycznie dla każdego jest poważną przeszkodą w wielu śledztwach. Nic więc dziwnego, że niektóre służby sięgają po różne sprytne sztuczki, by dostać się do komputerów podejrzanych
Mocne szyfrowanie dysków twardych dostępne praktycznie dla każdego jest poważną przeszkodą w wielu śledztwach. Nic więc dziwnego, że niektóre służby sięgają po różne sprytne sztuczki, by dostać się do komputerów podejrzanych.
W przypadku wielu przestępstw, a szczególnie tych popełnianych w sieci, śledczy muszą liczyć się z tym, że podejrzany szyfruje dysk swojego komputera. Z reguły mają już sporo dowodów na etapie postępowania przygotowawczego, ale dowodem koronnym ma być komputer głównego sprawcy, na którym spodziewają się znaleźć stos plików, które pogrążą go przed sądem. Najczęściej się nie mylą – przestępcy zadziwiająco obficie dokumentują swoją działalność, wierząc w siłę szyfrowania. I choć szyfrowanie dysków jest istotnie silne, to sami przestępcy dają się złapać na bardzo proste sztuczki.
W lipcu zeszłego roku opisywaliśmy skuteczną akcję organów ścigania przeciwko założycielowi i administratorowi największego ówczesnego narkotykowego bazaru, AlphaBay. Pisaliśmy także o tym, jak został namierzony, jednak dopiero dzisiaj ujawniono, w jaki sposób został zatrzymany. Dziennikarz Motherboard opisał konferencję FBI, na której agenci chwalili się, jak zatrzymali Aleksandra Cazesa, założyciela AlphaBay. Warto zauważyć, że Cazes po kilku dniach pobytu w tajskim areszcie (zatrzymano go tam, gdzie mieszkał, czyli w Bangkoku) popełnił rzekomo samobójstwo, więc jego wina nigdy nie została przed sądem potwierdzona.
Agent FBI przedstawiający sprawę pokazał film z akcji zatrzymania Cazesa. Agencji nie mogli najwyraźniej wejść niezauważeni do jego domu, zatem postanowili go z niego wywabić. Zrobili to prowokując wypadek samochodowy – para agentów, udająca miejscowych, wjechała samochodem w bramę domu Cazesa a następnie zagrała scenkę kłótni przed wejściem do jego willi. Po około minucie Cazes zszedł na dół, gdzie został natychmiast zatrzymany, a w jego sypialni agenci znaleźli laptopa z odszyfrowanym dyskiem, zalogowanego akurat do AlphaBay. Cazes nie wpadł na to, by komputer zablokować przed wyjściem z pokoju. Plan był sprytny i zakończył się sukcesem śledczych – na komputerze Cazesa znaleziono całą masę obciążających go dowodów.
Nie była to pierwsza akcja tego typu. Wierni Czytelnicy pewnie pamiętają sprawę Rossa Ulbrichta, założyciela SilkRoad, pierwszego dużego narkotykowego bazaru w sieci Tor. Do domu Ulbrichta agenci nie musieli wjeżdżać samochodem przez zamkniętą bramę, ponieważ Ulbritch chętnie pracował poza domem. Wiedzieli jednak, że jest, jak to mówią służby, bardzo „elektryczny” – komputer blokował nawet gdy wstawał od niego na kilka sekund. Dlatego, gdy pracował z biblioteki publicznej, agenci, upewniwszy się, że jest zalogowany do swojego serwisu, zaaranżowali kłótnię za jego plecami. Para agentów zaczęła się najpierw wyzywać, a potem szarpać – Ulbricht obejrzał się, by sprawdzić, co się dzieje i w tej samej sekundzie inny agent sprzątnął mu odblokowany komputer sprzed nosa. Ta akcja również była ogromnym sukcesem organów ścigania – Ulbricht na dysku miał wszystko, łącznie z przestępczym pamiętnikiem.
W innych znanych nam sprawach scenariusze wydarzeń bywają bardzo różnorodne. Zdarza się, że zadeklarowany przestępca dysku nie szyfruje, jak np. znany rosyjski carder Bulba, zatrzymany na Malediwach. Bywa też tak, że zatrzymany szybko podaje wszystkie hasła policji – jak jeden z polskich znanych cyberprzestępców. Czasem jednak sprawa kończy się tak, że zatrzymany wszystkie hasła zapomina i policja miesiącami próbuje dyski łamać – bez skutku, jak w przypadku innego polskiego cyberprzestępcy, który, jeśli tylko miał gdzieś kopie portfeli bitcoinowych, do końca życia nie będzie musiał już nic robić.
Nas
raport usunięty z obawy przed inwigilacją
pokój hotelowy, wieczór, 2 pijących i jarających kolegów (D i J), pozytywne nastawienie na w miarę "imprezowy" klimat.
29.02.2008
Jest to mój pierwszy TR, więc z góry przepraszam za jakieś niedociągnięcia i zbędne pierdoły. Trip miał miejsce tydzień temu, więc na pewno nie jest tak dobrze opisany jakby mógł być.
E. przyjechała do nas dzień wcześniej, byłam podekscytowana, bo bardzo dawno nie widzieliśmy nikogo z H. Nie, żebysmy chcieli widzieć zbyt wielu... Jednak E. bardzo lubimy, bo jest, powiedzmy, normalna, bezproblemowa i mamy wspólne zainteresowania. Nie, nie tylko dragi. :) Humor dopisywał, pogoda rownież. Nic, tylko pierdolnąc dawę!
Obudziliśmy się, nie tyle z planami, a z nadzieja raczej. Ta nadzieja nie byla zbyt duża, prz-najmniej u mnie - listonosze tak szybko nie przychodzą. A jednak nie zawsze mam pecha, bo przed poludniem przyniósł nam 100 mg 3-meo-pcp i 120 mg 3c-p. Dzień wcześniej coś tam już sobie wrzuciliśmy, E. nas poczęstowała, wiec tym bardziej zgrała nam się przesyłka w czasie, coby się odwdzięczyć.