Latający hamak
Łódzki Sąd Apelacyjny wydał precedensowy wyrok, w którym przyznał rację miastu i uznał właściciela nieruchomości, winnym immisji, czyli fatalnego wpływania na okolicę. Kamienicznik wynajmował jedno z pomieszczeń na sklep z dopalaczami.
Łódzki Sąd Apelacyjny wydał precedensowy wyrok, w którym przyznał rację miastu i uznał właściciela nieruchomości, winnym immisji, czyli fatalnego wpływania na okolicę. Kamienicznik wynajmował jedno z pomieszczeń na sklep z dopalaczami.
Wyrok jest prawomocny. Miasto pozwało właściciela budynku przy ulicy Przędzalnianej, argumentując że sklep z dopalaczami prowadzony w wynajętym przez niego lokalu obniża wartość sąsiednich nieruchomości, także należących do miasta. W trakcie procesu sklep z dopalaczami został co prawda zlikwidowany, sąd uznał jednak, że fakt jego wcześniejszego istnienia wywarł na sąsiedztwo zdecydowanie negatywny wpływ.
Satysfakcji z decyzji sądu nie kryła prezydent Łodzi Hanna Zdanowska. - Kilkanaście miesięcy temu, jasno i wyraźnie powiedziałam handlarzom dopalaczami: won z mojego miasta! Dziś, z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że wygraliśmy - mówiła. - W Łodzi nikt więcej nikomu dopalaczy nie sprzeda.
Prezydent Zdanowska przypomniała, że w trwającej od ponad roku walce z handlarzami dopalaczami miasto sięgało po nietypowe środki. - Nie zawahałam się podjąć decyzji o zastosowaniu metod, które budziły kontrowersje - podkreślała. - Remontowaliśmy chodniki przed sklepami, w których sprzedawano dopalacze, stawialiśmy patrole i legitymowaliśmy klientów. W końcu sięgnęliśmy po argument o immisji. I, jak się okazało, byłą to metoda skuteczna - mówiła.
Obecnie w Łodzi nie ma już żadnego sklepu z dopalaczami - właściciele kamienic, którzy wynajmowali lokale we wszystkich przypadkach, wymówili umowy. Z jednym z nich sprawa skończyła się w sądzie. - Wyrok jest precedensem na całą Polskę, bo tylko Łódź wystąpiła z takimi pozwami- mówiła prezydent Zdanowska.
Jak dodała, w najbliższych dniach miasto wyśle dokumentację sądową procesu do wszystkich miast w Polsce, po to, by mogły skorzystać z łódzkich doświadczeń w walce z dopalaczami.
Nastawienie neutralne, pokój, wiatr i deszcz za oknem, ambientdub w słuchawkach (koan sound głównie).
Latający hamak
mój pokój. humor pozytywny. chciałam wychillować się przy muzyce jak to zawsze robię po thio :)
Piątek. Nie mogę ruszyć się z domu, bo dostałam cynk, że tego dnia ma być łapanka "niespodzianka". Wolę nie ryzykować. Siedzę z siostrą u mnie w pokoju. Nagle wpadam na pomysł, żeby coś zabakać z siostrą. Ale kiedy stwierdzam, że nie zdążę już nic zamotać (miałam na to 2h, bo mama miała wrócić niedługo do domu), postanawiam zamotać kodę. Po około godzinie pisania do znajomych, żeby ktoś zamotał mi tabsy, typiara, z którą mam na tę chwilę spinę napisała, że lajtowo mi kupi i przyniesie na chatę. Sobie myślę: może typówa nie jest taka zła jak zawsze mi się wydawało?
Zdravo [u]zywanki
Tak chcialem pogadac. Moge?
Bedzie chyba dlugo, nie robie przerw na reklame :)
Set: podekscytowanie pierwszym tripem po blisko roku, poczucie bezpieczeństwa przez posiadanie tripsittera koło siebie, chciałem dużych wrażeń, szczególnie wyraźnych CEVów. Setting: pokój oświetlony na czerwono, później żółto, panorama miasta za oknem, obok mnie mój sitter (nazwijmy go K), przed nami telewizor.
T+0:00 - start
Zaczynamy zabawę. Ustawiam sobie w miarę czerwone-delikatnie pomarańczowe oświetlenie. Przez jakieś 20 min nie widzę żadnych wielkich efektów, tłumaczę K liczby zespolone. Przeradza się to w rysowanie funkcji logarytmicznych, zauważanie ciekawych zależności między życiem a liczbą e, ale to nadal bardziej takie świadome myślenie. Po 40 min czuję już delikatne zagubienie, zaczyna robić się nieciekawie.
T+1:00 - początki