by JassMine
"Ten wyrok może być jednak symbolem, że warto walczyć o swoje prawa" – konkluduje ekonomista. I dodaje, że choć wyroki w tego typu sprawach mogą być różne, to wytyczne SN powinny być istotną wskazówką dla wymiaru sprawiedliwości, jak interpretować sporne przepisy.
Ostentacyjne spożywanie alkoholu w miejscu publicznym i na oczach funkcjonariuszy nie musi skończyć się mandatem. Wczoraj na własnej skórze przekonał się o tym Marek Tatała, ekonomista i wiceprezes Forum Obywatelskiego Rozwoju. Przez prawie dwa lata w ramach kampanii „Legalnie nad Wisłą” toczył on bój sądowy z warszawską policją o to, czy miał prawo pić piwo na lewym brzegu Wisły. I ostatecznie wygrał. Wyrok jest precedensowy.
– Chciałem zwrócić uwagę na nagminną praktykę funkcjonariuszy, którzy wlepiali mandaty, powołując się na zakaz picia alkoholu w „miejscu publicznym”, podczas gdy takie sformułowanie nie pada nigdzie w przepisach – komentuje Tatała.
Sprawa miała zaskakujący przebieg. W maju 2015 r. ekonomista pił piwo na betonowych schodkach przy brzegu Wisły, czym zwrócił uwagę patrolujących okolicę funkcjonariuszy. Chcieli go za to ukarać mandatem w wysokości 100 zł. Mężczyzna go nie przyjął, a sprawa trafiła do sądu rejonowego. Ten uznał Tatałę za winnego. Nie podzielił jego argumentacji, że schodki nie są żadnym z miejsc wymienionych w ustawie o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (Dz.U. z 2015 r. poz. 1286 ze zm.). – W świetle przepisów spożywanie alkoholu zabronione jest jedynie na ulicach, w parkach i na placach. Schodki nie są zaś żadnym z powyższych – bronił się obwiniony.
Sąd przychylił się jednak do argumentacji funkcjonariuszy. Przypomniał, że teren przy Wiśle nosi nazwę Bulwarów Flotylli Wiślanej. A jedna ze słownikowych definicji „bulwaru” to „zadrzewiona ulica”. – W związku z tym picie alkoholu jest tam zabronione – skonkludowała stołeczna policja.
Nie oznaczało to jednak końca sprawy, bo Tatała złożył apelację do sądu okręgowego. Rozprawa nie zakończyła się jednak wyrokiem. Zamiast tego skierowano pytanie prawne do Sądu Najwyższego. Wątpliwość dotyczyła tego, do której definicji ulicy odwołuje się ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. A w polskich przepisach funkcjonuje ich co najmniej kilka.
Sąd Najwyższy wskazał, że zastosowanie w tej sprawie ma definicja z ustawy o drogach publicznych. Wynika z niej, że ulicą jest „droga na terenie zabudowy lub przeznaczonym do zabudowy”, a nie „wydzielony pas terenu z urzędową nazwą, przeznaczony do ruchu pieszego lub pojazdów”, jak definiuje ulicę rozporządzenie ministra administracji i cyfryzacji z 2012 r., na które powołał się sąd rejonowy. SN zauważył też, że w sprawach karnych i o wykroczenie należy stosować definicje zawężające, a wątpliwości rozstrzygać na korzyść obwinionych, jeżeli nie da się ich usunąć.
Ponownie rozpatrując sprawę, jednostka okręgowa podzieliła już stanowisko Sądu Najwyższego. I uniewinniła Marka Tatałę. – Skoro obwiniony nie spożywał piwa na ulicy, to nie popełnił wykroczenia – stwierdziła krótko sędzia Beata Wehner.
Czy wszystko to oznacza, że na schodkach przy Wiśle można już legalnie spożywać alkohol? To zbyt daleko idący wniosek, bo w Polsce nie działa prawo precedensu. Oznacza to, że inne sądy nie są związane wykładnią przepisów, którą w przypadku Tatały zaprezentował sąd okręgowy.
– Ten wyrok może być jednak symbolem, że warto walczyć o swoje prawa – konkluduje ekonomista. I dodaje, że choć wyroki w tego typu sprawach mogą być różne, to wytyczne SN powinny być istotną wskazówką dla wymiaru sprawiedliwości, jak interpretować sporne przepisy.
ORZECZNICTWO
Wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie z 27 marca 2017 r., sygn. akt X KA 1155/16
Nastawienie dość standardowe, nic specjalnego. Pozytywny nastój, nieco bardziej przmyśleniowy.
To co się stało na długo zapadnie w moją pamięć...
Pojechaliśmy wieczorem do ziomka bo miał wolną chatę, zapaliliśmy blanta i trochę posiedzieliśmy, w sumie nic ponad normę.
Odczucia wtedy mogę określić na 5/10 w mojej skali najarania. Towar miałem już kilka dni wcześniej w nieco większej ilości. Tego dnia pozbywaliśmy się ostatniej sztuki. Od początku mówiłem że ta odmiana mi się nie podoba, słabo pachniała i z wyglądu sprawiała wrażenie , że będzie conajwyżej przeciętnym buszkiem. Realia były nieco inne, paliliśmy ją kilka razy:
Był letni wieczór, ostatni dzień wakacji. Od dawna
czekałam żeby się zbuhać i zapomnieć o nękających mnie
problemach, a zresztą następnego dnia trzeba było iść
do szkoły, więc musiałam to jakoś wykorzystać. Kolega
zaproponował mi jaranie, zgodziłam się bez wahania,
tym bardziej, że było za darmo. Było z nami jeszcze
parę osób, ale nie znałam ich zbyt dobrze... Wzięłam
pierwszego bucha... może trochę za mocno się
zaciągnęłam, bo zaczęłam się ksztusić. Trwało to może
Substancja:LSD-25 pod postacią małego kartonika z nadrukiem
(kot z Alicji w krainę czarów).
Jestem mężczyzną, wiek: 21 lat, waga: 81kg.
Doświadczenie: konopie: prawie codziennie od 5 lat, DXM -
kilkanaście razy, grzybki: kilka razy, meskalina - kilka razy
(w bardzo małych dawkach), amfetamina: kilka razy, LSD - 1 raz
zjadłem 0,5 kartonika, ale wypiłem do tego 6 piw, więc moje
doświadczenie z kwasem zostało zatarte przez katatoniczne
zejście alkoholowe:(.
Komentarze