Bulwar to nie ulica, można na nim pić piwo. Marek Tatała wygrywa w sądzie

"Ten wyrok może być jednak symbolem, że warto walczyć o swoje prawa" – konkluduje ekonomista. I dodaje, że choć wyroki w tego typu sprawach mogą być różne, to wytyczne SN powinny być istotną wskazówką dla wymiaru sprawiedliwości, jak interpretować sporne przepisy.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Gazeta Prawna
Jakub Pawłowski

Odsłony

140

Ostentacyjne spożywanie alkoholu w miejscu publicznym i na oczach funkcjonariuszy nie musi skończyć się mandatem. Wczoraj na własnej skórze przekonał się o tym Marek Tatała, ekonomista i wiceprezes Forum Obywatelskiego Rozwoju. Przez prawie dwa lata w ramach kampanii „Legalnie nad Wisłą” toczył on bój sądowy z warszawską policją o to, czy miał prawo pić piwo na lewym brzegu Wisły. I ostatecznie wygrał. Wyrok jest precedensowy.

– Chciałem zwrócić uwagę na nagminną praktykę funkcjonariuszy, którzy wlepiali mandaty, powołując się na zakaz picia alkoholu w „miejscu publicznym”, podczas gdy takie sformułowanie nie pada nigdzie w przepisach – komentuje Tatała.

Sprawa miała zaskakujący przebieg. W maju 2015 r. ekonomista pił piwo na betonowych schodkach przy brzegu Wisły, czym zwrócił uwagę patrolujących okolicę funkcjonariuszy. Chcieli go za to ukarać mandatem w wysokości 100 zł. Mężczyzna go nie przyjął, a sprawa trafiła do sądu rejonowego. Ten uznał Tatałę za winnego. Nie podzielił jego argumentacji, że schodki nie są żadnym z miejsc wymienionych w ustawie o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (Dz.U. z 2015 r. poz. 1286 ze zm.). – W świetle przepisów spożywanie alkoholu zabronione jest jedynie na ulicach, w parkach i na placach. Schodki nie są zaś żadnym z powyższych – bronił się obwiniony.

Sąd przychylił się jednak do argumentacji funkcjonariuszy. Przypomniał, że teren przy Wiśle nosi nazwę Bulwarów Flotylli Wiślanej. A jedna ze słownikowych definicji „bulwaru” to „zadrzewiona ulica”. – W związku z tym picie alkoholu jest tam zabronione – skonkludowała stołeczna policja.

Nie oznaczało to jednak końca sprawy, bo Tatała złożył apelację do sądu okręgowego. Rozprawa nie zakończyła się jednak wyrokiem. Zamiast tego skierowano pytanie prawne do Sądu Najwyższego. Wątpliwość dotyczyła tego, do której definicji ulicy odwołuje się ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. A w polskich przepisach funkcjonuje ich co najmniej kilka.

Sąd Najwyższy wskazał, że zastosowanie w tej sprawie ma definicja z ustawy o drogach publicznych. Wynika z niej, że ulicą jest „droga na terenie zabudowy lub przeznaczonym do zabudowy”, a nie „wydzielony pas terenu z urzędową nazwą, przeznaczony do ruchu pieszego lub pojazdów”, jak definiuje ulicę rozporządzenie ministra administracji i cyfryzacji z 2012 r., na które powołał się sąd rejonowy. SN zauważył też, że w sprawach karnych i o wykroczenie należy stosować definicje zawężające, a wątpliwości rozstrzygać na korzyść obwinionych, jeżeli nie da się ich usunąć.

Ponownie rozpatrując sprawę, jednostka okręgowa podzieliła już stanowisko Sądu Najwyższego. I uniewinniła Marka Tatałę. – Skoro obwiniony nie spożywał piwa na ulicy, to nie popełnił wykroczenia – stwierdziła krótko sędzia Beata Wehner.

Czy wszystko to oznacza, że na schodkach przy Wiśle można już legalnie spożywać alkohol? To zbyt daleko idący wniosek, bo w Polsce nie działa prawo precedensu. Oznacza to, że inne sądy nie są związane wykładnią przepisów, którą w przypadku Tatały zaprezentował sąd okręgowy.

– Ten wyrok może być jednak symbolem, że warto walczyć o swoje prawa – konkluduje ekonomista. I dodaje, że choć wyroki w tego typu sprawach mogą być różne, to wytyczne SN powinny być istotną wskazówką dla wymiaru sprawiedliwości, jak interpretować sporne przepisy.

ORZECZNICTWO

Wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie z 27 marca 2017 r., sygn. akt X KA 1155/16

Oceń treść:

Average: 9 (1 vote)

Komentarze

Triptamine77

kraj bezprawia...
Zajawki z NeuroGroove
  • Etanol (alkohol)
  • Marihuana
  • Mefedron
  • Pozytywne przeżycie

Podniecenie, mega pozytywny humor po egzaminie dypomowym. Chęc zaszalenia z kumplami.

 

  • 5-MeO-MiPT
  • Pozytywne przeżycie

Trip zupełnie nieplanowany, wynikł spontanicznie. Od kilku godzin byłam lekko rozbawiona, małe odbicie od złego humoru ostatnich dni. W mieszkaniu ja i siostra, większą część tripa spędziłam w moim pokoju.

Po pierwsze – to nie jest historia o tym, jak chciałam zaszaleć i na pierwszy raz zażyć mega dawkę 5-MeO-MiPT. Moim zamiarem było około 10 mg. Z tego, co w różnych źródłach czytałam, wywnioskowałam, że ta tryptamina jest wyjątkowo kapryśna i mściwa i lubi „karać” uzytkowników za niesubordynację.
Po drugie – cała ta akcja nie była planowana, wyszła całkowicie spontanicznie.
Po trzecie – nie byłam pewna, czy zakwalifikować tę opowieść do kategorii „Pozytywnych przeżyć”, ale mimo wszystko naprawdę przeżyłam coś cudownego.

  • 4-ACO-DMT
  • Przeżycie mistyczne

Po godzinie 18, głównie mieszkanie kumpla i miasto.

Bohaterowie: Ja(K.), moja dziewczyna (A.), nasz znajomy (Krz.)

Start godzina 18:

00:00 - Ja i A. wrzucamy po 35mg w kapsułce żelatynowej na jakiejś polnej ścieżce w drodze do mojego domu.

00:15 - Wchodzimy do mieszkania i nerwowo oczekujemy pierwszych efektów. Siadam na łóżku a A. otwiera facebook'a.

  • 6-APB
  • Bad trip

Set: Oczekiwałam euforii, empatii i intensywnego kontaktu ze światem zewnętrznym. Sitting: impreza ze wszechobecną psychodelą , masa ludzi, silne bodźce dźwiękowe

 

 

 Przybyłam do obcego mi środowiska, w który miało odbyć się pewne wydarzenie. Miałam określone oczekiwania co do przeżyć, które miały stać się moim udziałem, ale rozczarowałam się koszmarnie.

Ok 21 przyjęłam 6apb,  a po jakiejś godzinie 25c-nbom. Oczekiwałam empatii, pięknych i inspirujących odczuć. Chciałam poszerzyć paletę emocji związanych z kontaktami międzyludzkimi. Wyszło zupełnie odwrotnie.

W drodze na imprezę