"Narkotyki to nie jest zabawa"

20-letni Sebastian opowiada w Radiu Koszalin o swoich narkotykowych perypetiach.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Radio Koszalin
Krzysztof Plewa
E.Żuberek/kkol

Odsłony

869

Sebastian ma 20 lat i powinienem w tym roku kończyć szkołę. Jednak kilka lat stracił przez narkotyki. Jak przyznaje – brał wszystko. Jego organizm jest przez to skrajnie wyczerpany. Ma 20 kilogramów niedowagi, wyniszczoną wątrobę, nerki i płuca. Dziś wychodzi z nałogu. I jak przyznaje wykorzystuje tę szansę w stu procentach. O swojej walce opowiada Krzysztofowi Plewie.

K. Plewa: Kiedy pierwszy raz sięgnąłeś po dopalacze, po narkotyki?

Gdy miałem 14 lat. To było na takim spotkaniu, nie powiem, że klasowym, ale to była grupa uczniów z mojej szkoły i chciałem się bardziej z nimi zintegrować.

I co to było?

Najpierw poleciała marihuana, potem jakieś piwo i grubszy alkohol. Teraz już nie pamiętam, ale były też jakieś tabletki. Wziąłem ze dwie i zniknąłem na dzień.

Co to znaczy zniknąłem?

Nie kontaktowałem się ze światem. Otoczenie dla mnie nie istniało. Byłem zamknięty w głowie. Ciężko jest to opisać. Nie reagowałem na żadne bodźce. Mama mnie wołała, dzwoniła, koledzy o coś pytali, a ja po prostu szedłem przed siebie. Tak jakbym się wytłumił, nic nie słyszał, nic nie widział. Nie reagowałem na nic. Tak było cały dzień. W połowie dnia zacząłem się modlić, żeby to zeszło, bo to było, o Jezu, to było okropne. Wiadomo, że na początku, było wesoło. Ale uboczne skutki są takie, że muszę uważać z jedzeniem po dziś dzień. Po narkotykach mam zniszczony żołądek, zniszczone płuca, coś z mózgiem. Byłem u lekarza, są tam jakieś zmiany. Mięśnie i kości są słabsze. Wszystko, co taki młody narkoman może mieć po paru latach zażywania narkotyków i dopalaczy bez przerwy.

Dzisiaj żałujesz, że spróbowałeś?

Zawiodłem siebie i mamę. Bardzo tego żałuję po dziś dzień. Zamiast powiedzieć ”nie”, to się niepotrzebnie zgodziłem. Jeżeli ktokolwiek się zastanawia, czy wziąć cokolwiek, nieważne, czy to będzie jakiś miękki narkotyk, czy coś twardego, każdemu mogę powiedzieć jedno i to samo – nie, nigdy w życiu! Najpierw to zaczyna się tak, że się myśli po prostu o sobie. Taka osoba nie myśli o rodzinie. Ja jak już wpadłem w nałóg, zacząłem kraść, mieć długi, bałem się wychodzić z domu. Mamie bałem się powiedzieć prawdę, ale skończyło się tak, że musiała odebrać mnie z komisariatu policji i w ten sposób dowiedziała się wszystkiego. Zawiodłem całą rodzinę, wielu znajomych, wszystko straciłem. Zawiodłem także siebie, bo miałem jakieś marzenia, cele, priorytety i to gdzieś po drodze zaginęło.

Jak długo zażywałeś narkotyki?

Trzy lata, bez przerwy. Prawie codziennie. Różnego rodzaju, co wpadło w ręce.

Skoro codziennie, to skąd brałeś na to pieniądze?

Na początku z wcześniej odłożonych, jakiś grosz od rodziców. Potem, tak jak wspomniałem, zacząłem kraść. Na początku to były pieniądze, później sprzęt różnego rodzaju, potem pożyczałem od znajomych. Skończyło się na tym, że za długi ścigała mnie masa groźnych ludzi. Sam fakt, że ma się jakiś dług, który można przypłacić nawet życiem, to po prostu wpędza człowieka w paranoję. Powstało takie błędne koło. Nie wiedziałem skąd wytrzasnąć takie olbrzymie pieniądze, to po prostu zapożyczałem się dalej, albo brałem kolejną dawkę czegokolwiek, żeby nie myśleć.

Mama nie widziała żadnych sygnałów, że coś z tobą jest nie tak?

Prócz tego, że zdziwiła się, że nagle zacząłem mało jeść, to na początku nie podejrzewała nic. Pewnie dlatego, że byłem w domu spokojny. Większość czasu po zażyciu siedziałem w domu, bo było to bezpieczne miejsce. Potem mama, nie potrafię określić, w jaki sposób to poznała, ale spytała się wprost, czy ja coś biorę. Zaprzeczyłem. Przeszukała mi rzeczy, w których nic nie znalazła. Udowodniłem jej to idąc na badania, które nic nie wykazały. Dowiedziała się dopiero odbierając mnie z komisariatu.

Jak to się stało, że trafiłeś na komisariat policji?

Byłem pod wpływem alkoholu i narkotyków. Miałem z chłopakami coś w stylu rytuału przystąpienia do grona prawdziwych przyjaciół. Zniszczyliśmy samochód - pobiliśmy szyby, coś się porozkładało. Podpaliliśmy też śmietnik. Jakaś pani zadzwoniła na policję. Wszyscy uciekli, a ja byłem zbyt odurzony. Nie byłem w stanie uciekać. Po prostu usiadłem i czekałem na to, co przyjdzie, bo wiedziałem, że prędzej, czy później będą przez to same kłopoty.

Co policjanci powiedzieli na komisariacie?

Nie pamiętam, byłem półprzytomny.

A pamiętasz moment, kiedy twoja mama przyszła cię odebrać?

Tego się nie da zapomnieć. Łzy i ten wzrok mamy, że coś ewidentnie poszło nie tak. Wydaje mi się, że obwiniała siebie, a to była tylko i wyłącznie moja wina. Nie potrafię sobie tego wybaczyć. Od tamtej pory, aż do dzisiaj, są przez to kłopoty. Tylko dlatego, że chciałem być fajniejszy wśród kolegów, pokazać, że nie boję się niczego.

A stałeś się fajniejszy?

Nie. Nadal spotykaliśmy się tylko wieczorami. W szkole nikt dla nikogo nie istniał. Byłem odosobniony. Oni się trzymali cały czas tą samą ekipą. Mnie do siebie nie dopuszczali.

A koledzy nie reagowali na twoje zachowanie?

Dla nich to było coś normalnego, element zabawy. Dla mnie, w tamtym momencie, też to był element zabawy, który później przerodził się w koszmar. Raz skończyło się tak, że wylądowałem w szpitalu na dwa dni. Nie wiedziałem sam, co mi dolegało. Mama do dzisiaj się zastanawia, czy to było z powodu przedawkowania, czy po prostu niedożywienia. To było coś strasznego. Wtedy mama powiedziała mi, że mam prosty wybór, albo przestaję i mieszkam dalej z nimi, albo ona mnie pakuje. Powiedziała, że skoro potrafię zdobyć pieniądze na narkotyki, to poradzę sobie w życiu. Postawiła mi ultimatum. Wolałem siedzieć w domu. Mieć coś ciepłego do zjedzenia, mieć z kim porozmawiać. Rzuciłem wszystko tak z dnia na dzień.

Mama pytała, dlaczego brałeś?

Nie zadawała pytań. Myślę, że doskonale zdawała sobie sprawę dlaczego. Już w pierwszej klasie gimnazjum, jak się przeprowadziłem do miasta, mama wiedziała, że mam problemy z odnalezieniem się, ze znalezieniem znajomych. Pewnie domyśliła się, że to przez to.

Jak dzisiaj zachowuje się twój organizm?

Jestem zdecydowanie za szczupły. Mam stwierdzoną niedowagę. Ponad 20 kg. Nie nadrobię tego w żaden sposób. Wyniszczona wątroba, nerka, płuca. Serce ma niestabilny rytm. Mam zaburzenia ciśnienia, świadomości i błędnika, czasami tracę równowagę. Zapominam wiele rzeczy, mam bardzo krótką pamięć. Mój organizm jest po prostu bardzo wyniszczony przez te wszystkie substancje. To zajmie lata, żeby doprowadzić go do normalności. Biegam, gram w piłkę, jem 5 posiłków dziennie. Robię to, co powinienem robić normalnie.

Dostałeś drugą szansę.

Tak, jak najbardziej. Wykorzystuję ją w stu procentach. Uczę się dwa razy tyle, ile powinienem się uczyć wcześniej. Ograniczam się we wszystkim. Staram się chronić wszystkich znajomych, którzy się w ten temat nie zagłębiali. Mam rodzeństwo, które też staram się uświadamiać, że to nie jest zabawa. To jest okropny błąd, z którego nie ma wyjścia. Staram się dawać przykład.

Masz jakieś marzenie na teraz?

Skończyć szkołę i dostać pracę. Wychować syna na dobrego człowieka. Wcześniej miałem marzenie, żeby grać w piłkę, ale obecnie nie pozwala mi na to ciało. Może za parę lat to się uda. Żyć dostatnio. To moje marzenie.

Rozmawiał Krzysztof Plewa

Oceń treść:

Average: 3.4 (14 votes)

Komentarze

duren (niezweryfikowany)

Czytajac to to tak samo jak ogladac reportarze na TVN. Dragi bralem bo sie odnalesc nie moglem. zaczalem krasc. moje zycie jedt na wlosku. KURWA STARY POWIEDZ TO HEROINIARZOM z 25 letnim stazem
G (niezweryfikowany)

No trochę masz rację z tą gadka że się odnaleźć nie mógł
Zajawki z NeuroGroove
  • Dekstrometorfan

Włany pokój, spkój i czisza....

Notka od moderacji: raport jest pełen błędów i słabo czytelny, jednak takie było założenie autora. Ku przestrodze.

Zaczęło się od tego, żę przer miesią reularnie łykałem acodin coddziennie ilośxi okol 30-35 tabsów dziennie. Rano zaczynałem 10, za pół gzodzimy 30 itd, Do tego 100 mg BeTO ZK na uspokojenie serca o 30-40 mg Croznxenu, Zacząłem zauważać kłopoty  pisasnie tekstu na klawiarutze komputera. Mie były to literówki a mega-likterówkii.

  • Grzyby halucynogenne
  • Pozytywne przeżycie

Nastawienie bardzo pozytywne, gralnia i dużo więcej ludzi (praktycznie sami artyści) niż się spodziewałem.

Witam. Przedstawiam krótką relację z pewnego hipotetycznego wydarzenia. Zapraszam wszystkich ciekawskich, ale nie wścibskich do lektury.

 

   Zakupione 100 świeżutkich grzybków od pewnego podróżnika czekało 2 dni na weekend, bym wyruszył na spotkanie z kosmicznym duchem zaklętym w tych szczuplutkich, wysokich, ale jakże malutkich istotach rodzaju nijakiego, bądź takowego. Plan był na 50 Łysiczek, jednak podróżnik ów powiedział, że 20 już robi magię. Ok, - pomyślałem - więc wrzucę 30. W końcu to pierwsze spotkanie z naszym polskim dobrem psychodelicznym. 

 

  • Grzyby Psylocybinowe
  • Przeżycie mistyczne

Taki jak zwykle: pusto w domu, głęboka noc, zero oczekiwań i dobry nastrój.

Przyszedł czas by się pożegnać z ostatnimi kosmitami w pudełku. Ze dwa lata wcześniej wyhodowałem z kita kilkadziesiąt gramów suszu, w międzyczasie kilkanaście rozdałem i w ten oto sposób doszliśmy w naszej wspólnej podróży do chwili, gdy gramatura pozwalała na jeden konkretny trip, albo dwa na poziomie podstawowym (a muszę tutaj nadmienić, że odrobinę mocy już straciły). Zdecydowałem się na opcję "raz, a dobrze", ze względu na pełne zaufanie do Grzybów, a także chęć nieco donioślejszego uczczenia zdarzenia. Wszak przez ten czas przeszliśmy razem wiele.

 

  • Grzyby halucynogenne
  • Przeżycie mistyczne

Plaża, dobry humor.

Zrozumienie życia i stanie się Bóstwem

Będąc na wakacjach nad morzem, wraz z moją dziewczyną Martą planowaliśmy kolejny wspólny trip, dla niej było to drugie takie doświadczenie, jednak dla mnie nie było to coś nowego.