To, co chciałabym tutaj opisać jest ostrzeżeniem dla lekkomyślnych osób uważających, że narkotyki to świetna, luźna zabawa. Tak będziecie myśleć do pierwszego swojego wypadku. Potem zmądrzejecie... albo i nie.
Zacznę od krótkiego "prologu".
Widok psa obwąchującego walizki na lotnisku w poszukiwaniu narkotyków nikogo nie szokuje. Wygląda na to, że najlepszy przyjaciel człowieka może mieć jednak konkurencję. Naukowcy są przekonani, że równie dobre, jeśli nie lepsze w poszukiwaniu narkotyków mogą być… pszczoły.
Widok psa obwąchującego walizki na lotnisku w poszukiwaniu narkotyków nikogo nie szokuje. Wygląda na to, że najlepszy przyjaciel człowieka może mieć jednak konkurencję. Naukowcy są przekonani, że równie dobre, jeśli nie lepsze w poszukiwaniu narkotyków mogą być… pszczoły. Owady te są w stanie wyczuć zapach z odległości aż trzech kilometrów.
- Czułki owadów to ich najczulsze organy, pozwalają im rozróżniać zapachy. Czasami reagują nawet na pojedyncze molekuły zapachu. Dlatego są dużo wrażliwsze niż nosy psów - wyjaśnia Andreas Vilcinskas z Instytutu Frauenhofera w Giessen.
Naukowcom z Giessen udało się wykorzystać niezwykłą zdolność pszczół i nauczyć je wykrywać obecność kokainy czy heroiny. Użyli w tym celu prądu. Gdy tylko pszczoły są wystawione na zapach jakiegoś narkotyku, uwalniany jest równocześnie niegroźny, lecz bolesny ładunek elektryczny. Gdy pszczoła opuszcza strefę zapachu, prąd przestaje płynąć. Nauka tej zależności zajmuje pszczole jedynie 13 minut. Dla porównania szkolenie psa policyjnego trwa ponad rok.
A jak wyglądałoby to w praktyce? Podejrzany bagaż umieszczany byłby w pojemniku z pszczołami. Jeśli w środku znajdowałyby się narkotyki, owady starałyby się uciec w obawie przed porażeniem prądem.
Wyjątkowe umiejętności pszczół już są wykorzystywane przy wyszukiwaniu min. Czy w niedalekiej przyszłości na lotniskach będziemy mogli spotkać "pszczoły celniczki"? Czas pokaże.
Set w momencie dorzucania pFPP - zdenerwowanie, złość, nienawiść, desperacja. Setting - moja własna łazienka, 8 rano po 10 godzinach pracy.
To, co chciałabym tutaj opisać jest ostrzeżeniem dla lekkomyślnych osób uważających, że narkotyki to świetna, luźna zabawa. Tak będziecie myśleć do pierwszego swojego wypadku. Potem zmądrzejecie... albo i nie.
Zacznę od krótkiego "prologu".
Wiek: wtedy 17 Waga: ok 60kg
Doświadczenie (wtedy): Alkohol, Marihuana, Haszysz
Substancja: suszone liście Salvii Divinorum, kilka lufek
Set & Settings: było to kiedy Boska Szałwia była jeszcze legalna i 4 takie roślinki rosły na balkonie u mojego kolegi, nazwijmy go Paweł. Było letnie popołudnie, dobry nastrój, jak zawsze gdy tripuje z Pawłem.
Chęć spróbowania czegoś nowego.
Wyglądało to na zwykły dzień bez wielkich wrażeń. Kolega napisał czy się spotkamy, był to luźny dzień, nie miałam żadnych planów więc czemu by nie. Koło jakiejś 19 wyszłam z domu, na spokojnie zdążyłam się pomalować, ubrać itp. Jeździliśmy autem jak zawsze A potem wylądowaliśmy u niego jak zawsze i chillowalismy przy muzyczce. Siedzimy z dobrą godzinę aż on pyta czy mogą wpaść jego znajomi i posiedzimy razem, nie miałam nic przeciwko, pojechaliśmy po nich (2 kolegów i kolezanka).
Substancja: psylocybina/psylocyna (grzyby Psilocybe semilanceata)
Doświadczenie: średnie (na pewno więcej niż 10 razy)
Dawka: ok. 45 sztuk na osobę (suszone grzyby) w postaci odwaru (trudno ocenić, bo piło go kilka osób)
Od autora: Jest to list do mojej koleżanki pisany tydzień "po"
Zanim przejdę do właściwego opisu, zacytuję fragment mojego listu do Ciebie,
napisanego ponad rok temu: