Wyjechałyśmy na tydzień za miasto. Postanowiłyśmy uczczić wakacje krótkim wypoczynkiem w spokojnej okolicy, i w ciągu jednego z letnich wieczorów urozmaiciłyśmy sobie pobyt tam słynnym Acodinem.
Kielecki klub Efekt Motyla promuje swoje imprezy, wykorzystując na plakatach zdjęcie liścia marihuany - uważa radny Władysław Burzawa. Właściciel klubu twierdzi, że to palma. Sprawą zajęła się policja.
Kielecki klub Efekt Motyla promuje swoje imprezy, wykorzystując na plakatach zdjęcie liścia marihuany - uważa radny Władysław Burzawa. Właściciel klubu twierdzi, że to palma. Sprawą zajęła się policja. Liść konopi indyjskich promuje w całych Kielcach imprezy jednego z klubów Chodzi o plakat reklamujący wtorkowe imprezy w klubie Efekt Motyla przy ulicy Piotrkowskiej w Kielcach. Przedstawiona jest na nim zielona roślina przypominająca liść konopi indyjskich, z których powstaje marihuana. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości radny Władysław Burzawa.
- Pokazywałem plakat swoim znajomym. Wszyscy mówią, że to liść marihuany - twierdzi. Jego zdaniem, umieszczanie go na plakacie zachęcającym do przyjścia na dyskotekę jest naganne. - To, że jakieś imprezy reklamuje się, pokazując ten liść, sugeruje, że będą na nich dostępne narkotyki. Myślę, że to sprawa dla policji, która powinna sprawdzić lokal - ocenia radny Burzawa. Jeśli dodać do tego, że wtorkowy wieczór w Efekcie Motyla zdominują rytmy karaibskie może być to podejrzenie uzasadnione. Muzyka reagee jest bowiem kojarzona z paleniem marihuany, a to głównie za sprawą Boba Marleya. Muzyk ten wielokrotnie głosił, że marihuana to "dobro dane ludziom od Boga". Właściciel klubu: To nie jest marihuana, to liść palmy Właściciel klubu odrzuca zarzuty radnego.
- To nie jest marihuana, to jest liść palmy. Dobrze oddaje on klimat muzyki jaką gramy we wtorek, a moim zdaniem liść konopi zupełnie inaczej wygląda - twierdzi Zbigniew Olejarczyk. Jest zaskoczony zarzutami radnego Burzawy. - Jesteśmy zdecydowanie przeciwni narkotykom. Nikt nie odważyłby się na taką prowokację - zapewnia. Aby uwiarygodnić swe twierdzenia, chce zaprosić radnego na wtorkowy wieczór do swojego lokalu. - Najlepiej będzie jak do nas przyjdzie i przekona się, że nic złego tu się nie dzieje - podkreśla.
Władysław Burzawa do klubu raczej nie przyjdzie. Jego gośćmi mogą być za to policjanci, którzy zainteresowali się plakatem. - W opinii naszych fachowców, zajmujących się narkotykami, liść z plakatu to liść konopi, choć dla osób niewtajemniczonych i skojarzenie z palmą jest możliwe - mówi Tomasz Kaczmarczyk z Komendy Miejskiej Policji w Kielcach. Plakat, który rozlepiony jest w całym mieście, zainteresował też komendanta Artura Radwańskiego, który ocenił, że nie ma wątpliwości co do tego, że przedstawia liść konopi indyjskich, i że jest to "ukryta zachęta".
- Na pewno przyjrzymy się tej sprawie i temu klubowi - zapowiada Kaczmarczyk. Dyrektor: To jest niemoralne Trudno spodziewać się jednak konsekwencji karnych za umieszczenie wizerunku marihuany na plakacie, bo nie jest to zabronione. Liść konopi pojawia się na koszulkach, czapeczkach, nawet produktach spożywczych. Ale zdaniem Krzysztofa Gąsiora, dyrektora Świętokrzyskiego Centrum Profilaktyki i Edukacji, promowanie w ten sposób imprez dla młodzieży jest niemoralne, szczególnie w kontekście wzrastającej liczby coraz młodszych dzieci sięgających po narkotyki.
- To próba uatrakcyjnienia swojej oferty i części młodych ludzi może się to spodobać. Jeśli ktoś próbuje w ten sposób złapać klientów, to jest to zachowanie szczeniackie - ocenia. Dyrektor Gąsior podkreśla, że dla wielu młodych ludzi to właśnie marihuana jest początkiem złej przygody z narkotykami. - Zwykle na niej się nie kończy, a finał zwykle jest tragiczny - przestrzega. Właściciel klubu: Na następnych plakatach będą kokosy Zbigniew Olejarczyk zapewnia, że "na wszelki wypadek" nie będą już powielać plakatu.
- Na następnym pojawi się coś innego, np. orzechy kokosowe - mówi. Przeprasza też wszystkich, którzy odebrali ten plakat jako zachętę do palenia marihuany. Czym oni sie zajmuja? A obok diler sprzedaje heroine. Jaka panienka w sklepie sprzedaje mlodemu alkohol. Za rogiem w domu maz bije zone pod wplywem. link do artykulu :
Wakacje dwa lata temu spędzane na wsi u dziadków koleżanki, zero jakiejkolwiek presji i stresu. Zdecydowałyśmy się na DXM bo będąc tam nie miałyśmy dostępu do niczego innego co umiliłoby nam pobyt na łonie natury
Wyjechałyśmy na tydzień za miasto. Postanowiłyśmy uczczić wakacje krótkim wypoczynkiem w spokojnej okolicy, i w ciągu jednego z letnich wieczorów urozmaiciłyśmy sobie pobyt tam słynnym Acodinem.
Bylo to pierwsze grzybojedzenie w tym roku. Niestety grzyby byly
zakupione gdyz moje miejsce w tym sezonie w ogole nie obrodzilo :(( i
w ogole mialem dosyc rozczarowan za kazdym razem gdy sie udawalem na
laki. Wiem, ze najlepiej "smakuja" wlasnorecznie zebrane kapelusze
lecz pokusa i zadza wrazen byla na tyle silna, ze gdy nadarzyla sie
okazja to zdecydowalismy sie z kumplem zakupic 150 sztuk.
Mimo wszystko nastawilem sie na pozytywna podroz.
piękny poranek, własny przytulny pokój i intuicyjne odczucie, że zaraz przeżyję coś wyjątkowego
Tego poranka otworzyłem rozespane jeszcze oczy i w jednej chwili całkiem jasno poczułem: To będzie doskonały dzień na zapalenie changi! Przez okno do pokoju wpadało miliony świetlistych ambasadorów jesiennego słońca, puchowa kołderka otulała mnie miękko, cały świat wydawał się sprzyjać mojemu świetnemu nastrojowi. Z całą pewnością miało to związek z wczorajszym wieczorem. Wtedy to wraz z moim przyjacielem i jego dziewczyną zapoznaliśmy się z tą magiczną roślinną mieszanką.
początkowo pozytywnie, potem zwał, kolory spacer, deprecha.
Kiedy teraz o tym myślę, w sumie nie wierzę trochę w to, co się wydarzyło.
I w to że główną bohaterką całej sytuacji byłam ja.
Pojechałam odebrać prezent.
Brałam to wcześniej już dwa razy, raz samo z alko - nic takiego się nie stało, drugi raz z fetą. Po tej mieszance - najgorszy zwał w życiu, jeden z najgorszych dni w życiu.
Ale ten dzień był zupełnie inny. Pierwsza kreska weszła dość szybko, popita piwkiem.
Komentarze