Wojna z dopalaczami w Pabianicach. Wulgarne napisy na sklepie, ekran i karawan

Zaostrza się wojna z dopalaczami w Pabianicach. Mieszkańcy piszą na murach sklepu obraźliwe napisy, a strażnicy stawiają przed lokalem... karawan.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Dziennik Łódzki
Jacek Losik

Komentarz [H]yperreala: 
Fota sprzed dwóch lat, aktualnej nie udało nam się namierzyć - jeśli takową macie, podeślijcie ;)

Grafika

Odsłony

761

Zaostrza się wojna z dopalaczami w Pabianicach. Mieszkańcy piszą na murach sklepu obraźliwe napisy, a strażnicy stawiają przed lokalem... karawan.

- Walka ze sklepami z dopalaczami przypomina walkę z wiatrakami - mówi Małgorzata Sumińska, powiatowy inspektor sanitarny w Pabianicach. - Mamy do dyspozycji tylko narzędzia, które daje nam ustawa. W efekcie zamykamy jeden sklep, a na jego miejscu otwiera się kolejny. Mechanizm, który wykorzystują sprzedawcy tzw. środków zastępczych jest od lat taki sam. Zamykamy jeden podmiot gospodarczy, który sprzedaje dopalacze, pobieramy próbki i wysyłamy do analizy. W tym samym czasie powstaje kolejna spółka, która działa czasem nawet pod tym samym adresem, w pomieszczeniu obok. Procedura zaczyna się od nowa... - przyznaje inspektor Sumińska.

Na papierze sukcesy pabianickiego sanepidu prezentują się całkiem dobrze. Od 1 stycznia pracownicy przeprowadzili siedem kontroli, które zakończyły się zamknięciem w asyście policji czterech lokali. Tylko w tym roku nałożono 20 tys. zł kar za handel niedozwolonymi substancjami.

Ale w praktyce... kary nie są płacone, bo spółki, na które je nałożono, są porzucane przez właścicieli. Zaś klienci bez problemu znajdują nowe miejsca, gdzie można kupić dopalacze. Tymczasem liczba zatrutych osób rośnie - od początku roku było ich w Pabianicach już 43 (w Łodzi było w tym czasie 255 hospitalizowanych). Wśród nich był 11-letni chłopiec, który po zażyciu dopalaczy leżał w zaroślach przy ul. Pięknej i wołał o pomoc. Dziecko było blade i wymiotowało.

Nieskuteczne prawo spowodowało, że mieszkańcy Pabianic wzięli sprawy w swoje ręce. Pod koniec marca na murach sklepu przy ul. Orlej pojawiły się wulgarne rysunki, przedstawiające męskiego członka, a także napisy, mające odstraszyć potencjalnych klientów. 30 marca młodzi aktorzy grupy teatralnej „Siła Twórczości” wystawili w miejscowym Miejskim Ośrodku Kultury spektakl pt. „Tylko taki wiele znaczy, kto nie bierze dopalaczy”.

- Ludzie dali wyraz swojej wrogości wobec sprzedaży dopalaczy. Głosy niezadowolenia mieszkańców nasilają się - mówi Tomasz Makrocki, komendant straży miejskiej w Pabianicach.

W odpowiedzi na lokalne niezadowolenie, w walkę z dopalaczami włączyła się również straż miejska. Funkcjonariusze rozpoczęli akcję „NieDopalaj się”. Regularnie pojawiają się w szkołach, aby prowadzić prelekcje o niebezpieczeństwie, jakie stwarzają dopalacze. W ciągu ostatnich dwóch tygodni kilkukrotnie pojawili się też przed lokalami, w których handluje się popularnymi „dopami”.

- Z prezydentem miasta stwierdziliśmy, że trzeba mocniej działać, tym bardziej, że po dopalacze sięgają coraz młodsi. Pod koniec marca ustawiliśmy ekran przed jednym ze sklepów, na którym puściliśmy film dokumentalny o chłopaku, który jest uzależniony od dopalaczy i o tym, jak te substancje zrujnowały jego zdrowie. Przez trzy godziny nikt nie wszedł do sklepu. Widzieliśmy, że kręci się parę osób, ale do żadnej transakcji nie doszło - mówi Tomasz Makrocki.

1 kwietnia strażnicy podjechali pod wejście jednego ze sklepów... karawanem, wypożyczonym z zakładu pogrzebowego.

Strażnicy zapowiadają: - Mamy więcej takich pomysłów. Prawo nie jest dla nas korzystne, ale my wiemy, gdzie sprzedawane są dopalacze i będziemy się tam pojawiać bardzo często - zapowiada komendant pabianickiej straży miejskiej.

Oceń treść:

Average: 6.8 (5 votes)

Komentarze

krAK (niezweryfikowany)

Pierwszy raz straż miejska coś robi dobrze. PIERWSZY raz stwierdzam że do czegoś się przydają
Syn Boży (niezweryfikowany)

Wszystko ładnie pięknie ale zdjęcie nie tego sklepu z dopami, ten który tu widać jest teraz zakładem pogrzebowym xD Ogólnie w Pabianicach to walka z wiatrakami bo sam znam 3 punkty z dopałami, gdzie pewien czas temu był tylko jeden ale po zamknięciu go otworzyły się 2 nowe. Całe miasto to gówno, rezydent wali ściemę bo nic nie może z tym zrobić...
Zajawki z NeuroGroove
  • LSD-25
  • Przeżycie mistyczne

psytrance party & spokojna głowa

Zacznę od tego, że odkąd jestem użytkownikiem substancji psychoaktywnych branie psychodelików na imprezach uważałam za bezsensowne i dalej poniekąd tak uważam. Jednak chęć eksploracji umysłu skłoniła żeby sprawdzić to na własnej skórze. 

  • Pozytywne przeżycie
  • Szałwia Wieszcza

Pozytywne nastawienie, lekki niepokój ale i ciekawość. Miejscem przeżycia był nieduży pokój w bezpiecznym miejscu. Obecność przyjaciela/opiekuna.

Wszystko to co zawiera poniższy TR zdarzyło się w ciągu 2,5 godziny.

Muzyka towarzysząca przeżyciu: A tribute to Amethystium: https://youtu.be/U9jAIXJW_IA

Zbieżność osób i nazwisk przypadkowa.

 

  • Kodeina
  • Pierwszy raz

Od jakiegoś czasu jestem "zajarana" tą jakże interesującą substancją. Nieco więcej uszłyszałam o niej od mojego kumpla, który w aptecznych specyfikach jest nad wyraz obeznany. Opowiadał mi o tym błogim spokoju, euforii i tym słynnym ciepełku, który ogarnia całe ciało. Postanowiłam, że i ja spróbuje tego cudeńka. Chciałam zapomnieć o moich problemach i zatracić się w muzyce. Do zakupu Thiocodinu zbierałam się pół roku aż nadszedł ten dzień kiedy kupiłam opakowanie mojego wymarzonego zapomnienia od codzienności. 

  • 25C-NBOMe
  • Marihuana
  • Pierwszy raz

Nastawienie bardzo pozytywne, miałem głód psychodelicznych doświadczeń, bo minęło już kilka miesięcy od ostatniego "konkretnego" tripu. Nastrój bardzo lekki, ogólna wesołość i świadomość bycia w dobrym towarzystwie, brak poważniejszych obaw, może trochę lekkomyślne podejście. Przyjęcie głównej substancji krótko po północy w noc sylwestrową, podczas imprezy połączonej z mini-koncertem w domu znajomych. Wszystko odbywało się w jednym z dużych polskich miast. NBOMe brałem sam, wcześniej spaliłem kilka jointów z innymi ludźmi i wypiłem dwa piwa w ciągu ok. 3 godzin. Podczas tripa spaliłem kolejne kilka jointów.

Postanowiłem, że ta noc będzie wspaniała. Po prostu nie mogło być inaczej. Ostateczny plan spędzenia sylwestra ukształtował się w mojej głowie dość późno. Wiedziałem, że na pewno zafunduję sobie jakąś psychodeliczną podróż, problemem był tylko dobór środków i okoliczności. W weekend poprzedzający koniec roku zostałem zaproszony na imprezę w domu kolegi. Muzyka na żywo, dobrzy znajomi - uznałem, że to jest to!