"Kilka dni temu na moim podwórku siedziała grupka dzieci i wąchała małe, plastikowe pistolety" - opowiada dziennikowi Elżbieta Reruch z Wałbrzycha.
"Kiedy wzięłam jeden z nich do ręki, poczułam silny zapach kleju. Maluchy odurzały się nim. Okazało się, że są to gratisy dołączane do chrupek" - dodaje.
"Zabawki są łączone klejem" - przyznaje dyrektor marketingu firmy Star Foods (producent chrupek) Dorota Bienias.
"Zostały zapakowane hermetycznie, aby opary nie przedostawały się do zawartości paczki. Niestety, nie mamy wpływu na zachowanie niektórych dzieci i nie mieliśmy pojęcia, że w taki niebezpieczny sposób używają tych gadżetów" - mówi.
Małe, kolorowe pistoleciki mają służyć do polewania wodą. Przez niewielką, gumową pompkę naciąga się ją do środka, a następnie wystrzela. Tyle tylko, że wiele dzieci bawi się nimi w zupełnie inny sposób - pisze dziennik.
"Dzieci wydmuchują powietrze z zabawek i wąchają opary kleju" - mówi Anna Jackowicz z Wałbrzycha.
"Widziałam, jak kiedyś robił to mój syn. Wściekłam się. Wyrzuciłam pistolet do kubła na śmieci. Jak można sprzedawać coś takiego? Firma powinna zadbać, by jej produkty były bezpieczne" - dodaje kobieta.
"Na każdej zabawce powinna być informacja o tym, dla dzieci w jakim wieku jest ona przeznaczona oraz o ewentualnych zagrożeniach, jakie zabawka stwarza" - tłumaczy gazecie Wiesław Służny z Państwowej Inspekcji Handlowej w Wałbrzychu.
"Dla bezpieczeństwa dzieci, zanim takie zabawki trafią w ręce maluchów, rodzice powinni najpierw sami dokładnie je obejrzeć. Przyjrzymy się pistoletom dołączanym do paczek z chrupkami" - obiecuje na łamach "Słowa Polskiego Gazety Wrocławskiej".
Komentarze