Uczestnicy programu zrzucali kilogramy dzięki narkotykom i nielegalnym substancjom?

"The Biggest Loser" to amerykański, którego uczestnicy rywalizują ze sobą na utracone kilogramy. Departament Szeryfa hrabstwa Los Angeles dotarł do zeznań osób, które potwierdziły, że były zachęcane m.in. do zażywania nielegalnych substancji oraz tabletek na podwyższenie ciśnienia, aby przyspieszyć proces odchudzania.

Amerykański program "The Biggest Loser", którego uczestnicy rywalizują ze sobą na utracone kilogramy, jest emitowany na antenie stacji NBC już od ponad dziesięciu lat. W kraju, w którym 2/3 społeczeństwa zmaga się z nadwagą lub otyłością, show nie traci na popularności, przyciągając przed telewizory średnio 7 mln widzów.

Do tej pory w programie wzięło udział ok. 300 uczestników, którzy przeszli na oczach publiczności radykalną zmianę wizerunku. I choć widownia szaleje z zachwytu nad kolejnymi metamorfozami, niektórzy zawodnicy nazywają pobyt w reality-show wprost - piekłem.

Co jakiś czas na jaw wychodzą kolejne skandale i kontrowersje związane z amerykańską produkcją. Głośno było już na temat wyzwisk, upokarzających zadań, wycieńczających treningów oraz nieustannego rygoru i kontroli ze strony producentów. Teraz światło dzienne ujrzała kolejna afera.

Departament Szeryfa hrabstwa Los Angeles dotarł do zeznań osób, które potwierdziły, że były zachęcane m.in. do zażywania nielegalnych substancji oraz tabletek na podwyższenie ciśnienia, aby przyspieszyć proces odchudzania. Jak bronią się twórcy programu?

Ci, którzy zgłaszają się do programu "The Biggest Loser", wierzą, że pod okiem specjalistów zyskają szczuplejszą sylwetkę. Wszyscy pragną przejść niezwykłą metamorfozę i zmienić swoje życie na lepsze. Niestety, nikt też nie spodziewał się przerażających skutków ubocznych terapii. Niektórzy zawodnicy przyznają, że wraz ze zrzuceniem wagi stracili również zdrowie, a tygodnie spędzone w programie okazały się źródłem traumy.

Ostatnio na jaw wyszły kolejne niepokojące doniesienia byłych uczestników amerykańskiego show, którzy potwierdzają, że byli zachęcani do brania narkotyków oraz prowokowania wymiotów, aby przyspieszyć proces odchudzania.

- Ludzie brali amfetaminę i tabletki na podwyższenie ciśnienia, które mogą wywołać zawał serca. Do tego leki moczopędne i codzienne wymiotowanie w łazience. Zabieraliśmy rowery stacjonarne do sauny i tam ćwiczyliśmy przez kilka godzin, aby wypocić z siebie całą wodę. Kiedy wymiotowałam, mój trener Bob Harper mówił: "Dobrze! Stracisz więcej kalorii!" - zdradziła jedna z uczestniczek na łamach "Us Weekly".

Oskarżenia pod adresem producentów "The Biggest Loser" są na tyle poważne, że sprawą zajęli się funkcjonariusze z Departamentu Szeryfa hrabstwa Los Angeles.

- Prowadzimy postępowanie w sprawie możliwego popełnienia przestępstwa na planie reality-show. Zarzuty dotyczą zażywania nielegalnych substancji - powiedział porucznik James Royal z Biura Szeryfa L.A. w wywiadzie dla Us Weekly.

Jak na zarzuty zareagowali twórcy i eksperci występujący produkcji? Głos w ich imieniu zabrał trener Bob Harper:

- Te zarzuty są całkowicie bezpodstawne i niezgodne z naszą filozofią. Uczestnicy od początku byli poinformowani, że mamy zero tolerancji dla nielegalnych wspomagaczy odchudzania - wyjaśnił sportowiec w rozmowie z "The New York Post".

Jak zakończy się ta sprawa? Na razie nie wiadomo. Nie jest jednak tajemnicą, że to nie pierwszy skandal związany z programem, który rozgrzał publiczność do czerwoności.

Był rok 2006, kiedy pochodząca z Alaski Kai Hibbard zgłosiła się do programu o odchudzaniu. Nagrała krótkie wideo, wysłała, a potem została zaproszona do wstępnego etapu programu. Była w siódmym niebie. Miała nadzieję, że telewizyjni eksperci pomogą zmienić jej życie i pokonać problemy ze zdrowiem. Dziś jest jej wstyd, że była częścią widowiska, w którym jej zdaniem, chodzi przede wszystkim o upokarzanie ludzi.

Pierwsze powody do niepokoju pojawiły się już po przyjeździe uczestników do hotelu. Najpierw na 24 godziny zarekwirowano im telefony komórkowe i komputery. Potem zakazano opuszczania pokoi, z wyjątkiem udziału w nagraniach. Warunki, w jakich się znaleźli, coraz bardziej przypominały więzienie. Ale i tak, nikt się nie skarżył, a jedynie modlił, by to właśnie jego zakwalifikowano do oficjalnej 14-stki, która powalczy o wysoką nagrodę pieniężną show. Kai Hibbard nie wiedziała jeszcze, na co tak naprawdę się pisze. Docelowa część programu, w której uczestnicy pod okiem trenerów poddawani byli odchudzaniu, okazała się piekłem.

Intensywne treningi trwające od 5 do 8 godzin dziennie, dieta poniżej 1000 kalorii i "techniki" trenerów, przypominające bardziej znęcanie się nad uczestnikami niż motywowanie, były codziennością programu. Jak wspominała Kai Hibbard, fizyczny i dietetyczny reżim, któremu została poddana z dnia na dzień, był dla jej organizmu szokiem.

Posłuszeństwa odmawiały też stawy i obolałe mięśnie. Ale nawet wtedy, gdy padała czy wymiotowała z wycieńczenia, podobnie jak inni uczestnicy, słyszała, że jest słaba i beznadziejna. "Umrzesz, nim twoje dzieci dorosną", "umrzesz, tak samo jak twoja matka", "wybraliśmy już dla ciebie trumnę. Jest z tłuszczu. To ty" - tak do katorżniczej pracy nad swoim ciałem "zachęcali" ją trenerzy. Kiedy wiła się z bólu, wmawiano jej, że to dlatego, bo jest gruba, a ból jest oznaką słabości. Zdaniem Hibbard, czuwający nad metamorfozą opiekunowie, pastwili się nad uczestnikami i czerpali z tego niezdrową satysfakcję.

Efekty tej drastycznej odchudzającej kuracji, połączonej z niskokaloryczną dietą, były imponujące, ale też niebezpieczne dla zdrowia. Menu uczestników było nie tylko ubogie w kalorie, ale i substancje odżywcze. Jak czytamy w publikacji "New York Post", w 2009 roku dwaj uczestnicy show byli hospitalizowani. U pierwszego zwycięzcy programu, Ryana Bensona, stwierdzono niedożywienie. Stan mężczyzny był tak fatalny, że w jego moczu znajdowała się krew, co świadczyło o uszkodzeniu nerek. Poważne problemy ze zdrowiem po zakończeniu programu miała też Kai Hibbard.

Jak wyliczała Hibbard, wypadły jej włosy i przestała miesiączkować. Do dziś cierpi na bóle stawów i boryka się z problemami z tarczycą. Do tego doszły też kłopoty ze snem, a nawet z pamięcią. Jej zdaniem, na udziale w programie ucierpiała też psychika uczestników, którzy byli poddawani tzw. "praniu mózgu". Z jednej strony czuli, że przekraczają granicę swoich możliwości, z drugiej wmawiano im, że są prawdziwymi szczęściarzami, będąc w tym programie.

Jak wspominała Kai Hibbard, cały czas żyła w przekonaniu, że jeśli nie schudnie dostatecznie dużo, zawiedzie siebie i najbliższych, a w oczach trenerów wyjdzie na niewdzięczną. Ujawniła, że u jednej z uczestniczek rozpoznano nawet objawy syndromu sztokholmskiego, czyli przywiązania ofiary do oprawcy.

Szokujące wyznanie Kai Hibbard to tylko początek. Zimą 2014 roku falę krytyki wzbudziła drastyczna metamorfoza Rachel Frederickson, która schudła 70 kilogramów. W dniu finału kobieta ważyła zaledwie 48 kilogramów, a jej niezdrowy wygląd wywołał szeroką dyskusję w sieci.

Przesadnie wychudzony wygląd zwyciężczyni 15. edycji show wzbudził w mediach debatę o tym, czy autorzy programu nie powinni ustalić bezpiecznej granicy odchudzania. Rachel Frederickson zapewniła, że do tej wagi doprowadziły ją jedynie naturalne metody odchudzania pod nadzorem specjalistów z zakresu dietetyki i instruktorów fitness.

Krytycy "The Biggest Loser" wskazują jednak, że z programu odeszła jedna z gwiazd Jillian Michaels, jak donosił magazyn "People", zaniepokojona niskim poziomem opieki nad uczestnikami. Producenci reality-show w odpowiedzi na zarzuty opublikowane w "The Post" wydali oświadczenie, w którym chwalili się swoimi osiągnięciami.

- Nasi uczestnicy znajdują się pod stałą kontrolą lekarską. Zdrowe metamorfozy ponad 300 uczestników programu mówią same za siebie - pisali.

Zapewnienia twórców nie powstrzymały jednak jeszcze jednej uczestniczki przed ujawnieniem szokującego zaplecza amerykańskiego show.

W 2015 roku Suzanne Mendonca wywołała kolejny skandal wokół popularnego programu NBC. Najpierw w wywiadzie "The New York Post" zarzuciła jego twórcom fałszowanie wyników kuracji odchudzającej, później powtórzyła swoje słowa w telewizyjnym wywiadzie dla kanału ET. Ci, którzy pamiętają, jak z pulchnej i zakompleksionej dziewczyny Mendonca stała się seksowną blondynką, z pewnością byli w szoku, widząc, jak wygląda po programie. Suzanne nie tylko wróciła do poprzedniej wagi, ale przytyła dodatkowe 20 kilogramów.

- To obrzydliwe. Jest mi wstyd, choć po tym, jak traktowano nas w programie, to musiało się tak skończyć. Nikt nie jest w stanie utrzymać tej wagi, odżywiając się zdrowo - wyznała w rozmowie z reporterką kanału ET.

Kobieta ujawniła, że w czasie udziału w reality-show jadła m.in. produkty dla dzieci, owijała się workami na śmieci, by w czasie treningów bardziej się pocić i godzinami przebywała w saunie. Jeśli jednak nawet te metody nie przyniosły efektów, producenci show podkręcali je, stosując fałszywe wagi.

Zdaniem Suzanne, uczestnicy nie zawsze zrzucali tyle, ile pokazywano w programie. Wyniki były jednak zmieniane, by potwierdzić skuteczność metod stosowanych w show. Obecnie uczestniczka "The Biggest Loser" na nowo musi zmagać się nie tylko z otyłością, ale też ze zdrowotnymi problemami. Jakiś czas temu rozpoznano u niej cukrzycę.

- Jeśli chcesz pięciu minut sławy i drastycznego spadku wagi, którego nie będziesz w stanie utrzymać, to zgłoś się do tego programu - mówiła ironicznie Mendonca.

Jej słowa potwierdził były zapaśnik, Rulon Garner, który w 2011 roku schudł dzięki "The Biggest Loser" 78 kilogramów. Obecnie nie ma już śladu po tej przemianie, są zaś fatalne skutki karnych ćwiczeń, jakim poddawany był w show (np. uszkodzenia karku). Graner wyznał też, że dostał od producentów show ostrzeżenie, by "nie zadzierał z nimi, bo zniszczą jego dobre imię".

W odpowiedzi na coraz bardziej zmasowaną krtykę pod adresem programu, jego producenci podkreślają, że ponad 300 zadowolonych uczestników to najlepszy dowód na ich skuteczność. Przeciwnicy "The Biggest Loser" zauważają jednak, że przez ponad dziesięć lat trwania reality-show, nigdy nie odbył się zjazd jego finalistów. Ich zdaniem właśnie dlatego, że mało kto utrzymał efekty niezdrowego odchudzania.

- Wszyscy znów jesteśmy grubi - mówią zgodnie Garner i Mendonca, którzy uważają się za ofiary jednego z najpopularniejszych programów amerykańskiej telewizji.

Do udziału w "The Biggest Loser" w każdej edycji zgłasza się około 200 tys. osób. Liczą nie tylko na pieniądze, jakie można wygrać, ale przede wszystkim zmianę swojego życia, jaka łączy się z utratą wagi. Ale czy warto do tego dążyć za wszelką cenę?

Oceń treść:

Average: 9.8 (4 votes)

Komentarze

patrykkutkiewicz
Ludzie pragna sie posmiac z cudzego nieszczescia tak jest wiecej tego pragna to dostaja od producentow ,osiagajac zysk. Zysk kasa =wladza ,kontrola.
Zajawki z NeuroGroove
  • Inne


*stoje na ulicy.nieruchomo.nagle ruszam.patrze w dol -mam buty na kolkach i wlasnie zblizam sie

do stacji cpn po paliwo.chce skrecic w lewo.nagle-kirownica w moich rekach.tylko kierownica-nie

jest polaczona z butami a jednak moge wlaczyc pomaranczowy , chalasliwy kierunkowskaz i

spokojnie dojechac do dystrybutora .policja tez chce zatankowac .ja bez prawa jazdy ! siadam na

krawezniku i udaje ze to zwyczjne buty...



  • AM-2233
  • Inne
  • Tripraport

Nie eksperymentowałem, z nieoakcyzowanymi narkotykami już od jakichś 40 dni. Tego dnia nie miałem zamiaru również przyjmować nici po za alkoholem. Jednak spotkałem się z MP, który właśnie przyjechał z Anglii. Miał ze sobą ponad gram AM-2233. Jako, że byliśmy jednymi z pierwszych Polaków, którzy próbowali JWH-210, dlaczego nie mielibyśmy zrobić czegoś pożytecznego dla nauki i nie przetestować AM-2233. Takiej okazji nie mogłem przegapić. A tak przy okazji po prostu miałem ochotę się najarać. Na szybko przygotowaliśmy mieszankę zioło, wysuszyliśmy jej część i rozpoczęła się przygoda. W tym momencie muszę zaznaczyć, że jakieś 2 godziny wcześniej wypiłem 1 litr piwa. :)

W spektaklu biorą udział:
AM-2233 - substancja, która lubi ubielać się w foliowe sukienki.
Joda - bardzo dziwaczne bongo, przypominające postać z gwiezdnych wojen.
MP - mój przyjaciel. Dobry człowiek, który pracuje w Anglii i przyjechał na urlop.
GrenBoy - narrator.
RastaBoy - kolega z LO, który dużo jara i prowadzi rozrywkowy tryb życia.
Krzak - właściciel lokalu.

  • 25D-NBOMe
  • Pozytywne przeżycie

Pozytywne nastawienie dosyć ekscytujące ze względu na pierwsze podejście do tej substancji. Siedziałem w pokoju z siostrą.

Godzina 20:30 wrzucam kartonik 2.8 mg na górne dziąsło i zapuszczam świat wedlug kiepskich. Przychodzi siostra i ogląda ze mną. Nic się nie dzieje, nie moge sie doczekać, włączam kolejny odcinek i sie zczeło wejście.

 

T+0:30 Nie wiem czemu zaczełem czuć przerażenie, wszystko zaczeło wydawac się strasznę. Mówie do siostry że nie może mnie zostawić, ona na to ze posiedzi ze mną jeszcze jakiś czas. Zaczela patrzeć sie dziwnie i mówi do mnie że jedna źrenica jest malutka a druga wielka. Ale się tym zbytnio nie przejełem. 

 

  • Grzyby halucynogenne
  • Marihuana
  • Przeżycie mistyczne

Set: Trudny okres w życiu, dużo stresu, bardzo częste myśli samobójcze, natrętne i raczej pesymistyczne przemyślenia o świecie i śmierci. Nastawienie do grzybów było pozytywne i przeważała duża ciekawość, ale zważając na mój stan psychiczny, było też wiele niepewności i obaw. Setting: dom dwóch znajomych, przyjazne otoczenie, na środku ustawiony duży, kolorowy abstrakcyjny obraz, który traktowaliśmy jako punkt odniesienia; jedna osoba, której wcześniej nie znałem i jeden trip sitter, który cały czas był trzeźwy.

Całe moje doświadczenie z substancjami psychoaktywnymi zamykało się do tej pory na THC oraz etanolu, ale od dłuższego czasu chciałem spróbować grzybków i LSD. Kiedy więc mój znajomy (nazwę go tutaj H.) powiedział, że zamówił growkit i właśnie szykują się do suszenia drugiej partii grzybów, od razu powiedziałem, żeby brali mnie pod uwagę, kiedy będą chcieli je testować. Parę dni temu dostałem wiadomość, że mam wpadać, bo dzisiaj będzie ten dzień. Szybko zjawiłem się w domu H. Na stole zobaczyłem wagę i całe pudełko pięknie ususzonych grzybów.