Raport pisany tak na bieżąco jak tylko się dało xD
17;30
Właśnie wracam od dila, który wisiał mi przerobek . Z kushowym topkiem w kieszeni wsiadam w autobus; czeka mnie ciekawa noc.
35-letnia kobieta z Alabamy w USA została zatrzymana i usłyszała zarzuty po tym, jak władze znalazły w jej domu narkotyki. Część z nich znajdowała się w plecaku, który miało na sobie trzyletnie dziecko, gdy służby weszły do domu kobiety.
35-letnia kobieta z Alabamy w USA została zatrzymana i usłyszała zarzuty po tym, jak władze znalazły w jej domu narkotyki. Część z nich znajdowała się w plecaku, który miało na sobie trzyletnie dziecko, gdy służby weszły do domu kobiety.
Według biura szeryfa hrabstwa Mobile w stanie Alabama funkcjonariusze w niedzielę zatrzymali 35-letnią kobietę po tym, jak otrzymali "wiarygodne poufne informacje", że miała w swoim domu w Mobile dużą ilość narkotyków - przekazał w poniedziałek lokalny portal AL.com.
Służby obserwowały, jak kobieta wychodzi z domu, następnie przeszukały jej samochód - znajdowało się w nim 1,5 kilograma kokainy, niewielka ilość marihuany i pistolet. Następnie funkcjonariusze weszli do domu 35-latki, w którym bez opieki zostawiła czwórkę dzieci, w tym 3-letniego chłopca z niebieskim plecakiem. Ukryte w nim były dwa kilogramy kokainy. Poza tym funkcjonariusze znaleźli w budynku dodatkowy kilogram marihuany i dwa pistolety. Zdaniem śledczych broń nie była zabezpieczona przed dziećmi. Nie jest jasne, czy zatrzymana kobieta była matką wszystkich z nich.
Szeryf Paul Burch w oświadczeniu cytowanym przez media mówi o "absurdalnie lekkomyślnym" zachowaniu zatrzymanej. "Doszło do całkowitego zlekceważenia prawa i dobra dzieci" - podkreślił. Jak przekazało AL.com, kobiecie postawiono cztery zarzuty, w tym zarzut narażenia dziecka na niebezpieczeństwo, handlu kokainą i zarzut posiadania marihuany.
Portal magazynu "People" cytuje komunikat prasowy, z którego wynika, że rynkowa wartość skonfiskowanych narkotyków wynosi ok. 450 tys. dolarów (ok. 1,7 mln zł - red.).
Spodziewane fajerwerki, gotowość na miażdżącą bombę psychodeliczną i nocny trip, siostra w domu, pizga, bo grudzień. Ogólnie od rana pozytywnie i obiecująco.
Raport pisany tak na bieżąco jak tylko się dało xD
17;30
Właśnie wracam od dila, który wisiał mi przerobek . Z kushowym topkiem w kieszeni wsiadam w autobus; czeka mnie ciekawa noc.
Nie powinnam tego tu wstawiać, bo nie mam nawet prawa nikogo umoralniać. Wiem jednak, że wiele osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z dragami zagląda tutaj. Może to zobaczą, może to przeczytają. Mam nadzieję, że pomoże. Wcale nie uważam się za kogoś w chuj doświadczonego, bo znam osoby siedzące w tym dłużej ode mnie i będące w gorszym stanie. Jednak uważam, że za mało takich tekstów. Uzupełniam. Jeśli znacie kogokolwiek kto Wam powiedział "Chcę być jak "My dzieci z Dworca Zoo", "Chcę być ćpunem" itp. to proszę, pokażcie mu to.
Słowem wstępu: przygodę z kodeiną zaczęłam parę miesięcy temu, początkowo dwie - trzy tabletki Antidolu lub Thiocodinu na łatwiejsze zaśnięcie i żeby zlikwidować wieczorny głód. Z czasem tabletek było więcej, aż wreszcie zaczęłam robić ekstrakcję. Najpierw z 1,5 opakowania, potem z 2. Ale w sumie nie było to nic ciekawego - po prostu wychillowanie na wieczór. A wczoraj uznałam, że muszę wreszcie coś naprawdę mieć z picia tego obrzydlistwa, więc wzięłam trzy opakowania...
Zaczeły się wakacje. Wybraliśmy się ze znajmymi nad jezioro pod namioty. Pogoda była raczej kiepska, męczyły nas przelotne deszcze i przenikliwe zimno. Miałem ze sobą kwacha ale bałem się w taki pochmurny dzień brać bo wiem, że bardzo by mi się nie podobała jazda. W końcu chyba czwartego dnia wyjazdu zdecydowałem się. Nie załuję...a wszystko zaczeło się tak: