REKLAMA




Świat finansów stawia na marihuanę

O tym, iż legalizacja narkotyków ma wpływ na Wall Street i przemysł farmaceutyczny. Dość obszerny art z Alatei.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Alateia
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

161

Legalizacja narkotyków ma wpływ na Wall Street i przemysł farmaceutyczny.

Konopie siewne (indyjskie), czyli marihuana to najczęściej używany narkotyk [doprawdy? - Red.H]. W Europie stosują go ponad 24 miliony ludzi, zwłaszcza w młodym wieku. To dane z opublikowanego w czerwcu ubiegłego roku dorocznego raportu Europejskiego Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii (EMCDDA). Niemal trzy czwarte zażywających marihuanę w Europie (17,2 miliona) to osoby w wieku od 15 do 34 lat.

Nawet jeśli spożywanie marihuany może powodować uzależnienie i uszczerbek na zdrowiu (np. problemy neuropsychologiczne), narkotyk jest obecnie tak popularny, że w niektórych krajach świata został zalegalizowany jako „narkotyk rekreacyjny”.

Legalizacja

Pierwszym krajem, który pięć lat temu, w grudniu 2013 roku, jako pierwszy wprowadził legalną produkcję i sprzedaż marihuany, był Urugwaj; prezydentem w tym czasie był José Mujica. W celu zwalczania nielegalnego handlu znaną substancją odurzającą ten południowoamerykański kraj zdecydował się na sprzedaż marihuany za pośrednictwem monopolu państwowego po niższych cenach i w nawet lepszej jakości niż w przypadku sieci dealerów narkotyków.

Podążając tropem Urugwaju, marihuanę zalegalizowała w czerwcu poprzedniego roku Kanada. Senat kanadyjski przyjął 19 czerwca 2018 r. „historyczną” ustawę C-45 pięćdziesięcioma dwoma głosami, przy 29 głosach przeciwnych i dwóch wstrzymujących się. Na mocy powyższej ustawy od 17 października ubiegłego roku w Kanadzie można legalnie używać i produkować marihuanę.

Decyzja parlamentu kanadyjskiego legalizująca marihuanę (realizacja jednego z celów kampanii wyborczej obecnego premiera tego kraju, Justina Trudeau, z roku 2015) jest brzemienna w skutki. Kanada jest bowiem pierwszym krajem grupy G20 oraz G7, który zezwolił na tzw. rekreacyjne użycie marihuany. Kanada już w 2001 r. zezwoliła na korzystanie z niej w celach medycznych i terapeutycznych.

Sytuacja w USA

Różne stany USA podchodzą do legalizacji marihuany różnie. Dziewięć z nich (Alaska, Kalifornia, Kolorado, Maine, Massachusetts, Newada, Oregon, Vermont i Waszyngton) oraz stołeczny Dystrykt Kolumbii pozwalają korzystać z rekreacyjnej marihuany. Kolejne 30 stanów wykorzystuje narkotyk w celach terapeutycznych, jednak na poziomie federalnym marihuana jest nielegalna.

W stanie Vermont decyzja o legalizacji konsumpcji marihuany podjęta została przez stanowy parlament, natomiast w pozostałych stanach kwestia została poddana pod głosowanie w referendum. Jedno z nich odbyło się w listopadzie 2016 w Kalifornii, gdzie na pytanie o legalizację narkotyku odpowiedziało „tak” 57,13 proc. głosujących.

W tej sytuacji, biorąc pod uwagę populację Kalifornii (40 mln) oraz Kanady (ok. 36,5 mln), szacuje się, że liczba osób dorosłych mających dostęp do legalnej marihuany wzrosła tylko w październiku 2018 r. do ok. 75 milionów, według obliczeń hiszpańskiego dziennika El País.

Zainteresowanie w świecie finansów i wielkich korporacji farmaceutycznych

W artykule opublikowanym 1 października 2018 roku El País skupił się na rosnącym gwałtownie zainteresowaniu marihuaną w branży finansów. Według agencji konsultingowej Arcview w całym 2017 roku wydatki na legalną marihuanę na całym świecie osiągnęły pułap 9,5 miliarda dolarów. Według tej samej agencji w roku 2018 wydatki te zbliżą się do 13 miliardów dolarów, a w roku 2022 osiągną wielkość 32 miliardów.

Niedawna decyzja amerykańskiej agencji ds. obrotu lekami i narkotykami DEA o umieszczeniu leku o nazwie Epidiolex® (pierwszego środka opartego na składniku Cannabis sativa – konopi indyjskich – niebędącym psychotropem) na liście leków akceptowanych przez amerykańską Agencje Żywności i Leków przyczyniło się do wzrostu notowań akcji producenta leku, firmy GW Pharma, o 6,2 procent na Wall Street.

Kolejnym przykładem jest utrzymujący się trend dotyczący notowań na nowojorskiej giełdzie akcji kanadyjskiej firmy Tilray, pierwszego producenta medycznej marihuany. Podczas debiutu giełdowego firmy jej akcje na Wall Street osiągnęły wartość 17 dolarów, podczas gdy obecnie wyceniane są na ponad 130 dolarów.

Hiszpański dziennik wskazuje ponadto, że na legalizacji marihuany korzysta także branża napojów. Na przykład gigant w tej branży Constellation Brands, właściciel tak znanych marek jak Corona czy Casa Noble (tequila), ogłosił w sierpniu tego roku zamiar inwestycji 4 miliardów dolarów w kanadyjską firmę Canopy Growth, która jest aktywna na rynku marihuany. Ponadto, jak informuje El País, Coca-Cola rozważa wprowadzenie na rynek napoju na bazie nieuzależniającego składnika konopi indyjskich.

„Niepożądane” skutki legalizacji

Wydaje się więc, że branża ma się dobrze. Paradoksalnie jednak legalizacja marihuany ma negatywny wpływ na sytuację mieszkańców Oregonu, którzy wykorzystują konopie indyjskie w celach terapeutycznych. W stanie tym, jednym z pierwszych, które zalegalizowały medyczną marihuanę już w 1998 roku, tylko trzy firmy zajmują się jej produkcją. Jedną z nich jest PharmEx, założony w 2015 r. przez Ericha Berkovitza, który sam cierpi na zespół Tourette’a i wykorzystuje medyczną marihuanę.

W 2016 r. w całym Oregonie było 420 miejsc dystrybucji terapeutycznej marihuany, a obecnie jest ich zaledwie 8, z czego tylko jedno dystrybuuje produkty firmy Berkovitza (dane według brytyjskiego dziennika The Guardian z 31 lipca ubiegłego roku).

Czarny rynek

W rzeczywistości wielu producentów zdecydowało się porzucić rynek marihuany terapeutycznej na rzecz bardziej lukratywnej produkcji marihuany rekreacyjnej. Oznacza to, że wielu pacjentów zmuszonych jest do korzystania z czarnego rynku, zwłaszcza jeśli potrzebują preparatów o wysokiej zawartości THC, czyli psychoaktywnej substancji obecnej w konopiach indyjskich. W rezultacie przepisów wprowadzonych przez Oregon Health Authority produkty na legalnym rynku są zbyt łagodne dla tych, którzy są naprawdę chorzy.

Czarny rynek istnieje i ma się dobrze, nawet w Oregonie, i to pomimo legalizacji marihuany. Przyczyną tej paradoksalnej sytuacji jest nadprodukcja marihuany w tym stanie USA. W lutym ubiegłego roku w bazie danych Oregonu znajdowało się 1,1 mln funtów kwiatów marihuany, czyli trzykrotnie więcej niż w ciągu roku kupili mieszkańcy stanu. Oznacza to, jak zauważa dziennik The Guardian, że nadwyżka znika z rynku regulowanego.

Tak naprawdę nie ma kontroli nad różnymi producentami marihuany w stanie Oregon, o czym świadczy audyt przeprowadzony w instytucji odpowiadającej za dystrybucję leków, w tym marihuany medycznej, w tym stanie. Jak donosi dziennik Seatle Times, w 2017 roku skontrolowano jedynie 58 z ponad 20 tys. miejsc uprawy konopi.

Oceń treść:

Average: 10 (1 vote)
randomness