Sukces ustawy antynikotynowej

Mija dwadzieścia lat od uchwalenia ustawy antynikotynowej. Jest i sukces, Polacy rzucają palenie. Z prof. Witoldem Zatońskim rozmawia Iwona Schymalla.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Medexpress.pl
Iwona Schymalla

Odsłony

164

Mija dwadzieścia lat od uchwalenia ustawy antynikotynowej. Jest i sukces, Polacy rzucają palenie. Z prof. Witoldem Zatońskim rozmawia Iwona Schymalla.

Mija dwadzieścia lat od uchwalenia ustawy antynikotynowej. Co Pan uznaje za największy sukces tego rozwiązania prawnego?

Nie byliśmy przez wiele lat przyzwyczajeni do mechanizmów związanych z demokracją i poukładanym systemem. Tego, czego ja oczekiwałem, to zmiany trendu struktury zachorowań szczególnie na nowotwory złośliwe oraz, że coś się stanie w temacie raka płuc. Zachorowania na raka płuc przez wiele lat rosły. Jako młody wtedy lekarz patrzyłem na ten fakt z ogromnym zdziwieniem, bo nie wiedziałem, dlaczego tak się dzieje. Potem, gdzieś w świecie, dowiedziałem się, że powód jest prosty. Ale by zmienić, to nie wystarczały leki i lekarze, tylko potrzebna była praca kompleksowa, zespołowa. Zaczęliśmy więc podglądać doświadczenia i osiągnięcia krajów, które miały sukcesy w tym zakresie. Myślę, że udało nam się w relatywnie krótkim czasie podobny rezultat osiągnąć. Co było wtedy największym zdziwieniem? Zwykle mówi się o prewencji i promocji zdrowia oraz, że na efekty trzeba czekać latami. Politycy nie chcą w tym uczestniczyć, bo uważają, że to nie pomoże im przy następnych wyborach. A to nieprawda. Prewencja często działa bardzo szybko. I tak się stało dzięki tej ustawie. To zdziwienie dotyczyło tego, że zauważyliśmy szybko jak bardzo ustawa wpłynęła na zmniejszenie zawałów serca. Zaczęły się zmniejszać zawały serca, o dziwo, bardziej u mężczyzn. Okazało się, że więcej mężczyzn rzucało wówczas palenie, niż kobiet. Potem, mniej więcej po pięciu, sześciu latach, jeszcze raz zauważyłem, ponownie dziwiąc się, że rak płuca zawraca, że jego trend zaczyna być spadkowy. Ustawa więc zadziałała i nie była, jak to niektórzy określali, świstkiem papieru. I okazała się bardzo ważnym instrumentem budującym zdrowie.

Zadziałało dlatego, że udało się Panu pozyskać bardzo różne środowiska: artystów, dziennikarzy, polityków, lekarzy, dla ruchu antynikotynowego. Zwołał Pan pospolite ruszenie dla zdrowia!

Bo okazało się, że właściwie wszyscy są za, chociaż w tym czasie większość oczywiście paliła. Wiele z tych osób też nie bardzo wierzyła w to, co ja im obiecywałem, ale byli ze mną. Największą osobowością, dzięki której zmieniły się moje możliwości poruszania się w różnych kręgach, był kardynał, prymas Józef Glemp. Przyszedłem do niego prawie z ulicy jako wiceprezes Polskiego Towarzystwa Lekarskiego i powiedziałem, że chce aby mi w tej sprawie udzielił pomocy. Józef Glemp zaufał mi. Od tej chwili niebywale mnie też wspierał. A stabilność jaką daje Kościół w Polsce jest unikalna. Zostałem zaproszony na posiedzenie plenarne Episkopatu, gdzie wygłosiłem płomienną mowę. Po jakimś czasie spotkałem kardynała Nycza, któremu chciałem się przedstawić, na co powiedział, że mnie zna, bo słuchał mojej mowy na tym właśnie posiedzeniu i rzucił palenie. Wtedy palenie wśród hierarchów często się zdarzało.

Świętujemy dwudziestolecie ustawy antynikotynowej, a jakie działania przed nami? Czy Ministerstwo Zdrowia będzie podejmować nowe regulacje?

O świętowaniu to chyba raczej nie ma co mówić. Cieszymy się codziennie z tego, że działa to co już zrobiliśmy. Z całą pewnością minęła już pewna epoka, czas budowania kompetencji zdrowotnych, to co my nazywamy alfabetyzacją zdrowotną w zakresie palenia polskiej populacji. W tej chwili osiemdziesiąt procent palaczy twierdzi, że chce rzucić palenie. I w tej chwili wkraczamy w nową fazę. A trzeba pamiętać, że jeszcze w latach 90. większość społeczności paliła (16 milionów). W tej chwili stanowią oni mniejszość, która deklaruje chęć rzucenia palenia, zdrowego i długiego życia. Nasze działania więc muszą przybrać teraz inną formę. Jest w nich coraz więcej miejsca dla lekarzy i farmaceutów. Lekarze muszą umieć leczyć, a uczyliśmy ich tego przez ostatnie lata. Otrzymali od nas certyfikaty. Wydaliśmy dla nich także przewodnik o tym, jak leczyć z palenia. Chcielibyśmy także, aby cały system zdrowotny: Ministerstwo Zdrowia, NFZ, wykorzystał ten kapitał. Mamy w tej chwili leki działające na receptory mózgowe zwiększające czterokrotnie szansę rzucenia palenia tytoniu. Jednym z nich jest generyk ziołowy i każdy może go produkować. Rocznie palacze kupują milion opakowań takich leków, co dowodzi, że palacze o nich wiedzą. Coraz większą rolę społeczną odgrywają również, przez swoją poradę, farmaceuci. Właśnie przygotowujemy akcję pt. Rzuć palenie w swojej aptece. Jest nadal wiele politycznych zagrożeń np. sposób myślenia, że palenie przynosi zyski. Jeszcze nie u wszystkich polityków nastąpiła zmiana takiego podejścia. A przecież to nie zyski tylko koszty pośrednie i bezpośrednie, cztery razy wyższe dla każdego społeczeństwa, ale każdy liczy na to co zarobi jutro. Musimy więc budować prawdę ekonomiczną, informować rolników, że produkcja tytoniu zanika, bo tytoń staje się produktem wychodzącym, którego niedługo nie będzie, którego sprzedaż spadła o sześćdziesiąt procent (w latach 80. sprzedawano 104 miliardy papierosów, w obecnych 40 miliardów). Zamiast tytoniu powinniśmy uprawiać owoce i warzywa. Jesteśmy potęgą w produkcji jabłek, ale jeśli chodzi o spożycie ich przez Polaków jesteśmy na jednym z ostatnich miejsc. Zamiast jeść jabłka niektórzy wpadają na pomysł przerabiania ich na alkohol. Na szczęście ekipa Ministerstwa skierowana jest bardzo na zdrowie publiczne, a minister Radziwiłł jako wieloletni prezes Naczelnej Izby Lekarskiej zrobił ogromnie dużo dla budowy dobrych związków między różnymi grupami działającymi na rzecz ochrony zdrowia w Polsce.

Oceń treść:

Average: 9 (3 votes)

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

TO IDIOTA,CZY KLAMCA?
Zajawki z NeuroGroove
  • 4-HO-MET
  • Pozytywne przeżycie

Zmęczony psychicznie, fizycznie po pracy, lecz pozytywnie nastawiony do nocnego tripa. Pokój, noc, łóżko i słuchawki.

Namaste!

Mój pierwszy TR na Neurogroove, proszę o wyrozumiałość. Gdzie niegdzie mogą się trafić opisy w stylu strumienia świadomości, myślę, że przy opisywaniu doświadczeń psychodelicznych taki sposób zdaje egzamin. Niestety, wiele subtelnych szczegółów jest już nie do odzyskania na następny dzień. To po prostu trzeba przeżyć :)

 

  • 3-MMC
  • Mefedron
  • Tripraport

Późny niedzielny wieczór, sam w domu. Czuję spokój ducha, ale też zmęczenie, po powrocie od dziewczyny. Wziąłem u niej 150mg Pregabaliny, także mnie zmuliło (albo doszło do mnie zmęczenie po niezbyt dobrze przespanej nocy) i prawie u niej zasnąłem, ale już mi trochę lepiej po tym jak się przewietrzyłem wracając. Wczoraj i przedwczoraj również wziąłem kolegę mateusza, poniżej napiszę ile dokładnie co i jak, bo może kogoś ciekawić, a drugich już niezbyt. Kontynuując - dobry dzień, myślałem że będę miał zjazd lub że się nie obudzę zbyt wcześnie i jak zawsze kolega mnie zdziwił, bo było wszystko dobrze, spokój i radość ducha (już na trzeźwo oczywiście). Jedyne co mnie irytuje w cholerę to dekoncentracja, za nic w świecie nie mogę się skupić, jutro pewnie będę miał to ponownie, ale chce to ograniczyć najbardziej jak się da, dlatego biorę pare suplementów, ale to opisze kiedy co i jak już w tripraporcie poniżej. Dzisiaj biorę to tylko, aby napisać swój pierwszy raport, bo bardzo mnie to "kręci", wiem kiedy dać upust i jak już czuję, że coś jest nie tak, to przestaje. Przy zjazdach następnego dnia nie kusi mnie aby zapodać znowu, ale właśnie przeciwnie - wiem, że to koniec i muszę przestać na dłuższy czas. Więc na najbliższy czas nie będę spotykał się z tym kolegą. Piątek - zapodałem wtedy doustnie jakieś 300mg-350mg, nie pamiętam dokładnie, ale wydaje mi się że było to 350mg. Trochę wtedy mi się problemów nazbierało i pomyślałem "czemu nie i tak nie mam co zrobić w aktualnej sytuacji, a dawno nic nie brałem". Następnie zrobiłem parę ważniejszych rzeczy, które wydaje mi się że trochę pomogły mi na dłuższą metę z tymi wspomnianymi problemami, których wole nie zdradzać. Sobota - ok. godziny 23 zapodałem donosowo 60mg, było wszystko czuć dobrze, nie było to tak mocne i inwazyjne jak za każdym razem (chodzi mi tu o euforie i uczucia miłości, empatii itp. ; nie lubię tego odczuwać w taki sposób, na ogół jestem osobą miłą i bardzo współczującą, co nie oznacza, że jak ktoś mi zrobi krzywdę to ja mu nadstawię drugi policzek, co to to nie ;)) wracając, czułem dobry speed, czyli to co tak uwielbiam i dość dobre, ale nie inwazyjne uczucia empatii itp. jak to jest w wyższych dawkach. Z tego co zauważyłem to przy mefedronie i jego izomerach przy niższych dawkach głównie wzrasta "uczucie szybkości", a już przy wyższych głównie euforia i empatia. Następnie 2-3h po tym jak mi zaczęło schodzić, zapodałem doustnie 240mg, poczułem wydłużenie efektu zejścia i może lekko większe pobudzenie, i tyle. Zasmuciło mnie to, ale cóż czasami tak bywa. WAGA - 80kg (wzrostu nie podaje, bo jeszcze ktos mnie namierzy, ale mega niski ani ulany nie jestem)

*Od razu chciałbym powiedzieć, że jestem na cyklu testosteronowym enanthate, 300mg/E7D, więc może to dawać lekkie różnice. Nie, nie jestem trans, przygotowywuje się do zawodów sportowych i zgadzam się, próbowanie mefedronu raz czy dwa w porównaniu do cyklu w tym wieku to całkowita głupota, i nikomu nie polecam tego robić, ale oczywiście robicie wszystko na własną kartę. No i przecież ten mój wiek to może być fikcja haha. Miłego czytania.*

22:40 - T-50m -  wziąłem ok. 1g Witaminy C.

 

*ODTĄD PISAŁEM JUŻ PO WZIĘCIU!*

  • Bad trip
  • Szałwia Wieszcza

Słoneczko, drzewka, ptaszki i tak dalej. Nastawienie- w moim przypadku strach, nie ukrywam. Ale i lekka nadzieja. Gdyby jej nie było, oddałbym woreczek z Divnorum jakimś biednym dzieciom.

Okazja do konfrontacji ze strachem nadarzyła się szybciej niż myślałem. Dlatego właśnie piszę dzisiaj drugi raporcik. Ten będzie krótszy, za co chwała niech będzie światu. Gdyby szałwia trzymała dłużej, mógłbym teraz siedzieć zapłakany w kaftanie.

  • Przeżycie mistyczne
  • Szałwia Wieszcza

mieszkanie za granicą w pracy wśród osób używających psychodelików. lajcik

Gdzie ja jestem? Czy raczej -dokąd zmierzam i w jaki sposób? Nie posiadam żadnych wspomnień. Ogarnia mnie najsilniejsze w dotychczasowym życiu deja vu. Uczucie wyjścia z matrixa. Wpadłem w zagęszczenie rzeczywistości, jestem wtopiony w rozciągające się w nieskończoność kolorowe warstwy. Coś co uprzednio miało centymetr już po chwili stawało się metrem i nie przestawało się rozwijać. Nie mam kontroli nad swoim ciałem, czuję tylko jak się topi. Na niewiele zresztą przydałaby mi się nad nim kontrola - miejsce w którym się znajduję nie uznaje trójwymiarowości.