Rozciął się nożyczkami, bo szukał "wiewiórki". Tak zabijają dopalacze...

Autor Magaznu TVN24 naprawdę się postarał. Obszerny artykuł, w którym jest wszystko, czego potrzeba, by z tragedii ukręcić sensację... "Zanim zabiją, potrafią być okrutnym oprawcą. Jedna z ofiar dopalaczy wycięła nożyczkami swoje wnętrzności. Druga wygryzła bezdomnemu gałki oczne. Coraz więcej ludzi mówi o nich "wypalacze"."

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Magazyn TVN24
Bartosz Żurawicz

Odsłony

482
Zanim zabiją, potrafią być okrutnym oprawcą. Jedna z ofiar dopalaczy wycięła nożyczkami swoje wnętrzności. Druga wygryzła bezdomnemu gałki oczne. Coraz więcej ludzi mówi o nich "wypalacze".

Wiewiórka

- Halo? Proszę przysłać karetkę. W brzuchu mam wiewiórkę - odezwał się on.

Dyspozytorka pogotowia pomyślała, że to żart. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że to będzie najbardziej szokujące zgłoszenie w jej życiu.

Jak z upiornego filmu.

Jest dużo krwi. Naprawdę powinna przyjechać karetka – ponownie usłyszała męski głos.

Rozmówca wydawał się spokojny. Podał adres. Sprawa była co najmniej dziwna, ale ambulans został wysłany.

Ratownicy weszli do wskazanego lokalu i zobaczyli nieprzytomnego już chłopaka. Siedział na krześle. Pod krzesłem nożyczki z czarną rączką. Jak do cięcia papieru.

Mężczyzna był bez koszulki.

- Nożyczki wbił sobie w okolice wzgórza łonowego. Ciął skórę, aż natrafił na żebra - opowiada prof. Jolanta Zawilska, kierownik zakładu farmakodynamiki na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi. O dopalaczach wie wszystko. Albo raczej to, czego do tej pory udało się o nich dowiedzieć.

Bohater jej opowieści nie żyje. Szans na ratunek nie było, bo przed przyjazdem karetki dokonał - jak to określają medycy – "samowytrzewienia".

- Wyciągnął jelita na zewnątrz. Wyrwał też nerki, które znaleziono potem przy jego nogach. Szukał wiewiórki - mówi prof. Zawilska.

Chociaż historia brzmi jak miejska legenda, to wydarzyła się naprawdę - w województwie łódzkim.

- Ceną za zabawę w nowe środki psychoaktywne nie jest po prostu śmierć. One z człowiekiem potrafią zrobić bardzo wiele. Nie zabijają po cichu - tłumaczy profesor.

Zombie

Prof. Zawilska opowiada o nowej substancji psychoaktywnej, która niedawno dotarła do Polski. W Stanach nazywa się ją "narkotykiem zombie".

Zażył ją Rudy Eugene, 31-letni mężczyzna z Miami. Rozebrał się do naga i na czworaka szedł ulicą. Tam napotkał bezdomnego, 65-letniego Ronalda Poppo.

Zawarty w substancji związek chemiczny alfa-PVP wprowadził 31-latka w stan bardzo silnego pobudzenia - tłumaczy prof. Zawilska.

Eugene zaatakował Poppo.

- Odgryzł swojej ofierze nos i wygryzł gałki oczne. Na miejscu szybko pojawiła się policja - opowiada.

"Zombie" nie reagował na polecenia policjantów. Postrzelenie go z broni służbowej sprawiło, że z jeszcze większą zaciekłością gryzł twarz ofiary. Funkcjonariusze nie mieli wyboru – zastrzelili 31-latka.

Zaatakowany bezdomny w stanie krytycznym trafił do szpitala. Ostatecznie jego życie udało się uratować.

Szaleniec w centrum dowodzenia

Prof. Jolanta Zawilska zajmuje się wpływem substancji psychoaktywnych na człowieka. Nie lubi terminu "dopalacz", bo - jak mówi - jest on mylący. Sugeruje, że mowa o czymś, co stymuluje i dodaje energii.

Dopalacze to substancje, które powstały tak samo jak amfetamina, LSD czy kokaina. Tyle, że ich działanie nie zostało do tej pory dobrze poznane - opowiada.

Profesor opisuje mechanizm, który zaczyna działać po przyjęciu narkotyku do organizmu.

Substancja psychoaktywna dostaje się do krwiobiegu. Zawsze tam trafia, niezależnie od tego, czy narkotyk jest wciągany nosem, wcierany w dziąsła czy palony za pomocą "fifki”.

Co dzieje się dalej? Prof. Zawilska posługuje się porównaniem.

Wyobraźmy sobie, że w mózgu znajduje się "centrum dowodzenia”, pomieszczenie z gigantyczną konsolą wyposażoną w miliony guzików - opowiada.

"Guziki” sterują podstawowymi czynnościami życiowymi. I tak jeden odpowiada za wzrost ciśnienia i tętna (używany przy wysiłku fizycznym), drugi za spowolnienie oddechu ("wciskany" podczas głębokiej relaksacji), inny za krzepnięcie krwi (używany, kiedy na ciele pojawi się rana), jeszcze inny włącza i wyłącza system immunologiczny itd.

- Takie pomieszczenie używane jest przez zaufanych "pracowników" organizmu. A substancja psychoaktywna działa jak szalony włamywacz. Wdziera się do naszego centrum dowodzenia i na ślepo naciska kolejne guziki - tłumaczy Jolanta Zawilska.

- Są opioidy, które tak spowalniają oddech, że organizmowi zaczyna brakować tlenu. Osoba "na fazie" dusi się. Robi się blada, potem sina. Traci przytomność i ginie. Wszystko w kilka minut od zażycia - opowiada.

Bywa, że układ krwionośny nie wytrzymuje nagłego wzrostu ciśnienia. Trochę tak, jakby ktoś chciał autem z małym silnikiem ścigać się na rajdach - nie każdy przetrwa nienaturalne przeciążenia. Zdarzają się też zawały mięśnia sercowego – na przykład u zdrowych nastolatków. Nawet jeśli uda się go uratować, serce i tak pozostaje na zawsze uszkodzone.

Inna substancja psychoaktywna naciska "guzik" odpowiedzialny za kurczenie się naczyń krwionośnych. Do mniej ukrwionych miejsc, na przykład palców, krew w ogóle nie dopływa. Dochodzi do martwicy. Żeby uratować życie biorącego, trzeba amputować palce u nóg i rąk.

- Są przypadki osób, którym krew zaczęła krzepnąć w całym organizmie. Czyli - wracając do naszego porównania - substancja psychoaktywna tak długo naciskała guzik odpowiedzialny za krzepnięcie, że doszło do zgonu - mówi prof. Zawilska.

Inne substancje psychoaktywne wprowadzają człowieka w stan psychiczny sprzyjający samookaleczeniom. - I tak po zażyciu MDPV wiele osób ma omamy, że chrząszcze wchodzą im pod skórę i do buzi. W narkotycznym stanie zaczyna się ich wydłubywanie, co kończy się gigantycznymi ranami, które mogą skończyć się śmiercią - ujawnia nasza rozmówczyni.

Osoby po wzięciu MDPV mogą mieć myśli samobójcze. - Najczęściej próbują się powiesić – opowiada prof. Zawilska.

Równie częsty jest wzrost agresji. Młody mężczyzna po zażyciu "wypalacza" zaatakował znajomego nożem i młotkiem. Kiedy pojawił się radiowóz, udawał, że strzela do funkcjonariuszy.

Po dopalaczach zdarzają się tak zwane "złe podróże" (bad trip - ang.). Osoba "na haju" wierzy na przykład, że jest ścigana przez dzikie zwierzęta. W takim stanie potrafi popełnić samobójstwo, byle uciec przed paraliżującym lękiem – mówi Zawilska.

Mikrozmiany

Doktor Anna Trynda jest kierownikiem Zakładu Chemii w Centralnym Laboratorium Kryminalistycznym Policji. Ona i jej pracownicy zajmują się badaniem tego, z czego zrobione są dopalacze.

Niech pan spojrzy. Widzi pan różnicę? - pokazuje mi dwie kartki, na których rozrysowany jest schemat chemiczny dwóch psychoaktywnych substancji.

Jedna jest już w Polsce nielegalna, drugą można bez przeszkód handlować.

Różnicę dostrzegam dopiero po kilku chwilach. Przy jednym z łączeń substancji legalnej dostrzegam dodatkowy atom azotu. Więcej różnic nie ma.

Trynda tłumaczy, że zmiany w budowie chemicznej legalnych "dopalaczy" są tak nieznaczne, że do ich wykrywania w Centralnym Laboratorium Kryminalistycznym trzeba było dokupić specjalistyczne urządzenie.

- Jeden atom decydował o tym, czy ktoś będzie sądzony jak diler - za rozpowszechnianie zabronionych substancji psychoaktywnych, czy też jest "niewinnym" człowiekiem, który sprzedawał całkiem legalne "materiały kolekcjonerskie" - tłumaczy rozmówczyni Magazynu TVN24.

Opowiada historię młodego dilera z Warszawy, który podczas przesłuchania w prokuraturze przyznał się do handlowania amfetaminą. Na potrzeby śledztwa trzeba było sprawdzić "towar" zabezpieczony w jego domu. Wydawało się, że to formalność.

- Po badaniach okazało się, że miał coś, co tylko w swojej strukturze przypominało amfetaminę. W rzeczywistości był to inny związek, który nie był zakazany w Polsce - mówi dr Trynda.

Prokuratorzy - ku zdziwieniu podejrzanego - musieli umorzyć śledztwo.

Dr Anna Trynda podkreśla, że ludzie stojący za produkcją dopalaczy nie są przypadkowi. To - jak wynika z policyjnej wiedzy - doświadczeni chemicy, którzy robią doskonały biznes kosztem życia późniejszych klientów.

Najczęściej sama substancja psychoaktywna powstaje w laboratoriach w Azji, zwykle w Chinach i Indiach – tłumaczy.

Tam produkowany jest "koncentrat", który trafia do krajów docelowych, w tym Polski.

- Tu, na miejscu "towar" jest przygotowywany do sprzedaży. Do "koncentratu" może być dodawany wypełniacz. To najczęściej skrobia albo kreatyna. Substancja aktywna jest więc rozrzedzana - opowiada Trynda.

Syntetyczne kannabinoidy, czyli substancje udające marihuanę, są rozpuszczane do formy płynu, na przykład w acetonie.

- Potem spryskuje się nim na przykład zasuszony majeranek albo inny susz – mówi nasza rozmówczyni.

Dr Trynda uważa, że ostatnia fala zgonów w Łodzi i Bełchatowie może być związana z tym, że grupy zajmujące się handlem dopalaczami chciały jak najszybciej pozbyć się towaru. Być może chodziło o to, żeby zdążyć przed zmianą nowelizacją ustawy o dopalaczach.

- To oczywiście moje przypuszczenia, ale podejrzewam, że ludzie, którzy zmarli, nie wzięli nowej, nieznanej dotąd substancji psychoaktywnej. Po prostu otrzymali dopalacz o dużo wyższym stężeniu. Dlatego mogło dojść do przedawkowania, nawet przy zwyczajowej dawce narkotyku – podkreśla.

Wypalona ścieżka

Produkcja dopalaczy – jak słyszymy w Centralnym Laboratorium Kryminalistycznym Policji - jest dla grup przestępczych lepszym biznesem, niż produkcja "tradycyjnych" narkotyków – takich jak amfetamina czy kokaina. Dlaczego?

Do stworzenia psychoaktywnej substancji potrzeba materiału bazowego, na którym trzeba wykonać określone reakcje chemiczne – mówi dr Anna Trynda.

Taka substancja bazowa nazywana jest "prekursorem". - W przypadku narkotyków tradycyjnych obrót prekursorami jest uważnie monitorowany przez wszystkie kraje. Ich zdobycie jest ryzykowne i kosztowne. A prekursory do stworzenia dopalaczy można nabyć całkowicie legalnie – tłumaczy.

Mniejsze ryzyko to mniejsze koszty. A to grupom przestępczym pozwala sprzedawać nowe narkotyki dużo taniej niż te znane od dziesięcioleci.

- Regularnie czytam wpisy "psychonautów". To młodzi ludzie, którzy przeprowadzają na sobie eksperymenty. Po zażyciu dopalacza opisują w internecie, minuta po minucie, co dzieje się z ich percepcją – opowiada prof. Zawilska.

Nie wiedzą, jaką krzywdę sobie robią. Badania chemiczne wykazują, że syntetyczna marihuana działa na organizm kilka razy mocniej niż naturalne THC zawarte w jej organicznym odpowiedniku.

- Ciągle zbyt mało wiemy o wpływie nowych narkotyków na organizm. Kuracja jest objawowa i ma na celu przywrócenie podstawowych funkcji życiowych. W grę, której ceną jest życie, musimy grać po omacku – kończy Jolanta Zawilska.

***

Europejskie Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii to unijna agencja z główną siedzibą w Lizbonie. To tu gromadzone są informacje o wszystkich substancjach psychoaktywnych, które trafiły i wciąż trafiają na Stary Kontynent.

Od 2005 do 2017 roku zarejestrowano 670 nowych związków psychoaktywnych. Zdecydowaną większość, bo ponad 70 proc., zidentyfikowano w ciągu ostatnich pięciu lat.

Nie brakuje osób wskazujących, że to Polska przyczyniła się do lawinowego namnażania się związków psychoaktywnych. Obowiązujące do tego roku prawo zmuszało chemików do ciągłego modyfikowania składów.

W ubiegłym tygodniu prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację ustawy dopalaczowej.

- Nowe rozwiązania zakładają, że ścigane będzie wytwarzanie i sprzedawanie substancji na podstawie określonych psychoaktywnych grup chemicznych. Tym samym zamiana jednego atomu nie sprawi już, że substancja stanie się na nowo legalna – mówi dr Anna Trynda.

Od początku roku dopalacze – według Głównego Inspektoratu Sanitarnego – zabiły 21 osób, w tym 10 w ostatnim czasie w Łodzi i Bełchatowie. Do wszystkich zgonów doszło tam na przełomie lipca i sierpnia, w ciągu jednego tygodnia.

Oceń treść:

Average: 10 (1 vote)

Komentarze

Rah (niezweryfikowany)
Chory artykuł... Dawka czyni truciznę, to przedewszystkim. "Inne substancje psychoaktywne wprowadzają człowieka w stan psychiczny sprzyjający samookaleczeniom. - I tak po zażyciu MDPV wiele osób ma omamy, że chrząszcze wchodzą im pod skórę i do buzi. W narkotycznym stanie zaczyna się ich wydłubywanie, co kończy się gigantycznymi ranami, które mogą skończyć się śmiercią - ujawnia nasza rozmówczyni. Osoby po wzięciu MDPV mogą mieć myśli samobójcze. - Najczęściej próbują się powiesić – opowiada prof. Zawilska." Brałem MDPV, i to w gigantycznych ilościach, także jedyną słuszną drogą podania, i głównym efektem była stymulacja, czysta stymulacja fizyczna i psychiczna. Żadnych psychoz, żadnych schiz. Nie przydarzyło mi się nigdy nic w wyżej wymienionych rzeczy.. Jak dla mnie totalna bzdura i przekłamanie.. Gdy czytam wypowiedzi moralnych autorytetów i rzekomo ludzi wykształconych to nie wierzę że ludzie nie potrafią spojrzeć na problem narkomanii z innej perspektywy niż ZERO TOLERANCJI, TO ZABIJA. To chore podejście zniszczy życie wielkiej ilości ludzi którzy mogliby funkcjonować w społeczeństwie w którym istniałaby dla nich tolerancja. A nie ma tego. Zamiast tego istnieje represja i ciemnogród. Ludzie mają własną wolą, decydują sami o sobie, jeśli ktoś świadomie nie chce brać, to nikt go nigdy nie przekona by przestać. JEBAĆ OPIATY Pozdrawiam Rahu
Zajawki z NeuroGroove
  • Bad trip
  • Marihuana
  • Marihuana

Witam, jestem tu nowa i chciałam podzielić się z wami swoją historią. Jestem młoda, niedoświadczona etc.. nieświadomie, ale jednak, miałam derealizację kilka ładnych lat. Pierwszy raz spotkało mnie to bodajże w 1 klasie gimnazjum, ale to zignorowałam. Później co jakiś czas miewałam owo odczucie, zaczęłam się martwić, latałam po kardiologach, neurologach i nic... Nikt nie wiedział co to, ja również. Dawałam sobie z tym radę, paliłam rzadko, lecz regularnie po 3-4 buszki ze skręta, było fajnie, miło, aż do czasu...

  • Inne

Rok temu otrzymaliśmy z dziewczyną sadzonkę Turnera diffusa jako prezent do nowego mieszkania . Wiedziałem o afrodyzjakalnym działaniu tego ziółka , ale moja kobieta jest wielką miłośniczką roślin i nie pozwalała mi nawet skubnąć listka z jej zielonego pupilka . Wreszcie kilka tygodni temu przyszedł czas , aby damianę troszeczkę przyciąć , gdyż wyrosła z niej prawie 1,5 metrowa smukła panienka , a przycinanie pomaga w rozkrzewianiu się .

  • MDMA (Ecstasy)
  • Pierwszy raz

Czekałem na to od ponad miesiąca, dużo znajomych opowiadało mi o tym pięknym stanie i chciałem go w końcu doświadczyć. Miało to miejsce na imprezie sylwestrowej 2017/2018. Nastawiłem się bardzo pozytywnie, miałem zarzucić wraz z 5 kumplami, tak też zrobiliśmy. Oczekiwałem niesamowitego uczucia, o którym tyle słyszałem.

Wprowadzenie:

Jestem zwykłym nastolatkiem. Chodzę do technikum mechanicznego. Uczę się nawet dobrze. Nigdy nie sprawiałem żadnych problemów. Jakieś tam doświadczenie z narkotykami miałem, dużo czytałem o MDMA i byłem przygotowany na całego tripa.

T(19:00)

  • MDMA
  • Pierwszy raz

Nastrój bardzo dobry, brak zmartwień, otwartość na nowe doświadczenie, chęć poznania. Okoliczności również bardzo dobre, wolna chata u kumpla, wakacje, brak obowiązków, zaufane osoby.

 

Tekst opisuje sytuację, która mogłaby wydarzyć się (oczywiście nie doszło do niej) pół roku temu, dlatego nie zrobię raportu sensu stricte, gdyż szczegółowego przebiegu zdarzeń nie odtworzę. Będzie to przywołanie najbardziej znaczących wspomnień.

DZIEŃ 1

Było nas czterech. Ja, Jacek, Placek i Mariola. Początkowo tylko ja z Jackiem mieliśmy podróżować. Placek miał zioło, jednak przyłączył się do nas w trakcie. Mariola tylko piła, potem się zmyła. Miała robotę na drugi dzień.