"Problem nie dotyczy tylko naszego miasteczka". Pedagodzy i rodzice z Żuromina walczą o młodzież

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

onet.pl
Bartosz Sąder, Anna Durand
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła - pozdrawiamy serdecznie! Wszystkich czytelników materiałów udostępnianych na naszym portalu serdecznie i każdorazowo zachęcamy do wyciągnięcia w ich kwestii własnych wniosków i samodzielnej oceny wiarygodności przytaczanych faktów oraz sensowności zawartych argumentów.

Odsłony

51

— Żuromin jest małym miasteczkiem, więc fakt, że fentanyl dotarł aż tutaj, jest naprawdę przerażający. Nie chcę, żeby z tego słynęło nasze miasto, ale na razie, musimy działać, żeby chronić młodych ludzi — mówi Onetowi Danuta Jadwiga Ryszewska, dyrektorka Liceum Ogólnokształcącego im. Marii Dąbrowskiej w Żurominie. — A ja o tym, że tu jest taki problem, w ogóle nie miałam wcześniej pojęcia. Wiem, gdzie jest to osiedle, co pokazywali w programie, znam te ulice, sklep. Ale nie jest tak, że ci młodzi ludzie się słaniają w dzień albo umierają na tych ławkach pod blokiem. To jest wyolbrzymione przez media.

W Żurominie, niewielkim mieście położonym w północno-zachodniej części województwa mazowieckiego, od początku tego roku kilka osób zmarło w wyniku przedawkowania fentanylu, narkotyku, który jest 50 razy silniejszy od heroiny. "Śmierć czyha tutaj na każdego. Obserwuję to. To są nie tylko rodziny dysfunkcyjne, to są rodziny lekarzy, nauczycieli, to są rodziny dyrektorów spółek. To dotyczy wszystkich" — mówił w programie "Uwaga!" nauczyciel i lokalny dziennikarz, Adam Ejnik. Jak wygląda sytuacja młodych Żurominian zdaniem ich pedagogów i rodziców?

"Problem nie dotyczy tylko naszego miasteczka"

— Musimy przede wszystkim zdać sobie sprawę z tego, że narkotyki nie są problemem, który pojawił się na świecie w ciągu ostatnich kilku tygodni. Jasne, pojawił się niebezpieczny opioid, który ma działanie silnie uzależniające, ale inne leki pojawiały się na rynku już w ubiegłych latach. Dlatego działania naszej szkoły trwają już od dawna, ale doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że nasza walka jest bardzo nierówna — mówi w rozmowie z Onetem Danuta Jadwiga Ryszewska, dyrektorka Liceum Ogólnokształcącego im. Marii Dąbrowskiej w Żurominie.— Żuromin jest małym miasteczkiem, więc fakt, że Fentanyl dotarł aż tutaj, jest naprawdę przerażający. Nie chcę, żeby z tego słynęło nasze miasto, ale na razie, musimy działać, żeby chronić młodych ludzi.

— A problem przecież nie dotyczy tylko naszego miasteczka, ale całej Polski — podkreśla Danuta Jadwiga Ryszewska. — Bo niestety narkotyki są coraz bardziej dostępne dla młodzieży. Ja bym zaczęła przede wszystkim od tego, że ktoś, kto ginie od przedawkowania, musiał próbować już wcześniej innych substancji. To nie jest tak, że ktoś przez przypadek nagle staje się narkomanem. Musimy zagłębić się w problem — dodaje.

Pytamy o konkretne działania, które szkoła w Żurominie oferuje uczniom. Zwłaszcza w cieniu ostatnich doniesień.

— Mamy w placówce pedagoga, który jest naprawdę dobrym specjalistą. Reaguje na zachowania młodzieży natychmiastowo. Wystarczy, że ktoś stoi na korytarzu zasmucony, to podchodzi i rozmawia. Ciągle przecież słyszymy o samobójstwach nastolatków, silnych depresjach. Musimy reagować wcześniej, zanim sięgną po narkotyki. Pamiętajmy, że używki nie wynikają z niczego, często są odskocznią od codzienności, która ich przeraża — podkreśla dyrektorka.— Przede wszystkim staramy się uświadamiać naszych uczniów, jakie mogą być skutki zażywania narkotyków, czy handlowania nimi. Bo dilerzy potrafią być nawet nieletni. A raczej ci, którzy są chłopcami na wysyłki. Przecież jedna nietrzeźwa decyzja w tak młodym wieku, może rzutować na całe życie. Nieustannie rozmawiamy, ponieważ w XXI w. wszystkim nam brakuje kontaktu z osobami, które naprawdę chcą nas wysłuchać. Nie wszyscy oczywiście chcą współpracować, ale wtedy szukamy sedna sprawy, nie poddajemy się.

"Nie tylko szkoła jest odpowiedzialna"

— Taki jest nasz obowiązek jako pedagogów. Nie możemy tego odkładać na później — zaznacza. Danuta Jadwiga Ryszewska podkreśla także, że walka z narkotykami oraz o lepsze jutro młodzieży musi być działaniem zespołowym. Szkoła jest jedynie niewielkim urywkiem z codzienności nastolatków.

— Chcę tutaj też podkreślić, że nie tylko szkoła jest odpowiedzialna za dzieciaki. Musimy działać wszyscy razem. Zaczynając od rodziców, przez bliskich, znajomych, a kończąc na opiekunach zajęć pozalekcyjnych. Współpraca jest tutaj kluczowa, bo inaczej przegramy tę i tak nierówną walkę. Słuchajmy ich. Młode pokolenie jest naprawdę fantastyczne, niezwykle kreatywne, ale musimy wiedzieć, czego potrzebują do spełnienia marzeń — mówi dyrektorka.

— Poszukajmy razem z nimi tej drogi. Pokażmy, że życie mimo wielu przeciwnościom, potrafi być naprawdę piękne. Często obowiązki w pracy czy problemy codzienności, potrafią spychać nasze relacje rodzinne na dalszy plan. A później orientujemy się, że już jest za późno. Wyjeżdżajmy na rodzinno-weekendowe wycieczki, spędzajmy razem czas. Mamy epidemię samotności, która jest jedną z przyczyn odurzenia narkotykowego. Nastolatkowie uciekają od tego, co ich boli, nawet jeżeli są z bogatych domów. Tam też mogą być samotni. Oczywiście są też ci, którzy sięgną po narkotyki "dla zabawy, bo kolega brał". Takie osoby potrzebują także atencji i poważnej rozmowy — kwituje.

"O narkotyki to bym go nie podejrzewała"

Ze "złą sławą" Żuromina mierzą się dziś także rodzice nastolatków, żyjących w tym niewielkim mieście oraz sama młodzież.

Elżbieta mieszka w Żurominie od urodzenia, tutaj też wychowuje wspólnie z mężem, kierowcą, trójkę dzieci. Jej najstarszy syn, Paweł, jest już w szkole średniej.

— Trochę gra w piłkę, trochę pomaga ojcu w warsztacie. Ale głównie to się szlaja wieczorem z kolegami — mówi Elżbieta. — Wiem, że pije piwo, że próbował wódki. Ale o narkotyki to bym go nie podejrzewała. Przynajmniej do momentu, kiedy o naszym mieście zrobiło się głośno, uważałam, że tu jest pod tym względem bezpiecznie.

Ela o tym, że w jej rodzinnym mieście istnieje poważny problem uzależnienia i dilerki fentanylu dowiedziała się, jak wielu jej znajomych, z telewizyjnego programu "Uwaga".

— Zobaczyłam moje miasto, przedstawione jakby tu ludzie leżeli na ulicach zaćpani — opowiada. — A ja o tym, że tu jest taki problem, w ogóle nie miałam wcześniej pojęcia. Wiem, gdzie jest to osiedle, co pokazywali w programie, znam te ulice, sklep. Ale nie jest tak, że ci młodzi ludzie się słaniają w dzień albo umierają na tych ławkach pod blokiem. To jest wyolbrzymione przez media.

Elżbieta opowiada, że "Uwagę" oglądała z mężem i starszym synem, że po emisji rozmawiali z dzieckiem, ale Paweł wyśmiał całą sytuację.

— On mówi, że jemu nikt fentanylu nie proponował. Przyznał, że narkotyki są, że jak ktoś chce, to z łatwością może się zaopatrzyć. Że dużo młodych bierze różne leki. Ale że nie zna ani jednej osoby, która by była uzależniona od tego świństwa. To ja już nie wiem, czy synowi wierzyć, czy telewizji? Powiem szczerze, jestem przerażona. Może powinnam dzieci przenieść do innych szkół, wyprowadzić się do Mławy?

"Zrobiła się z tego psychoza"

O wyprowadzce przez chwilę myślała też pani Ewa, mama 15-letniej Amelii i 13-letniego Jakuba. Ona usłyszała o fentanylu wcześniej, ma znajomą, której brat jest jedną z ofiar tego narkotyku.

— Myślę, że problemem nie jest ten konkretna substancja, ale brak jakiegoś kompleksowego działania przeciwko uzależnieniom nieletnich w naszym mieście. Jakieś próby widzę, ale na przykład w szkole córki jej nauczycielka miała rozmowę z klasą o ryzykownych zachowaniach. Czyli tak trochę "na okrągło". Zeszło między innymi na temat mediów i tego, jak te dzieci się czują w sytuacji, gdy ich miasto pojawia się wszędzie w tak negatywnym kontekście — mówi Ewa. — Wiadomo, że o Żurominie wcześniej nikt nie słyszał, a teraz całej Polsce kojarzy się z jednym, z ćpaniem i "zombie" na ulicach. Jakaś psychoza się z tego zrobiła, ciągle mamy tu media, telewizję... Dziennikarze filmują, zaczepiają dzieci. Nam jest trudno to znieść.

— Co tydzień wożę Amelię na jazdę konną do Sierpca. Od nas to jest jakieś półgodziny drogi — opowiada Ewa. — Powiem szczerze, że zaraz po emisji tego pierwszego programu, w którym pokazano Żuromin i historię uzależnionych i ich matek, to koleżanki z jazdy konnej pytały Amelię, czy u niej wszyscy "ćpają", czy chodzą właśnie jak te zombie. Także jakaś presja na tej naszej młodzieży jest. Ale na przykład w podstawówce syna, w tych starszych klasach nikt z dziećmi nie rozmawiał ani o narkotykach, ani o tym, jak oni się czują w tej sytuacji medialnego rozgłosu.

Ewa dodaje, że widziała wszystkie programy w telewizji poświęcone Żurominowi i przeczytała "wszystkie" artykuły o swoim mieście.

— Jako matka jestem przerażona tą sytuacją — przyznaje. — Rozmawiałam nawet z mężem o tym, czy się nie wynieść z miasta, bo oboje i tak dojeżdżamy do pracy do Płocka. W końcu sobie powiedzieliśmy, że narkotyki nasze dzieci mogą trafić wszędzie, najważniejsze jest to, żeby wiedziały, jak się wtedy zachować. No więc teraz czytam taki poradnik, żeby wiedzieć, jak odróżnić jakieś niepokojące objawy w zachowaniu nastolatków, które są pod wpływem narkotyków. Przede wszystkim staram się rozmawiać z córką i synem na bieżąco, nie stracić ich z oczu, być czujną. Ale to chyba robi każda matka, nie tylko tu, w Żurominie.

Oceń treść:

Brak głosów
Zajawki z NeuroGroove
  • AM-2201
  • Etanol (alkohol)
  • Przeżycie mistyczne

Dobre. Byłem po kilku piwkach wypitych ze znajomymi, chciałem przed snem przeżyć szybką, miłą i niewielką podróż. Akcja dzieje się u mnie w domu, godzina ok. 00:00.

Siedziałem w łazience, nabiłem lufę, ściągnąłem chmurę, potem drugą, a potem... Brzdęk. Jakbym dostał patelnią w łeb. Ściągnąłem chyba jeszcze jedną i ruszyłem do łóżka. Cały obraz dał się słyszeć. Zależnie od tego gdzie patrzyłem słyszałem inne słowo. "Jąźl jąźl jąźl jąźl" powtarzał chór w mojej głowie gdy widziałem białe drzwi. "Źląć źląć źląć źląć" gdy odwracałem się w stronę mroku nocy. "Skąd do chuja polskie znaki?!" spytałem sam siebie. Tamte Polsko brzmiące słowa pełne ogonków zdawały mi się być składowymi świata. Miałem wrażenie, że już słyszałem je w bardzo wczesnym dzieciństwie.

  • Bad trip
  • Marihuana

Uwięzienie we własnym umyśle, szybkie bicie serca, gorąco, dezorientacja, zmiana postrzegania świata

Swój raport rozpocznę od krótkiego przedstawienia się i opisania swoich doświadczeń. Jestem małym 19 letnim człowieczkiem. Niekoniecznie doświadczonym. Niespecjalnie znam się na staffie, na szczęście mam od tego bardziej doświadczonych ludzi. ;) Paliłam trawkę kilka razy w życiu. Na różne sposoby: od pierwszej loty, przez blanty, butle i bonga. Zazwyczaj mój stan mogłam opisać jako maksymalne rozluźnienie i przyjemny stan błogości. Przy pierwszym paleniu loty odczuć mogłam delikatne zaburzenia związane z odczuwaniem smaku i poruszaniem się.

  • LSD-25
  • Przeżycie mistyczne

Ekscytacja możliwością odbycia swojego drugiego tripa, tym razem na zewnątrz, w pełnej krasie uroków wiosny. Nadzieja na kolejne mistyczne doświadczenia i to, że psychodelik coś mi pokaże. Pragnienie przesłuchania niektórych albumów psytransowych w czwartym wymiarze. Akurat wtedy miałam kilka dni wolnych z powodu matur. Trip planowałam już jakiś czas wstecz. Nastrój podwyższony. Byłam sama, dopiero pod koniec poszłam do koleżanki. Miejsca, w których przebywałam, wymieniłam w samym raporcie, aczkolwiek nadmienię, że przez większość czasu przebywałam blisko natury, w miejscach takich jak las, pola, pobliże strumienia.

 

Tego raporta miałam wrzucac zaraz po odbyciu poniższego tripa, lecz nie wiem dlaczego sprawa przeciągnęła się aż 2 lata. Także nadrabiam zaległości i udostępniam teraz.

23.04.2013

  • LSD-25

substancja: LSD-25 pod postacią małej szarej tekturki z truskawką.

randomness