Praca ratownika medycznego to nie "Na dobre i na złe". Rozmawiamy o ludzkim życiu i narkotykach

"Tego nie da się zapomnieć. Pasjonaci zawodu ratownika często po kilku latach uderzają w ścianę. Wypalają się, zmieniają branżę lub wyjeżdżają do Norwegii, Szwecji, Anglii czy Niemiec" – mówi w rozmowie z NOIZZ Jakub Nelle, ratownik medyczny i twórca fanpage’a, opisującego kulisy zawodu.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Noizz.pl
Paweł Korzeniowski

Odsłony

332

[tekst stanowi skrót oryginału]

Paweł Korzeniowski: Dlaczego zostaje się ratownikiem medycznym?

Jakub Nelle (twórca fanpejdża Ratownictwo Medyczne - łączy nas wspólna pasja): Większość z nas to pasjonaci, ludzie bardzo aktywni. Interesowałem się ratownictwem jeszcze zanim faktycznie rozpocząłem pracę w zawodzie. Najbardziej fascynowało mnie to, że człowiek dzięki wiedzy teoretycznej, jak i praktycznej może zadbać o zdrowie i życie drugiego człowieka.

Doskonaliłem się, złapałem bakcyla i już od dziewięciu lat jestem zawodowym ratownikiem medycznym. Tak naprawdę uważam, że każdy powinien być "małym" ratownikiem - mając rodzinę czy dzieci, warto umieć udzielić pierwszej pomocy. To duża satysfakcja, kiedy uratuje się ludzkie życie.

Codziennie obserwujesz ludzką śmierć.

Nie oswoiłem się ze śmiercią i prawdopodobnie nigdy do takiej sytuacji nie dojdzie. Nie znam też ratownika, który powiedziałby: "ej, stary, ja już wszystko wiem, widziałem i nic mnie nie rusza". Oczywiście podchodzę do zawodu profesjonalnie, a w trakcie działania nie mam czasu na przejmowanie się drastycznymi widokami, które mnie otaczają.

Jesteśmy dla ludzi ostatnim ratunkiem, a reanimując, często na mamy na plecach wzrok płaczącej rodziny. Stres wraca jednak po pracy, a każdy ma swoje, lepsze lub gorsze, sposoby na odreagowanie.

Wchodzicie w te miejsca, w które "normalna" osoba wejść nie chce. Czy po pracy możecie liczyć na pomoc psychologiczną?

Niestety nie. Uważam, że ratownik medyczny, podobnie jak żołnierz po misji wojennej czy policjant, powinien zostać objęty regularną opieką psychologiczną. Jesteśmy zawodem istotnym dla bezpieczeństwa 38-milionowego kraju, a trochę się o tym zapomina. Wyobraźcie sobie sytuację, że umiera reanimowane przez was dziecko.

W dodatku jesteście w pokoju tego szkraba, patrzą na was jego rodzice, widzicie zdjęcia rodzinne na szafce, maskotki. Nie da się tego nie odczuć psychicznie. Tak samo, jak nie da się zapomnieć widoku dekapitacji, czyli uciętej głowy. A my po prostu sprzątamy nasz sprzęt i jedziemy dalej na kolejny wyjazd.

W Polsce dominuje serialowy wizerunek ratownika medycznego – pracownika karetki, którego zadanie w zasadzie ogranicza się do przewiezienia pacjenta do szpitala.

Tyle że w międzyczasie wykonujemy szereg innych czynności, włącznie z podaniem 47 leków, które możemy podać samodzielnie. Podam przykład: dość regularnie u naszych pacjentów zdarza się ostry zespół wieńcowy, czyli zawał. Robimy na miejscu EKG, naszą wstępną diagnozę transmitujemy do kardiologa, na co on mówi: "macie racje, przywieźcie go do mnie".

Ratownicy medyczni posiadają wykształcenie wyższe kierunkowe, do tego - podobnie, jak lekarze – mają obowiązek doskonalenia zawodowego. Zbieramy punkty edukacyjne, które dostajemy za warsztaty, kursy i tak dalej.

Jak wygląda piątkowa noc oczami ratownika medycznego?

Można powiedzieć, że na piątkową noc jest reguła i... zarazem nie ma reguły. Z jednej strony mamy sporo pracy takiej, jak codziennie, ale z drugiej - dochodzą też zadania związane ze specyfiką weekendu. Częstsze wyjazdy do bójek, libacji alkoholowych, interwencji związanych z narkotykami. Pewnie zmierzasz do tego, czy jesteśmy atakowani?

Tak.

W ciągu dziewięciu lat zdarzyło się wiele naprawdę groźnych sytuacji. Rzucano w nas kamieniami, ale zdarzyło się też, że byliśmy straszeni nożem, celowano do nas bronią. Koledzy mieli taką sytuację, że gdy weszli do mieszkania w nieciekawej okolicy, to usłyszeli głos "ja wam ku**a dam".

Wyskoczył na nich gość z siekierą, wymachiwał nią… na szczęście chłopakom udało się uciec i powiadomić policję – strach pomyśleć, gdyby pacjent prędzej zaatakował. Regularnie jeździmy na "meliny", gdzie jest naprawdę strasznie. Kiedy ktoś siedzi i przez kilka dni pije lub bierze narkotyki, to czasami nie wie czy ma do czynienia z pogotowiem ratunkowym, czy może z wrogiem, którego musi szybko zneutralizować.

Jakie macie sposoby na okiełznanie agresywnych osób?

Adrenalina i narkotyki bądź alkohol to mieszanka wybuchowa. Jeżeli mamy do czynienia z agresywnym pacjentem, który bezwzględnie wymaga leczenia, to możemy zastosować przymus bezpośredni. Czasami nie mamy innego wyjścia i dzwonimy po policję. Dla dobra wszystkich. To jednak ostateczność.

Co z pacjentami, którzy przedawkują narkotyki?

Jeżeli nie można w żaden sposób porozumieć się z pacjentem, najistotniejszy jest wywiad środowiskowy - otoczenia. Staramy się dowiedzieć, co brał ten człowiek lub co mógł wziąć. Szybko szukamy tropu jak detektywi. Na większość narkotyków mamy swoje sprawdzone odtrutki. Często po przedawkowaniu np. heroiną dochodzi do depresji ośrodka oddechowego, czyli po prostu człowiek przestaje oddychać.

W takiej sytuacji podajemy Nalokson. W Polsce największym problemem są dopalacze, na które nie ma żadnego antidotum. Jesteśmy zmuszeni działać na nie objawowo, czyli jeśli ktoś ma drgawki, to działamy antydrgawkowo, a jeżeli ma zbyt wysoką temperaturę, to ją zbijamy. Niestety, skład dopalaczy ciągle się zmienia, co nie rokuje dobrze.

Przedawkowanie to jedna sprawa, druga – skutki uboczne zażycia narkotyków. Są przypadki, gdy ktoś pod wpływem narkotyków sam robi sobie krzywdę. W karierze mojej lub moich znajomych zdarzały się sytuację, gdy ktoś amputował sobie rękę lub zaczął się ciąć "na żywca", bo wydawało mu się, że ma w środku ciało obce.

Jakie osoby wymagają pomocy po zażyciu narkotyków?

Na to również nie ma reguły, bo zdarzają się ludzie ze wszystkich grup społecznych. Są ci biedniejsi, z gorszych dzielnic, ale powiedziałbym, że przede wszystkim pomocy wymagają zwykli, przeciętni obywatele.

To znaczy tacy, po których często się nie spodziewamy takich problemów. Zdarza się sporo osób z zamożnych domów, które osiągnęły jakiś prestiż finansowy. Bardzo często są to młodzi ludzie, którzy teoretycznie wszystko mają, a wchodzą w używki każdego dnia. To nie jest już coś "imprezowego", a substancja, którą należy wziąć, by poczuć się lepiej od poniedziałku do piątku.

Oceń treść:

Average: 9.8 (5 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • 4-HO-MET

Wiek: 25 lat.

Doświadczenie: Marihuana, Haszysz, Psylocybina, 4-ho-met, 4-aco-dmt, 2ce, 2cb, MDMA, Metoksetamina, DXM, Mefedron, Kokaina, Amfetamina, BZP/TFMPP, Kodeina, Tramadol, różnorakie benzodiazepiny, Efedryna/Pseudoefedryna, Karbamazepina, Olanzapina, alkohol, tytoń i kilka syfów z dawnych dopalaczy.

Zażyta substancja: 25mg 4-ho-met przyjęte metodą iniekcji domięśniowej.

S&S: Mój pokój. W samotności.

  • LSD-25

Zachęcony pozytywnym przyjęciem poprzedniego trip reportu postanowiłem przysłać kolejny... Tym razem opiszę jak to było za pierwszym razem....

  • Etanol (alkohol)
  • Tripraport

Opisane w raporcie

(imiona zostały zmienione w celu ochrony danych osobowych)

  • 3-MMC
  • Mefedron
  • Tripraport

Późny niedzielny wieczór, sam w domu. Czuję spokój ducha, ale też zmęczenie, po powrocie od dziewczyny. Wziąłem u niej 150mg Pregabaliny, także mnie zmuliło (albo doszło do mnie zmęczenie po niezbyt dobrze przespanej nocy) i prawie u niej zasnąłem, ale już mi trochę lepiej po tym jak się przewietrzyłem wracając. Wczoraj i przedwczoraj również wziąłem kolegę mateusza, poniżej napiszę ile dokładnie co i jak, bo może kogoś ciekawić, a drugich już niezbyt. Kontynuując - dobry dzień, myślałem że będę miał zjazd lub że się nie obudzę zbyt wcześnie i jak zawsze kolega mnie zdziwił, bo było wszystko dobrze, spokój i radość ducha (już na trzeźwo oczywiście). Jedyne co mnie irytuje w cholerę to dekoncentracja, za nic w świecie nie mogę się skupić, jutro pewnie będę miał to ponownie, ale chce to ograniczyć najbardziej jak się da, dlatego biorę pare suplementów, ale to opisze kiedy co i jak już w tripraporcie poniżej. Dzisiaj biorę to tylko, aby napisać swój pierwszy raport, bo bardzo mnie to "kręci", wiem kiedy dać upust i jak już czuję, że coś jest nie tak, to przestaje. Przy zjazdach następnego dnia nie kusi mnie aby zapodać znowu, ale właśnie przeciwnie - wiem, że to koniec i muszę przestać na dłuższy czas. Więc na najbliższy czas nie będę spotykał się z tym kolegą. Piątek - zapodałem wtedy doustnie jakieś 300mg-350mg, nie pamiętam dokładnie, ale wydaje mi się że było to 350mg. Trochę wtedy mi się problemów nazbierało i pomyślałem "czemu nie i tak nie mam co zrobić w aktualnej sytuacji, a dawno nic nie brałem". Następnie zrobiłem parę ważniejszych rzeczy, które wydaje mi się że trochę pomogły mi na dłuższą metę z tymi wspomnianymi problemami, których wole nie zdradzać. Sobota - ok. godziny 23 zapodałem donosowo 60mg, było wszystko czuć dobrze, nie było to tak mocne i inwazyjne jak za każdym razem (chodzi mi tu o euforie i uczucia miłości, empatii itp. ; nie lubię tego odczuwać w taki sposób, na ogół jestem osobą miłą i bardzo współczującą, co nie oznacza, że jak ktoś mi zrobi krzywdę to ja mu nadstawię drugi policzek, co to to nie ;)) wracając, czułem dobry speed, czyli to co tak uwielbiam i dość dobre, ale nie inwazyjne uczucia empatii itp. jak to jest w wyższych dawkach. Z tego co zauważyłem to przy mefedronie i jego izomerach przy niższych dawkach głównie wzrasta "uczucie szybkości", a już przy wyższych głównie euforia i empatia. Następnie 2-3h po tym jak mi zaczęło schodzić, zapodałem doustnie 240mg, poczułem wydłużenie efektu zejścia i może lekko większe pobudzenie, i tyle. Zasmuciło mnie to, ale cóż czasami tak bywa. WAGA - 80kg (wzrostu nie podaje, bo jeszcze ktos mnie namierzy, ale mega niski ani ulany nie jestem)

*Od razu chciałbym powiedzieć, że jestem na cyklu testosteronowym enanthate, 300mg/E7D, więc może to dawać lekkie różnice. Nie, nie jestem trans, przygotowywuje się do zawodów sportowych i zgadzam się, próbowanie mefedronu raz czy dwa w porównaniu do cyklu w tym wieku to całkowita głupota, i nikomu nie polecam tego robić, ale oczywiście robicie wszystko na własną kartę. No i przecież ten mój wiek to może być fikcja haha. Miłego czytania.*

22:40 - T-50m -  wziąłem ok. 1g Witaminy C.

 

*ODTĄD PISAŁEM JUŻ PO WZIĘCIU!*