REKLAMA




Polacy biją rekordy w piciu alkoholu

W ubiegłym roku o prawie 30 mln zł wzrosły wpływy z podatku od koncesjonowanych punktów sprzedaży alkoholu. Pijemy już więcej niż w PRL. I nie powiedzieliśmy ostatniego słowa.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Polityka
Juliusz Ćwieluch
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

325

W ubiegłym roku o prawie 30 mln zł wzrosły wpływy z podatku od koncesjonowanych punktów sprzedaży alkoholu. Pijemy już więcej niż w PRL. I nie powiedzieliśmy ostatniego słowa.

Ponad 820 mln zł wpłacili do budżetu za 2018 r. właściciele koncesjonowanych punktów sprzedaży alkoholu – wynika z najnowszych danych. Tym samym branża pobiła kolejny rekord i przebiła szklany sufit, jakim przez ostatnie pięć lat wydawała się kwota 800 mln zł. – Spodziewałem się złych danych, ale nie aż tak złych – mówi Krzysztof Brzózka, prezes Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych.

Rekordy w piciu alkoholu – rok po roku

O tym, że w piciu idziemy na rekord, świadczyły już wzrosty za poprzednie lata. Od 2015 r. wpływy z tego podatku rosły skokowo. Z 743 mln zł w 2015 do 765 mln rok później. I 793 mln zł w 2017. – Miałem nadzieję, że po takich dużych wzrostach przyjdzie czas na uspokojenie. Okazuje się, że trend jest cały czas wznoszący i nie widać żadnych działań ze strony rządzących, żeby go odwrócić – dodaje prezes PARP.

Sytuacja jest tym bardziej alarmująca, że Polacy wypijają już więcej alkoholu niż w czasach PRL, który uchodził za alkoholowe eldorado. W zeszłym roku statystyczny Polak wypił ponad 9,5 litra czystego alkoholu. Jak widać, za chwilę branża będzie mogła wznieść toast za kolejny rekord – przekroczenie magicznego progu spożycia 10 litrów alkoholu rocznie na statystycznego Polaka.

Piją kobiety i młodzi

Branża monopolowa odbija piłeczkę, że w nowych danych nie ma nic niepokojącego. A nawet można mówić o dobrych wiadomościach. – Na całym świecie jest taki trend, że spożycie rośnie wraz z zamożnością społeczeństwa. Polakom poprawiło się w portfelach, to chyba dobra wiadomość? – odpowiada pytaniem przedstawiciel jednego z producentów wódek, ale nie zgadza się na cytowanie pod nazwiskiem.

Zwraca również uwagę, że najświeższe dane można interpretować na różne sposoby. – To wcale nie znaczy, że Polacy wypili aż tak dużo alkoholu więcej. Może sięgali po droższe i lepsze trunki – dodaje. I wskazuje m.in. na rosnący udział whiskey na rynku. Jednak zdaniem prezesa PARP dane są alarmujące i ciężko się w nich dopatrzyć jakiegoś optymistycznego przekazu.

– Pijemy coraz więcej. Rośnie przyzwolenie na picie, problem coraz częściej dotyczy kobiet i młodych – wylicza Krzysztof Brzózka. – A to oznacza, że igramy z liczbą uzależnionych, których za ciężkie pieniądze trzeba będzie wyciągać z nałogu. W krajach skandynawskich takie wzrosty rok do roku skończyłyby się narodową debatą i serią zmian legislacyjnych.

Rosnące liczby, złe trendy

Specjalistów od krucjaty antyalkoholowej martwią nie tylko rosnące liczby, ale też towarzyszące im złe trendy. Od trzech lat rośnie sprzedaż alkoholi mocnych, co część ekspertów interpretuje jako wskaźnik świadczący o wzroście liczby osób uzależnionych od alkoholu. Trochę gorzej radzą sobie browary, które po latach dynamicznych wzrostów mozolnie walczą o każdy rosnący słupek. Dużo słabiej radzą sobie wina, które miały wypierać wódki i budować nowe wzorce konsumpcji, w ramach których, tak jak we Francji czy we Włoszech, alkohol jest dodatkiem do jedzenia. W polskich warunkach jest ciągle na odwrót.

I trudno liczyć na jakieś światełko w tunelu, bo w Polsce branża monopolowa wydatnie wspierana jest przez rządzących – zarówno na szczeblu centralnym, jak i samorządowym. Polska ma jedne z najbardziej liberalnych zasad sprzedaży trunków w Europie. Alkohol można kupić wszędzie o niemal każdej porze dnia i nocy i w każdej ilości.

– Byłem w Norwegii na rybach i pojechałem do sklepu, bo skończyły się nam zapasy przywiezione z kraju. W koszyku miałem 5 litrów wódki. Kasjerka zawołała kierownika sklepu, który poprosił, żebyśmy przeszli na zaplecze. Myślałem, że podejrzewają mnie o kradzież. A oni dali mi numer do psychologa od uzależnień i prosili, żebym odłożył choć trzy butelki – mówi Paweł, mechanik samochodowy. Nie odłożył ani jednej.

Oceń treść:

Average: 9.3 (3 votes)