Paweł Sztando: Na ulicy Mostowej zrobiła się moda na dopalacze

Paweł Sztando z Rady Osiedla Stare Miasto opowiada o problemie dopalaczy w centrum miasta oraz próbach ukrócenia tego problemu.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Głos Wielkopolski
Norbert Kowalski

Odsłony

614

Paweł Sztando z Rady Osiedla Stare Miasto opowiada o problemie dopalaczy w centrum miasta oraz próbach ukrócenia tego problemu

Policja i straż miejska miały wzmocnić swoje patrole w centrum Poznania. Tak się stało?

Paweł Sztando: Można zauważyć większą liczbę patroli i mieszkańcy to potwierdzają. Jedna z mieszkanek sama raz podeszła do policjantów i spytała się ich dlaczego pojawili się dopiero teraz. I usłyszała, że oni mogliby patrolować to miejsce nawet 24 godziny na dobę, ale muszą mieć polecenie z góry… Policjanci zaczęli jednak wchodzić do bram kamienic, spisywać tych młodych, podejrzanie wyglądających, ludzi.Mam nadzieję, że to nie będzie tylko pokazowa akcja, która skończy się po 2-3 tygodniach. 

Przez lata centrum miasta stało się mekką handlarzy i kupujących dopalacze.

Paweł Sztando: Przede wszystkim ul. Mostowa, gdzie zrobiła się prawdziwa moda na dopalacze. W Poznaniu rozniosła się opinia, że jak chcesz kupić dopalacze to idź na Mostową i teraz trudno będzie zerwać z tą łatką. Nowe osoby, które wchodzą na rynek, doskonale wiedzą, że znajdą tam kupców. Dzisiaj kiedy mówimy dopalacze, myślimy Mostowa.

Dlaczego do tego doszło?

Paweł Sztando: Pierwszy w Poznaniu sklep z dopalaczami powstał chyba 7 lat temu, właśnie na ul. Mostowej. Od tego czasu cały mechanizm się rozwijał i nie można było już zerwać z tą niechlubną tradycją. Pomocna nie była również poznańska prokuratura, która nie chciała sprawdzać doniesień Inspektora Sanitarnego o tym, że w tamtym miejscu może być problem.

W przeszłości podejmowali Państwo jakieś działania, by ukrócić handel dopalaczami na Mostowej?

Paweł Sztando: Mieszkańcy już od ponad roku mocno zwracali uwagę na ten problem. A policjanci rozkładali ręce i mówili tylko, że nic nie mogą zrobić, jeśli te dopalacze nie są zakazane w ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii. Ja cały czas jestem w kontakcie z policją. Spotykam się z nią także co miesiąc w ramach programu „Bezpieczna Dzielnica”. Wysyłaliśmy również pisma do spółdzielni mieszkaniowej, która jest właścicielem lokalu w kamienicy przy Mostowej, gdzie jest sklep z dopalaczami. W końcu sam napisałem też pismo do prezydenta Wiśniewskiego, w którym wskazywałem na ten problem. Pukałem do wielu drzwi. Jeździłem nawet do Senatu z petycją o zmiany w ustawie. 

Zmiany w ustawie w końcu weszły w życie, ale czy rzeczywiście mogą ukrócić problem dopalaczy?

Paweł Sztando: Jest kilka dobrych zmian, lecz w rzeczywistości ciągle gonimy królika, który nam ucieka. Dopalacze, które zawierają substancje zapisane w ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii, są traktowane jako narkotyki. Jednak te, które nie zawierają takich substancji, są w pełni legalnymi środkami, mimo że również działają odurzająco. I to jest błąd, bo wystarczy tylko zmienić skład chemiczny dopalaczy i stają się one dozwolone. A o tym czy dany środek jest legalny nie powinien decydować jego skład chemiczny, lecz jego oddziaływanie na człowieka. Jeśli powoduje on taki sam skutek jak narkotyki, to nawet dopalacz, którego nie ma w ustawie, powinien być zabroniony. 

Walkę z dopalaczami można w ogóle wygrać?

Paweł Sztando: Trudno będzie ją wygrać. W 2010 roku rząd podjął mocne działania przeciwko dopalaczom. Już wtedy zamykano sklepy i handlarze zaczęli obawiać się konsekwencji. Jednak okres od 2010 roku do teraz został zmarnowany. Myślano, że pozbyto się już tego problemu, a wcale tak nie było. Od mniej więcej 2012 roku sklepy z dopalaczami znowu zaczęły normalnie działać, a przeciw temu nie podejmowano żadnych akcji. Dopiero teraz, gdy wiele osób trafiło do szpitali, ten problem powrócił. Oczywiście wpływ na to ma także zbliżająca się kampania wyborcza.

To raczej nie przypadek, że dopalacze sprzedawane są w lokalach z automatami lub sklepach z „artykułami kolekcjonerskimi"...

Paweł Sztando: To jest zauważalne. A ponadto właściciele kamienic często są nabierani. Wynajmują lokal w dobrej wierze i nie spodziewają się, że mogą być w nim sprzedawane narkotyki. A później trudno im rozwiązać umowę najmu, bo często są one tak skonstruowane, że nie da się ich natychmiast rozwiązać.

W ostatnich dniach tyle mówi się o sklepach z dopalaczami, że właściciele lokali chyba będą bardziej ostrożni przy ich wynajmowaniu.

Paweł Sztando: Mam nadzieję, choć w gruncie rzeczy nie każdy jest na bieżąco z tym, co się dzieje. Niedawno rozmawiałem z właścicielką jednego lokalu, która nie miała kompletnie świadomości o skali problemu. Tak naprawdę trudno jest dotrzeć do wszystkich właścicieli kamienic. 

<

Oceń treść:

Average: 9 (1 vote)
Zajawki z NeuroGroove
  • Dekstrometorfan

Spróbowałem DXM. Kupiłem sobie Acodin w tabletkach (30x15mg, 5,5zl) i w

sprzyjających warunkach (u babci na wakacjach) go sobie spożyłem na łonie

natury, zapijając sokiem truskawkowym. Przez pierwsze pół godziny delikatne

efekty placebo, a ze nie chciało mi się czekać to poszliśmy do babci. Tam

zmęczony po harówce jaką miałem wcześniej zasnąłem na łóżku. Dziwny to był

sen, czas płynął niesamowicie szybko, czyste rozluźnienie, żadnych obrazów

itp. jedynie jak usłyszałem coś o narkotykach w telewizji (we śnie !)

  • 2C-P
  • Pozytywne przeżycie

Pozytywne nastawienie - świętowanie zdanego egzaminu, pożegnalny trip przed długą rozłąką. Planowana nocka w terenie, w połowie powrót do domu.

 

Właśnie obroniłem pracę licencjacką na bardzo dobry, dwa dni wcześniej dyplom artystyczny. Pomyśleliśmy z dziewczyną „A” (18), że to dobra okazja do świętowania i zakończymy wakacje tripem na 2C-P (to nasz drugi raz z tą substancją). Poza powodami do radości miałem też zmartwienia – za 2 dni moja A wyjedzie i zobaczymy się dopiero za cztery miesiące.

  • LSD-25


Miało to miejsce gdzieś w roku 1997-98.


Pewnego razu wraz z dwoma kolesiami postanowiliśmy zażyć papiera.


Udaliśmy się do Szczecina moim maluszkiem(mieszkam nie daleko) i zakupiliśmy

jeden blotter Panoramixa. Pierwsze wrażenie - `kurwa i to na trzech?!!! No

trudno. powalczyliśmy z żyletką i po chwili każdy ssał namiętnie malutki

kartonik.


Śmieliśmy się z własnej naiwności twierdząc, że można było za tę sumę (35,-)

kupić sobie ziółka.

  • Grzyby halucynogenne
  • Tripraport

Podróż, którą opisuję poniżej, była moją najbardziej intensywną do tej pory. Przeżywałem w jej trakcie wiele emocji, od smutku do euforii. Zakończyła się wręcz mistyczną ekstazą.

Moja waga: ok. 70 kg

 

Poprzednie doświadczenia z psychodelikami: LSD (raz w życiu jeden kartonik, konkretna dawka nieznana), innym razem 15g magicznych trufli Shambhala. Do tej pory moje wrażenia z tego typu substancjami były bardzo pozytywne, dobrze radziłem sobie z intensywnymi momentami fazy.