REKLAMA




Nerd z niemieckiej prowincji chce być Escobarem

Albo Steve'em Jobsem. Sam nie wie, ale w międzyczasie otwiera internetowy sklep z narkotykami i zarabia na nim krocie. Netflix opowiada inspirowaną prawdziwymi zdarzeniami historię narkotykowego barona z przypadku.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Narkopolityka
Dawid Krawczyk
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła (pozdrawiamy!)

Odsłony

488

Albo Steve'em Jobsem. Sam nie wie, ale w międzyczasie otwiera internetowy sklep z narkotykami i zarabia na nim krocie. Netflix opowiada inspirowaną prawdziwymi zdarzeniami historię narkotykowego barona z przypadku.

Nie wiadomo, co mamy myśleć o Moritzu. Z jednej strony to nastoletni nerd, który ubiera się, jakby nie miał lustra, i na pierwszy rzut oka widać, że w szkolnej hierarchii popularności szoruje brzuchem po dnie. Z drugiej już w pierwszej scenie poznajemy go jako eksperta, który opowiada ze znawstwem o tym, jak odnosić sukcesy w światku przestępczym.

Jak to możliwe, że ten nieśmiały chłopak został narkotykowym baronem, praktycznie nie wychodząc z domu? Drogę Moritza możemy prześledzić w sześcioodcinkowym miniserialu Jak sprzedawać dragi w sieci (szybko) dostępnym na Netfliksie.

Nie dość, że odcinków tylko sześć, to każdy trwa zaledwie od 20 do 30 minut – tyle, co średniej długości podróż do pracy. To jednak nie pierwszy eksperyment z takim formatem na smartfony i słuchawki w metrze. Niedawno na platformie streamingowej premierę miał świetny Bonding zabawna historia o wzlotach i upadkach pracownicy seksualnej i jej asystenta, a trochę wcześniej Special, wzruszająca i komiczna zarazem adaptacja wspomnień geja z mózgowym porażeniem dziecięcym.

Cierpienia młodego Moritza

Tytułową frazę „Jak sprzedawać dragi w sieci (szybko)” Moritz wklepuje do komputera pod koniec pierwszego odcinka. To jego sposób na to, żeby odzyskać dziewczynę. Gdyby to była komedia romantyczna sprzed kilkunastu lat, to już od tej sceny moglibyśmy bezrefleksyjnie oddać się śledzeniu starań młodego romantyka, który zrobi wszystko, żeby odzyskać swoją ukochaną. Szczęśliwie jednak akcja dzieje się współcześnie w niemieckim miasteczku, a scenarzyści wiedzą już, że granice między wielkim romantycznym gestem a uporczywym stalkingiem i naruszeniem prywatności jest bardzo cienka.

Lisa i Moritz chodzili ze sobą. Poznajemy ich historię, kiedy dziewczyna wraca z rocznego pobytu na szkolnej wymianie w Stanach. Ich związek rozpada się pod ciężarem tego, jak zmienili się, będąc daleko od siebie. Do wyobrażenia Lisy o samej sobie przestaje pasować nerdowaty, niepopularny Moritz. Dziewczyna próbuje się wymiksować z młodzieńczego związku i zaczyna flirtować ze szkolnym przystojniakiem, który jest wysoki, blondwłosy, ćwiczy capoeirę i… sprzedaje MDMA całemu miasteczku. Umysł Moritza, zagotowany od frustracji, niezdarnie łączy fakty i podsuwa mu rozwiązanie sercowego dramatu – wystarczy, że upodobni się do swojego nemezis i Lisa na pewno do niego wróci.

Serial utrzymany jest w konwencji highschoolowego dramatu, gatunku przeżywającego ostatnio drugą młodość. Nie ma tutaj intryg na miarę Plotkary, nie ma też problemów społecznych upchanych z taką intensywnością jak w legendarnym Beverly Hills 90210 ani takich scenariuszowych ambicji jak w niedawnym hicie Sex Education czy dużo mroczniejszych 13 powodach.

Na pewno znajdą się tacy, którzy powiedzą, że nie ma tutaj też ani ładu, ani składu, bo rzeczywiście motywacje Moritza zmieniają się jak w kalejdoskopie. Najpierw chce za wszelką cenę udowodnić byłej dziewczynie, że popełnia błąd, zostawiając go dla wysportowanego dilera, później szuka bliskości w przyjaźni ze swoim szkolnym kolegą Lennym, żeby za chwilę zapomnieć o lojalności i obsesyjnie rozwijać narkotykowy biznes. Podążanie za tymi zmianami zachodzącymi w maniakalnym tempie może być trochę męczące, zwłaszcza że główny bohater wierzga tak na przestrzeni sześciu dwudziestominutowych odcinków naładowanych zwrotami akcji. Ale z drugiej strony czy ten neurotyczny, niedojrzały nastolatek nie jest bardziej rzeczywisty niż szlachetni bohaterowie Sex Education?

Philipp Käßbohrer i Matthias Murmann, twórcy serialu, zdradzili w rozmowie z „Variety”, że inspiracją dla scenariusza była prawdziwa historia, o której przeczytali w niemieckich mediach. W 2015 roku sąd w Lipsku skazał 20-letniego Maximiliana S. na 7 lat więzienia za sprzedaż 914 kilogramów narkotyków poprzez stronę Shiny Flakes. Prokurator miał powiedzieć w mowie końcowej, że „gdyby tylko biznes był legalny, schyliłby czoła przed oskarżonym”.

Narkobiznes to biznes

Biznes narkotykowy we współczesnym niemieckim miasteczku, podobnie jak niemal na całym świecie, jest nielegalny. Netflix nie po raz pierwszy zabiera się za historię z substancjami psychoaktywnymi w tle. Trudno się dziwić, w końcu jeden z największych hitów streamingowej platformy to Narcos – epopeja o baronach narkotykowych z Ameryki Południowej.

Jak sprzedawać dragi w sieci (szybko) garściami czerpie z klasyków kina narkotykowego. Jak ktoś ma ochotę zobaczyć, jak wyglądają sceny z Requiem dla snu czy Blow w wersji na niemieckiej prowincji, odegrane przez nastolatków niekoniecznie tak konwencjonalnie atrakcyjnych jak Johnny Depp, to koniecznie musi dodać miniserial do listy „do obejrzenia”.

Dobrze, że scenarzyści nie próbują przeczołgać widza przez żadną moralizatorską przemowę o zgubnym wpływie narkotyków, od których pękały w szwach dokumenty Dope i Heroin(e). Narkotyki w niemieckim miniserialu po prostu są. Można na nich nieźle zarobić, można dzięki nim w szybki sposób się pobudzić i zmienić świadomość, można się też nimi poważnie zatruć, z racji tego, że, jak trafnie zauważył prokurator z Lipska, są nielegalne i działają jak magnes na różnych szemranych typów.

Nic zatem dziwnego, że o palmę pierwszeństwa w wyścigu na najbardziej durnowatą postać ścigają się postaci obowiązkowe w świecie narkotykowej prohibicji: diler starej daty (ekipa od kostiumów stworzyła przy jego użyciu pomnik nieśmiertelnej NRD-owskiej stylówy) i policjant, który przy okazji jest ojcem głównego bohatera. A jedyny morał wciśnięty gdzieś między mniej lub bardziej zabawne gagi ma całkiem sporo sensu – nawet jeśli w narkotykowy biznes wchodzi bogu ducha winny nastolatek, to handlowanie nielegalnymi substancjami nie może się obejść bez brutalnej przemocy.

Koniec, czyli dopiero początek

Twórcy Jak sprzedawać dragi w sieci (szybko) mieli najwyraźniej ambicje, żeby na krótkim dystansie opowiedzieć nie tylko o narkotykach, ale o kilku tak zwanych ważnych problemach społecznych. Z różnym skutkiem.

Świetnie, że niepełnosprawny przyjaciel głównego bohatera, Lenny, jest pełnoprawną i wielowymiarową postacią. Nie został zredukowany do żywego rekwizytu na wózku. Śmiertelna choroba jest ważną częścią jego tożsamości, ale nie jest nim.

Z kolei uzależnienie od mediów społecznościowym młodszej siostry Moritza, nastoletniej influencerki, potraktowane jest po łebkach. W palecie problemów znalazły się jeszcze: żal po śmierci matki, patologiczne wymagania rodziców, kryzys męskości i pewnie jeszcze kilka, o których zapomniałem. Trochę dużo jak na miniserial.

Historyjka o młodocianym dilerze z Netflixa nie kończy się tak jak kariera Maximiliana S. z Lipska. W zasadzie to w ogóle na dystansie sześciu odcinków się nie kończy. Ostatnie słowa, które padają z ekranu, to: „Dopiero wtedy się zaczęło. Sprawy wymknęły się spod kontroli”. Podobno kolejny sezon ma mieć premierę w okolicach lata 2020, ale to na razie plotki niepotwierdzone oficjalnym oświadczeniem Netflixa.

Oceń treść:

Average: 3 (1 vote)