Opiszę jedno z ciekawszych przeżyć, które doświadczyłem po kleju. Osiagałem je stopniowo (za każdym kiraniem coraz bogatsze w szczegóły, głębsze, ciekawsze tym bardziej, iż był to cev.)
Narkotyki stały się zmorą płockiego więzienia. Rodziny i znajomi skazanych przerzucają je nad murem na spacerniak.
Problem miała rozwiązać specjalna siatka. - Ale jej nie będzie, centrala obcięła nam budżet o połowę - mówi dyrektor zakładu karnego.
Karta zwinięta w rulon albo mocno związana torebka foliowa, w środku śruba, kamień, cokolwiek ciężkiego. I amfetamina, marihuana, haszysz, heroina. Potem wystarczy stanąć na ulicy, wziąć zamach i już - narkotyki lądują na więziennym spacerniaku. A tam czeka na nie skazany.
- To nic trudnego umówić się wcześniej na przerzut - przyznaje Stanisław Niski, dyrektor płockiego Zakładu Karnego. - Prawo zezwala przecież skazanym na rozmowy telefoniczne. Na oddziałach wiszą aparaty.
Więźniowie odurzali się zawsze. Kiedyś popularny był czaj (herbata do n-tej potęgi), alkohol. - Ale od dwóch, trzech lat na terenie zakładu nie mam absolutnie żadnych problemów z pijącymi osadzonymi - mówi dyrektor. - Teraz królują narkotyki.
Nie ma reguły. Biorą młodzi i ci po 50. - Byle tylko zapomnieć o tym, co ich otacza. Sprawdzamy ich bardzo często, narkotesty mamy z urzędu miasta - mówią w zakładzie karnym. - Tych najbardziej podejrzanych czasem i po kilka razy dziennie. I bardzo często w moczu znajdujemy substancje odurzające.
Narkotyki docierają do zakładu karnego dwiema drogami.
Pierwsza to odwiedzający.
- Oczywiście, jeśli mamy jakiekolwiek podejrzenia, możemy dokładnie przeszukać osobę, która chce się zobaczyć ze skazanym, łącznie z kontrolą osobistą - opowiada dyrektor. - Tylko że dla chcącego zawsze znajdzie się jakiś sposób. Kobiety przenoszą narkotyki w narządach rodnych albo połykają foliowe zawiniątka. Przyczepiają tylko do nich nitkę, a kiedy są już same z osadzonym, pociągają za nią i po kłopocie. Nie wiem, czy zdają sobie sprawę, że igrają z własnym życiem.
Inna droga to tzw. wrzutki przez więzienny mur. Narkotyki lecą na spacerniak falami, najpierw dwa, trzy razy dziennie, potem kilka tygodni jest spokój, i znowu. - Dobrze, kiedy strażnikowi uda się zobaczyć, co się święci - dodaje Stanisław Niski. - Przejmujemy narkotyki, zgłaszamy wszystko policji. W sumie na tym cała sprawa się kończy.
- Bo w jaki sposób ustalić, kto wrzucił narkotyki za więzienny mur? To kwestia sekund - mówi szef płockiej policji Ryszard Kijanowski. - Nawet gdybyśmy otrzymali zgłoszenie jak najszybciej, szanse są znikome. Dlatego naszym zdaniem nad spacerniakiem powinno być zadaszenie.
O dachu nad spacerniakiem myślał i dyrektor zakładu. - Mogłaby być to np. gęsta druciana siatka - mówi. - W sumie żadne przepisy nie mówią, że więzień podczas spaceru ma widzieć niebo, ale tak ogólnie wymaga się, by docierało do nich świeże powietrze.
Tylko że taka siatka nad dwoma spacerniakami (po sto m kw. każdy), kosztowałaby ok. 10 tys. zł. - Nawet obiecałem policji, że od stycznia taka siatka się pojawi. Ale na bieżące utrzymanie zakładu dostałem o połowę mniej niż w ubiegłym roku, zaledwie 310 tys. - dyrektor rozkłada ręce. - Nie stać mnie.
rzecznik Centralnego Zarządu Służby Więziennej
Na świecie nie ma ani jednego więzienia wolnego od narkotyków. I nie wynaleziono sposobu, jak sobie z tym poradzić. Najbardziej wstrząsające jest to, że substancje odurzające przemycają więźniom ich bliscy, bardzo często dzieci. W ostatnią sobotę w Garbalinie znaleźliśmy 100 tabletek - jeszcze nie wiadomo czego - przy chłopcu, który razem z babcią miał odwiedzić tatę. W ub.r. przejęliśmy 600 takich "dostaw" w całej Polsce. Tak wiem, że to niedużo, ciemna liczba musi być o wiele większa. Spotkaliśmy się nawet z narkotykami włożonymi do wydrążonych kości pieczonego kurczaka. Jak z tym walczyć? W tym momencie najlepiej sprawdzają się psy, mamy ich już ok. 50, mogą korzystać z nich zakłady w okręgach. Ale więźniowie też robią wszystko, żeby je przechytrzyć. Rozsypują w celi pieprz, a nawet szkło, tak, żeby pies się poranił.
A jeśli chodzi o dach - w bardzo wielu zakładach karnych miejsca spacerowe są zadaszone. Pomaga to ustrzec się także ucieczek. I dyrektor płockiego zakładu powinien zrobić wszystko, żeby takie zadaszenie pojawiło się i u niego. To po prostu kwestia zastanowienia się, na co najlepiej przeznaczyć pieniądze.
Opiszę jedno z ciekawszych przeżyć, które doświadczyłem po kleju. Osiagałem je stopniowo (za każdym kiraniem coraz bogatsze w szczegóły, głębsze, ciekawsze tym bardziej, iż był to cev.)
Postanowilam, ze sobie zapodam ten caly dxm z czystej ciekawosci,jako
uzytkownik alkoholu i gandzi coby tak zobaczyc jako to tam jest. Poczytalam
sobie, poczytalam, kumple tez sie w to bawili, OK. Moge sprobowac. Nie
chodzilo mi o jakas straszna bania, tylko o "zamoczenie nog" coby tak
zobaczyc jaka jest woda i czy mozna sie w niej kompac.
prolog: 19 lipiec 2003 roku. godzina 17:00. inhaluje poprzez zwiniety banknot 0.3 grama amfetaminy. o godzinie 1:00 w nocy poprawiam mniej wiecej taka sama iloscia popijajac zimnym piwem. faza nie jest jakas nadzwyczajna. to co zawsze. rozszerzona swiadomosc. kilkukrotnie powiekszona kreatywnosc. gadatliwosc. mila jazda. cala noc w sieci. fajka -woda- kibel -. i tak w kolko. nieunikniony zjazd coraz blizej |...|
(z bezposrednich zapiskow na papierze - przyp. aut.)
Zawsze mam dystans i całkowity respekt do psychodelików. Wejdziesz raz i możesz nigdy nie wrócić. Do odważnych świat należy, więc wyrzuciłam strach w kąt i bardzo cieszyłam się na spontanicznego tripa! Ciekawość zżerała każdą mą cząstkę! Totalnie pozytywnie! Miejscówka fantastyczna - wolna, wielka chata! Towarzysze idealni - S i M - lecz niespodziewanie został z nami X ze swoim kumplem i przez to musiałam walczyć z demonami.
Napierw małe wyjaśnienie. Do punktu 4 pisałam, gdy byłam jeszcze w pełni "świadoma". Póżniej przelewałam na papier co mi ślina na język przyniosła. Starałam się wyrwać z galopujących myśli parę sensownych zdań aby kleiły się jakoś do kupy.
Raport napisany jest w oryginale, nie zmieniałam nic, więc z góry ostrzegam na składnię i takie tam ;)
* Jest moimi przemyśleniami parę dni po tripie.
Skrót wydarzeń - sobotnie popołudnie
Komentarze