AMSTERDAM -- Podczas gdy Kanadyjczycy borykają się z kwestią, kto może legalnie
palić marihuanę, Holendrzy mają odpowiedź, którą cieszą się od ponad dwudziestu
lat -- każdy, kto skończył 18 lat.
W Amsterdamie istnieje jedyne w swym rodzaju w Europie muzeum w całości
poświęcone w pewnym sensie legalnej roślinie. Jeżeli chcecie zobaczyć coś,
czego nie zobaczycie u siebie, odwiedźcie budynek znajdujący się pod adresem
Oudezijds Achterburgwal 148, wciśnięty pomiędzy dwa kanały w pobliżu słynnej
dzielnicy czerwonych świateł.
Wstęp kosztuje jedyne siedem guldenów (około 12 zł), otwarte jest do
godziny 22.00 i wolne od takich presji i reguł, jak gdzie i kiedy można usiąść. A
wszystko dzięki miłej atmosferze amsterdamskiego Muzeum haszyszu, marihuany i konopi.
Można tu dowiedzieć się paru ciekawych rzeczy. Na przykład, czy wiedzieliście, że
słowo "kanwa" pochodzi od "cannabis" (konopie)?. Że Chińczycy w 100 roku p.n.e.
wyrabiali papier z łodyg konopi? Że ostatni holenderski wiatrak mielący konopie
spłonął w 1914 roku? Wszystko to prawda.
A co z pogłoską, że królowa Wiktoria paliła marihuanę, aby złagodzić bóle
miesiączkowe? Dowody na to nie znajdują się w muzeum, ale kustosz zdaje się znać tę
historię. Portret królowej, wyglądającej dostojnie w diademie i perłach, ma tu
zaszczytne miejsce, jakby była nietypową dziewczyną z plakatu ruchu legalizacyjnego.
To zadziwiające, co działo się w szlachetnym towarzystwie, zanim policje świata
uznały, że ludzie zbyt dobrze się bawią.
19-wieczny druk pokazuje palenie haszyszu w tureckim stoisku na Wystawie Stuletniej
w 1876 roku w Chicago. Inny obraz przedstawia konopie używane podczas ceremonii
ślubnych w XVII wieku.
Jednym z głównych eksponatów jest historia stoczni w Amsterdamie, która pomaga
zrozumieć, dlaczego marihuana stała się tak popularna w tej okolicy.
W XVII wieku, gdy holenderscy żeglarze panowali na morzach i oceanach, poznali
oni starożytne rzymskie i fenickie techniki przetwarzania czegoś, co teraz nazywa
się "przemysłowymi" konopiami.
Gdy palenie tytoniu stawało się coraz popularniejsze w Europie, w Afryce Południowej
Holendrzy nauczyli się palić wysuszone kwiaty i żywicę konopi.
Muzeum może także pochwalić się interesującą kolekcją egzotycznych przyborów do
palenia z całego świata -- antycznych fajek wodnych z Turcji, wydrążonych łupin
orzechów kokosowych z Afganistanu, fajek totemicznych z Ameryki Północnej i
obrzędowych fajek -- zwykłych i wodnych -- z Afryki.
Jest tam też namalowany w 1660 roku przez Davida Teniersa de Jonge, mistrza z
Antwerpii, cenny obraz pod tytułem "Chłopi palący konopie w domu palaczy", na którym
wstawiona trójka pije z kamionkowego kubka i pali długie fajki, podczas gdy
reszta towarzystwa gra w karty.
Kustosze muzeum potwierdzają, że łatwe w uprawie konopie mogą ochronić planetę przed
wycinką drzew. Przekonują również, że marihuana, oprócz wykorzystania znanych
właściwości uśmierzania bólu, może leczyć raka, AIDS, stwardnienie rozsiane i inne
poważne schorzenia.
W wyniku dziwnego paradoksu legalizacyjnego uprawa, import, eksport i handel
marihuaną są w Holandii zakazane. Ale posiadanie niewielkich ilości przestało być
przestępstwem w 1976 roku. Jak napisano w informatorze, policja robiła naloty na
muzeum, ponieważ na zapleczu rosną pod lampami ogromne okazy konopi, które
zwiedzający mogą oglądać przez wielkie szklane tafle.
To wyjaśnia niechęć podobnego do Franka Zappy biletera do udzielania
jakichkolwiek odpowiedzi. Zdecydowanie nie warto rozpoczynać rozmowy od pytania, kto
jest właścicielem muzeum. Być może jednak zapytany naprawdę nie wiedział. Całkiem to
możliwe, zważywszy, że miał problemy z przeliczeniem reszty, gdy chciałam kupić
kartkę pocztową. Jednak nic nie wskazywało, aby w to zwykłe popołudnie muzeum
zagrażało niebezpieczeństwo. Gliniarz za rogiem wydawał się być bardziej
zainteresowany kimś, kto wyglądał jak sutener, który zabłądził poza granice
dzielnicy seksu.
Można jednak w Amsterdamie być aresztowanym za zakłócanie porządku, szczególnie
jeśli się zacznie zbyt głośno świętować w nocy w środku miasta.
Około 800 tak zwanych coffeeshopów w Holandii ma udzielone przez lokalne władze
koncesje na sprzedaż do pięciu gramów marihuany lub haszyszu osobom, które ukończyły
18 lat. W Amsterdamie znajduje się około 300 takich lokali.
Gdy skończyłam zwiedzać muzeum, odwiedziłam pobliski lokal o nazwie Extase --
oczywiście z dziennikarskiej ciekawości.
Chciałam być w towarzystwie innych turystów: kilku młodych par i trzech młodzieńców
przy stoliku, próbujących różnych asortymentów i planujących zwiedzanie miasta.
Informator podaje, że o menu z używkami należy poprosić, ponieważ -- co jest kolejną
dziwną sprzecznością -- coffeeshopom nie wolno w żaden sposób reklamować marihuany
ani haszyszu, mimo iż często jest to jeden z niewielu sprzedawanych tam towarów.
Gdy zamówiłam kawę bez "space cake" (odlotowego ciastka), kelner, który wyglądał
bardziej tradycyjnie niż Frank Zappa z naprzeciwka, ale miał to samo zamyślone
spojrzenie, uznał, że przyszłam się tylko pogapić.
W menu były 22 rodzaje trawy i 16 typów haszyszu, pudełko z czterema jointami i
odlotowa herbata.
Pozycja o nazwie "hot-ears" (gorące uszy) wyglądała na intrygującą, ale kelner polecił
mi "white widow cup" (filiżankę białej wdowy).
Gdy stwierdziłam, że jestem za stara na takie rzeczy, zgodził się sprzedać mi
menu za 10 guldenów jako suwenir. Ponieważ posiadanie menu jest legalne zarówno w
Holandii, jak i w Kanadzie, nie mogłam odmówić.
Komentarze