Muzeum haszyszu, marihuany i konopi

Amsterdam z punktu widzenia Kanadyjczyka

Anonim

Kategorie

Źródło

Globe and Mail (Kanada), The Globe and Mail Company, Susan Smith

Odsłony

10436
AMSTERDAM -- Podczas gdy Kanadyjczycy borykają się z kwestią, kto może legalnie palić marihuanę, Holendrzy mają odpowiedź, którą cieszą się od ponad dwudziestu lat -- każdy, kto skończył 18 lat.

W Amsterdamie istnieje jedyne w swym rodzaju w Europie muzeum w całości poświęcone w pewnym sensie legalnej roślinie. Jeżeli chcecie zobaczyć coś, czego nie zobaczycie u siebie, odwiedźcie budynek znajdujący się pod adresem Oudezijds Achterburgwal 148, wciśnięty pomiędzy dwa kanały w pobliżu słynnej dzielnicy czerwonych świateł.

Wstęp kosztuje jedyne siedem guldenów (około 12 zł), otwarte jest do godziny 22.00 i wolne od takich presji i reguł, jak gdzie i kiedy można usiąść. A wszystko dzięki miłej atmosferze amsterdamskiego Muzeum haszyszu, marihuany i konopi.

Można tu dowiedzieć się paru ciekawych rzeczy. Na przykład, czy wiedzieliście, że słowo "kanwa" pochodzi od "cannabis" (konopie)?. Że Chińczycy w 100 roku p.n.e. wyrabiali papier z łodyg konopi? Że ostatni holenderski wiatrak mielący konopie spłonął w 1914 roku? Wszystko to prawda.

A co z pogłoską, że królowa Wiktoria paliła marihuanę, aby złagodzić bóle miesiączkowe? Dowody na to nie znajdują się w muzeum, ale kustosz zdaje się znać tę historię. Portret królowej, wyglądającej dostojnie w diademie i perłach, ma tu zaszczytne miejsce, jakby była nietypową dziewczyną z plakatu ruchu legalizacyjnego.

To zadziwiające, co działo się w szlachetnym towarzystwie, zanim policje świata uznały, że ludzie zbyt dobrze się bawią.

19-wieczny druk pokazuje palenie haszyszu w tureckim stoisku na Wystawie Stuletniej w 1876 roku w Chicago. Inny obraz przedstawia konopie używane podczas ceremonii ślubnych w XVII wieku.

Jednym z głównych eksponatów jest historia stoczni w Amsterdamie, która pomaga zrozumieć, dlaczego marihuana stała się tak popularna w tej okolicy.

W XVII wieku, gdy holenderscy żeglarze panowali na morzach i oceanach, poznali oni starożytne rzymskie i fenickie techniki przetwarzania czegoś, co teraz nazywa się "przemysłowymi" konopiami.

Gdy palenie tytoniu stawało się coraz popularniejsze w Europie, w Afryce Południowej Holendrzy nauczyli się palić wysuszone kwiaty i żywicę konopi.

Muzeum może także pochwalić się interesującą kolekcją egzotycznych przyborów do palenia z całego świata -- antycznych fajek wodnych z Turcji, wydrążonych łupin orzechów kokosowych z Afganistanu, fajek totemicznych z Ameryki Północnej i obrzędowych fajek -- zwykłych i wodnych -- z Afryki.

Jest tam też namalowany w 1660 roku przez Davida Teniersa de Jonge, mistrza z Antwerpii, cenny obraz pod tytułem "Chłopi palący konopie w domu palaczy", na którym wstawiona trójka pije z kamionkowego kubka i pali długie fajki, podczas gdy reszta towarzystwa gra w karty.

Kustosze muzeum potwierdzają, że łatwe w uprawie konopie mogą ochronić planetę przed wycinką drzew. Przekonują również, że marihuana, oprócz wykorzystania znanych właściwości uśmierzania bólu, może leczyć raka, AIDS, stwardnienie rozsiane i inne poważne schorzenia.

W wyniku dziwnego paradoksu legalizacyjnego uprawa, import, eksport i handel marihuaną są w Holandii zakazane. Ale posiadanie niewielkich ilości przestało być przestępstwem w 1976 roku. Jak napisano w informatorze, policja robiła naloty na muzeum, ponieważ na zapleczu rosną pod lampami ogromne okazy konopi, które zwiedzający mogą oglądać przez wielkie szklane tafle.

To wyjaśnia niechęć podobnego do Franka Zappy biletera do udzielania jakichkolwiek odpowiedzi. Zdecydowanie nie warto rozpoczynać rozmowy od pytania, kto jest właścicielem muzeum. Być może jednak zapytany naprawdę nie wiedział. Całkiem to możliwe, zważywszy, że miał problemy z przeliczeniem reszty, gdy chciałam kupić kartkę pocztową. Jednak nic nie wskazywało, aby w to zwykłe popołudnie muzeum zagrażało niebezpieczeństwo. Gliniarz za rogiem wydawał się być bardziej zainteresowany kimś, kto wyglądał jak sutener, który zabłądził poza granice dzielnicy seksu.

Można jednak w Amsterdamie być aresztowanym za zakłócanie porządku, szczególnie jeśli się zacznie zbyt głośno świętować w nocy w środku miasta.

Około 800 tak zwanych coffeeshopów w Holandii ma udzielone przez lokalne władze koncesje na sprzedaż do pięciu gramów marihuany lub haszyszu osobom, które ukończyły 18 lat. W Amsterdamie znajduje się około 300 takich lokali.

Gdy skończyłam zwiedzać muzeum, odwiedziłam pobliski lokal o nazwie Extase -- oczywiście z dziennikarskiej ciekawości.

Chciałam być w towarzystwie innych turystów: kilku młodych par i trzech młodzieńców przy stoliku, próbujących różnych asortymentów i planujących zwiedzanie miasta.

Informator podaje, że o menu z używkami należy poprosić, ponieważ -- co jest kolejną dziwną sprzecznością -- coffeeshopom nie wolno w żaden sposób reklamować marihuany ani haszyszu, mimo iż często jest to jeden z niewielu sprzedawanych tam towarów.

Gdy zamówiłam kawę bez "space cake" (odlotowego ciastka), kelner, który wyglądał bardziej tradycyjnie niż Frank Zappa z naprzeciwka, ale miał to samo zamyślone spojrzenie, uznał, że przyszłam się tylko pogapić.

W menu były 22 rodzaje trawy i 16 typów haszyszu, pudełko z czterema jointami i odlotowa herbata.

Pozycja o nazwie "hot-ears" (gorące uszy) wyglądała na intrygującą, ale kelner polecił mi "white widow cup" (filiżankę białej wdowy).

Gdy stwierdziłam, że jestem za stara na takie rzeczy, zgodził się sprzedać mi menu za 10 guldenów jako suwenir. Ponieważ posiadanie menu jest legalne zarówno w Holandii, jak i w Kanadzie, nie mogłam odmówić.

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

dragenball (niezweryfikowany)

zajebiscie sie pali
yogin (niezweryfikowany)

stronka jest profesjonalna , skłania do przemyśleń co z resztą jest dobre. osobiście zachęcam do częstego zaglądania i analizowania jej. piss
Zajawki z NeuroGroove
  • Bad trip
  • GBL (gamma-Butyrolakton)
  • Metoksetamina

Własny pokój, pozytywne nastawienie, chęć doświadczenia czegoś b. mocnego i głębokiego, następnego dnia pierwsza od dłuższego czasu możliwość nicnierobienia. Łóżko, na głowie słuchawki, playlista z dobrą muzyką (Shpongle, ambient, muza do medytacji)

Metoksetamina to pierwszy specyfik jakiego w życiu spróbowałem poza kilkoma pojedynczymi episodami z dropsami ,paleniem "smartshopowym" i "właściwym". Pierwsza aplikacja nastąpiła mniej więcej rok temu.
Po MXE zacząłem eksperymentować z innymi substancjami (4-HO-MET, 4-ACO-DMT, 2DPMP, DXM, GBL, JWH-201) i o dziwo po każdej próbie wracałem do MXE jako czegoś znacznie głębszego i mocniejszego.

  • Dekstrometorfan


nazwa substancji:Acodin 14x15mg

poziom doświadczenia:DXM pierwszy raz,trawa,speed

metoda zażycia: doustnie

"set & setting" :Lekki strach przed DXM ogólnie troche osłabiony

  • LSD-25
  • Pozytywne przeżycie

pozytywne nastawienie, w otoczeniu dwóch bliskich mi i zaufanych osób, wyjście do muzeum

Wiele razy zabierałam się do napisania trip raportu po spróbowaniu nowych używek (z mniejszą czy większą korzyścią dla mnie), jednak mam wrażenie że im bardziej człowiek w to wsiąka, tym w jakiś sposób mniej ‘wyjątkowe’ wydają się wszystkie kolejne okoliczności. Precyzując co mam przez to na myśli: odwrotnie proporcjonalnie do ilości nabywanych doświadczeń coraz mniej analizuje się na czym polegają nowe doznania, a bardziej po postu je przeżywa, tak po prostu będąc tu i teraz. A przynajmniej tak działa to w moim przypadku.

  • Katastrofa
  • Tramadol

próbowałem się zapierdolić, tyle mogę powiedzieć, to historia około 25 tripów, więc nie da się detalami

Cofamy się odrobinę w czasie, kiedy to kilka lat temu mieszkałem u kogoś, ja i dwójka innych ludzi, a właściciela przez miesiąc nie było. Zupełnie przypadkiem ponownie znalazłem kilka paczek tramadolu retard 200 mg x 10 szt. oraz jedną 30 szt., bez paracetamolu i innych dodatków. Wpadłem w to głęboko, a opis np. jednej padaczki po tym środku znajdziecie w moich poprzednich raportach.

Dzisiaj opowiem Wam o zaledwie fragmencie mojego opioidowego nałogu, który po 3-4 latach udało mi się w końcu przerwać wyjeżdżając do Niderlandów na początku grudnia. Uczcie się na moich błędach.