Izba łagodności

Morza szum, ptaków śpiew - ukojenie dla pijanych. Artykuł z "Kulis" autorstwa Anny Szulc

Anonim

Kategorie

Źródło

Kulisy nr 31/2003

Odsłony

3482
Z głośników leci Presley. Samotny mężczyzna kołysze biodrami. Rozmarzonym wzrokiem szuka partnerki. Nie znajdzie. Bo jest nie w klubie, lecz w izbie wytrzeźwień.

Presley zjawił się w Rudzie Śląskiej we wrześniu ubiegłego roku za sprawą Grzegorza Zdebelaka, absolwenta sześcioletniego ogniska muzycznego w klasie akordeonu. Klawiszowiec, wokalista-amator, jak też pedagog i dyrektor izby wytrzeźwień przypomniał sobie znaną powszechnie, choć często zapominaną prawdę, że muzyka łagodzi obyczaje.

- A obyczaje w izbie bywają skomplikowane - wyjaśnia Zdebelak. - Czasem, żeby je przywrócić i czterech chłopa nie wystarczy.

Harfy i fleciki

Muzykoterapią leczy się w izbie pacjentów najbardziej zdenerwowanych. Tych, co na wstępie zwalniają dyrektora, klną, krzyczą, kopią i boksują. A jak się im puści Elvisa albo Iglesiasa, albo choćby kukułkę z Puszczy Białowieskiej, to potrafią nawet przeprosić za swoje zachowanie.

- A Shazzy nie macie? - zapytał łagodnym głosem pan, który chwilę wcześniej zamierzał popełnić zbiorowy mord na pracownikach izby.

Shazzy akurat nie, bo mogłaby wzbudzać zbyt wiele emocji.

- Puszczamy jedynie muzykę instrumentalną. Smyczki, harfy, fleciki - mówi Lucyna Weinrauch, psycholog, specjalistka ds. profilaktyki antyalkoholowej. - Taka muzyka sprawia, że człowiek, nawet ten, co chwilę wcześniej chciał żonę zarąbać siekierą, zaczyna niespodziewanie czuć się odprężony.

Od września 2002 do 10 lipca 2003 roku w Izbie Wytrzeźwień w Rudzie Śląskiej kuracji odprężającej poddano 82 osoby. Szesnastu panów, przypiętych do łóżka pasami, odmówiło słuchania smyczków, flecików, kukułki, nawet słowika. Dało to, jak zapisano w dokumentacji ośrodka, 19,5 procenta. Sześć osób poprosiło o inną muzykę. Ale 36 pacjentów, gdy z głośniczków zaczęła snuć się melodia, uspokoiło się, a 23 kolejnych zasnęło. A jedna przetańczyła prawie całą noc.

Jacuzzi nie przejdzie

- Ponad 80 procent uczestników eksperymentu pod wpływem dźwięków zamieniło się w baranki - zapewnia Grzegorz Wojtaszek, zastępca dyrektora izby. - Do domów wrócili z uśmiechem na ustach.

Pan Kazio, stały bywalec rudzkiej izby, w tej nowej sytuacji zaproponował nawet, by w przyszłości muzykoterapię wzbogacić o pokazy amerykańskich filmów na wideo, saunę i jacuzzi.

- Jacuzzi nie przejdzie, bo bicze wodne w izbach wytrzeźwień źle się kojarzą. Na szczęście biczowanie nietrzeźwych to już przeszłość - twierdzi Grzegorz Zdebelak. - Dzisiejsze izby są humanitarne, dają swoim gościom poczucie komfortu psychicznego.

Zdebelak przyznaje, że tak jak bicze, tak i sama nazwa niezbyt dobrze się ludziom kojarzy. Twierdzi, że nazwę powinno się zmienić ustawowo. Zdecydowanie sprzeciwia się postulatowi likwidacji - jak sam określa - domów dla nietrzeźwych.

- W Lublinie zamknięto i jest katastrofa - zauważa. - Pijanych przywozi się do szpitali i kładzie na oddziały z pacjentami po wyrostkach robaczkowych. Lubelskim lekarzom grozi strajk głodowy i depresja.

Rocznie w Polsce do izb wytrzeźwień trafia 250 tysięcy osób, w samej Warszawie aż 30 tysięcy.

Izbę w Rudzie Śląskiej odwiedziło już w tym roku 1500 nietrzeźwych, w tym 83 kobiety.

- Kobiety to dramat. Na nie nawet morza szum i ptaków śpiew nie działa - przyznaje ze smutkiem Grzegorz Wojtaszek. - Potrafią ze złości rozebrać lekarza i przez całą noc używać brzydkich wyrazów. Bardzo im się też śpieszy do domu, bo zostawiły zupę na gazie, męża w łazience i dziecko w piwnicy.

Najmłodsza dama, która odwiedziła izbę, skończyła 14 lat, najstarsza 83. Miała 3,5 promila we krwi.

- Normalny człowiek, znaczy się mężczyzna, po takiej dawce nie byłby w stanie podnieść się z podłogi - mówi Zdebelak. - A starsza pani, elegancka i wytworna, sprawiała wrażenie, jakby raczyła się najwyżej herbatką owocową.

Najwięcej tych, którzy wypili za dużo "herbatki", trafia do izby w weekendy, w popularne imieniny i po meczach z udziałem Górnika-Zabrze, bo w Rudzie Śląskiej ma on wielu zagorzałych kibiców. Szalikowce również należą do gorszej kategorii.

- Piją najgorsze bełty i mózgotrzepy - zauważa Wojtaszek. - Potem mają problemy ze słuchem, węchem i wzrokiem. Skarżą się, że wpuściliśmy im do celi misia Jogi, skaczące meblościanki, węże i krokodyla oraz kibiców Ruchu-Chorzów.

Usypiają świerszcze

Kibice należą też do tych, którzy prawie nigdy nie płacą za pobyt w izbie. Przymusowe trzeźwienie kosztuje 179 złotych. Płaci jedynie co czwarty pacjent. Nic dziwnego - ponad 60 procent gości dyrektora Zdebelaka to bezrobotni, bez jakichkolwiek dochodów. Archiwum izby pęka w szwach od spraw umorzonych, czyli takich, w których szansa na odzyskanie pieniędzy jest równa zeru.

- Może muzykoterapia będzie miała też w przyszłości wpływ na sumienia pacjentów? - marzy dyrektor. - Może pod jej wpływem zmienią swoje życie, zaczną pracować i wypijać jedną lampkę wina do obiadu, a potem spłacą wszystkie długi?

Od niedawna muzykoterapii w izbie wytrzeźwień w Rudzie Śląskiej poddawana jest również pijana młodzież oraz pacjenci cierpiący na bezsenność. Z pierwszych obserwacji wynika, że najlepiej usypiają świerszcze, cykady i Louis Armstrong, a kukułka i Presley - tak sobie.

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

Gordon (niezweryfikowany)
hmm zajebisty pomysł <br>może dla tych najbardziej agresywnych znajdzie się porcja uspokajającego THC... <br>najlepiej w postaci wiadra <br>mój kumpel tak robił ze swoim sąsiadem żulem <br>jak darł mu ryja pod oknem najebany to on schodził, częstował wszystkich lufką, i po dwóch, trzech strzałach, wszyscy spokojnie się zachowywali, zamiast drzeć morde to grali w karty albo szli spać
ALinkA (niezweryfikowany)
trzeba byc naprawde idiota by upic sie do nieprzytomnosci, po co ludzie robia takie rzeczy??? to przeciez kompletnie bez sensu...
Armageddon (niezweryfikowany)
pieprzeni alkocholicy słuchaja sobie po przedawkowaniu muzyczki i najspokojniej w świecie sie &quot;relaksują &quot; ale zapalic sobie legalnie NIE wolno. i ktos mi powie że ten kraj nie jest posrany
velder (niezweryfikowany)
&quot;Dzisiejsze izby są humanitarne, dają swoim gościom poczucie komfortu psychicznego. &quot; <br> <br>Tiaaa - a to ciekawe. Niedawno kumpla przymknęli. Warunki określił jako hardcorowe i urągające ludziom. Smród, brud, personel traktujący swoich podopiecznych gorzej niż zwierzęta. Na porządku dziennym było spranie w banię delikwenta, który się dobijał do drzwi - bez wcześniejszej interwencji - słownej chociażby, aby się dowiedzieć o co mu chodzi. <br> <br>Spanie w takich warunkach to istna rzeź a za taki hotelik trzeba we wrocławskiej izbie wytrzeźwień (skądinąd bardzo ładna nazwa po cholerę ją zmieniać?) trzeba zapłacić nie 169 zeta tylko ok 350. C est tout. <br> <br>
dziadek misza (niezweryfikowany)
pieprzeni alkocholicy słuchaja sobie po przedawkowaniu muzyczki i najspokojniej w świecie sie &quot;relaksują &quot; ale zapalic sobie legalnie NIE wolno. i ktos mi powie że ten kraj nie jest posrany
Armageddon (niezweryfikowany)
&quot;Dzisiejsze izby są humanitarne, dają swoim gościom poczucie komfortu psychicznego. &quot; <br> <br>Tiaaa - a to ciekawe. Niedawno kumpla przymknęli. Warunki określił jako hardcorowe i urągające ludziom. Smród, brud, personel traktujący swoich podopiecznych gorzej niż zwierzęta. Na porządku dziennym było spranie w banię delikwenta, który się dobijał do drzwi - bez wcześniejszej interwencji - słownej chociażby, aby się dowiedzieć o co mu chodzi. <br> <br>Spanie w takich warunkach to istna rzeź a za taki hotelik trzeba we wrocławskiej izbie wytrzeźwień (skądinąd bardzo ładna nazwa po cholerę ją zmieniać?) trzeba zapłacić nie 169 zeta tylko ok 350. C est tout. <br> <br>
Corvus (niezweryfikowany)
Skarżą się, że wpuściliśmy im do celi misia Jogi, skaczące meblościanki, węże i krokodyla oraz kibiców Ruchu-Chorzów <br> <br>hahahah rozjebalo mnie to, fajny artykul :D
AleX (niezweryfikowany)
Skarżą się, że wpuściliśmy im do celi misia Jogi, skaczące meblościanki, węże i krokodyla oraz kibiców Ruchu-Chorzów <br> <br>hahahah rozjebalo mnie to, fajny artykul :D
Zajawki z NeuroGroove

x

  • Katastrofa
  • Marihuana
  • MDMA (Ecstasy)

  • Bad trip
  • LSD-25

Holandia, Boże Narodzenie. 1 Dzień świąt, wigilia do późna w robocie, wszystko co mogło sie zawalic, sie zawaliło. Kobieta i przyjaciel na święta w podobnie paskudnych realiach na pograniczu nędzy. Cpanie kwasa dla poprawienia nastroju i seta ?

 

„Może Narodzenie”

 Na wstępie napomknę, iż nie bylem w stanie od pewnego momentu określać czasu.

Opowieść zacznę od decyzji o wyskoczeniu do centrum Rotterdamu autobusem aby w międzyczasie naładował się kwas , popodziwiać  piękne widoki , wejść do kofa,  skoro już wszystko uległo zrypaniu to niech chociaż  coś przyjemnego, pomyślałem.

  • Etanol (alkohol)
  • LSD-25
  • Marihuana
  • MDMA (Ecstasy)
  • Pozytywne przeżycie
  • Tytoń

Mój pierwszy TR więc proszę o wyrozumiałość

Wcześniej brałem MDMA (truskawki) tylko raz, minimum 3 km od jakiejkolwiek cywilizacji, teraz razem z innym kumplem (niech będzie B) , odważyłem się na miasto (średnia wielkość, żadna metropolia).

B brał dwie (też truskawki) dzień wcześniej w związku z czym jego "zwała" opóźniła trochę zabawę i umówiliśmy się na 20 pod okoliczną żabką razem z dwoma innymi ziomkami (M i L) którzy mieli nam towarzyszyć na trzeźwo (L opiekował się mną też podczas kwasowego tripa).

  • Grzyby halucynogenne
  • Pierwszy raz

U mnie w domu na wsi, na tarasie przed ogrodem. Towarzyszył mi mój chłopak jako tripsitter. Nastrój: pozytywny. Ogólne zaciekawienie i fascynacja tym, co się zaraz wydarzy

To było piękne, słoneczne popołudnie. Praktycznie przeddzień lata, wiosna w pełnym rozkwicie. Dookoła mnie zieleń bujnie rosnąca w moim ogrodzie i ja - dopiero co zerwawszy świeże grzyby z growkitu. Miałem pewne obawy, czy uda mi się wyhodować je prawidłowo, bo czytałem o doświadczeniach innych użytkowników i często przejewiał się motyw pleśni w growboxie, więc spodziewałem się, że za pierwszym razem może mi się nie udać.

randomness