Dublin: Już 10-letnie dzieci handlują narkotykami

Już 10-letnie dzieci handlują w Dublinie narkotykami - ostrzega w nowym raporcie Blanchardstown Local Drug and Alcohol Task Force.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

londynek.net
Aneta K.

Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

490

Już 10-letnie dzieci handlują w Dublinie narkotykami - ostrzega w nowym raporcie Blanchardstown Local Drug and Alcohol Task Force.

'Jeśli chodzi o posiadanie narkotyków, to wiek jest nawet niższy' - dodają specjaliści.

W ciągu ostatnich dwóch lat wzrosła liczba nieletnich dilerów narkotyków, a za dostawców służą 8-latkowie – raportuje organizacja.

Badanie wykazało, że średni wiek gońców wynosi 13 lat, a najmłodszy miał 8. Przeciętny diler ma 14 lat, a najmłodszy skończył 10. Większość nieletnich sprzedawców i gońców to chłopcy, jednak już 12-letnie dziewczynki są zaangażowane w nielegalną działalność - informuje "Irish Examiner".

Młody wiek osób zaangażowanych w proceder tłumaczony jest "rodzinnymi tradycjami".

"Dzieci przyciąga łatwy zarobek i okazja do podniesienia swojego statusu społecznego. Starsi i działający na szerszą skalę dilerzy wykorzystują nieletnich, którym ze względu na wiek grożą niższe kary" - tłumaczą specjaliści.

Jako najczęstsze przestępstwa związane z nielegalnymi substancjami działacze wymieniają zastraszanie, narkotyzowanie się oraz kradzieże sklepowe, a także włamania, jawny handel środkami, przemoc domową, napady z bronią w ręku oraz prostytucję.

W Dublinie 15 narkotyki stają się coraz bardziej widoczne. Jest to mieszana demograficznie dzielnica, z bogatszymi regionami jak Castleknock i biedniejszymi - Mulhuddart i Corduff. Narkotyki są tam bardziej dostępne przez wzrost liczby dilerów, którzy dostarczają towar do domu klienta. Ludzie kupują środki także przez internet i zdobywają u niektórych lekarzy rodzinnych.

Autorzy zwrócili uwagę także na zjawisko "normalizacji" zażywania środków odurzających, w tym alkoholu, marihuany, kokainy, opiatów i sterydów. W niemal połowie przypadków problem przechodzi z pokolenia na pokolenie.

Oceń treść:

Average: 7.5 (2 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Kannabinoidy
  • Katastrofa
  • Marihuana

Grudniowy wieczór, światła lamp - pozytywne nastawienie (powracałem do haszu po dłuugim czasie bo nie można go było nigdzie dostać)

Moja przygoda z haszyszem zaczęła się już rok wcześniej przed opisywanym tripem, paliłem to w miarę często bo i było dobrze dostępne, kopało i ogólnie dostarczało masę pozytywnych wrażeń, przynajmniej wtedy gdyż od tamtego czasu zacząłem bawić się w chemole regularnie. Mieszanki ziołowe, syntetyki wszelkie oraz benzo zmieniły mój sposób postrzegania świata, odkąd dowiedziałem się o derealizacji zacząłem się o nią bać, bałem się tego że zacząłem dostrzegać u siebie objawy zaburzeń schizotypowych - to bardzo ważne w kontekście opisywanego tutaj tripa.

 

  • Grzyby halucynogenne

Substancja: psylocybina/psylocyna (grzyby Psilocybe semilanceata)


Doświadczenie: średnie (na pewno więcej niż 10 razy)


Dawka: ok. 45 sztuk na osobę (suszone grzyby) w postaci odwaru (trudno ocenić, bo piło go kilka osób)







Od autora: Jest to list do mojej koleżanki pisany tydzień "po"





Zanim przejdę do właściwego opisu, zacytuję fragment mojego listu do Ciebie,

napisanego ponad rok temu:

  • Bad trip
  • Grzyby halucynogenne

Ostatnimi czasy dość często używałem substancji takich jak 4-HO-MET czy 25C-NBOMe, zawsze w towarzystwie, choć nigdy lekkomyślnie. Gdy po tych "zabawach" sięgnąłem po grzyby, okazały się działać słabiej niż zawsze, dlatego postanowiłem zrobić przerwę od psychodelików. Przy okazji obiecałem sobie również nigdy więcej nie używać substancji psychoaktywnych laboratoryjnego pochodzenia i korzystać wyłącznie z darów natury. Akurat tak się złożyło, że w trakcie tej przerwy rozstałem się ze swoją jedyną kobietą, co było dla mnie ogromnym ciosem. Od jakiegoś czasu myślałem o grzybach, wydawało mi się, że jestem już gotowy. I tak mnie tchnęło, akurat w najgorszy dzień, kiedy byłem najbardziej przybity i zdewastowany emocjonalne, żeby odbyć podróż. Wiedziałem, że S&S wykluczają cokolwiek pozytywnego, co mogłoby się zdarzyć podczas tripu. Mimo wszystko, postanowiłem sobie dokopać, spróbować coś zrozumieć, obrać nową drogę, a przede wszystkim stawić czoło największemu bólowi w najbardziej niesprzyjających warunkach. Stało się. Wieczorem, w swoim pokoju, zjadłem 4g suszonych łysiczek. Nigdy wcześniej nie przekraczałem 2,5g. Z głośników rozbrzmiewały Carbon Based Lifeforms, jako tło podróży.

Łysiczki skonsumowałem około godziny 23, w postaci proszku zapitego wodą, zmielone wcześniej w młynku do kawy. Zwykle pierwsze efekty działania grzybów odczuwam po 25-30 minutach. Tym razem początkowa fala otarła się o mnie po niecałych dziesięciu. Już wtedy wiedziałem, że będzie to coś nietypowego, wcześniej mi nieznanego. Kolejne 10' było podsycaniem ciekawości, wzrastaniem podniecenia nowym doświadczeniem. Minęło 25 minut od konsumpcji, a ja miałem już dość. Musiałem bezpowrotnie wyłączyć muzykę.

  • Szałwia Wieszcza


Salvia divinorum



Exp: ziolo, bialko, dxm, benzydamina, powoj

Set: wieczor, moje mieszkanie lub jakies odludzie (nie wiem gdzie to bylo, bo bylo ciemno, grunt ze za miastem)