W Lesku aż huczy. Trudno się dziwić - przecież nic nie budzi większej grozy rodziców niż narkotyki w szkole.
- Co trzeba zrobić, by wylecieć ze szkoły? Zabić człowieka? - rozkłada ręce dyrektor leskiego ogólnika, Bernard Baran (l. 44), który wie o swoich dilerach wszystko. Najgorsi uczniowie w klasie. Mistrzowie świata w wagarach. Od pierwszej klasy z najgorszymi stopniami z zachowania. Mogli wylecieć już dawno.
- Jak mogę im dać kolejną szansę? Dostawali ją dziesiątki razy. Kara miała też mieć znaczenie wychowawcze dla innych - dyrektor czuje się bezsilny.
Śmieją się w twarz
Kamila i Adama spotykamy, gdy jako pierwsi wybiegają z klasy po ostatniej lekcji. Wyluzowani i uśmiechnięci.
- Tak. Żadnej skruchy. Śmieją się nawet na lekcjach. Rzucają teraz nauczycielom teksty w stylu: a co nam zrobisz? Przecież nie wyrzucisz nas ze szkoły - opowiada dyrektor Baran.
Kamil sam podchodzi do naszego reportera. Śmieje się, gdy zadajemy mu pytanie, czy nie wstydził się rozprowadzać narkotyków i niszczyć zdrowia rówieśników.
Kamil i Adam od września zarobili około 15 tysięcy złotych na dragach. Sprzedawali dwa rodzaje chemicznych tabletek odurzających. Każdą za 15 złotych, dawali zniżki jak ktoś brał powyżej dziesięciu.
Interes szedł świetnie
- Rozmawiałem z nimi o tym, gdy już wpadli w ręce policji - przyznaje dyrektor Baran.
W szajce Kamila i Adama w sumie było pięciu chłopaków. Od dostawcy z Tarnowa kupowali jednorazowo 500 sztuk tabletek ecstasy i dzielili się po 100.
- Kręcili się głównie po dyskotekach. Prochy znajdowali ich rodzice, próbowali interweniować, ale nic to nie dało - dyrektor ma spisane rozmowy z dilerami. Badał dokładnie sprawę, zanim zdecydował się wyrzucić tych uczniów ze szkoły. Chłopcy byli też bardzo szczerzy na policji, gdy wpadli z prawie 30 innymi handlarzami z okolicy.
To jest wychowanie?
Ale wszystko wskazuje na to, że do matury jednak dotrwają. Nie będą musieli szukać innej szkoły, bo podkarpacki kurator oświaty, Stanisław Rusznica, wziął ich w obronę. Nie pozwolił na wyrzucenie dilerów ze szkoły.
Kurator tłumaczy, że młodym ludziom trzeba dać szansę, że nie można ich przekreślać. Dodaje jeszcze, że decyzja dyrektora Barana o wyrzuceniu ze szkoły miała wady prawne.
- Mam nadzieję, że kurator zmieni decyzję - kończy dyrektor Baran.
Marek ZygadŁo (50 l.) z krakowskiego Monaru, Od 20 lat pracuje z osobami uzależnionymi
Szkoła musi pokazać siłę!
- Jak to nie można nic zrobić z uczniami, którzy rozprowadzają w szkole narkotyki? Musi być terapia szokowa, wręcz pokaz siły! Chłopaków trzeba zmusić do tego, by przestali sprzedawać innym narkotyczne świństwa. Kurator nie może ukrywać, że nic się nie dzieje, bo sam popełnia przestępstwo i pozwala, by dzieci zabijały prochami inne dzieci.
Komentarze