Bydgoskie szkoły pełne narkotyków. Młodzi: „Nasi koledzy są kurierami”

Uczniowie bez trudu zaopatrują się w narkotyki w szkołach. – Kurierzy zbierają zamówienia, potem dyskretnie dostarczają towar – opowiadają młodzi z Bydgoszczy. – Współpracujemy ze szkołami, ale dopóki nie włączą się uczniowie, niewiele możemy zrobić – dodaje policja.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Tygodnik Bydgoski
Magdalena Gill

Odsłony

571

Uczniowie bez trudu zaopatrują się w narkotyki w szkołach. – Kurierzy zbierają zamówienia, potem dyskretnie dostarczają towar – opowiadają młodzi z Bydgoszczy. – Współpracujemy ze szkołami, ale dopóki nie włączą się uczniowie, niewiele możemy zrobić – dodaje policja.

Przeprowadziliśmy anonimową ankietę wśród młodych z różnych bydgoskich szkół, zadając wszystkim te same pytania dotyczące dostępności narkotyków w szkole. Wynika z niej, że narkotyki można bez trudu kupić w większości gimnazjów i bydgoskich szkół średnich, również w najbardziej renomowanych liceach czy technikach w mieście. Wypowiedzi młodych postanowiliśmy zacytować w „Tygodniku”, celowo nie podając konkretnych szkół, których dotyczą wypowiedzi, bo – jak potwierdza policja – problem z narkotykami dotyczy prawie każdej szkoły w Bydgoszczy.

Kurierzy zbierają zamówienia

Większość młodych, z którymi rozmawialiśmy, miała styczność z narkotykami. Doskonale wiedzą, kto w szkole nimi handluje i jakie są ceny.
Uczeń prestiżowego bydgoskiego liceum: – U nas za jeden gram marihuany płaci się 50 zł.
Uczeń znanego bydgoskiego technikum: – Ceny są różne, ale tak naprawdę każdego na to stać, bo zaczynają się od 20, 30 zł wzwyż.
Uczennica gimnazjum: – Skręt kosztuje 40 zł.

Jak odbywa się handel narkotykami w szkołach?

– W sposób dyskretny. Uczniowie to tak zwani kurierzy, pytają, kto chce i ile (waga), informują, ile to będzie kosztowało. Kurier idzie do dilera i kupuje od niego towar – opowiada 18-letni uczeń jednego z bydgoskich techników.
– Potajemnie, najczęściej poza murami szkoły, ale na jej terenie też się to zdarza. Ludzie, którzy się tym zajmują, są na tyle sprytni i mimo wszystko „inteligentni”, że wolą załatwiać takie sprawy w bardziej sprzyjających warunkach niż szkoła – twierdzi 16-letni licealista.
– Przekazywanie towaru odbywa się najczęściej poza szkołą, a jeśli w szkole, to zazwyczaj w łazience – mówi gimnazjalistka z Bydgoszczy.
– Osoby zajmujące się sprzedażą narkotyków raczej się ukrywają. Sposoby, w jakich to robią, są na tyle zróżnicowane, że nie sposób ich wymienić – dodaje inny licealista.

„Marihuana to nie narkotyk”

Gimnazjalistka z Fordonu mówi, że pewnie nie miałaby styczności z narkotykami, gdyby nie zaproponowano jej ich w szkole.

To samo potwierdza wielu młodych. – Zaproponowali mi znajomi ze szkoły. Pierwszy raz dali za darmo. Potem już musiałam płacić. 40 zł za skręta – mówi gimnazjalista ze Szwederowa.

– Nie brałem, ale jakbym zapytał, czy mogę spróbować, na pewno by mi dali – mówi uczeń technikum. – Zazwyczaj to się odbywa pocztą pantoflową – jeden kolega poleci innemu. A sami dilerzy szukają imprezowiczów, bo tacy najczęściej od nich biorą – dodaje.

Jakie narkotyki rozprowadzane są najczęściej? Gimnazjalistka, opisana przez nas w sierpniu w reportażu „Rodzice się modlili, dzieci zbierały na narkotyki” zatruła się marihuaną nasączoną dopalaczami. Narkotyk kupiła w gimnazjum u swoich koleżanek.

– W szkole handluje się wszystkim, można załatwić dowolne narkotyki – mówi uczeń zespołu szkół.

Zazwyczaj jednak młodzi kupują marihuanę i nie widzą w tym problemu. Wielu z nich nie uważa, by była szkodliwa.

– Powszechnie nie jest uważana za narkotyk, bo jej działanie nie jest tak silne – napisała jedna z 18-latek.

Rodzice nie wiedzą, co się dzieje

Co na to rodzice i nauczyciele? Wiedzą o problemie, próbują coś z nim robić? Odpowiedzi młodych są różne: – Pewnie niektórzy są świadomi tego problemu, ale nie wszyscy.
– Nauczyciele wiedzą, ale nie chcą w to wchodzić, tzn. boją się o dobre imię swojej szkoły oraz własne.
– Rodzice, którzy się tym interesują i wiedzą, że taki problem występuje, są tego świadomi, ale wielu nie zdaje sobie sprawy z wielkości tej trudnej sytuacji i z tego, jak łatwy jest do niej dostęp, praktycznie na każdym kroku.
– Rodzice przeważnie nie wiedzą, co się dzieje u ich własnych dzieci w szkole. Mówię tu szczególnie o szkołach średnich.
– Jeśli dana osoba została przyłapana na braniu dragsów, to owszem, szybkie i nawet dość dyskretne kroki zostają podjęte w tym kierunku. Natomiast na co dzień rodzice w większości przypadków ostrzegają przed tym młodzież, ale nie mają już wpływu na to, co ona z tym zrobi.
– W szkole odbywa się wiele spotkań, podczas których przestrzegają nas przed braniem narkotyków.
Uczeń jednego z bydgoskich techników, który twierdzi, że w jego szkole „na pewno nie handluje się narkotykami”, przytacza nam historię sprzed dwóch lat. – Do szkoły przyszła wtedy straż miejska poprowadzić lekcje z bezpieczeństwa. Jakoś tak się stało, że doszło do przeszukania jednego z uczniów, który – jak się okazało – wcześniej wziął narkotyki. Miał je też przy sobie. Lekcję przerwano, wezwano policję. Chłopak następnego dnia został wyrzucony ze szkoły.

Policja potwierdza

– Handlem narkotykami zajmuje się jedna, dwie osoby na terenie danej szkoły. Jeśli nikt o nich nawet anonimowo nie doniesie, dyrektor i nauczyciele mogą się nie zorientować – mówi komisarz Monika Hermann z wydziału prewencji KWP. - Prowadzimy wiele spraw dotyczących narkotyków w szkołach, toczą się też w sądzie rejonowym, ale nie przedostają się do publicznej wiadomości, bo nie mogą. To czasami żmudna praca operacyjna, bo ci, którzy działają w szkołach, zwykle zostają zatrzymani z niewielką ilością narkotyków. Musimy przekonać młodych, by ci, którzy nie zgadzają się z tym, co się dzieje, chcieli mówić – dodaje komisarz. - Gdy się o tym nie mówi, jest to przyzwolenie, by w szkole dochodziło do przestępstw. Jest wiele sposobów, by nas zawiadomić. Na przykład istniejąca od ubiegłego roku aplikacja: „krajowa mapa zagrożeń”. Młody człowiek może wejść na stronę komendy wojewódzkiej w odpowiednią zakładkę i poinformować, nawet anonimowo, o problemie. Dobrze, gdyby była bardziej precyzyjna, bo jeśli w szkole jest 600 uczniów, to informacja mało precyzyjna niewiele da. Im więcej informacji młody człowiek zgłosi, nawet anonimowo, tym szybciej problem zostanie rozwiązany.

Każdy nastolatek jest zagrożony

O problemie bydgoskich szkół z narkotykami napisaliśmy w sierpniu. W reportażu „Rodzice się modlili, dzieci zbierały na narkotyki” opisaliśmy historię 14-letniej uzależnionej dziewczynki, której matka pracuje w ośrodku uzależnień, a cała rodzina należy do jednej z katolickich wspólnot. Mimo że w ich domu każdego dnia rozmawia się o narkotykach, przed uzależnieniem nie udało się uchronić ani jej, ani innych dzieci ze wspólnoty. Rodzice zdradzili nam też, że wszystkie dzieci bez trudu zdobywały narkotyki w swoich szkołach.

Oceń treść:

Average: 7 (3 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Bad trip
  • LSD
  • Marihuana

Miejscówka na dworze u ziomka, cały dzień dla nas. Mamy 3 blottery, z czego najpierw mieliśmy wziąć po 1 na głowę, jednak ostatecznie poszło wszystko. Pełna wygoda i brak ludzi. Oczekiwaliśmy po prostu mocnych doświadczeń.

Siedzę z ziomkiem we dwóch i mamy wziąć po kartonie ok. 250-270ug. Po 30 minutach od zapodania postanawiamy dorzucić jeszcze jednego na pół więc jest już niecałe 400ug. Nasze doświadczenie z kwasem kończy się na 200ug więc jest to całkiem odważny pomysł. Pierwsze 2h lecą gładko, wejście agresywne ale do zniesienia. I teraz zaczyna się tytułowa akcja: oboje skwaszeni zaczynamy mówić do siebie dziwne rzeczy.

  • Bad trip
  • Mieszanki "ziołowe"
  • Tytoń

letni poranek, własne mieszkanie, nastrój dobry

Choć miewałam już nieprzyjemne stany po paleniu, zarówno ziółka jak i ziołopodobnych syntetyków, to jednak przejść z tego dnia nie można porównać z niczym, co przeżyłam do tej pory.

Osoby dramatu: ja oraz mąż mój, dalej zwany X.

Jest niedziela, późny ranek, ale jeszcze przed śniadaniem. X. od kilku dni zawzięcie gra w The Last of Us popalając przy tym sowicie wyrób marihuanopodobny o nazwie Mocarz.

  • Szałwia Wieszcza

łąka, spokojna miejscówka z dala od ludzi, dobre nastawienie, odpowiednia muza ;>

19.10.2008

Niedziela, jesienne, szare popołudnie. Jak co dzień, od pewnego czasu udaję się na popołudniowy spacer celem zajebania się gdzieś w plenerze, ot taka moja ziołolecznicza terapia. Dzisiaj urozmaiciłem menu i wziąłem ze sobą dość pokaźny worek suszu szałwii wieszczej. Snickers, coś do picia, zapalniczka, dobra muzyka na uszy i już mogę wyruszać w swój własny zielony świat. W drodze na wcześniej zaplanowaną miejscówkę spaliłem nabitkę mj, szło się miło i gładko mimo iż było kurewsko pod górę.

  • LSD-25
  • Pierwszy raz

Set - Podekscytowanie, lekki strach i niepewność przed zażyciem LSD. Paląc marihuanę nadzieja na przedłużenie "tripa". Setting - 4 osoby biorące oraz 1 tripsitter (którego serdecznie pozdrawiam <3), muzyka (link poniżej).

A więc tak, chciałbym zacząć od tego że jest to mój pierwszy post, ja i pierwszy napisany raport na tym forum. Z góry przepraszam za jakieś niedociągnięcia, ale przed tripem postanowiłem że zacznę aktywnie uczestniczyć w funkcjonowaniu forum.

Może się przedstawię

Jestem (M). Od dawien dawna marzyłem o zażyciu mocnej substancji psychodelicznej lecz albo brakowało mi czasu, albo pieniędzy. Poniżej przedstawiam mój dzień w którym zacząłem przygodę z psychodelikami.

Karton o którym mowa kupiłem 2 tygodnie przed zażyciem od zaprzyjaźnionego kumpla.