Chcemy sami się tym zająć

Przedruk z "Życia Warszawy" z 8 VI 1981; rozdział "Po tej stronie granicy"

Chcemy sami się tym zająć


rozdział książki pt "Po tej stronie granicy" (do spisu treści)
okladka okładka

Chcemy sami się tym zająć
"Życie Warszawy"
8 VI 1981

Apel młodzieży w sprawie narkomanii przynieśli do redakcji uczniowie warszawskich szkół średnich.
Poprosiliśmy jednego z nich o rozmowę. Paweł, uczeń III klasy Liceum Ogólno kształcącego powiedział:
- Sprawa jest naprawdę poważna. Wiem, że nie ma praktycznie dzisiaj w Warszawie szkoły średniej, w której nie byłoby przynajmniej jednego ćpuna. A ten jeden jest w stanie zarazić większość swoich kolegów. Narkomania to problem przede wszystkim młodzieżowy. Szerzy się wśród małolatów już od 12, 13 roku życia. Po 8, 9 latach brania taki człowiek po prostu umiera. Dorośli jak dotychczas niewiele zrobili, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się tej choroby. Dlatego postanowiliśmy sami się tym zająć.
Stąd właśnie nasza akcja.
Wiemy już, że prowadziliście ją w ciągu 3 dni i zebraliście przeszło 1500 podpisów. Kto podpisywał wasz list?
- Młodzież rozumiejąca problem narkomanii, jak również ci, którzy chcą z tego wyjść.
- Jak sądzisz, czy na tych uczniów możecie liczyć w praktycznym działaniu?
- Jasne. Dążymy przecież do stworzenia młodzieżowego ruchu zajmującego się problemem narkomanii. Chcemy, aby ruch ten był naprawdę spontaniczny - żadnych legitymacji, prezesów czy zarządów. Chcielibyśmy przyjąć nazwę Młodzieżowy Ruch "Monar" zapożyczając ją od nazwy Ośrodka Resocjalizacji Narkomanów w Głoskowie. Placówki, która sprawdziła się w praktyce. Sądzimy, że jeżeli w sprawie narkomanii wypowiemy się my - młodzież, to odniesie to większy skutek, aniżeli wypowiedzi profesorów dyrektorów i innych oficjalnych osobistości nie mających w sumie bezpośredniej styczności z tym zagadnieniem.
- Czy macie już program?
Chcemy działać w trzech kierunkach. Po pierwsze, uświadamiać młodzież, nauczycieli i rodziców, do czego prowadzi narkomania i jakie są jej objawy. W wielu szkołach są grupy zapalenców którzy wyławiać będą po czątkujących ćpunów po to, by im pomagać, odciągać od nałogu. Druga sprawa, to tworzenie ośrodków resocjalizacji wzorowanych na modelu głoskowskiego Monaru. W Monarze kierowanym przez psychologa Marka Kotańskiego jest prawdziwa demokracja, samorządność i samokontrola. Jeżeli stworzy się nam ośrodki, w których będziemy mogli odpowiadać faktycznie sami za siebie, to na pozytywne efekty nie trzeba będzie długo czekać. Trzecim zadaniem, którego chcielibyśmy się podjąć, jest opieka nad ludźmi, którzy wyjdą po leczeniu odwykowym.
Zamierzamy organizować np. kluby, które nie byłyby tylko gettem dla byłych narkomanów. Będziemy próbowali zrobić wszystko, aby ludzie ci nie wracali do swojego środowiska.
- Czy widzicie miejsce dla dorosłych w swojej działalności?
- Generalnie dorosłym nie dowierzamy. Nie znają oni praktycznie naszych problemów. Są jednak wśród nich ludzie, którzy nas rozumieją i czują. Z ich rad i pomocy chcielibyśmy korzystać. Przecież nam nie chodzi o kierowanie, nam chodzi o skuteczność. W każdej szkole są nauczyciele, na których możemy liczyć. z pewnością zechcą nosić znaczki "Monaru" Myślimy że i w innych środowiskach znajdziemy przyjaciół.
- Program wasz jest bardzo śmiały. Czy jesteście przygotowani na trudności?
- Dorośli rzadko traktują nas jako współpartnerów. Pozyskać ich możemy tylko pozytywnymi efektami naszej pracy. Oby pozwolili nam się wykazać.
- Wierzę, że uda wam się porozumieć z dorosłymi, czy jednak we wszystkich sprawach? Apelujecie na przykład o zakaz siania maku.
- Traktujemy to jako hasło wywoławcze do podjęcia konkretnych decyzji. Można przecież kontraktować nasiona razem ze słomą makową, co w sumie jest jedynie półśrodkiem w walce z narkomanią. Czy nie moglibyśmy wziąć przykładu z Francji, gdzie uprawa maku jest całkowicie zabroniona.
Powinny także ulec zmianie przepisy prawa, które przewidują bardzo niskie kary za handel i produkcję narkotyków. Uważamy że handlarzy trzeba bardzo surowo karać, a narkomanów leczyć. Chcemy żeby w naszym społeczeństwie narkoman nie kojarzył się z kryminalistą. Jest to chory i nieszczęśliwy człowiek, któremu trzeba pomóc.
- Żeby pomagać, trzeba wiedzieć komu. A my praktycznie nawet nie wiemy, jak wygląda człowiek po zażyciu narkotyku.
- Jest otępiały, oczy ma mętne, powieki opadające, a źrenice tak maleńkie jak główka od szpilki. Często zatacza się i zachowuje jak pijany. Nie jest agresywny, mówi powoli i niewyraźnie. Najczęściej ma ślady wkłuć do żył na przegubach rąk, na dłoniach, na nogach. Ukrywa je poprzez przypalenie skóry papierosem, malowanie pieprzyków lub rozdrapywanie tak, by miejsca te wyglądały jak podrapane czymś szorstkim. Korzystając z tej wyjątkowej okazji chciałem za pośrednictwem "Życia Warszawy" zaapelować do wszystkich, którzy zechcą nam pomóc w zrealizowaniu naszych zamierzeń, o rady i propozycje, bo nie zjedliśmy wszystkich rozumów.

Ewa Dux
"Po tej stronie granicy" (do spisu treści)

Kategorie

Komentarze

Kurwaaaa jak ja nie nawidze tych redagowanych textow! Koles jest w III klasie? Gada jak ksiadz.

I JESZCZE KURWA TA MASAKRA!!!!
JAK JA NIE NAWIDZE SLOWA CPUN!!!
"Bedziemy wylepywac... cpunow " aaa lapy precz spoleczniaki!!!

Kurwaaaa jak ja nie nawidze tych redagowanych textow! Koles jest w III klasie? Gada jak ksiadz.

I JESZCZE KURWA TA MASAKRA!!!!
JAK JA NIE NAWIDZE SLOWA CPUN!!!
"Bedziemy wylepywac... cpunow " aaa lapy precz spoleczniaki!!!

Zajawki z NeuroGroove
  • Bieluń dziędzierzawa

Zeżarłem raz ok. 40 nasionek. Efekt był raczej mizerny i co tu dużo mówić niezbyt przyjemny. Straszne ciary, jak po przedawkowaniu kofeiny. Ale niezłą jazdę miałem po takim wynalazku, który wycofano z aptek gdzieś w `93.


  • Marihuana

subst. - gandzia


miejsce. - woodstock


czas. - 1.8.2003, wieczór


ilość. - g/3osoby


kto? - ja i kumpel, kumpela i kumpel który dołączył później - różny

poziom 'wtajemniczenia'

  • Marihuana

Bardzo dawno temu wybrałem się na obóz żeglarski nad Wdzydze (to takie duże jezioro koło Kościeżyny - woj. gdańskie). Oczywiście na obozie ponowały jasne zasady: żadnego alkoholu, fajek, nie mówiąc już o dragach. A że organizator był trochę pojebany to przestrzegał tych zasad, w każdym razie trzeba było strasznie uważać. Do wyjazdu długo się przygotowywałem i ostatecznie zabrałem kilka lufek i ze 4 gramy dobrego skunika. Jedengo wieczora uznałem, że czas już iść przypalić. Było już ciemno i niepostrzeżenie mogłem się oddalić z obozu.

randomness