REKLAMA




Ćpaj zdrowo żyj kolorowo

Wiking jest najstarszym ćpunem na Dolnym Śląsku. Choć przekroczył pięćdziesiątkę, dalej daje w kanał i łyka prochy. W Jeleniej Górze, gdzie pomieszkuje w różnych miejscach, zna go już trzecie pokolenie narkomańskiej braci. Niedawno ktoś Wikingowi przywalił bejsbolem w rudy łeb, wrzucił do bagażnika samochodu i wywiózł za miasto. Tam dostał porządny wpierdol, po czym sprawcy pobicia wsiedli do bryki i odjechali w siną dal. Wiking ocknął

agquarx

Kategorie

NIE

Odsłony

2430
Wiking jest najstarszym ćpunem na Dolnym Śląsku. Choć przekroczył pięćdziesiątkę, dalej daje w kanał i łyka prochy. W Jeleniej Górze, gdzie pomieszkuje w różnych miejscach, zna go już trzecie pokolenie narkomańskiej braci. Niedawno ktoś Wikingowi przywalił bejsbolem w rudy łeb, wrzucił do bagażnika samochodu i wywiózł za miasto. Tam dostał porządny wpierdol, po czym sprawcy pobicia wsiedli do bryki i odjechali w siną dal. Wiking ocknął się na poboczu szosy, pieszo dotarł do miasta. Nie pamięta, kto sprawił mu łomot, skini czy dresiarze, gdyż był wtedy na prochach, zakręcony jak imadło. Facet ma jednak powód do radości napastnicy nic mu nie złamali, nie wybili oka, nawet nie spowodowali uszkodzenia nerek czy wątroby. Gdyby doznał poważnego uszczerbku na zdrowiu, nie miałby szans na szpitalne leczenie. Kasy chorych refundują bowiem kurację tylko tych narkomanów, którzy są ubezpieczeni. Pośród wszystkich ćpunów ubezpieczeni stanowią zaś nikły procent. MONAR na żebrach W czerwcu ubiegłego roku, w artykule "Głodem ćpuna" ("NIE" nr 25/99), opisaliśmy nieciekawą sytuację, w jakiej po wprowadzeniu tzw. reformy służby zdrowia znalazły się ośrodki MONAR, zajmujące się leczeniem narkomanów. Przypomnijmy, że wiosną ubiegłego roku Biuro do spraw Narkomanii (agenda Ministerstwa Zdrowia, finansująca m.in. funkcjonowanie ośrodków leczenia narkomanów) poinformowało kierowników placówek, że dotacje na kupowanie usług medycznych zostały im obcięte o połowę. Resztę forsy miały wypłacać kasy chorych, po zawarciu umów z poszczególnymi ośrodkami. Powstał niezły burdel, gdyż część kas odmawiała refundacji kosztów. Placówki MONAR musiały przekształcić się w niepubliczne zakłady opieki zdrowotnej. Wcześniej Biuro do spraw Narkomanii zabroniło kierownikom ośrodków wykorzystywania pieniędzy z dotacji na remonty placówek. Wszystko trzymało się jeszcze kupy tylko dzięki wsparciu darczyńców, pomocy rodziców młodych narkomanów i litości wierzycieli, jak zakłady energetyczne i gazownicze, które nie odcięły dostaw mimo dużych zaległości w płaceniu rachunków. Gdy kierownictwo MONAR usiłowało wyjaśnić sytuację w Ministerstwie Zdrowia, odpowiedzialna za wdrażanie tzw. reformy Anna Knysok stwierdziła, że ministerstwo nie dostrzega tu większych problemów, a "pewne niejasności" same się z czasem rozwiążą. Stwierdziliśmy wówczas, że przytrzymamy panią Knysok za słowo. Ćpun zreformowany Minęło osiem miesięcy, a "pewne niejasności" nadal spędzają sen z powiek kierownikom ośrodków resocjalizacji i punktów konsultacyjnych MONAR. Kasy chorych zwracają pieniądze za leczenie wyłącznie tych narkomanów, którzy są ubezpieczeni. Tylko garstka ćpunów znajduje się w tej uprzywilejowanej sytuacji. Reszta nie posiada nawet dowodów osobistych lub innych dokumentów, bo dawno je zgubiła lub sprzedała. Niemal sto procent dorosłych narkomanów to bezrobotni. Teoretycznie mogą uzyskać prawo do ubezpieczenia po zarejestrowaniu się w urzędzie pracy, ale tam mają obowiązek przyjmowania ofert zatrudnienia. Najczęściej jest tak, że skierowany do roboty ćpun nie daje rady, bo jest za słaby, bo ścigają go "normalni" pracownicy albo idzie w narkomański cug, znika na tydzień i pracodawca wywala go z roboty. Kasy chorych często odmawiają finansowania leczenia narkomana w innym województwie. Dzieje się tak dlatego, że do tej pory nie ma jednolitych przepisów, regulujących kwestię tzw. promes, czyli wymiany pieniędzy między poszczególnymi kasami. Największe problemy stwarza w tej sytuacji detoksykacja, czyli odtruwanie narkomanów w szpitalach przed skierowaniem ich do ośrodków resocjalizacji. Oddziały "detoksu" są nieliczne, rozsiane nieregularnie na terenie Pomrocznej, więc kierowani są tam narkomani z różnych województw. Dyrekcje niektórych szpitali nie chcą przyjmować ćpunów na odtrucie, gdyż regionalna kasa chorych, z którą podpisali umowę, nie zwróci kosztów leczenia narkomana z innego województwa. Co ciekawe, nie ma takich problemów przy odtruwaniu alkoholików. Widocznie ten, który daje w beret, jest bardziej godny wsparcia niż ktoś, kto daje sobie w kanał. Pobyt w ośrodkach MONAR osób, które nie są ubezpieczone, finansuje po części Biuro do spraw Narkomanii, ale jeżeli nieubezpieczony ćpun zachoruje bądź ulegnie wypadkowi, żaden szpital go nie przyjmie, gdyż nikt za leczenie takiego delikwenta nie zapłaci. Narkoman nie rodzina W Pomrocznej znajduje się 29 ośrodków resocjalizacji MONAR i kilkanaście, prowadzonych przez inne organizacje. Wszystkie pękają w szwach. Odtruty narkoman często musi czekać, aż zwolni się jakieś miejsce. Podczas oczekiwania ma niezliczone okazje, by wrócić do czynnego zażywania i cały proces przywracania go społeczeństwu szlag trafia. Jak wykazują statystyki policji, w ciągu ostatnich pięciu lat liczba osób zażywających w naszym pięknym kraju narkotyki wzrosła o ponad jedną trzecią. Fachowcy mówią, że tendencja ta będzie się nasilać. Narkomanami stają się głównie ludzie młodzi, uczniowie szkół podstawowych i średnich. Koalicja AWS UW, która przed wyborami tak żarliwie rzucała hasła polityki prorodzinnej, do tej pory nie uczyniła nic, aby powstrzymać tę fatalną tendencję. Ministerstwo Zdrowia nie stworzyło programu, koordynującego antynarkotykową profilaktykę. Gdyby nawet taki program powstał, nie byłoby szmalu na jego wdrożenie. Policja po reformie nie posiada w terenie wystarczającej liczby wyspecjalizowanych funkcjonariuszy, zajmujących się zwalczaniem produkcji oraz handlu narkotykami. Nie zmienią tego spektakularne, nagłaśniane w mediach akcje antyterrorystów czy "polskiego FBI", wymierzone w przemytnicze gangi. W opinii psychologów i socjologów zwiększony popyt na środki halucynogenne wynika m.in. z tego, że młodzi ludzie nie widzą w obecnych realiach szans na znalezienie pracy i normalną egzystencję. Nic dziwnego więc, że tworzą sobie inną rzeczywistość za pomocą kleju, grzybów i "polskiej hery". Źródło: archiwum WWW Tygodnika "NIE", http://www.nie.com.pl. Autor, znany nam już Bogusław Gomzar.

Komentarze

szukamy (niezweryfikowany)
sprzed ilu lat ten artykul?...
agquarx
[quote=szukamy]sprzed ilu lat ten artykul?...[/quote] ...co za różnica, że nie nowy? A czytałeś go przedtem? Co innego jakbym wprowadziła do repozytorium coś co już w niej jest, a tak to wszystko jest zgodnie z Tajnym Regulaminem Wprowadzania Artykułów.
Anonim (niezweryfikowany)
Koalicja AWS-UW była u łask w 1997-2000. Gimnazja powstały w 1999 (a artykuł sugeruje, że ich nie było). Wychodzi na to, że artykuł jest z 1997-1998.
randomness