Witam,
nazywam się Norbert, mam 22 lata.
Mam taki problem, że od dwóch dni męczą mnie paraliże nocne, w ciągu dnia mam wrażenie jakby "przechodził" przeze mnie "prąd?", zaczynam się trzęść cały, a najbardziej dłonie, większa potliwość. Na ogół jestem strasznie spokojnym człowiekiem, nie denerwującym się, nie płaczę również z byle powodów itd. Aktualnie strasznie łatwo mnie zdenerwować, byle co mnie wprowadzić może do białej gorączki, zwykła wymiana zdań niedawno skończyła się PRAWIE na rzucaniu krzesłem (zdołałem się jakoś powstrzymać), pomyślę o czymś smutnym, bądź w ogóle o tym słowie to doprowadza mnie już do płaczu, miewam jakieś skurcze ciała chwilowe.
Paraliż nocny pierwszego dnia wyglądał tak, że nie dostawałem częstych skurczy połączonych z tymi falami jakby elektryzującymi. Natomiast dzisiejszej nocy (tj. 14.06.2019) była ISTNA MASAKRA, jakieś postacie siedzące na mnie, światło z pokoju obok mnie przerażało + bałem się, że ktoś wejdzie. Brak możliwości oddechu, poruszania się, chciałem krzyczeć o pomoc - nie było takiej możliwości (pisząc to od tego momentu znów mam pierdolony napad łez, mimo że nie chce mi się płakać i nie mam do tego powodu). Podczas tego paraliżu, starałem się "wybudzić" poruszając ręką w gwałtowny sposób (co wychodziło akurat efektownie, bo się wybudzałem po jakimś czasie). Ostatnia faza tego paraliżu zakończyła się w taki sposób, że ją ujarzmiłem (zapanowałem nad nią, przez co mogłem kontrolować sen w sposób, jaki sobie JA zażyczę).
Piszę do Was to coś bo mam pytanie, jak mogę się tego pozbyć, nie da się normalnie funkcjonować z tym, w pracy się denerwuje, trzęsę, nie jestem sobą, w domu tak samo. Mało rzeczy sprawia mi teraz przyjemność, gdzie wcześniej głównie cały czas się śmiałem.
Jeśli chodzi o narkołyki, jadłem wcześniej kryształ (dokładnie nie pamiętam co to było), ale nie były to też duże dawki. Dziennie może takie z 3-4 krechy po ok. 50mg, czasem też się zjadło całą 1 (i nic w ogóle nie klepało), wrzuciłem też raz "rolexa", który nic, a nic na mnie nie zadziałał (koleżankę on wyjebał z butów na jakieś 4h), później go poprawiłem wężem w.w substancji (ok. 50-100mg).
Aktualnie od kilku dni nic (3-4), a nic nie biorę. Jedynie jakieś energetyki (jeśli to ma coś wspólnego), szlugi.
Stres - sprawa sądowa na dniach, problemy rodzinne i finansowe (do tej pory na to wszystko kładłem laskę, teraz w sumie też, ale może ma to jakiś czynnik wewnętrzy).
Dodatkowo sen - ostatnimi czasy był bardzo nieregularny, w ciągu dnia potrafiłem sobie pospać kilka razy, z rana przedłużyć drzemkę, popołudniu sobie pospać tak z 2-3 razy, wieczorem drzemkę i noc do spania (miałem urlop to sobie pozwalałem na "odpoczynek". Z tego co widzę to ten "odpoczynek" mógł doprowadzić między innymi do w.w sytuacji. Do tej pory spałem sobie w ciągu dnia z 2-3 razy po pracy.
W dniu pisania tej "wiadomości" nie jadłem żadnych substancji, w ciągu dnia również nie spałem, w nocy sen był potworny.
Ludzie, piszę do Was tą wiadomość z prośbą o pomoc. W jaki sposób mogę zaprzestać tym "paraliżom nocnym"? Jest to naprawdę straszne? przytłaczające i nie do zniesienia. Interesuję się ezoteryką, okultyzmem, oświeceniem itd. obawiam się, że możliwość, którą aktualnie posiadam "wyjście z ciała podczas snu" wzbudzi za bardzo moje zainteresowanie w kierunku oświecenia i w ogóle już się nie obudzę, błądząc w sferze astralnej :v.
Czy jest to wynikiem, że mam już jakieś popalone styki? Czy może przez ten nieregularny sen? Proszę Was o pomoc.
Aktualnie jem magnez, witamy C + Vitapak +. Spożywam więcej wody, odżywiam się lepiej.
Z góry dziękuje za każdą odpowiedź, jeśli napisałem w złym dziale - proszę o przeniesienie (pierwsza wypowiedź na jakimkolwiek forum w moim życiu).
Dziękuje za zrozumienie, pozdrawiam i życzę miłego dnia.
Komentarze
Odpoczywaj i nie bierz chemicznego gówna. Młody jesteś, samo przejdzie.