Wycieczka w nieznane

by Yaguarundi

Anonim

Kategorie

Odsłony

1698
Dnia dzisiejszego, tj. 07.12.2002 postanowiłem wraz z dwoma kumplami pierwszy raz spróbować dekstrometorfanu, w skrócie DXM. Wybór padł na lek Acodin, mimo tego że jest on tylko i wyłącznie dostępny na receptę. Acodin udało się kupić dopiero w trzeciej aptece, przy ściemnianiu że mama jest chora, i znajomy lekarz ją zbadał w domu, i niefartem zapomniał recept :-P Pani przystała na to, i podała specyfik, 30 tabletek 5,60 groszy. Po powrocie na osiedle rozeszliśmy się na obiady do domów (zjadłem bardzo niewiele).
Po obiedzie spotykamy się w markecie gdzie kupujemy kwaśny sok grejpfrutowy i ciastka, po czym udajemy się na osiedle "domków jednorodzinnych" gdzie z reguły jest bardzo spokojnie, cicho i bezpiecznie. Piguły połykamy i popijamy sokiem mniej więcej co jakieś 3-4 min jedną. Dawka na głowę to 10 tabletek 15mg, ważymy w przybliżeniu 70kg, co daje nam ponad 2mg na kg/ciała. Po przejściu całego osiedla i spożyciu wszystkich tabletek zaczęliśmy już poważnie odczuwać zimno (na dworze -7C) więc zapakowaliśmy się do nadjeżdżającego autobusu. Już w nim zaczęły się pierwsze efekty zażycia, tj. senność i lżejsza grawitacja. Wysiedliśmy na pętli tramwajowej i postanowiliśmy się przejechać tramwajem (to u nas normalne :)) przejechaliśmy kilka przystanków i wysiedliśmy na dużym rondzie, podczas gdy oczekiwaliśmy na tramwaj powrotny, zapaliły się wszystkie latarnie (ściemniało się już) i to już nam "dało do myślenia". Wszystkie te światła samochodów/tramwajów zaczęły się wydawać takie inne/lepsze. Wreszcie przyjechał tramwaj, wsiedliśmy do pierwszego wagonu i pojechaliśmy na nasze osiedle, tam już lekko chwiejnym krokiem rozeszliśmy się do domów. Praktycznie już od przekroczenia progu mojego domu zaczął się ten "właściwy" trip. Zamknąłem się w moim pokoju, chwile pogrzebałem w necie, jednak nie bardzo rozumiałem co czytam/oglądam, postanowiłem się położyć, zanim to zrobiłem, puściłem (i to się okazało kluczem do tripa) muzę (techno-trans) której wcześniej nie słuchałem, a wiedziałem że jest godna uwagi (Paul Van Dyk live Rosenmontagsrave 02-11-2002, ponad dwugodzinny set). Zgasiłem światło i położyłem się. Dokładnie od tej chwili działy się rzeczy których nie opiszą żadne słowa, można to porównać do podróży, ktoś lub coś prowadził/o mnie po mojej (pod)świadomości, po znanych mi miejscach które kocham, pokazywało mi kim jestem dla innych, świat materialny wogóle nie istniał, byłem tylko ja, i to Coś - mój opiekun. Wędrowaliśmy po miłych zdarzeniach/miejscach. Wiem że było to bardzo PIĘKNE I FASCYNUJĄCE, myślę że wyniosłem z tej podróży bardzo wiele. Leżałem tak z 3-4 godziny, raz z zamkniętymi oczami, raz z otwartymi. Muzyka wydawała się jakby wychodziła z mojego mózgu, wynikała z moich myśli, była poprostu doskonała, napędzała całego mnie.
W pewnym momencie pomyślałem co z moimi kumplami?! Co oni teraz robią, co przeżywają? Gdzie wędrują? Jako że podróż już malała na sile, postanowiłem wybrać się do pierwszego kumpla, a mieszka aż dwa bloki niżej. Gdy otworzył drzwi nie widział co powiedzieć, nie potrafił opisać tego co przeżył, mówił że gdy tylko wszedł do domu, dziwnie się poczuł, położył się do łóżka i włączył film o gwiazdach, chwile potem wędrował już w kosmosie! Chwile rozkminialiśmy i postanowiliśmy zadzwonić do trzeciego kumpla. Powiedział nam że nic mu nie jest, jedyne co, to czuł lżejszą grawitację, zaszliśmy w głowę, jak to możliwe !?!? Myśmy zwiedzili pół swojego mózgu, a on tylko lekko chodził!??!
Nie czekając chwili postanowiliśmy mu złożyć wizytę. Przeszliśmy przez mroczne i zimne osiedle, wyjście na 3 piętro zajęło nam kilkanaście sekund, wręcz WYFRUNĘLIŚMY do góry. Chwile z nim gadaliśmy na temat naszych przeżyć i wywnioskowaliśmy z jego zachowania że też coś mu się nakręciło (może sam o tym nie wiedział?).
Powróciliśmy do naszych domostw, i tu już sprawa wyglądało niemalże normalnie, jedynie występowały chwilowe przebłyski podświadomości. Pościeliłem sobie łóżko i położyłem się, dosyć szybko zasnąłem. Gdy się rano obudziłem czułem się jak nowonarodzony.

Reasumując, podróż bardzo ucząca, fascynująca i przyjemna. Jedyny minus to lekkie mdłości jakieś 15 minut po spożyciu (jeszcze przed tripem), które jednak szybko ustąpiły miejsca pięknym przeżyciom. Najwcześniej za tydzień wybieramy się do wczesnego 3 plateau.

Komentarze

akryl (niezweryfikowany)

prawiczek . hehe zajebista faza po 10 tabsach :)

herka17 (niezweryfikowany)

całkiem fajna jazda była :-) dobrze, że miałeś z kim wziąć DXM. ja mushę zarzucać zawshe sama, bo nie mam z kim. a samej tak nienajlepiej jest.

lajcik boj (niezweryfikowany)

całkiem fajna jazda była :-) dobrze, że miałeś z kim wziąć DXM. ja mushę zarzucać zawshe sama, bo nie mam z kim. a samej tak nienajlepiej jest.

Zajawki z NeuroGroove
  • Inne
  • Pozytywne przeżycie

Ciepły, sierpniowy dzień; wnętrze mieszkania w bloku, park, blokowisko. Mentalnie trochę ekscytacja, a trochę niepokój, jednak bez większego stresu.

Od kilku dni byłem niespokojny. Planowaliśmy to z F. od dłuższego czasu. Nie miałem sprecyzowanych oczekiwań, ale czułem, że następne kilka godzin zapamiętam na długo. Co się może najdziwniejszego zdarzyć? Te słynne przeżycia mistyczne? Co do tego byłem sceptyczny, bo postrzegam siebie raczej jako scjentystę ufającego tylko pomiarom i wierzącego w materię. Ale może efektem będzie po prostu zmiana. Coś w tych synapsach może się przestawi – na korzyść, bądź na szkodę. Jaki będzie kierunek tej zmiany, o tym dopiero miałem się przekonać.

  • Dekstrometorfan
  • Efedryna
  • Midazolam

Był piękny sierpniowy poranek, gdy Dresu wpadł do mundziela postanowili się wybrać do oddalonego o 50 kilometrów Bełchatowa na rowerach. Celem było pomazanie tego uroczego miasta.

Pierwsze 30 kilometrów było męczarnią ponieważ nie posiadali żadnych substancji odurzających. Mimo to dzielnie dążyli do celu. Wreszcie dotarli do błogosławionego miejsca zwanego apteką, nabyli tam po dwie paczki Acodin'u i Tussipect'u

Po zjedzeniu tego drugiego ruszyli w dalszą drogę.

Po około 30 minutach poczuli że moc jest z nimi.

  • LSD-25
  • Pierwszy raz

 

  • LSD-25
  • Pierwszy raz
  • Tytoń

Cały dzień w pozytywnym nastroju, przed zażyciem swoisty ''lęk przed nieznanym'', dreszczyk emocji. Generalnie nie oczekiwałem zbyt wiele, ale ostatecznie bardzo pozytywnie się zaskoczyłem. Towarzystwo w trakcie tripu, to dwóch dobrych znajomych zażywających razem ze mną, oraz jeden zaufany kolega ''z zewnątrz'' który był w 100% trzeźwy. Miejsca w których przebywałem były mi od wielu lat znane, to rodzinne miasto w którym dorastałem i tereny które znam jak własną kieszeń.

Słowem wstępu zaznaczę, iż raport ten został przekopiowany z mojego posta na hyperealu, na życzenie użytkownika ''Trydzyk''(Pozdrawiam, dzięki za docenienie) Wstawiam go tutaj, ja jestem jego osobistym autorem...Więc nie ma mowy o plagiacie :D 

randomness